czwartek, 31 grudnia 2020

441 || Postanowienia Noworoczne i Szczęśliwego Nowego Roku!

 Czwartek, 20:03


Cześć Dziewczyny! 

Witam się z Wami ostatni raz w tym roku. Chyba nie będę oryginalna gdy powiem, że szybko zleciało, ale naprawdę tak było. Jak Wam mija Sylwester? Ja wstałam dzisiaj po 8, bo mój brat i jego dziewczyna wracali do swojego miasta. Pożegnałam się z nimi, ogarnęłam i zjadłam na spokojnie śniadanie, rozkoszowałam się wolnym mieszkaniem. Potem poświęciłam z godzinkę na malowanie obrazu i po 12 wyszłam na zakupy. Kupiłam rzeczy na Sylwestra jak i kilka rzeczy na najbliższe dni. W domu usiadłam jeszcze na chwilę, aby przygotować się do korepetycji, które mam w przyszłym tygodniu, a o 15 zaczęłam już przygotowywać sushi, które w tym roku pokochałam. Zajęło mi oczywiście kilka godzin i jak tylko skończę pisać wpis, to włączam dobry film i siadam do kolacji. Oprócz tego kupiłam jeszcze chipsy Lay'sy oven baked, te o obniżonej zawartości tłuszczu i żelki. Zarówno przez święta jak i w ostatnich dniach udało mi się jeść wszystko, ale w małych ilościach i dzisiaj też tak zamierzam. To nie jest żaden cheat meal/ day czy moje typowe "dzisiaj się nawpieprzam, a jutro zacznę dietę". To jest po prostu normalność i chyba ona jest moim głównym celem na 2021. A jeśli o celach mowa, to spisałam je już kilka dni temu w kalendarzu...

Postanowienia Noworoczne:

1. Na koniec 2021 móc powiedzieć, że to była najlepszy rok w moim życiu. 

2. Na koniec 2021 ważyć mniej niż obecnie. 

3. Pójść na kilka randek, tak po prostu. 

4. Wyjechać na wakacje. 

5. Po prostu dbać o siebie -> psychicznie(!), fizycznie i urodowo 

6. Dodawać regularnie posty na bloga, tym samym spisując moje przeżycia. 


Punkt 1 jest dla mnie niezwykle ważny, chciałabym zrobić tyle ile dam radę, aby ten rok był po prostu dobry. Plus jest takie, że nie mam zbyt wysoko zawieszonej poprzeczki. 


Żegnam się z Wami dziewczyny w tym roku i widzimy się 1 stycznia! <3 Życzę Wam samych wspaniałych chwil w 2021. Spełnienia od dawna wyznaczonych celów, pokochania siebie, znalezienia miłości na całe życie oraz szczęścia jakiego jeszcze nigdy nie zaznałyście :) 



440 || Błyskawiczne podsumowanie roku

 Środa, 23:21


Hej :) 

Wstałam dzisiaj po 8 z dosyć kiepskim samopoczuciem, bo mam przed okresowe bóle brzucha. Szybko się zebrałam i o 10 miałam dwie godziny korepetycji z nową dziewczyną. Była bardzo sympatyczna, same zajęcia też przebiegły dobrze. Poza tym chce mieć aż 4 godziny w tygodniu, więc dla mnie super, bo zarobię więcej pieniędzy. 

Przedostatni dzień roku zawsze jest u mnie podsumowaniem, a ostatni celami na kolejny. Dzisiaj nie mam jednak dużo do pisania, ten rok był po prostu zły. Moja waga podskoczyła o całe 8 kilogramów, samopoczucie spadło tak nisko jak chyba jeszcze nigdy i generalnie jedynym celem na ten rok, który udało mi się spełnić jest obrona licencjatu i dodawanie regularnych postów na bloga. A warto wspomnieć, że takich postanowień miałam ponad 20... W tym roku przepłakałam więcej niż chyba w ciągu minionych 23 lat mojego życia, a dodatkowo wróciła do mnie trauma z dzieciństwa. Jedyny plusik widzę w tym, że udało mi się pod koniec roku zdobyć dużo uczniów na korepetycje. Chociaż chyba dużo to sprawa względna, bo mam ich pięcioro, natomiast z każdym po kilka godzin, więc uważam, że to i tak świetny wynik. To tyle jeśli chodzi o podsumowanie roku, jestem niewierząca, ale serio jestem w stanie się pomodlić, aby kolejny był lepszy...

Okej, to był taki przerywnik na podsumowanie roku, a teraz wracam do dnia dzisiejszego. Po korepetycjach samopoczucie mi się poprawiło. Poszłam do sklep po żwirek dla kota, wysprzątałam mu ładnie kuwetę i trochę posiedziałam z dziewczyną mojego brata i bratem. Potem humor mi się popsuł..  ale o już chyba przemilczę. Dobrze, że jutro spędzam dzień sama. 

wtorek, 29 grudnia 2020

439 || Baton Chodakowskiej, plany na Sylwestra i świąteczny Mafek

 Wtorek, 21:00


Dzisiaj cały dzień spędziłam z moją koleżanką. Gadałyśmy, oglądałyśmy filmy, cieszę się, że wpadła, bo ostatnio dużo czasu spędzam sama. Dałam jej też zaległy prezent świąteczny. 

Wczoraj odezwała się do mnie jedna dziewczyna na korepetycje, a dzisiaj kolejna. Powiem Wam, że zaczyna to wyglądać coraz lepiej. Jak tylko skończę pisać post to lecę przygotowywać materiały na jutrzejsze korki. 


Wczoraj w Rossmannie kupiłam takiego batona, był na promocji za bodajże 2,99, więc cena mnie skusiła. Poza tym słyszałam o nich wiele dobrego,  ale serio nie było warto. Te wszystkie fit batony smakują dla mnie jakby były zwietrzałe. Z pewnością nie kupię ponownie. 
Poza tym jakie macie plany na Sylwestra? Ja zostaje w domu, sama. Pierwszą moją myślą było to żeby "spędzać go na smutno", ale stwierdziłam, że się nie dam negatywnym myślą. Nie lubię tego "święta", ale postanowiłam, że zrobie sobie wtedy po prostu miły dzień. Zrobie domowe sushi, napije się wina i obejrzę jakiś film. Bardzo podoba mi się ten pomysł!


Na koniec dodaje zdjęcie Maffina. Kupiłam mu ostatnio taką muszkę w Tedim i udało mi się zrobić bardzo świąteczne zdjęcie :) 




poniedziałek, 28 grudnia 2020

437-438 || Prezenty i dziewczyna brata

 Poniedziałek, 14:17


Przedwczoraj przyjechała do nas dziewczyna mojego brata. Nie chce wychodzić na jakąś niemiłą czy coś, ale zwyczajnie nie mogę znieść jej obecności. Właściwie to nie jest wina samej dziewczyny brata, a matki oczywiście. Magda (dziewczyna brata) studiuje i to jest jej główne zajęcie, nie pracuje, mieszka z rodzicami i tyle - jesteśmy w tym samym wieku. Ja studiuje dwa kierunki, dorabiam korkami, właściwie całe życie muszę sobie sama ogarnąć (posiłki, zakupy, sprzątanie itd.), a matka i tak stale mówi, że Magda jest ode mnie LEPSZA. Nawet wczoraj weszła do mnie do pokoju z tekstem "widziałaś jaką ma piżamkę Magda? A Ty chodzisz w takich gaciach, wstyd". Moja piżama była normalna, ciepłe długie spodnie i koszulka. Czasami dochodzę do wniosku, że mogłabym na głowie stanąć, a i tak zawsze znajdzie się ktoś kto jest ode mnie lepszy. 

Ja wczoraj wróciłam już do "normalnego życia". Zaczęłam ogarniać uczelnię. Przeczytałam dwa teksty, z których musze napisać esej i dzisiaj będę się za to brała. Przygotowałam też materiały na korepetycje, które miałam rano. Oprócz tego czeka mnie jeszcze dzisiaj obiad rodzinny... powiedziałam matce, że nie idę (w sensie do salonu na ten obiad), to miałam awanturę jak stąd do Warszawy i to jeszcze minute przed korepetycjami. Natomiast obiecałam sobie, że zdrowie psychiczne będzie obecnie moim priorytetem, więc zastanawiam się, czy mimo wszystko nie postawić na swoim i powiedzieć po prostu, że nie jestem głodna.  

Pokaże Wam jeszcze co dostałam na święta, bo jestem w tym roku bardzo zadowolona. Pierwszy raz powiedziałam otwarcie co chce dostać, za co dostałam zjebe od matki, że jestem zbyt wymagająca, ale i tak nie żałuje. 




Prezent, który dostałam od mamy. Jest to obraz, który samemu się maluje, bo każdy element jest ponumerowany. Nie jest to takie łatwe jak myślałam. Nie jest to do końca to co chciałam dostać, wybrałam sobie inny obraz, a dostałam inny. Jednak nie narzekam i tak jestem zadowolona. Jak tylko go skończę, to powieszę na ścianie. 


Od brata dostałam zawieszkę do Pandory, którą Wam ostatnio pokazywałam. Wygląda przepięknie! 


Przed chwilą byłam też w Rossmannie i kupiłam sobie mgiełkę z Victoria's Secret, są aktualnie na bardzo fajnej promocji. 


sobota, 26 grudnia 2020

432-436 || Święta święta i po świętach

 Sobota, 16:53


Cześć! Przepraszam, że nie odzywałam się przez kilka dni, ale chciałam po prostu odpocząć, nie myślałam o blogu. Jeśli chodzi o moje święta to minęły całkiem okej, ani jednej awantury, nie jestem do tego przyzwyczajona. Cieszę się jednak, że święta już się kończą i wracamy do normalności. Przez te kilka dni odpoczęłam, a od jutra zamierzam ponownie wrócić do codziennych obowiązków. Mam sporo rzeczy do zrobienia. Eseje do napisania, nauka, prezentacje itd :)

Co fajnego dostałyście pod choinkę? Zaraz nadrobię Wasze wpisy. Ja dostałam zawieszkę do bransoletki Pandory, do tej którą Wam ostatnio pokazywałam, od brata. A od mamy dostałam obraz do malowania po numerkach. Jest bardzo zadowlona i myślę, że nawet jutro Wam pokaże te prezenty, bo po prostu chce się pochwalić. I ładną zawieszką i obrazem, chociaż jeszcze nie skończyłam go malować. 


Okej, idę poczytać co u Was i z "prawdziwym" wpisem odezwe się dopiero jutro. W ogóle zaczęłam też robić plany na nowy rok, myślę, że już najwyższa pora. 

poniedziałek, 21 grudnia 2020

428 - 431 || Stumilowy krok w stronę normalności, czyli czego jeszcze o mnie nie wiecie part 2

 Poniedziałek, 19:25


Miałam wczoraj dodać wpis, ale tak mi zeszło do wieczora, że po prostu zapomniałam. Natomiast dzisiaj poczyniłam dosłownie stumilowy krok w stronę normalności. Zastanawiałam się czy wam o tym pisać, ale stwierdziłam, że to w końcu mój pamiętnik, a wybierania o czym mogę pisać, a o czym nie, byłoby nieuczciwe. 

A więc.. zrobiłam sobie dzisiaj prezent. Domyślam się, że osoby, które nigdy nie chorowały psychicznie mnie nie zrozumieją, ale dla mnie to ogromny przełom. Mam takie przekonanie w sobie, że dosłownie na wszystko musze zasłużyć, zapracować, a na końcu i tak dochodzę do wniosku, że w sumie jestem beznadziejna i na nic nie zasługuje. Co się dzieje w konsekwencji? Wszystkiego sobie odmawiam. Dosłownie wszystkiego. Wyjścia do fryzjera, nowej bluzki (ewentualnie w lumpeksie mogę coś kupić), pójścia do kosmetyczki itd. Wiem, że to chore i tak jak pisałam, pewnie wiele z Was nie zrozumie takiego sposobu myślenia, ale.. no cóż.. taka już jestem.. i usilnie próbuje to zmienić. Dlatego pomyślałam, że teraz jest najlepszy moment żeby zrobić sobie samej prezent. Bez wyrzutów, bez myślenia o tym czy jestem wystarczająco dobra, po prostu coś sobie kupić... i wybrałam bransoletkę. 




Dla niektórych to tylko bransoletka, ale dla mnie to przełom i potrójny symbol: 
1) Tego, że jestem wystarczająco dobra. 
2) Że nie potrzebuje nikogo, a swoje pragnienia mogę spełniać sama
3) Nawiązanie do tytułu mojego bloga: Puszka Pandory..

Bransoletka kosztowała ponad 300 zł i z ręką na sercu Wam powiem, że chyba w ciągu ostatniego minimum 1,5 roku nie wydałam w sumie (!) tyle na siebie. Nie kupuje nowych ubrań (bo w nieustannie mam przeświadczenie o tym, że w końcu schudnę), biżuterii (bo na brzydkim wszystko źle wygląda), nie chodzę do kosmetyczki (bo komu się mam podobać), a jeśli chodzi o kosmetyki to kupuje tylko takie niezbędne- kremy i jakąś kolorówkę. 
Wiem, że moje myślenie jest... chore. Ale czasami bywają rzeczy silniejsze od nas. Dzisiaj czuje się dosłownie jak zwycięzca. 


piątek, 18 grudnia 2020

426-427 || Ostatni zjazd w tym roku

 Piątek, 20:52


Haj :)

Wczoraj nie dodawałam wpisu, bo nic się nie działo, w sumie tak jak dzisiaj. Stale przygotowuje się do kolokwium z prawa konstytucyjnego. Pisałam dzisiaj próbne i miałam tylko jeden błąd, mam nadzieję, że jutrzejsze pójdzie mi równie dobrze. Mam jutro cały dzień zajęć, aż do 19:30. Później będę musiała się jeszcze przygotowywać do zajęć, które mam w niedzielę, ale pocieszam się, że to już ostatni weekend w tym roku. Potem jakoś znieść poniedziałek i wtorek i w końcu woooolne. Bardzo się cieszę. Dzisiaj porobiłam sobie już nawet trochę planów na ten czas. Planuje namalować obraz (tak, dobrze czytacie), wybrałam już sobie książkę do przeczytania, obejrzę pewnie jakieś dobre filmy i oczywiście czeka mnie nauka, bo po powrocie mam dużo zaliczeń. 

Oki, ja tylko chciałam dać szybko znać, że żyje. Odezwę się dopiero w niedzielę. Trzymajcie za mnie kciuki! 

środa, 16 grudnia 2020

425 || Ból głowy i Margaret Thatcher

 Środa, 22:37


Cześć Dziewczyny! 

Jak tam u Was? Ja miałam na dzisiaj zaplanowany cały dzień nauki, ale tak mnie głowa bolała, że szczerze mówiąc niewiele udało mi się zrobić, nie mogłam się jakoś skupić. Teraz już czuję się okej i jak tylko napisze wpis to lecę przerobić dzisiaj jeszcze dwie ustawy na sobotnie kolokwium z prawa konstytucyjnego. A co oprócz tego? Przedstawiałam dzisiaj zarys projektu swojej pracy badawczej i doktorowi bardzo się spodobał, więc się cieszę, bo niemal do każdego miał jakieś "ale". Ja będę pisać o Margaret Thatcher jako problematycznym symbolu emancypacji kobiet w polityce. Bardzo mi się podoba temat, cieszę się, że na na niego wpadłam. Chciałabym żeby była już sobota wieczór i żebym była "po wszystkim", czyli po zaliczeniach, odpowiedziach i całej tej nauce, ale zawsze w takich chwilach powtarzam sobie, że czas i tak upłynie. 

Na koniec dodam jeszcze dwa zdjęcia, które zrobiłam swoim ostatnim śniadankom. Podobają mi się. Są zdrowe, ale jednocześnie nie do przesady, kolorowe (a raczej zielone) i bardzo smaczne :) 


Dwie kromki chleba pełnoziarnistego z awokado i camembertem, pomidor


Dwie kromki chleba pełnoziarnistego. Jedna z sojowym pasztetem i ogórkiem. Druga z masłem, szpinakiem, camembertem i pesto. Do tego kiełbaska sojowa węgierska z dobrej kalorii. 

Okej. Lecę jeszcze poczytać te ustawy, ale najpierw zrobie sobie herbatkę z domowym sokiem agrestowym. Jutro musze dosyć wcześnie wstać, bo od 8:30 mam korepetycje. Potem od 10 do 16:30 zajęcia. 


424 || Coś czego jeszcze nigdy Wam nie mówiłam

 Wtorek, 23:50 


Cześć :) 

Dzisiaj przygotowywałam sobie materiały na czwartkowe korepetycje, zarys projektu, który jutro będę przedstawiać, porobiłam trochę notatek na admina i się uczyłam. Miałam też zajęcia. W sumie dzień jak co dzień, jutro mam tylko jedne zajęcia i wiem, że muszę się porządnie przyłożyć do nauki, bo mam w weekend kolokwium i odpowiedź. 

A teraz coś o czym jeszcze nigdy Wam nie pisałam.. Dzisiaj do mojego brata przyszli znajomi i ja zachowywałam się tak jak zwykle.. bałam się wyjść z pokoju. Mam tak dosłownie za każdym razem gdy jest możliwość, że poznam nowe osoby. Z jednej strony jestem otwarta na znajomości (ale jakby to powiedzieć.. jak już kogoś poznam to jestem otwarta), a z drugiej strony bardzo tego nie lubię. Zawsze wydaje mi się, że taka nowo poznana osoba będzie mnie od razu osądzać za moją wagę. Wiem, że to trochę dziwne, przecież nie ważę tony, nie jestem otyła, a wydaje mi się, że inni będą mnie postrzegać wręcz w kategoriach potwora. Ja sama jak czasami poznaje jakąś grubszą osobę to od razu mam myśli typu "ciekawe ile je", "ciekawe ile waży", "czy się odchudza?", "czy je więcej niż ja?" itd. Nie robię tego absolutnie złośliwie! Te myśli same pojawiają się w mojej głowie. 

Jestem ciekawa czy ktoś jeszcze tak ma. 

poniedziałek, 14 grudnia 2020

423 || Ona jest "niedorozmawialna"

 Poniedziałek, 22:34


Cześć! 

Zgodnie z zapowiedzią wracam z codziennymi postami, mam nadzieję, że nie zawalę. Od rana miałam zajęcia, potem trochę posiedziałam nad notatkami i przygotowywałam się do korepetycji z wosu, bo miałam dzisiaj nową dziewczynę. Generalnie jest okej i chce mieć zajęcia dwa razy w tygodniu, więc dla mnie super. Niby mam tylko dwie dziewczyny, ale jednak z jedną 4h w tygodniu, a z drugą 2h. Jestem zadowolona, bo w miesiącu da mi to +700 zł. Myślę, że całkiem okej, biorąc pod uwagę, że studiuje dwa kierunki. Mam nadzieję, że jeszcze ktoś się zgłosi. Oby! 

Za każdym razem gdy dodaje jakieś wpisy związane z moją matką, to mam potem komentarze: "spróbuj z nią porozmawiać", "powiedz co czujesz", "broń się". I nie zrozumcie mnie źle, jestem za nie wszystkie baaardzo wdzięczna, bo wiem, że mnie wspieracie, aleee moja matka jest "niedorozmawialna". Uwierzcie mi lub nie, ale ona by mnie wyśmiała za takie słowa i obróciła kota ogonem. Czyli, że to ona jest pokrzywdzona, że ona ma ciężko w życiu, bo według niej JA NIC NIE ROBIĘ. Dzisiaj natomiast mój brat wrócił do domu na święta i matka powiedziała mu dokładnie "jutro nic nie rób, wyśpij się, odpocznij". Wychodzi na to, że dosłownie każdy ma prawo być zmęczonym i odpocząć tylko nie ja.

Taki trochę negatywny ten wpis, ale pisze to co mi na sercu leży. Jutro będzie lepiej, bo jest wtorek. Lubie wtorki. 

niedziela, 13 grudnia 2020

417-422 || Tydzień awantur

 Niedziela, 21:22


Cześć dziewczyny! 

Co u mnie? Przez ostatni tydzień zajęłam się przygotowaniami do świąt. Upiekłam maaasę pierniczków, udekorowałam i popakowałam na mini prezenty. Ubrałam dwie choinki, sprzątałam mieszkanie, kupiłam wszystkie prezenty i je popakowałam. Brzmi dosyć marnie, ale uwierzcie mi, że było z tym dużo roboty i zeszło mi dużo czasu. Co oprócz tego? Niemal codziennie miałam załamanie nerwowe przez matkę, przez jej wyrzuty i awantury. Dzisiaj też przyjechała i problemy pojawiły się jeszcze zanim weszłam do mieszkania. W tygodniu dowiedziałam się także, że nie dostałam stypendium naukowego. Nie wiem jakim cudem, bo byłam 4 w kolejce, miałam świetną średnią  i... nic. Ale już nic z tym nie zrobię. Natomiast tydzień awantur matki oraz brak stypendium naukowego sprawił, że zaczęłam się zastanawiać nad rzuceniem jednego kierunku studiów (tych które studiuje w trybie dziennym). Mogłabym pójść do pracy i się wyprowadzić.  Z drugiej strony, gdyby nie sytuacja w domu to z pewnością zostałabym na tych studiach, bo mi się podobają, nawet bez stypendium. Poza tym śmiertelnie boję się reakcji matki na rzucenie studiów. Dzisiaj wydawała mi rozkazy dosłownie jak psu, a ja miałam je wykonywać bez mrugnięcia okiem.. Wczoraj odkurzyłam mieszkanie, a dzisiaj ona znowu odkurzała, bo było źle. Dzisiaj rozpakowałam zakupy i ułożyłam je w lodówce, a ona potem wszystko wyciągnęła i zorganizowała od nowa, bo ja oczywiście KAŻDĄ rzecz robię źle. Przygotowałam dla niej takie małe paczuszki z pierniczkami żeby rozdała w pracy (wcześniej się jej zapytałam czy chce, a ona odpowiedziała, że tak), dzisiaj jak mi powiedziała, że NIC NIE ROBIĘ to jej powiedziałam, że m.in. upiekłam jej te pierniczki, a ona "nikt cię o to nie prosił". Zrobiło mi się przeeemiło. Przez to zebrałam się i umieściłam dzisiaj znowu ogłoszenie o korepetycjach, odezwała się jedna osoba i jutro już mam z nią zajęcia. W sumie mam tylko dwie osoby, ale wierzę, że niedługo coś się ruszy i będzie ich więcej. 

Od jutra chciałabym znowu wrócić do dodawania codziennych postów. Gdy już nie piszę jeden czy dwa dni, to potem ciężko jest mi się zebrać, aby znowu wrócić. 

poniedziałek, 7 grudnia 2020

412- 416 || Dużo nauki przed świętami

 Poniedziałek, 11:38


Hej dziewczyny:)

Nie było mnie kilka dni, bo skupiłam się na nauce. Miałam w piątek kolokwium z prawa administracyjnego, a w sobotę z karnego. Dzisiaj mam natomiast z angielskiego, także mam co robić, ale nie narzekam. Rok temu, o tej porze roku, byłam już dosłownie wykończona, a teraz myślę, że całkiem dobrze się trzymam, oczywiście to zasługa nauczania zdalnego. 

W piątek miałam gorszy dzień, do 16 było okej, uczyłam się do kolokwium, a potem przyszła matka i oczywiście popsuła mi dzień. Zaczęła się czepiać o jakieś głupoty, o bałagan w kuchni itd., prawda jest taka, że nie da się zawsze mieć porządku, czasami są jakieś inne sprawy do zrobienia jak np. to moje kolokwium do napisania. Potem zadzwoniłam jeszcze do babci, bo miała tego dnia imieniny i ta skutecznie mnie dobiła. Zaczęła mówić, że powinnam bardziej pomagać w domu (w domu, w którym mieszka moja babcia i mama - 2 malutkie pokoje) i bardziej pomagać jej samej. Ona chyba, by chciała żeby było tak jak rok temu, żebym przychodziła do niej, robiła zakupy, gotowała, sprzątała itd. Natomiast od kiedy przeprowadziła się do niej moja matka i od kiedy babcia jest bardziej sprawna, to ja nie widzę potrzeby żeby przychodzić tam po kilka razy w tygodniu. Mam swoje rzeczy na głowie. 

W sobotę miałam cały dzień zajęcia, a wczoraj zajęcia do 13, a resztę dnia poświęciłam na naukę do angielskiej. Niestety była też u mnie matka... Myślałam, że dostanę szału, miałam ćwiczenia, musiałam robić zadania, uważać. A ta wchodzi do mojego pokoju, nie zapuka nawet i podstawia mi pod nos kłębek kurzu.... No ja nie wiem, zjeść to miałam? Albo drze się na mnie, bo mi się nowy obrus nie podoba (stale kiedy mam zajęcia) i się zaczęło.. że ja NIC nie robię. 

Jutro natomiast robię sobie reset od nauki. Rano zamierzam pojechać na zakupy świąteczne. Do kika, tediego i pepco, chciałabym kupić jakieś ozdoby i prezenty. O 15 zajęcia, a od 16:30 dwie godziny korepetycji. 

Zmykam do nauki <3

środa, 2 grudnia 2020

411 || Czy ja do cholery byłam jakimś robotem?!

 Środa, 23:01


Hej :)

Jakoś mnie wzięło dzisiaj na wspomnienia i postanowiłam poczytać wpisy o tym jak wyglądał mój grudzień rok temu, to bardzo fajny sposób, by sprawdzić "czy coś się w naszym życiu zmieniło". Ja doznałam szoku, serio. Aż zastanawiam się czy byłam człowiekiem czy robotem. Często mi wtedy pisałyście, że mnie podziwiacie, że jestem w stanie tyle rzeczy robić, a ja niezbyt wiedziałam o co właściwie Wam chodzi. Kompletnie nie zauważałam tego ile rzeczy robię, było to dla mnie normalne. Dodam na dole fragment wpisu żebyście zobaczyły o co mi chodzi. Wpis pochodzi dokładnie sprzed roku.


02.12.2019 rok

Pobudka o 6, ale mimo to bardzo się wyspałam. Szybko się zebrałam i punkt o 7 wyszłam z domu na autobus. Od 8 do 11 miałam zajęcia z jednego kierunku, jak zwykle musiałam się urwać  z części wykładu żeby zdążyć na ćwiczenia na drugiej uczelni. Zajęcia trwały do 13, kolejne miałam dopiero o 15, więc w przerwie skoczyłam na godzinkę do galerii krakowskiej i kupiłam prezenty na mikołajki, ozdoby do pierniczków i awokado, bo akurat jest promka w biedrze :) Kolejną godzinę spędziłam w bibliotece. Ćwiczenia z negocjacji skończyły się o 16:30, po nich poszłam jeszcze raz do biblioteki żeby się pouczyć i tak spędziłam czas do 19. W domu byłam koło 20, zjadłam, wykąpałam się,  ugotowałam posiłki na jutro, ogarnęłam mieszkanie, kota i tak się zrobiła 22, a ja pierwszy raz tego dnia mam chwilę dla siebie żeby odpocząć. 


Dopiero patrząc wstecz jestem w stanie zrozumieć o co Wam wtedy chodziło. Rok temu taki "zapierdol" był dla mnie normalnością, teraz po tygodniu bym się chyba wykończyła. Nie pamiętam kiedy ostatnio wstałam o 6, zazwyczaj budzę się grubo po 9 i źle się czuję pisząc to. Tęsknie za nauką w bibliotece i taką moją normalnością, pandemia jednak zrobiła swoje i dopiero teraz widzę jak leniwą kluchą się stałam. Jedyny progress jaki widzę to, to że już niemal nie pije energetyków. Wtedy to oj dziewczyny.. dwa dziennie to było mało. 

wtorek, 1 grudnia 2020

409-410 || Presja społeczna

 Wtorek, 22:10 


Cześć :) 

I sprawa

Dzisiaj kolejny wpis zainspirowanymi tak właściwie Waszymi przemyśleniami. Przeczytałam dzisiaj post u Meg, na temat stosunku do wegetarian i samą mnie natchnęło żeby o tym trochę napisać. W grudniu miną 4 lata od kiedy nie jem mięsa i przez ten czas nasłuchałam się tyle na ten temat, że głowa mała. Że z pewnością mam anemię, niedobory, że będę chora, umrę, że jak raz zjem to przecież korona mi z głowy nie spadnie, że powinnam jeść "normalnie" no i oczywiście clue każdego przemówienia na ten tamat - że tak wydziwiam, a chuda nie jestem. To chyba najbardziej irytująca część tego wszystkiego, każdy myśli, że jak nie jem mięsa to dlatego żeby schudnąć. Nie wiem czy myślą tak dlatego, że jestem gruba, czy po prostu mają taki stosunek do każdej osoby niejedzącej mięsa, ale jest to niezwykle irytujące. Część ludzi (bo nie mówię, że z każdą osobą tak było) zachowuje się jakby była lekarzem i z marszu mówi mi, że mam anemię i wegetarianizm jest niezdrowy, co ciekawe, samemu regularnie jedząc fast-foody. 

II sprawa

Pamiętacie jak ostatnio zrobiłam sushi party z moją przyjaciółką? Wtedy co wszystko kupiłam, zrobiłam i jeszcze dałam jej na wynos, a ona się spóźniła... mhhmm.. czy ja wiem.. jakieś 3 godziny? Ostatnio powiedziała mi, że tak jej zasmakowało, że sama zamierza zrobić sushi na Sylwestra ze znajomymi...na którego mnie nie zaprosiła. Dlaczego? Bo nie mam chłopaka, a zaprasza same pary. Nie dość, że zrobiło mi się przykro, to jeszcze czuję ogromną irytację. Lepiej w takim razie żebym siedziała sama w domu? Na dodatek nieustannie słucham jak się cieszy na tego Sylwestra i jak będzie fajnie... świetnie po prostu. 

Dlaczego napisałam o tych dwóch kwestiach? Myślę, że są do siebie bardzo podobne i w obu dotyka Nas/ mnie ta znienawidzona przeze mnie presja społeczna. Uważam, że właśnie największą presję nie kładę na siebie ja sama, a właście społeczeństwo. Każde odstępstwo od powszechnie przyjętego schematu jest od razu krytykowane i wyśmiewane.

Nie wiem, może po prostu jestem trochę przewrażliwiona. Jestem ciekawa Waszego zdania w tym temacie.