piątek, 31 grudnia 2021

804-805 || Podsumowanie najgorszego roku w moim życiu bye bye 2021

 Piątek, 19:04



Tym wpisem chciałabym podsumować NAJGORSZY ROK W MOIM ŻYCIU. Uznałam, że nie ma co się ograniczać i śmiało mogę powiedzieć, że był on najgorszy w całym moim życiu - także tej części, której jeszcze nie przeżyłam. Wiecie jak to jest? Lepiej założyć, że najgorsze już nas spotkało i teraz oczekiwać najlepszego. Przeżyjmy ten rok.. miesiąc po miesiącu. 

Styczeń

Zaczęłam z nową pozytywną energią. W styczniu wzięłam się porządnie za ćwiczenia z Kołakowską i zrobiłam pierwsze miesięczne wyzwanie, które bardzo mi się podobało. W tym miesiącu pozyskałam także wielu nowych uczniów na korepetycje i rozwinęłam się w tej materii. Namalowałam także swój pierwszy obraz "po numerkach" i zafundowałam sobie depilacje laserową. Dodatkowo udało mi się zdać całą sesję z super wynikami. 

Luty

Moja sielanka nie trwała długo, dokładnie 10 lutego pokłóciłam się z matką, ale to była taka najgorsza kłótnia jaką kiedykolwiek miałyśmy. Pierwszy raz odważyłam się powiedzieć wszystko co do niej miałam, ale jak zwykle nie zostałam wysłuchana, a zarzucona gratem obelg. Tak źle jeszcze nie było. Odcięła mnie wtedy od jakichkolwiek pieniędzy i kazała zwracać te, które kiedyś od niej dostałam. Nie ma to jak wsparcie bliskich, prawda? Później było już tylko gorzej, aż w końcu zadzwoniłam do ojca, że chce się wyprowadzić do innego mieszkania, które mamy. Nie udało się, bo kilka dni wcześniej zostało wynajęte. Oczywiście później kontakty z matką uległy poprawie do poziomu optymalnego. 

Marzec

Zaczęłam czuć, że coś jest nie w porządku. Zaczęły się problemy z koncentracją, coraz częściej coś sobie odpuszczałam. Myślałam, że jestem przemęczona. 

Kwiecień, Maj, Czerwiec

Te trzy miesiące zlały mi się w jeden. Okazało się, że marzec to tylko przedsmak tego, co mnie czeka. Przez trzy miesiące nie wychodziłam z domu, głównie zamawiałam jedzenie, nie wstawałam z łóżka, nie sprzątałam mieszkania, nie chodziłam na zajęcia. NIC. Po prostu nie żyłam, wegetowałam. Byłam dosłownie zmęczona po umyciu rano zębów nie mówiąc już nic o nauce czy jakikolwiek obowiązkach. Kompletnie zawaliłam studia. Nie chodziłam na zajęcia, nie podchodziłam do większości egzaminów. 

Lipiec

Mój stan się nieco poprawił, ale do słowa "dobrze" było mi daleko. Starałam się uratować sytuacje na studiach, uczyłam się jak szalona. Pod koniec miesiąca stwierdziłam, że nie dam rady. Nie mogę, nie chce, byłam taka zmęczona. Rzuciłam studia. 

Sierpień i Wrzesień

Ratowałam swoją psychikę. Czytałam odpoczywałam, trochę wracałam do życia. Te stany depresyjne to bardzo dziwny dla mnie okres. Ja bardzo dużo chciałam zrobić, ale nic nie mogłam. 

Październik, Listopad, Grudzień

Czas powrotu na studia. Mogę chyba powiedzieć, że to mnie uratowało, chociaż dziwnie to brzmi, ale tak było. W końcu miałam swoją ustalona rutynę, w końcu wróciłam do udzielania korepetycji, co więcej mogłam widywać się ze znajomymi na uczelni. Przez te miesiące także ćwiczyłam i nie stosowałam żadnej diety. Udało mi się schudnąć ponad 10 kilo.


Postanowienia Noworoczne 2021:

1. Na koniec 2021 móc powiedzieć, że to była najlepszy rok w moim życiu. To był najgorszy rok w moim życiu

2. Na koniec 2021 ważyć mniej niż obecnie. Udało się. Ważę mniej.

3. Pójść na kilka randek, tak po prostu. Nie byłam na ani jednej, w ogóle z domu nie wychodziłam. 

4. Wyjechać na wakacje. Nigdzie nie pojechałam.

5. Po prostu dbać o siebie -> psychicznie(!), fizycznie i urodowo. Nie udało się, zwłaszcza psychicznie. 

6. Dodawać regularnie posty na bloga, tym samym spisując moje przeżycia. Udało się



środa, 29 grudnia 2021

800 - 803 || By w końcu zacząć wymagać

 Środa, 22:42


Kojarzycie, jest takie powiedzenie, że ludzie wymagają dużo od innych, ale od siebie nic nie dają. Już jakiś czas temu zdałam sobie sprawę, że u mnie jest zupełnie odwrotnie. Siebie bym zamęczyła na śmierć, a innym wszystko wybaczała, ustępowała, byleby tylko komuś było lepiej. Jest to z pewnością rzecz, nad którą chciałabym popracować w nadchodzącym roku.  Ostatnio dowiedziałam się, że najwięcej studentów chce jechać na Erasmusa do Hiszpanii, czyli tam gdzie ja chcę się dostać. I wiecie co zaczęłam sobie myśleć? "A dobra, to ja im ustąpię. Przecież jestem pewna, że ktoś inny lepiej wykorzysta ten wyjazd, ja mogę jechać gdziekolwiek." I serio, potem byłam zła na samą siebie o takie myślenie. Tak jest właściwie w większość spraw. Robię z kimś jakiś projekt i ktoś nie wywiązał się z terminu, bo miał za mało czasu? Bez problemu, no przecież ma życie prywatne, nie to co ja, więc mogę to zrobić za tą osobę. Ja komuś dałam prezent świąteczny, a ktoś mi nie? Bardzo dobrze, co tam będzie na mnie pieniądze wydawać. Ktoś mówi, że jest zmęczony? To z pewnością ma po czym, nie to co ja. Domyślam się, że ten sposób myślenia jest związany z moim niskim... bardzo niskim poczuciem własnej wartości, a także relacją z matką. To ona zawsze mówiła, że tylko ona ma prawo być zła, zmęczona, że tylko ona ma prawo żądać. To jedna z rzeczy, nad którymi muszę popracować w nowym roku. Ja też mogę wymagać. Nawet taka głupia rzez jak korepetycje... stale mówię "ja się dopasuje". Nie, mi też musi pasować.

A co oprócz tego? Właściwie nic. Tak jak Wam ostatnio pisałam, poświęcam masę czasu na studia, ale przynajmniej później będzie mi łatwiej, nie chcę się stresować, że coś zawalę. Lepiej jest zrobić od razu i potem mieć spokój. Teraz uciekam jeszcze napisać recenzję z książki, którą ostatnio przeczytałam, oczywiście na studia, a później będę oglądać "Brzydulę". Korzystam z tego, że mam dostęp do playera i oglądam ponownie pierwszy sezon. To takie moje "comfort show". Uwielbiam ten serial, jest po prostu piękny, pełen pozytywnych wartości. 

Aaa! No i przypomniało mi się o czym chciałam napisać. Dziewczyna mojego brata wczoraj przyszła do mojego pokoju i powiedziała, że mnie podziwia, bo nie wie jak wytrzymuje z matką. Ona także widzi jak jest traktowany mój brat, a jak ja. To dziwne, ale cieszy mnie to, że faktycznie problem nie leży we mnie, a inne osoby także to widzą. Co śmieszne, wczoraj pomiędzy moim bratem, a jego dziewczyną wytworzyła się okropna kłótnia, ponieważ ta stwierdziła, że nie wyobraża sobie mieszkania w Krakowie, bo nie chce być tak blisko mojej matki. Powiedziała, że nawet nie chce spędzić tu Sylwestra, bo jaki Sylwester taki cały rok.

sobota, 25 grudnia 2021

799 || Ciężka końcówka roku

Sobota, 21:38


Cześć dziewczyny! 

Jak Wam lecą święta? Mi... średnio. Ta końcówka roku jest dla mnie ciężka, pełna emocji. Wczoraj jedliśmy kolację wigilijną, a ja myślałam tylko o tym żeby to wszystko się skończyło. Z roku na rok jest tylko coraz gorzej. I nie myślcie, że ktoś mi coś zrobił czy powiedział. Po prostu cieżko jest mi sobie poradzić ze swoimi emocjami. I nawet jeśli matka obecnie jest dla mnie dosyć miła, to i tak nie potrafię się przekonać do siedzenia z nią przy jednym stole, bo ciągle chodzą mi po głowie słowa, które kiedyś powiedziała. Nie jakieś konkretne, ale te sprzed kilku dni, miesięcy czy nawet lat. Dzisiaj przyjechał mój brat i jego dziewczyna i nie wychodziłam na wspólne posiłki. Matka od razu dała mi do zrozumienia, że jest wściekła z tego powodu, ale szczerze mam to gdzieś. Nie dość, że serio w ogólnie nie jestem głodna, to dochodzi jeszcze fakt, że nie lubię jeść przy ludziach, a także to, że stale wybucham płaczem. Serio.. non stop. A ostatnimi argumentami jest to, że chce jeść wtedy kiedy jestem głodna, a nie wtedy gdy mojemu bratu wypada godzina posiłku oraz że mam dużo rzeczy do zrobienia. Więc skończyło się na tym, że dzisiaj cały dzień przesiedziałam w pokoju robiąc rzeczy na studia, po drodze coś tam skubnęłam i to by było na tyle. Uwielbiam oczekiwanie na święta, ale samych świąt nie lubię. 

Spisałam też wczoraj swoje wstępne plany na 2022 roku. Jak co roku dodam je tutaj w Sylwestra. Powiem Wam, że jak co roku pisałam prawie to samo, tak teraz idę trochę w innym kierunku. Zobaczymy jak się to sprawdzi. 

piątek, 24 grudnia 2021

797-798 || Wesołych Świąt

 Piątek, 13:26


Cześć dziewczyny :)

Czy świąteczny klimat już u Was zagościł? Mi ten grudzień minął bardzo szybko, powoli zbliżamy się do końca roku. Do końca najgorszego roku w moim życiu, ale o tym jeszcze zamierzam napisać osobny wpis. Założyłam sobie, że lepiej nazwać go "najgorszym rokiem w moim życiu", a potem już oczekiwać samym wspaniałych rzeczy w przyszłości. Wiecie, coś w stylu "teraz już będzie tylko lepiej, bo gorzej być nie może". Myślę, że to dobra strategia :) 

Wczoraj spędziłam dzień z przyjaciółką. Zamówiłyśmy sushi, oglądałyśmy serial, po prostu odpoczywały. Wieczorem zrobiłyśmy jeszcze świąteczny stroik i odprowadziłam ją na autobus. Później wzięłam się za sprzątanie, a na koniec dnia oglądałam Wiedźmina. Lubicie? Bo ja bardzo! 

Okej, a teraz coś co przychodzi mi z trudnem, bo normalnie w prawdziwym życiu nie lubię tego momentu. Ale chciałam Wam złożyć życzenia świąteczne i płaczę pisząc to, bo z całego serca chcę wierzyć w to, że się spełnią. 

Chciałabym Wam życzyć poczucia celu w życiu, nie wiadomo, co nie robicie to wierzcie w to z całego serca. Spokoju, bo każdemu przyda się odpoczynek psychiczny. Szczęścia, jakiego nigdy wcześniej nie zaznałyście. A co najważniejsze życzę Wam przełomu. Żebyśmy nasze życie obróciło się o 180 stopni, oczywiście ku lepszemu. 




środa, 22 grudnia 2021

789- 796 || Woooolne!

 Środa, 15:04


Heeej!

I w końcu mamy wolne. Powiem Wam, że ostatnie kilka dni było tragicznych! Nie dość, że cały czas byłam z matką, to jeszcze się przeziębiłam i z natłoku zajęć spałam po kilka godzin. Ale wczoraj o 13 miałam ostatnie zajęcia, później 3h korepetycji i w międzyczasie przygotowywałam się do spotkania z przyjaciółką. Pojechałam do niej koło 20 i zrobiłyśmy sobie Wigilię. A jeśli już o tym mowa, to jutro mam kolejną, już trzecią w tym roku :) Bardzo się cieszę, myśl o tym, że nie wiem jak się potoczy moje życie w przyszłym roku (chodzi o wyprowadzkę za granicę) sprawia, że chcę wykorzystać ten czas w 100%! 

A co oprócz tego? Mam już kupione i popakowane wszystkie prezenty. Pierniczki upieczone, ale myślę żeby dopiec jeszcze trochę. Lista rzeczy do robienia przez święta też zrobiona. Już dzisiaj zaczęłam działać, bo boję się, że zrobię sobie wolne, to potem będzie mi ciężko wrócić na dobre tory. 

Co oprócz tego? Poszłam spać koło 3, bo późno wróciłam od przyjaciółki, wstałam po 10 i w końcu się wyspałam :) Później ogarniałam rzeczy na korepetycje, teraz będę działać z uczelnią, na 18 jestem umówiona z kolegą, bo też musimy coś ogarnąć. Wieczorem robię sobie dłuuugą kąpiel z kulą do kąpieli, którą dostałam w kalendarzu adwentowym. Ponoć w środku jest karteczka z pozytywnym przesłaniem :)



wtorek, 14 grudnia 2021

788 || "Nie, to po prostu chęć ucieczki stąd"

 Wtorek, 21:15


Cześć!

Dzisiejszy tytuł posta, to odpowiedź na komentarz aanderand. Moja produktywność, to nie efekt diety, wprawy czy czegoś innego. To efekt tego, że chce się stad wyrwać, za wszelką cenę. I uwierzcie mi, że robię wszystko co w mojej mocy żeby tak się stało. Ostatnio jest mi trochę ciężej. Motywację nadal mam, ale psychika powoli mi siada. Ciągle ryczę, stale. Myślę, że jest to spowodowane tym, że widzę jak moja matka traktuje mojego brata i jego dziewczynę, a jak mnie. Bo okazuje się, że potrafi być miła i dobra. Tylko po prostu nie dla mnie. 

Dzisiaj na 8 miałam mieć zajęcia, ale kiepsko się czułam, więc nie poszłam na wykład. Potem miałam już tylko zdalne. Ozdabiałam pierniczki, miałam korepetycje, ogarniałam rzeczy na uczelnie i tak dzień mi zleciał. Wypisałam sobie też wszystko co muszę zrobić do końca roku. Sporo tego, ale myślę, że sobie poradzę. 

Miałam jeszcze ogarniać coś na uczelnię, ale nie czuję się zbyt dobrze. Zwłaszcza psychicznie. 

poniedziałek, 13 grudnia 2021

786-787 || Ostatnie i najbliższe tygodnie

 Poniedziałek, 21:53


Heeejka!

Wczoraj wstałam jakoś po 9 i właściwie większość dnia ogarniałam rzeczy na uczelnie. Na 17 miałam korepetycje z angielskiego, udzielam ich 7-latkowi, powiem Wam, że super zabawa. Czuję, że przez te zajęcia jestem znacznie bardziej kreatywna. 

Dzisiaj pojechałam na uczelnie na 9:45, później miałam mieć online, ale finalnie odwołali. Udało mi się zrobić dzisiaj naprawdę wieeele rzeczy na studia, zaraz będę kontynuować. Wieczorem miałam spotkanie w sprawie Erazmusa i mam trochę mętlik w głowie. Oczywiście nadal chce jechać i pojadę, ale tak mnie uderzyły wszystkie rzeczy, które muszę ogarnąć w związku z tym. Po 20 miałam z kolei spotkanie w sprawie projektu dotyczącego praw człowieka. Zeszło nam ponad godzinę, a to tylko organizacja. Spisałam sobie także wszystkie rzeczy, które chce zrobić do końca roku i powiem Wam dziewczyny, że chyba będę siedzieć nad tym od rana do wieczora. Sporo tego. Jeszcze w ubiegłym tygodniu dostałam od promotorki propozycję udziału w grancie i też się zgodziłam, bo to świetna okazja. Zapisałam się też od tego tygodnia na korepetycje przygotowujące do egzaminu CAE z angielskiego i zaczęłam powtarzać hiszpański... 

Ale teraz taka puenta. Cieszę się, że to wszystko robię. Czuję, że coś jest inaczej, coś się zmieniło. Mam sporo rzeczy na głowie, nawet bardzo dużo, ale świetnie sobie z tym wszystkim radzę. Nie czuję też żeby było tego "za dużo". Nie jestem wypalona tak jak w ubiegłym roku, nie mam żadnych zaległości na studiach, nie chodzę nieogarnięta. Wręcz przeciwnie. Zawsze jestem przygotowana na zajęcia, posiłki zrobione, paznokcie wymalowane itd.

Kilka zdjęć z ostatnich dni :) Jedzonko, prezenty z kalendarza adwentowego...














sobota, 11 grudnia 2021

780- 785 || I znowu zazdrość w dupę kłuje

 Sobota, 23:14



Cześć!

Blogowanie słabo mi wychodzi w grudniu, a szkoda, bo miałam dużo planów co do tego. Ten tydzień jakiś super dla mnie nie był. Nie dość, że jestem już baaardzo zmęczona (a na takie zmęczenie pomóc może tylko dłuższa przerwa), to jeszcze w niedziele wpadł mój brat i jego dziewczyna. A co za tym idzie moja mama też wróciła żeby ich obsługiwać. No dziewczyny... takie cyrki, że można albo się śmiać, albo dosłownie ryczeć. Ja najczęściej wybieram drugą opcję, bo już psychicznie nie daje rady. Zaczynając od tego, że nie mam w ogóle spokoju, bo parka się ciągle kłóci, kończąc na tym, że moje relacje z matką znowu są tragiczne. Matka ciągle powtarza, że trzeba im tak usługiwać, bo przyjechali tutaj odpocząć, ale ja się zastanawiam, kiedy ja sobie odpocznę? Ostatnio parka jechała do mojej babci na obiad samochodem, a ja prawie zamarzając szłam na nogach, bo wracałam z uczelni (do babci). I matka do mnie dzwoni żebym zrobiła zakupy babci, bo oni są samochodem, to by musieli stawać przy sklepie. Mi będzie łatwiej. No myślałam, że ręce mi odpadną, byłam też kupić prezent babci z okazji imienin, bo oni nic nie kupili. Przed chwilą nawet pościeliła im łóżko żeby sami nie musieli tego robić... 

I wiecie ja tak sobie myślę ostatnio, że chciałabym być na ich miejscu. Tak sobie żyć spokojnie. Matka daje im kase, kupuje różne sprzęty domowe, robi przetwory, gotuje obiadki. Matka dziewczyny brata to samo. Jak gdzieś jadą to tylko słyszą żeby się dobrze bawili, odpoczywali i niczym nie przejmowali. Co tylko chcą to dostają, nawet jak jest drogie. Ja nawet nie mogę włączyć kaloryfera w pokoju, bo słyszę, że za drogo.  Wiem, że może Wam się wydawać, że to idiotyczny przykład, ale mnie najbardziej bolą takie drobne rzeczy. I znowu ryczę pisząc to. Bo chciałabym, najbardziej na świecie, żeby ktoś tak zadbał o mnie. Póki co widzę swoje życie jako ciągłą walkę. 


niedziela, 5 grudnia 2021

774-779 || Słomiany zapał to coś co kocham najbardziej

 Niedziela, 22:35


Hejka!

Zawiodłam z moim vlogmasem na blogu, ale oczywiście miałam sporo spraw na głowie. Na dodatek jakoś nie czuję jeszcze świąt, chociaż odliczam dni. Mam aż trzy kalendarze adwentowe. Dwa robione przez przyjaciółki i jeden z herbatkami. Mam kalendarz adwentowy chyba pierwszy raz w życiu i bardzo się z tego powodu cieszę! 

Jeśli chodzi o ostatnie dni to głównie skupiałam się na pracy na studia. Miałam sporo rzeczy do zrobienia, ale ze wszystkim się wyrobiłam. Oprócz tego posprzątałam mieszkanie, zrobiłam zakupy spożywcze, posiłki na najbliższe dni i oczywiście miałam korepetycje. 

Dzisiaj przyjechał także mój brat i jego dziewczyna. Od razu usłyszałam od dziewczyny brata, że schudłam bardzo! Przed chwilą mój brat też mi to powiedział, a matka potwierdziła, że rzeczywiście sporo schudłam. Także te moje (już ponad) 10 kilogramów jest bardzo widoczne. Super jest posłuchać takich komplementów, to jeszcze bardziej zachęciło mnie do dalszych starań :) 



Mam dokładnie takie samo podejście! Wolę powiedzieć, że spróbowałam i mi się nie spodobało niż zaprzepaścić swoją szansę na znalezienie czegoś co kocham. 

A poniżej kilka prezentów, które znalazły się w moich kalendarzach adwentowych :) 





Ten słonik jest piękny, dostałam na szczęście! 


środa, 1 grudnia 2021

773-775 || Odliczamy do świąt!

 Środa, 22:21


Hejka dziewczyny! 

Zaczynamy odliczanie do świąt! Bardzo się cieszę, już planuje kiedy upiekę pierniczki :) Postanowiłam też, że w tym czasie będę dodawać więcej zdjęć, takich urywków z życia żebym potem mogła sobie to wspominać. Taki vlogmas :) Chociaż pewnie większość będzie związana z jedzeniem, jak to u mnie bywa. 

Dzisiaj miałam zajęcia na 8, ale nie poszłam na poranne seminarium. Wczoraj była u mnie przyjaciółka, zagadałyśmy się, sporo wypiły i poszłam spać bardzo późno. 


Wczorajszy wieczór! 
Próbowałyście drwala z McDonalda? Dla mnie baardzo serowy i bardzo dużo sosu. Zjadłam 2/3 i byłam napchana po kokardkę, ale ostatnio bardzo skurczył mi się żołądek, więc to pewnie dlatego.
Ogólnie ostatnio jem naprawdę wszystko na co mam ochotę. Tutaj tościk, tam jakieś krakersy, chipsy, żelki, a stanęłam wczoraj na wadze i znowu zobaczyłam spadek :) 
Żyć nie umierać. Oczywiście to nie bierze się znikąd. Jem takie rzeczy, ale od czasu do czasu i właśnie w małych ilościach. Od kiedy nie mam napadów, to waga naprawdę bardzo ładnie idzie w dół.


Tak wygląda kalendarz adwentowy, który wczoraj dostałam od przyjaciółki. Bardzo się cieszę, nigdy nie miałam.


Jak widać jest spore zainteresowanie kalendarzem :) 



Ale wracając do dnia dzisiejszego... Na uczelni pojawiłam się dopiero na angielskim, bo były konwersacje i chciałam zdobyć jakieś punkty, potem zajęcia i czekałam na swój kurs z koreańskiego. I tak sobie jadłam tarte, popijałam herbatkę i powtarzałam koreański, gdy nagle dostałam sms, że zajęcia są odwołane. Także szybko zebrałam rzeczy i wróciłam do domu. 
Potem pojawiłam się na uczelni dopiero wieczorem, na ostatnich zajęciach. 


I tak sobie siedziałam dzisiaj na zajęciach do 21... W ostatnich tygodniach moim mottem jest "gdziekolwiek jesteś, bądź tam", to znaczy, że jak już coś musimy zrobić, to żeby się w pełni na tym skoncentrować, ale bywają takie dni czy godziny, gdzie jest serio ciężko. 


Wieczór z sushi i Netflixem :) Zaraz uciekam się kąpać i będę jeszcze siedzieć nad pracą na studia. 


A to zdjęcie, to na lepszy sen! 








niedziela, 28 listopada 2021

770-772 || Już prawie... vlogmas!

 Niedziela, 20:59


Hejka!

W tym już tygodniu zaczyna się grudzień, ale ten miesiąc mi szybko zleciał! Pewnie dlatego, że przez większość czasu byłam chora. Ale ciesze się bardzo na ten czas, uwielbiam okres przedświąteczny. No i nie mogę się doczekać vlogmasów. Lubię podglądać życie innych ludzi :) To inspirujące. 

W piątek i sobotę skupiłam się na zrobieniu ostatnich zakupów pod kalendarz adwentowy dla przyjaciółek. Udało mi się też wszystko zapakować, zeszło mi na to sporo czasu. Wyobraźcie sobie zapakować 48 prezentów... no właśnie :) Ale bardzo się cieszę jak to wyszło. Oprócz tego miałam korepetycje i byłam na szczepieniu. 

Dzisiaj od rana zajęłam się sprzątaniem mieszkania, potem prasowałam i robiłam rzeczy na studia. Powiem Wam, że ostatnio studia mnie pochłaniają. Niby mało przedmiotów, ale jak dochodzą do tego te nieszczęsne dojazdy i okienka to wychodzi na to, że cały dzień spędzam poza domem. Dodatkowo sporo rzeczy mam do przygotowania. Ostatnio np. dostałam 4 dni na przeczytanie 300 stronicowej książki o reformach PKO. Albo w tym tygodniu odwołali mi wykład i w zamian za to mam napisać dwa eseje. Aleee... z drugiej strony lubię myśl, że teraz dam z siebie wszystko, a w święta będę odpoczywać. 


Taki sobie dzisiaj obiad zaserwowałam :) 
Pieczony łosoś w sosie koperkowo-cytrynowym, ziemniaczki z brokułem i sałatka. 
Zrobiłam na trzy dni taki obiadek. 


A tutaj sałatka. Rukola, oliwki, papryka, kukurydza, ogórek i hallumi, potem polałam to sosem balsamicznym z dodatkiem malin. 



A tutaj prezenty do kalendarza adwentowego dla przyjaciółki. Bez kota oczywiście haha
W tym pierwszym zapakowanym okienku jest kalendarz adwentowy z herbatkami :) 


A tak już wygląda całość zapakowana. 

    Miłego wieczorku! 

czwartek, 25 listopada 2021

763 - 769 || Intensywny tydzień

Czwartek, 20:42


Hejka! 

Tydzień mnie nie było, zleciało jak jeden dzień, bo byłam zajęta. Ale zacznijmy od początku.

Poprzedni piątek spędziłam na pisaniu magisterki, po południu miałam tylko godzinkę korepetycji. W sobotę miałam powtórkę z rozrywki, wieczorem spotkałam się z przyjaciółką na kolacji, byłyśmy w jednej z moich ulubionych restauracji, jak wróciłam to jeszcze do późna siedziałam nad magisterką i udało mi się odesłać poprawioną wersję.

W niedzielę od 10 do 16 miałam spotkanie dotyczące projektu, który realizuje. Moja grupa zajmuje się młodymi na rynku pracy, będziemy tworzyć film. Cieszę się bardzo, bo po raz pierwszy będę nagrywać i montować profesjonalnym sprzętem. Wieczorem miałam dwie godziny korepetycji, po godzince z dwiema dziewczynami. 

W poniedziałek oczywiście uczelnia, wstałam wcześniej żeby zająć się rzeczami na następny dzień. Wróciłam wieczorem i wszystko kontynuowałam. 

We wtorek podobnie. Od 8 miałam studia, później poszłam na zakupy pod kalendarz adwentowy dla przyjaciółek. Wieczorem miałam korepetycje i uczyłam się na kolokwium z angielskiego.

Środa okazała się lepsza niż myślałam, że będzie. Rano miałam seminarium, zaraz potem angielski, z kolokwium dostałam 90%, więc bardzo się cieszę. Później miałam prawie 4 godziny przerwy przed kolejnymi zajęciami, nie wróciłam do domu, a zaszyłam się na uczelni i porządnie przyłożyłam do koreańskiego. Nadrobiłam sporo zaległości przez te kilka godzin! Później miałam właśnie swój kurs językowy, a wieczorem jeszcze jedne zajęcia, wyjątkowo były zdalnie, więc mi się udało, zwłaszcza że kończą się dopiero o 21, a ja od 6 byłam na nogach. 

No i tak doszliśmy do dnia dzisiejszego, który nie był dla mnie za dobry. Ostatnio znowu mam gorszy okres w relacjach z matką. Kończy jej się umowa na telefon i zapytałam czy nie mogłabym sobie w ramach tego kupić nowy. Oczywiście od razu powiedziałam, że będę płacić za telefon (i przy okazji jej abonament) i o rany dziewczyny... żałuje, że  w ogóle cokolwiek się odezwałam. Od tego czasu słyszę ciągłe pretensje i wyrzuty. Że chyba za dużo mam pieniędzy, że niczego nie szanuje, że jestem głupia, że wszystko mam pod nosem i wydaje pieniądze na głupoty, że oszalałam itd.. Nawet w autobusie się poryczałam, a takie akcje mi się nie zdarzają. I wiecie co? Mi nie chodzi o telefon, bo mam na niego pieniądze i mogę go sobie kupić bez jej udziału. Bardziej chodzi mi o jej stosunek względem mnie. Mam 24 lata, a i tak stale traktuje mnie jak dziecko-śmiecia, które nie ma prawa podjąć żadnej decyzji. Dzisiaj też się z nią widziałam i powiedziała mi, że mój brat przyjeżdża w przyszłym tygodniu i trzeba się przygotować. Posprzątać całe mieszkanie, zrobić zakupy, ugotować mu posiłki i tak dalej. Kiedy powiedziałam, że nie zamierzam tego robić, to usłyszałam, że zachowuje się jak psychiczna. 

czwartek, 18 listopada 2021

761-762 || Pierwsze prezenty świąteczne

 Czwartek, 23:40


Haj! 

Wczoraj odwołali mi pierwsze zajęcia, więc miałam dopiero na 9:45. Wstałam jednak jak zwykle wcześniej żeby się pouczyć, ostatnio często tak robię. Zajęcia miałam do 20:45, na dodatek autobusy tak mi się ułożyły, że w domu byłam dopiero przed 22. Ciężki dzień, ale powiem Wam, że jakoś tego nie odczuwam i jak wróciłam do domu to udało mi się ogarnąć jeszcze sporo rzeczy. 

Dzisiaj wstałam dopiero po 9, ogarnęłam się na spokojnie i jeszcze przed południem byłam w kawiarni i pisałam magisterkę. Później byłam w kilku sklepach i kupowałam prezenty do kalendarza adwentowego dla przyjaciółki. Sporo już mam, a resztą zajmę się w przyszłym tygodniu. Udało mi się też kupić większość rzeczy na Secret Santa, którego urządzam sobie z dziewczynami ze studiów. O 15 miałam zajęcia, później miałam mieć też korki, ale dziewczyna odwołała w ostatnim momencie. Ostatnio często się to zdarza, bo dużo osób choruje niestety. Po 18 zaczęło się spotkanie Amnesty International, w którym brałam udział. Najpierw było takie informacyjne, a potem zostałam na "regularnym" spotkaniu. Szczerze? Sama nie wiem co mam o tym myśleć. Wszystko było bardzo chaotyczne, nie tego się spodziewałam. Poza historią organizacji, którą już zresztą znałam, nie dowiedziałam się żadnych przydatnych rzeczy. Muszę się jeszcze zastanowić nad wstąpieniem, bo średnio to widzę. Spotkanie skończyło się jakoś przed 21 i od razu poleciałam na zakupy spożywcze, bo miałam pustą lodówkę. 

Teraz lecę spać, bo oczy same mi się zamykają :) 

wtorek, 16 listopada 2021

760 || Zwykły dzień

 Wtorek, 21:08


Haj! 

Miałam dzisiaj zajęcia na 11:30, ale jak zwykle wstałam wcześniej. Tym razem rano siedziałam nad angielskim. Potem miałam jedne zajęcia, po nich pojechałam po kalendarz (za darmo rozdawali, więc skorzystałam) i weszłam na chwilę do galerii krakowskiej. Popatrzyłam sobie za telefonem i jestem w szoku jakie są drogie. Mam tylko nadzieję, że jak go kupię to posłuży mi tak długo jak ten, który mam obecnie. W domu znowu siedziałam nad angielskim, a wieczorem miałam korepetycje. Przed chwilą wypełniłam też zgłoszenie uczestnictwa w spotkaniu Amnesty International. Spotkanie jest w czwartek, mam nadzieję, że mi się spodoba. 

Jutro cały dzień spędzę na uczelni, na resztę tygodnia też mam już raczej wiele planów, więc nie wiem kiedy uda mi się odezwać następnym razem. 

Myślę też, że powinnam wrócić do ćwiczeń. Już czuję się w porządku, więc w sumie czemu nie. Jedyne co mnie powstrzymuje to zajęte wieczory, ale może uda mi się przestawić na aktywność z rana? 

poniedziałek, 15 listopada 2021

759 || Pierwszy dzień po przerwie

 Poniedziałek, 22:04


Hejka!

Dzisiaj byłam na uczelni pierwszy raz po chorobie i to był bardzo dobry dzień. Zajęcia miałam dopiero na 11:30, ale wstałam wcześniej żeby popisać magisterkę. Pojechałam też wcześniejszym autobusem, od początku roku akademickiego właśnie tak robię. Jadę wcześniejszym i wysiadam przystanek wcześniej żeby się przejść przez park. Tak dotlenić przed zajęciami i wyrobić kroki. Miałam dzisiaj zajęcia i swój kurs z koreańskiego, do domu wróciłam jakoś po 17. Ogarnęłam od razu dzisiejszą lekcję koreańskiego, zrobiłam zadanie na środę i resztę wieczoru spędziłam nad magisterką. Teraz włączę sobie jakiś luźny film i myślę, że jeszcze przez godzinkę będę powtarzać słówka na angielski. 

Zgłosiłam się też wczoraj do projektu w ramach koła naukowego, do którego ostatnio wstąpiłam. Jest związany z prawami człowieka, więc mam nadzieję, że się przydam (zarówno licencjat jak i magisterkę piszę w tym temacie). Ciekawe doświadczenie. W niedzielę jadę na warsztaty w ramach tego projektu, zejdzie na to cały dzień, wiec mam nadzieję, że warto. 

Ponadto w końcu odezwało się do mnie Amnesty International, chyba z miesiąc próbowałam się do nich dobić. W czwartek organizują spotkanie informacyjne. Zamierzam dowiedzieć się co i jeśli mi się spodoba to chętnie dołączę :) 

To tyle ode mnie na dzisiaj :) Udanego tygodnia! 

niedziela, 14 listopada 2021

758 || Wracam do życia

 Niedziela, 20:44


Hejka!

Dzisiaj miałam niestety kiepską noc, trochę mnie kaszlało, więc nie mogłam zasnąć. W dzień natomiast czułam się bardzo dobrze, więc postanowiłam, że jutro już pójdę na uczelnie. Mam swój kurs z koreańskiego i nie chce opuszczać zajęć. W tygodniu mam aż trzy godziny zegarowe, więc wiecie, już jak w ubiegłym tygodniu mnie nie było to mam teraz sporo zaległości. Dzisiaj na szczęście udało mi się wszystko nadrobić, ale słownictwo nadal czeka aż się go nauczę. Ostatnio trochę to zaniedbałam i zdecydowanie muszę się teraz więcej uczyć.

Oprócz tego miałam też dzisiaj dwie godziny korepetycji. W tym jedne z nową dziewczyną i rany... wiedziałam, że ta dziewczyna jest nieogarnięta, ale nie, że aż tak. No miała problem nawet z czytaniem, a przypominam, że uczę 18/19 latków. Zobaczę jak to z nią będzie, ale czarno to widzę. 

Wieczorkiem miałam mieć jeszcze jedne korepetycje, ale dziewczyna odwołała w ostatnim momencie. Zamiast tego zajęłam się pisaniem magisterki. Idzie mi bardzo dobrze. Najpóźniej pod koniec stycznia będę miała gotową całą pracę. 

Losowałam też dzisiaj karteczkę na Secret Santa, którego robię sobie z koleżankami ze studiów. Akurat padło na moją przyjaciółkę, więc miałam szczęście :) W tym tygodniu zamierzam także przejść się do Action i innych sklepów tego typu. Robię kalendarz adwentowy dla moich dwóch innych przyjaciółek. Bardzo się cieszę. Z jedną się umówiłam, ale dla drugiej będzie to całkowite zaskoczenie i jestem ciekawa jej rekacji. Bardzo mi teraz pomogła w czasie choroby i chcę się odwdzięczyć. Planuje dać do kalendarza różne rzeczy. Kosmetyki, słodycze, ozdoby świąteczne, książkę itd. :) Napewno Wam wszystko pokażę! Dla siebie mam już też raczej wybrany prezent świąteczny. Planuje kupić nowy telefon. Ten który mam teraz ma już 5 lat i powoli odmawia mi posłuszeństwa. To też powód przez który nie ma tu ostatnio zdjęć, zaczął się zacinać i zrobienie jakiegoś trochę trwa, a i tak nie zawsze mi się udaje. 

Miłego tygodnia dziewczyny! 

sobota, 13 listopada 2021

752 - 757 || to był OKROPNY tydzień

 Sobota, 12:15


Tak jak w tytule. To był OKROPNY tydzień. Choroba rozłożyła mnie na całego. Kaszel miałam tak mocny, że każdej nocy spałam może (!) ze trzy godziny. W dzień byłam dosłownie nieprzytomna. Dzisiaj miałam pierwszą noc, którą przespałam całą i widać, że choroba powoli ustępuje. Przynajmniej w takim stopniu, że jestem w stanie funkcjonować. Jestem chora pierwszy raz od liceum, czyli od 5/6 lat i jak mnie dopadło to konkretnie. Ponoć odporność po pierwszej dawce szczepionki bardzo mi spadła, w przyszłym tygodniu mam drugą. Oznacza to, że przechorowałam cały okres pomiędzy, suuuper. Dostałam zwolnienie na cały ten tydzień i następny, ale zobaczę jak będę się jutro czuła. 

A co oprócz tego? Właściwie nic. Przez cały tydzień leżałam, więc nawet nie mam Wam co opowiadać. Zaczęło się nowe wyzwanie z Kołakowską, z pewnością je zrobię, ale w swoim czasie, bo póki co ciągle kręci mi się w głowie. Zgłosiła się do mnie także nowa osoba na korepetycje, jutro mam z nią zajęcia, ale szczerze? Nie myślę żebym się tego podjęła. Wydaje się bardzo nieogarnięta i niezbyt sympatyczna, a ja nie mam zamiaru się męczyć. Promotorka sprawdziła mi także pierwszy rozdział magisterki i była bardzo zadowolona. Mam dosłownie dwie lub trzy poprawki, więc wow! Jestem z siebie bardzo dumna :) Kolejny rozdział musze oddać do 6 grudnia, więc muszę się sprężyć. 

Miałam iść też dzisiaj do teatru na  "Kolacje dla głupca", ale właśnie przez tę chorobę nie idę, bo nie wytrzymałabym całego spektaklu. Szkoda, ale myślę, że uda mi się pójść jeszcze w przyszył miesiącu. Jeśli nie na ten, to na inny spektakl. Teraz uciekam gotować obiad. Będzie dzisiaj spaghetti z tofu. 

niedziela, 7 listopada 2021

749 - 751 || Byle minęło

 Niedziela, 22:03


Hej!

Od trzech dni leczę przeziębienie i jak kończy się nowy objaw to zaczyna się kolejny. Aktualnie mam kaszel i mam nadzieję, że jak minie to wrócę do pełni sił. To że mi się nie polepsza może być poniekąd moją winą, bo zamiast leżeć i odpoczywać to stale coś robiłam. Nawet zarwałam dwie ostatnie nocki, bo musiałam pisać pracę na zamówienie i swoją magisterkę. Natomiast postanowiłam, że jutro i we wtorek nie idę na uczelnie i porządnie się wyleczę. Myślę, że jak teraz to zlekceważę, to potem ta choroba do mnie wróci. A odpoczynek też mi się przyda, bym potem wróciła do życia na 100%.

To taki szybki update tego co u mnie. Chciałam Wam także życzyć miłego tygodnia :) 


czwartek, 4 listopada 2021

747-748 || ...sometimes all I think about is...my future life

 Czwartek, 21:23


Hejka dziewczyny! 

Wczoraj miałam dosyć ciężki dzień. Zajęcia na uczelni od 8 do 20:45. Miałam jakieś tam okienko, zdążyłam zjeść obiad, popisać magisterkę i jeszcze zrobić zadanie na studia. Cały dzień miałam super humor, ale jak wróciłam do domu to automatycznie mi się zepsuł. Okazało się, że matka była w czasie mojej nieobecności w domu i zostawiła po sobie syf. Naczynia, jakieś kwiatki w kuchni, puste butelki, oczywiście do mojego pokoju też zniosła graty. Aż szkoda gadać. Poza tym pod koniec dnia zaniemówiłam, dosłownie. Jakoś nadal męczy mnie przeziębienie. 

Dzisiaj także miałam zajęcia od 8, ale niestety nie byłam w stanie wstać. Źle się czułam, byłam zmęczona, na szczęście wykład jest nagrany, więc jutro go sobie odsłucham i zrobię notatki. Na kolejne zajęcia już poszłam, potem miałam spotkanie grupy ze studiów, robiliśmy razem projekt. Popołudnie spędziłam na jego dokończeniu, miałam też korepetycje i dzień zleciał. Od kilku dni próbuję się dostać na wolontariat w Amnesty International, ale niestety całkowity brak kontaktu. Szkoda, bo myślę, że mogłabym się przydać. Udało mi się natomiast dostać do koła naukowego, które mnie interesowało. 

Ogólnie nadal nie za dobrze się czuję, byłam nawet w aptece po leki, a uwierzcie, że ich branie mi się raczej nie zdarza. Najbliższe trzy dni planuje spędzić w domu żeby się wygrzać i wyleczyć. Będę produktywnie odpoczywać pod kocem. Mam do skończenia magisterkę, naukę na koreański, na kolokwium z angielskiego i teksty do przeczytania na filozofię. Odezwał się do mnie też ktoś w sprawie pomocy z pracą na studia, więc także się tego podjęłam, każdy grosz się przyda. 

Gdy tylko w mojej głowie pojawia się myśl "nie chce mi się", "nie dam rady", to od razu przypominam sobie po co to wszystko robię. Nic tak nie mobilizuje jak jasno określony cel... i nieodparte pragnienie, aby go osiągnąć. 

Miłego weekendu! 

wtorek, 2 listopada 2021

744 - 746 || Jak zwykle zajęta

 Wtorek, 20:30


Ostatnio odzywam się tak w kratkę, bo mam sporo obowiązków. Największym z nich jest oczywiście magisterka i chęć jej szybkiego napisania. Nie mogę narzekać, dobrze mi idzie i kończę już pierwszy rozdział. Oprócz tego mam jakieś mniej lub bardziej ważne rzeczy do zrobienia na uczelnie. A tutaj coś przeczytać, a tam jakiś projekt, kolokwium i tak jakoś idzie. Niby nic takiego, ale jednak wszystko zabiera mi sporo czasu. Ale wiecie co? Wszystko przychodzi mi z większą łatwością gdy wiem po co to wszystko robię :) 

Myślałam, że przez te kilka dni wolnego będę mega produktywna, ale wyszło tak, że niestety dosyć kiepsko się czułam. Jakby chwytało mnie jakieś przeziębienie, ale na szczęście się nie dałam. Czas do końca tygodnia mam już raczej rozplanowany, chcę go w pełni wykorzystać. 

Do mojego celu wagowego do końca roku pozostało jedynie 4 kilogramy. Mam nadzieję, że mi się uda! 

sobota, 30 października 2021

743 || Jedno zdanie, które wszystko zmieniło

Sobota, 21:36


Hejka! 

Dzisiaj ponownie się wyspałam i od razu czuję się lepiej. Właściwie większość dnia spędziłam siedząc nad koreańskim i angielskim, miałam także korepetycje. Następne 3 dni mojego wolnego zamierzam poświęcić magisterce, chcę już skończyć ten pierwszy rozdział :) Mam też większe zadanie na studia, którym muszę się zająć. 

Bilans: 

śniadanie: 2x kanapka z jednym jajkiem, pomidor, twarożek president 

obiad: veggie bowl (ryż do sushi, cukinia, papryka, grzybki, tofu)

podwieczorek: 3 mandarynki 

kolacja: 2x tosty z mozarellą light, pomidor i kawałek ogórka, wege kabanos 


A tak w nawiązaniu do wczorajszego posta, to chciałam Wam napisać coś co sprawiło, że mam zupełnie inne spojrzenie na jedzenie. Nic odkrywczego, ale usłyszałam, że "najlepsza dieta, to taka, którą potrafi się utrzymać". Mi dało to wiele do myślenia. Im więcej ograniczeń, tym większa szansa na to, że nam po prostu nie wyjdzie. 

piątek, 29 października 2021

739-742 || I pyk! - 10 KILOGRAMÓW

 Piątek, 20:27


Hejka! 

Cały tydzień mnie tutaj nie było, ale tak jak Wam zapowiadałam, to był ciężki czas. Miałam dużo na głowie, wiele do nauki, jakiś pojedynczych zadań, trochę korepetycji. We wtorek miałam także szczepienie i nie wiem czy to przez to, czy raczej przez sporo obowiązków, ale czułam się po prostu wykończona. Dzisiaj spałam 11h i w końcu udało mi się dojść do siebie. Spędziłam także większość dnia z jedną z moich przyjaciółek, jak zwykle uśmiałam się na za wszystkie czasy, więc to także dało mi sporo energii. 

Chcecie znać news dzisiejszego dnia? Chyba już znacie jeśli przeczytałyście temat, ale muszę to jeszcze raz napisać. Zrzuciłam 10 kilogramów, a nawet trochę więcej, ale zostańmy przy tej okrągłej liczbie. Jestem z siebie BARDZO DUMNA. Zaczęłam na początku sierpnia, więc można powiedzieć, że schodziło tak około 3 kilogramy miesięcznie. Dużo to, to nie jest, ale więcej niż osiągnęłam w ciągu ostatnich lat stałego głodzenia się i objadania. Wiem, że idę dobrą drogą :) 

Udanego weekendu! 

poniedziałek, 25 października 2021

738 || To będzie ciężki tydzień

 Poniedziałek, 21:04


Hej!

Odzywam się dosłownie ekspresem i uciekam do nauki, niestety. Powiem Wam, że cieszę się, że mogę chodzić na uczelnie, ale jak sobie pomyślę ile czasu tracę na dojazdy, to mi się gorzej robi. Okienek także nie jestem w stanie wykorzystać w 100%.  Pod tym względem jednak zajęcia zdalne byłyby dla mnie znacznie lepsze. Może niedługo.. 

Miałam dzisiaj na uczelnie na 11:30, miałam konwersatoria oraz kurs koreańskiego. Odwołali mi seminarium, więc wróciłam wcześniej do domu. Po drodze byłam jeszcze w Rossmannie i w piekarni po świeże pieczywko. Uwielbiam chleb z masłem i solą <3  

Bilans: 

9:00 3x placuszek budyniowy z dżemem dyniowym i śliwkami

13:15 kanapka z serkiem i hummusem

15:00 jogurt pitny 

18:00 gnocci z warzywami i tofu 

21:00 2x kromka chleba z masłem i solą, zupa pomidorowa 

Idę już do tej nauki... Rany kompletnie nie odpoczęłam przez weekend i teraz bardzo to odczuwam. 


niedziela, 24 października 2021

737 || Planowanie posiłków

 Niedziela, 22:15


Po tym weekendzie jestem bardziej zmęczona niż przed. W piątek miałam cały dzień wolny, wczoraj już coś tam ogarniałam, a dzisiaj zapieprzałam, a i tak się ze wszystkim nie wyrobiłam. Obiecałam sobie, że będę w weekendy robiła wszystkie swoje zadania na studia, ale ponownie nie wyrobiłam się z ogarnięciem jednego przedmiotu. To był też pierwszy tydzień od początku sierpnia gdy nie udało mi się poćwiczyć min. 3 razy. Zrobiłam tylko jeden trening we wtorek. Potem byłam zajęta, potem dostałam okres i się źle czułam, a dzisiaj się już nie wyrobiłam. No mówi się trudno, w przyszłym tygodniu będę lepiej gospodarować czasem. 



A tutaj mój meal prep. Praktykujecie? Bo ja tak, już właściwie od lat, ale dostosowuje to sobie do swojego tygodnia. Aktualnie gotuję w niedzielę (włącznie) posiłki na poniedziałek, wtorek i środę. W resztę dni w tygodniu gotuję raczej na bieżąco, bo mam zdecydowanie więcej czasu. 
A co mamy na zdjęciu? Idąc od lewej: śniadanie. Na śniadanie przygotowałam sobie placuszki budyniowe ze startym jabłkiem i cynamonem, będę je jadła z dżemem dyniowo-jabłkowo-goźnikowym domowej roboty. Do tego przygotowałam sobie śliwki. W lecie jak były tanie, to zamroziłam większą ilość i dzisiaj część rozmroziłam na patelni. Powstał też taki naturalny sosik, który wypiłam jak kompot. A to pomarańczowe w butelce, to szoty witaminowe. Taka porcja starczy mi na cały tydzień. Swoje przygotowuje tak, że dwie cytryny (bez skórki oczywiście) blenduje z imbirem (korzeń) i kurkumą (korzeń). Potem odcedzam na siteczku i rano przed wypiciem rozcieńczam z wodą. 
Na obiad mam gnocchi z warzywami i tofu. Nie dzieliłam tego na porcje, bo będę to robiła na bieżąco (w zależności od tego jak bardzo będę głodna). 
Na kolacje zrobiłam krem z marchwi i pomidorów, do tego ugotowałam makaron pełnoziarnisty. 
Oczywiście, to nie jest wszystko co będę jadła przez te trzy dni. Mam też jogurty do picia, które wezmę na uczelnie, a także jakieś owocki. 

Pamiętam, że jak kiedyś powiedziałam koleżankom ze studiów, że jem przez 3-4 dni to samo, to się dziwiły i każda z nich powiedziała, że codziennie gotuje sobie coś innego. Dajcie znać jak wy robicie i jakie macie do tego podejście.  Może jedzenie przez tyle dni tego samego nie sprawia mi jakieś dużej przyjemności, ale cieszę się, że zawsze mam jakiś gotowy posiłek i oszczędzam dzięki temu czas. 

sobota, 23 października 2021

733-736 || Streszczenie ostatnich dni :)

 Sobota, 12:05


Hejka! 

Nie było mnie tutaj kilka dni, ale nie martwcie się, nic się nie stało :) Po prostu byłam zajęta, od kiedy doszło mi pisanie magisterki, to staram się siadać do tego w każdym wolniejszym momencie w ciągu dnia. Założyłam sobie, że pierwszy rozdział napiszę do końca tego miesiąca, zostało 8 dni i nie wiem czy się wyrobię. Jestem mniej więcej w połowie, plus jakieś poprawki. Zobaczymy :) Tak czy inaczej przed deadlinem promotorki (czyli 15.11) zdążę. 

W środę większość dnia spędziłam na uczelni. Miałam zajęcia oraz kurs z koreańskiego i moi państwo, w końcu ruszyliśmy z kopyta :) Bardzo mnie to cieszy, bo przez ostatnie zajęcia dosłownie usypiałam. Środowy wieczór spędziłam na pisaniu pracy. 

W czwartek miałam zajęcia online od 8. Okazało się, że nie były na żywo tylko facet wstawił nagranie, kiepsko, bo mogłam pospać. Ale jak już wstałam, to zdecydowałam, że odsłucham i zrobię notatki. Potem wróciłam jeszcze na trochę do łóżka, bo kiepsko się czułam. Jak już się wyleżałam to posprzątałam mieszkanie i pisałam trochę pracę. Po południu miałam korepetycje z wosu, a potem poszłam na korepetycje do tego dzieciaczka, o którym Wam mówiłam. Mam go uczyć angielskiego, okazał się bardzo miłym dzieckiem. Póki co poszłam na "próbę", ale mam nadzieję, że jego rodzice zdecydują się na kontynuację, bo i ja się świetnie bawiłam i Filip. Korepetycje skończyłam dopiero przed 20, bo mały chciał jeszcze w coś zagrać, a ja nie miałam serca odmówić, zaraz po nich poszłam na zakupy do biedronki. A resztę wieczora spędziłam na kanapie z serialem. 

Wczoraj natomiast przeleżałam caaały dzień. Dostałam okres i czułam się fatalnie. Zarówno fizycznie jak i psychicznie. Trochę sobie popłakałam, wygrzałam się, najadłam i mi przeszło. Tak, w ostatnich kilku dniach zjadłam zdecydowanie zbyt dużo (a przynajmniej więcej niż na ogół). Teraz już wracam na stare tory. Pomimo okresu waga wskazała i tak pół kilo mniej, bardzo mnie to cieszy. 

A dzisiaj się wyspałam i wstałam dopiero przed 10, rzadko mi się to zdarza, nawet bardzo. Ale dzisiaj coś mi się śniło i myślę, że dlatego tak pospałam. Na śniadanie zjadłam szakszukę, wstawiałam też już pranie i ogarnęłam mieszkanie, wydrukowałam też wszystkie rzeczy do nauki. Zaraz biorę się za ich robienie, o 16 mam korepetycje, później planuje zrobić trening i się wykąpać. Wieczorem jadę do przyjaciółki na winko :) 

Miłego weekendu Kochane! 

wtorek, 19 października 2021

731-732 || Nowe wyzwania

 Wtorek, 23:32


Wczoraj miałam zajęcia dopiero na 11:30, ale wstałam wcześniej żeby popisać magisterkę. Idzie mi dosyć wolno, bo co się wkręcę, to muszę uciekać do kolejnych obowiązków. Potem miałam dwa zajęcia na uczelni oraz kurs koreańskiego. W domu znowu usiadłam do magisterki, prasowałam i zajęłam się innymi obowiązkami. 

Dzisiaj natomiast miałam zajęcia od 8 i do domu wróciłam koło 14. Chwilkę popisałam prace, miałam korepetycje, a potem przygotowywałam się do moich zajęć z maluszkami z angielskiego. Pierwsze mam już w czwartek, więc trzymajcie za mnie kciuki. Przygotowałam wiele gier, kolorowanek oraz zadań, więc mam nadzieję, że maluch będzie zadowolony. 

Bilans

6:30 dwa tosty, kabanosy wegańskie, pomidor 

14:00 gruszka, pół jabłka; 2x kawałki tarty z brokułem i serem, buraczki

18:00 pasek czekolady białej bez cukru 

21:30 sałatka z łososiem wędzonym 


Wieczorem poćwiczyłam i przygotowałam obiad na jutro. Miałam jeszcze uczyć się dzisiaj koreańskiego, ale już oczy same mi się zamykają. 

Dobranoc! 

niedziela, 17 października 2021

729-730 || Weekend

 Niedziela, 21:44


Hejka! 

Wczoraj wstałam dosyć wcześnie, bo na 10 umówiłam się z koleżanką na wspólne pisanie magisterki. Niestety spóźniła się ponad dwie godziny, a mieszka 10 minut ode mnie, nie lubię takich sytuacji. Udało mi się natomiast skończyć podrozdział pracy, więc było całkiem produktywnie. Na obiad ugotowałam nam pad thaia. O 16 miałam korepetycje, zdecydowałam się także na "przejęcie" od koleżanki kilku dzieciaczków z angielskiego, czekam teraz na kontakt od rodziców. Mam nadzieję, że się odezwą :) Wieczorem poćwiczyłam i oglądałam serial "Skazana". 

Dzisiaj także wstałam chwilę po 8, z rana popisałam jeszcze trochę magisterki i ogarnęłam mieszkanie. Koło 13 pojechałam na cmentarz, a później na obiad do mamy. Byłam także w sklepie po mleko do kawy, bo skończyło mi się roślinne, a ja krowiego nie uznaje. W domu przeczytałam teksty na jutrzejsze zajęcia, a wieczorem zrobiłam trening :) 

Dobra, to było takie małe streszczenie mojego weekendu. Myślę, że był całkiem produktywny, dzisiaj będąc u mamy i babci także sobie odpoczęłam. Poleżałam trochę bezkarnie i obejrzałam "Miodowe lata", ten serial zawsze poprawia mi humor :) 

Wczoraj ćwiczyłam 25 min. trening "taneczne cardio", a dzisiaj 45 minutowy trening z Kołakowską. Od przyszłego tygodnia ma się zacząć kolejne wyzwanie, nie mogę się doczekać! 



Sałatka, którą przed chwilą zjadłam. Sałata, kukurydza, pomidor, kiełki, oliwki, ogórek, papryka, łosoś wędzony. Z sosem jogurtowo-koperkowym. Do tego zjadłam jeszcze trzy wafle ryżowe. 


Jabłko z cynamonem. Uwielbiam! 


Tosty, które zjadłam dzisiaj na śniadanie. Były wypasione :) Ser do tostów, kiełbaska wędzona, pieczarki wcześniej podsmażone na patelni. Te tosty zjadłam z ketchupem z cukinii, który dostałam od koleżanki, domowej roboty. Do tego serek wiejski z pomidorem. 


Serek wiejski z pomidorem. Kanapki z mozarellą light, wegańską kiełbaską i ogórek


Sushi! O rany dawno nie jadłam :) Tym razem kupne i było przepyszne! 




piątek, 15 października 2021

728 || Zgubiłam 40 cm

 Piątek, 21:50


Hejka! 

Dzisiaj z rana jechałam do kosmetyczki na depilacje laserową, zaraz potem spotkałam się z przyjaciółką. Byłyśmy na otwarciu nowego Action, a potem pojechałyśmy po sushi. Resztę dnia aż do 20 spędziłyśmy na kanapie przed telewizorem. Dziwne, ale nie czuję żebym jakoś super odpoczęła. Ale się przynajmniej wyśmiałam. A jak to mówią, śmiech to zdrowie :)

12.08.2021 ---> 15.10.2021

Waga: - 8kg

Ramie: -3 cm

Biust: -6 cm

Pod biustem: -6,5 cm

Talia: -10 cm

Biodra: - 7 cm

Udo: -4 cm

Łydka: -3,5  cm

Suma: - 40 cm

Opowiadałam Wam ostatnio o zmianach jakie pojawiły się w moim życiu, ale nie wspomniałam o najważniejszej. Udało mi się skończyć z kompulsywnym objadaniem się. Nawet jak zjem coś niezdrowego (a uwierzcie, że jem też takie rzeczy, co Wam pokazuje na zdjęciach - pizza, McDonald czy chipsy), to nie daje juz sobie potem przyzwolenia na jedzenie wszystkiego. Nie ma czegoś takiego, że zawaliłam, to już sobie mogę pozwolić, bo po prostu zjedzenie, którejś z tych rzeczy, które wymieniłam nie traktuje jako zawalenie. Nie mam już problemu z tym żeby na obiad zjeść burgera, a na kolacje sałatkę. 

To chyba najważniejsza zmiana jaka się pojawiła w ostatnich miesiącach... a może nawet ostatnich 10 latach. 

czwartek, 14 października 2021

727 || Wyznania ex słodkiej dziurki

 Czwartek, 21:23


Słodka dziurka. Ostatnio usłyszałam to wyrażenie i dowiedziałam się, że mówi się tak na osoby, które lubią słodycze albo na samą cukiernie. Wiedziałyście? Hehe bo ja nie miałam pojęcia. Ja kiedyś byłam taką słodką dziurką, dosłownie nie potrafiłam żyć bez słodyczy. Po każdym posiłku sięgałam po coś słodkiego, a jak kupiłam ciastka czy czekoladę, to zjadałam na raz. Ale jakoś przez wakacje stwierdziłam, że muszę się tego oduczyć i po prostu przestałam je kupować (czasami kupiłam gorzką czekoladę). Dzisiaj zobaczyłam, że na promocji jest czekolada biała, bez cukru. Wzięłam i serio byłam w szoku, że jest dla mnie za słodka, kiedyś nie znałam takiego pojęcia. Byłam też w szoku, że potrafię zjeść kawałek i resztę odłożyć. Mam wrażenie, że coś się naprawdę we mnie zmienia. Nie tylko w kwestii jedzenia. 


Jestem jakoś zmęczona. Ostatnio często Wam pisałam, że piszę wpis i uciekam spać, a nigdy tak nie było. Po drodze do łóżka robiłam jeszcze wiele rzeczy, więc w tym tygodniu nie dosypiałam. Dzisiaj wstałam przed 8, bo miały być zajęcia zdalne, ale okazało się, że zostały odwołane. Nie chciałam tracić czasu, więc nie poszłam znowu spać, zajęłam się swoimi sprawami. Potem miałam kolejne zajęcia, byłam na zakupach spożywczych, posprzątałam mieszkanie i byłam na spacerze z koleżanką. Miałam mieć także korepetycje, ale dziewczyna przełożyła, więc skupiłam się na pisaniu magisterki. Kończę już pierwszy podrozdział. 

Teraz jeszcze coś obejrzę i tak na serio serio położę się wcześniej. 

I jeszcze jedzonko z ostatnich dni :)


Kanapki z jajkiem; pomidor z awokado


To jadłam w tym tygodniu na obiad prawie codziennie. Ryż basmati z trio warzywnym (kalafior, brokuł i marchewka) i to połączyłam z kapustą pieczoną z tofu i pieczarkami (wymieszałam wszystko).
Wyszło bardzo dobre.


Kanapki z guacamole i zupa krem z dyni


Placuszki z jabłkiem 
Trzy łyżki płatków owsianych zblendowałam z jajkiem i dwoma łyżkami jogurtu naturalnego. Do tego dodałam starte jabłko. Usmażyłam wszystko wieczorem i następnego dnia miałam super śniadanie.


Wegańskie śniadanko. 
Kanapki z pastą warzywną, sałatą, ogórkiem i kiełkami. Tofucznica z papryką i pieczarkami. Pycha!


Dzisiejszy obiad. Zupa ogórkowa i wafle ryżowe. 


środa, 13 października 2021

726 || dawno go tu nie było

 Środa, 21:47 


Cześć! 

Dzisiaj dzień zaczęłam od seminarium o godzinie 8, później miałam jeszcze angielski oraz wykład tak nudny, iż myślałam, że tam zejdę. Później okienko i mój kurs koreańskiego. Tym razem było znacznie lepiej niż ostatnio, babeczka troszeczkę się rozkręciła. Mam nadzieję, że teraz już pójdzie z górki, bo wiele oczekuje od tych zajęć. 

W domu byłam dopiero przed 18, pisałam magisterkę i zaraz uciekam coś obejrzeć. Jutro na szczęście tylko zajęcia zdalne. 

Bilans: 

6:20 2x kromka chleba z pasta warzywną, ogórkiem, twarożek, wege kabanosy

13:30 50 gr makaronu, trio warzywne i kiełbaska sojowa; kawałek jabłka 

18:00 zupa ogórkowa 

20:30 sałatka grecka, 2x kromka chleba z twarożkiem 

Moja koleżanka (ta której poleciłam wymianę i ona się dostała, a ja nie) zaproponowała mi dzisiaj, czy nie chcę przejąć jej uczniów z angielskiego. Jeszcze nad tym podumam, ale myślę, że się zgodzę. To angielski na poziomie głównie A1/A2, także bułka z masłem. Mam tylko nadzieję, że starczy mi cierpliwości do dzieciaczków. A kasa przed moim wyjazdem z pewnością się przyda! 

Żeby ten wpis nie był taki nudny, to jak prawdziwa kocia matka pochwalę się swoją pociechą :) 











Dobranoc <3