poniedziałek, 31 lipca 2023

1377 || kiedy jest właściwy moment?

 Poniedziałek, 17:51



Hej!

Dzisiaj wstałam z zupełnie nową energią do życia, bo w końcu nic mnie nie bolało. Właściwie popuściło już wczoraj i żeby zakończyć poprzedni tydzień w pozytywny sposób, to postanowiłam, że zrobię sobie nowe paznokcie i mini spa. Wyszło mi to na dobre, zmieniłam też pościel i super mi się spało. 

Dzisiaj natomiast byłam w galerii żeby pooddawać ubrania, zarówno swoje jak i Szymona. Potem pojechałam jeszcze rozmienić pieniądze w kantorze, bo też S. mnie prosił. W drodze powrotnej zrobiłam małe zakupy w biedronce. Kupiłam rzeczy potrzebne do tarty, którą właśnie robię, a także moje ulubione herbatki na zimno. Aktualnie są na promocji i jedna wychodzi za 2,99 zł. Za chwilę idę posprzątać, a raczej wymienić dwie kuwety mojego kota, bo znowu zaczął sikać na łóżku. Ja nie wiem o co chodzi, ale raz w roku, właśnie w okresie wakacji, tak mu odwala. Dlatego wszystko porządnie wyszoruje, zmienię żwirek, a jak nie poskutkuje, to przejdę się z nim do weterynarza, chociaż tego, ze względu na panującą wśród kotów chorobę, wolałabym uniknąć. 

S. spędza kilka dni u brata i właściwie mało co ze sobą rozmawiamy. W ciągu ostatnich 4 dni zamieniliśmy ze sobą może kilka zdać i to by było na tyle. Jednak chyba nie mogę mieć o to pretensji, bo gdy spędzamy czas razem to także rzadko sięga po telefon. W sumie nieważne. Chciałabym z Wami pogadać, a raczej wypisać się na inny temat, ale także związany z relacjami damsko-męskimi. Właściwie nie wiem jak mam sprawę ugryźć. Także napiszę prosto z mostu. W przyszłości chciałabym mieć dzieci, nawet nie umiem opisać jak mi na tym zależy. I co prawda, jesteśmy z S. razem 7 miesięcy i nigdy nie rozmawialiśmy na poważnie na takie tematy, to wiadomo, że one wychodzą gdzieś tam w praniu, przy okazji. S. ciągle narzeka na dzieci swoich braci, ogólnie na dzieci i nawet sam mi powiedział, że on nie wie czy kiedykolwiek będzie chciał mieć dzieci, a jeśli nawet to nie myśli, że będzie na to gotów w ciągu najbliższych... uwaga uwaga... 10 lat. On ma teraz 30... Na początku ja kompletnie olewałam takie komentarze, bo cały czas sobie powtarzałam, że się krótko znamy, ale ostatnio zaczęłam się zastanawiać czy związek, nie mówię nawet o swoim związku, tylko tak ogólnie, ma jakąś przyszłość jeśli plany dwóch osób nie są zbieżne ze sobą? Inną sprawą, dla mnie równie ważną, jest kwestia posiadania zwierząt w domu. A konkretnie mówiąc mojego kota. S. mi kiedyś powiedział, że gdybyśmy mieli razem zamieszkać, to on sobie nie wyobraża życia z kotem i on (mój kot) napewno zostaje z mamusią. Natomiast dla mnie to jest łatwa kwestia, mój kot będzie tam gdzie jestem ja i koniec. Nigdy nie ustąpię w tej sprawie, zwierzęta to nie zabawki, mają swoje uczucia, a Maffin jest ze mną silnie związany, ja z nim także. Jestem osobą, która potrafi iść na kompromis, ale nie w kwestiach, które są dla mnie kluczowe. Temat dziecka w szczególności ostatnio dał o sobie znać kiedy spóźniał mi się okres... Kiedy powiedziałam o tym S. i zobaczyłam jego minę... no cóż... przykro mi się zrobiło. Chciałabym z nim porozmawiać na takie kwestie, ale sama nie wiem kiedy jest ten właściwy moment?

Od jutra nowy miesiąc, czysta karta. Ja zrobię wszystko żeby był świetny. Może to szalone, ale założyłam sobie, że od jutra do końca roku będę codziennie dodawać wpis. Chciałabym też znaleźć sobie jedno, nowe hobby. Zobaczymy jak mi pójdzie :) 

niedziela, 30 lipca 2023

1375-1376 || Ten tydzień był okropny

 Niedziela, 11:37



Ten tydzień to jedna wielka porażka, zaliczyłabym go chyba do najgorszych w tym roku. Praktycznie cały czas leżałam w łóżku i przypomniał mi się epizod depresyjny, który przechodziłam dwa (?) lata temu. Coś strasznego. Na początku tygodnia nie dopisywało mi samopoczucie psychiczne, a teraz fizyczne. Jedyny plus tego wszystkiego jest taki, że dostałam okres. W nocy z piątku na sobotę, dokładnie o 3 zaczął mnie boleć brzuch i boli aż do teraz. Serio. Wiedziałam, że ten okres będzie ciężki, ale normalnie już brak mi sił. Może brzuch nie boli mnie wyjątkowo bardzo (w sensie bardziej niż zwykle), ale jest to ból przewlekły, który ciągnie się już jakieś +30 godzin. Aktualnie leżę z termoforem na brzuchu i tak próbuje sobie ulżyć. Mam nadzieję, że jutro wstanę z nową energią. 

Jeśli się zastanowię nad jakiś innym, niż sam okres, plusem tej sytuacji, to chyba jedyny jest taki, że nie chce mi się jeść. Kompletnie, jadłam wczoraj kanapkę koło 15 i jak sobie teraz pomyślę, że mam włożyć coś do ust to jest mi niedobrze. 

Chciałabym Wam coś więcej napisać, ale z bólu drżą mi dłonie. 

piątek, 28 lipca 2023

1374 || Wracam do życia

 Piątek, 18:32



Hejka!

Przed chwilą napisałam obszerną notkę, ale finalnie ją skasowałam. Jakaś była taka bez ładu i składu, nie podobała mi się. Zacznę jeszcze raz i postaram się wykrzesać z siebie więcej entuzjazmu. 

Wczoraj spędziłam bardzo, ale to baaardzo udany wieczór z Szymkiem. Nasze spotkania zawsze dobrze mnie nastrajają i myślę, że uspokajają. To też dzisiaj wstałam z lepszym humorem. Zrobiłam sobie listę rzeczy do zrobienia rozpisaną na dwa dni i większość udało mi się już odhaczyć. M.in. posprzątałam mieszkanie, upiekłam cynamonki, zrobiłam sobie brwi, powynosiłam rzeczy do piwnicy... teraz robię sobie przerwę na zaparzenie kawy, bo zasypiam... Okej już mam, mogę wracać do pisania. Na wieczór miałam w planie iść z koleżanką do kina w plenerze, ale coś źle sprawdziłyśmy i to nie dzisiaj. Całe szczęście, bo w ogóle mi się nie chce. Zaprosiłam ją natomiast do siebie na jutro, jeśli będzie w miarę dobra pogoda, to spędzimy wieczór na balkonie. Niestety tego weekendu nie spędzam z S. bo jedzie do brata do Warszawy, zobaczymy się dopiero we wtorek, zamierzam dobrze wykorzystać czas do tego czasu. 

Teraz powinnam się jeszcze zebrać do sklepu. Codziennie obiecuje sobie, że zacznę się zdrowo odżywiać, a stale mi nie wychodzi, a wiecie dlaczego? Bo moja lodówka temu nie sprzyja. Muszę sobie w końcu zaplanować jakieś jedzenie, iść do sklepu, kupić i ugotować. Czuję, że zapuszczam się pod tym względem, a tego bardzo nie chcę. 


Wczoraj jak byłam w bibliotece to wypożyczyłam taką grę. W ogóle super opcja z tym wypożyczeniem, takie rzeczy są drogie, a myślę, że szybko się nudzą. Ja miałam już kiedyś inną część z tej serii i też mi się bardzo podobała, ale ta do petarda. Możecie sprawdzić jak dobrze się znacie ze swoją drugą połówką i przy okazji też wiele się o sobie dowiedzieć. 



Trochę zdjęć tego co zrobiłam Szymkowi na dzisiaj do jedzenia. Może jakoś się zainspirujecie, więc dodaje :) 



Kanapeczka i jogurt skyr


Kanapeczka, winogrona i kabanosy


Ryż z indykiem i warzywami, a do tego sos czosnkowy domowej roboty


A na kolacje zrobiliśmy tortille 


Jutro mam w planie odhaczenie reszty rzeczy z listy. Chcę pojechać do galerii i oddać ciuchy, zarówno moje jak i Szymka. Muszę też podejść do kantoru i w końcu, ale to w końcu chciałabym poćwiczyć! Tęsknie za tanecznym cardio :) 

Wracam teraz do oglądania Pani Bovary 


czwartek, 27 lipca 2023

1372-1373 || No hej

 Czwartek, 11:53



No hej dziewczyny!

Powodem mojego ostatniego dołka był/jest spóźniający się okres. Natomiast dzisiaj już zaczęły mnie boleć piersi, tak samo podbrzusze, więc przypuszczam, że lada moment miesiączkę dostanę. Zrobiłam też dwa testy ciążowe i oba wyszły oczywiście negatywnie. Ta sprawa bardzo weszła mi na psychikę w ciągu ostatnich dni. Chyba muszę się zastanowić nad przejściem na tabletki anty, myślę że byłabym spokojniejsza. Z drugiej strony dochodzi natomiast kwestia wahania wagi, nastroju czy zatrzymywania się wody w organizmie. Nie wiem czy jestem na to gotowa, raczej nie teraz. 

Okej, ale zmieńmy temat. Wczoraj odebrałam dwie paczki z ubraniami. Udało Wam się coś kupić na wyprzedażach? Powiem Wam, że ja nie szalałam, zamówiłam tylko to, co jest mi potrzebne. Niemniej jednak i tak będę jeszcze coś dokupywać, bo większość rzeczy jest do oddania.


Te dwie rzeczy wyżej zostawiam napewno. Sukienka, na wieszaku wygląda kiepsko, ale w rzeczywistości super leży i lubię taki fason "na zakładkę". Białą bluzeczkę też zostawiam, idealna na lato do spodni z wysokim stanem. 

A nad tymi balerinkami się zastanawiam. Są takie zwykłe, proste i to mi się podoba, ale z drugiej strony coś mi w nich nie leży. Jeśli nie zostawię tych to i tak muszę zamówić coś innego, bo potrzebuję tego typu butów do sukienek. Wiem, że większość dziewczyn zakłada trampki, ale mi to to nie pasuje. 
Sukienka jest z Croppa, a buty i bluzeczka z Sinsay jakby coś. 

Pojechałam też wczoraj na chwilkę do galerii, właśnie po to, aby odebrać paczkę. Zmokłam jak jasna cholera, bo wiatr strasznie zacinał, po południu poszłam do babci na obiad. Zrobiła leczo, które kocham i uwielbiam, zjadłam je jeszcze potem na kolacje. Udało mi się też chwilkę, w sumie to ponad 40 minut, pogadać z Szymkiem, bo był wczoraj na jeden dzień w delegacji i zadzwonił z drogi. 

Znalazłam też ostatnio fajną stronkę z serialami i filmami, są tam takie produkcje, które zawsze chciałam obejrzeć, a były niedostępne. Jeśli tego jeszcze o mnie nie wiecie, to jestem prawdziwym filmomaniakiem. Od prawie 8 lat prowadzę konto na filmweb, gdzie recenzuję każdy film/serial, który obejrzałam. Już ponad 1300 produkcji :) To takie moje hobby. 

A jeśli chodzi o dzisiaj to obudziłam się przed 6, poszłam zrobić ten test ciążowy i zdecydowałam, że znowu położę się spać. Nie czuję się serio najlepiej, coś czuję, że ten okres da mi popalić. U mnie właśnie jest tak w kratkę. Jeden jest okej, a w kolejny cierpię. Byłam też już na małych zakupach spożywczych. Kupiłam trochę owoców, świeże pieczywo i deskę serów. Właśnie ostatnio wspominaliśmy z S. jak na początkach naszego związku, w każdy piątek robiliśmy sobie taką deskę serów, a teraz to zazwyczaj jemy tosty albo kiełbaski, bo to jest nasz przysmak hahha. Ostatnio już kupiliśmy jakąś małą deskę serów, bo data ważności jest aż do grudnia, więc teraz jeszcze dokupiłam tą i myślę, że w któryś weekend zjemy takie serki w towarzystwie oliwek i chorizo. Okej, wstanę do lodówki i zrobię zdjęcie tej desce serów żebyście widzieli o czym mówię. 


O myślałam właśnie o tym. Mamy po kawałku każdego serka, tak w sam raz żeby się nie zmarnowało. Ja kupiłam to dzisiaj w Biedronce za 15 zł, więc cena jest bardzo dobra, normalnie takie rzeczy są znacznie droższe. 

Przyznam szczerze, że ostatnio jedzeniowo jestem kompletnie nieogarnięta. Jem co popadnie, nie to że dużo czy coś, ale nie zwracam tak na to uwagi. Myślę, że z tego powodu też czuję się gorzej. Pora wrócić do swojej rutyny. Ja piję właśnie drugą kawę, a i tak jestem zmęczona jak jasna cholera. Odpocznę sobie teraz chwilkę i później idę do biblioteki oddać książkę mamie, przy okazji zobaczę, może akurat są jakieś fajny gry. Później zamierzam na chwilę stanąć przy garach, bo Szymek dzisiaj przyjeżdża. Na kolacje planuje nam zrobić tortille z grillowanym indykiem i sałatką. Pytałam też S. czy chce żebym zrobiła mu coś na jutro do pracy i powiedział, że tak, więc wymyśliłam na II śniadanie po prostu kanapkę, a do tego jogurt pitny, winogrono i kabanosy. A na obiad ryż z indykiem i warzywami. 

Jezu jakaś masakra. Położyłam się wczoraj spać przed 22 i spałam dzisiaj do 9:30 z małą przerwą, a i tak jestem zmęczona. Oczy mi się normalnie same zamykają. Chciałabym już dostać ten okres, bo wtedy, mimo że się źle czuję, to czuję po prostu jak wracają do mnie siły. 


A na koniec zdjęcia Maffina. To chodzące dobro.. chociaż ostatnio zlał się na pościel, no ale wypadki się zdarzają. Lejek jeden. 


Marzę już o tym żeby Szymek przyjechał. Chcę się ułożyć w jego ramionach i przysypiać. 

wtorek, 25 lipca 2023

1370-1371 || Kiepskie samopoczucie

 Wtorek, 09:47



Cześć!

Niestety nie czuję się zbyt dobrze. Chodzi mi o samopoczucie psychiczne. Wiem czym jest to spowodowane, ale póki co nie chce o tym mówić, nawet myśleć szczerze mówiąc. 

Wczoraj byłam w kinie na Barbie, naprawdę mi się podobała! I trochę się odstresowałam. 

Dzisiaj dzień zaczęłam natomiast od kąpieli i pielęgnacji, bo wczoraj przyznam szczerze, że kompletnie nie miałam na to ochoty. Zjadłam też już śniadanie, za chwilę idę umyć ząbki, zrobię sobie herbatę i zamierzam siedzieć w łóżku. Serio potrzebuję sobie ułożyć w głowie kilka rzeczy. Po południu przyjeżdża na chwilę Szymek, to chyba jedyna okazja żebyśmy się zobaczyli w tym tygodniu, bo w weekend jedzie do brata pomóc przy budowie. Może to nawet dobrze, bo ja też potrzebuję sobie pobyć sama ze sobą. 

Do juta! Obym wróciła tu w lepszym humorze. 

niedziela, 23 lipca 2023

1365 - 1369 || Kilka dni odpoczynku

 Niedziela, 18:36 



Hejka! 

Wiecie, że naszła mnie dzisiaj myśl żeby skończyć z blogiem? Zawitała ona w moim umyśle po raz pierwszy i aż sama jestem w szoku, że rzeczywiście to rozważałam. Po prostu uważałam, że jak nie pisałam przez kilka dni i było mi z tym dobrze, to może warto przemyśleć zrezygnowanie. Ale pomysł w końcu został odrzucony, także póki co nigdzie się nie wybieram. 

W środę poszłam do babci na obiad i ogólnie zrobiłam sobie taki luźniejszy dzień. Szymek przyjechał wieczorem i spędziliśmy miły wieczór na balkonie. Pewnie zastanawiacie się jak kwestia rozmowy. A więc stało się to co podejrzewałam i S. chciał wszystko zamieść pod dywan, ja na początku też nie poruszałam tego tematu, przemogłam się dopiero wieczorem gdy leżeliśmy razem w łóżku. No ale co Wam mogę powiedzieć? Powiedziałam co leżało mi na sercu, on przyznał mi rację, przeprosił i to by było na tyle. Ja sama nie chciałam więcej o tym gadać, bo serio miałam dość myślenia o tej sytuacji. 

W czwartek zebraliśmy się razem, zjedliśmy śniadanie na balkonie i pojechaliśmy do Szymka. A tam... wielkie sprzątanie. W ciągu ostatnich tygodniu zrobiliśmy taki burdel, że to jakaś masakra, więc tego dnia założyliśmy sobie, że mieszkanie będzie śliniło i tak też rzeczywiście się stało. Ja zajęłam się kuchnią i salonem, a S. wziął na siebie łazienkę. Potem wspólnie odkurzyliśmy i zmyliśmy podłogi, a wczoraj nawet umyślimy okna. Ale wracając do czwartku, to tego dnia pojechaliśmy jeszcze na zakupy spożywcze, wieczorem przeszliśmy się jeszcze na spacer i loda. 

W piątek mieliśmy zaplanowaną wycieczkę do Energylandi, ale niestety pogoda nie dopisała. Ogromna szkoda, bo się nastawiłam, ale mówi się trudno. Zamiast tego pojechaliśmy na Rynek. Poszliśmy na spacer wzdłuż Wisły, a potem trochę pochodziliśmy po Kazimierzu i zaszliśmy na lody do good looda. W domu zrobiliśmy domowe sushi, które jak zwykle wyszło przepysznie! 

W sobotę natomiast pojechaliśmy do galerii, bo S. musiał sobie kupić nowe buty. Wieczorem pojechaliśmy na Rynek i zjedliśmy pyszną pizze. 

Dzisiaj to już właściwie tylko odpoczywaliśmy, oglądaliśmy Młodego Sheldona i skoczyliśmy na krótki spacer. 

Co Wam mogę więcej powiedzieć? Chyba nic, jakaś dzisiaj jestem nie w sosie, a nic się nie stało. Rozpakowałam się już, a teraz popijam kawę na balkonie. W planach nic już dzisiaj nie mam. Chce sobie ponadrabiać filmiki na yt i się zrelaksować. 

wtorek, 18 lipca 2023

1364 || Znowu się dłuży

 Wtorek, 19:59



Hej dziewczyny :)

Nie będę oryginalna jeśli napiszę, że dzień znowu mi się dłużył. I to strasznie. Rano jak zwykle zrobiłam sobie listę rzeczy do zrobienia, ale nawet to nie pomogło. Udało mi się dzisiaj skończyć rozdział pracy licencjackiej dla brata, dopracowałam też ankietę i już wszystko wysłałam. Byłam na zakupach w sklepie, zrobiłam dwa prania, które suszyły się cały dzień i przed chwilą wszystko wyprasowałam, upiekłam jeszcze ciasto, czytałam książkę i obejrzałam dwa filmy. Za chwilę idę zrobić ostatnie rzeczy, które miałam na ten dzień, czyli zmienię pościel i zrobię sobie mini spa, jak w każdy wtorek. Nie jestem zmęczona, więc pewnie jeszcze dzisiaj się czymś zajmę. 

Przejmuję się jutrzejszym spotkaniem z S. Dzisiaj trochę więcej z nim pogadałam, bo wczoraj to dosłownie napisałam do niego dwa słowa i tyle. Na jutro nie robię sobie żadnych planów, żadnych list. Zarezerwowałam ten dzień na odpoczynek mentalny, chce dokładnie przemyśleć co powiem S. i się tak po prostu wyciszyć. Wiecie czego się najbardziej obawiam? Chyba tego, że on zamiecie tę sprawę pod dywan, powie że już minęło kilka dni i stwierdzi, że jest okej. To on zachował się źle, więc moim zdaniem sam powinien dążyć do rozwiązania tej sprawy. Nie ma się jednak co przejmować na zapas. Jeśli on nie wyjdzie z inicjatywą, to ja to z pewnością zrobię, bo za bardzo ciąży mi ta sprawa żeby tak to zostawić. 

Uciekam teraz zrobić sobie kolacje, bo już zgłodniałam. Postawię na zwykłe kanapeczki z sałatą, serem żółtym i pomidorem. Wcześniej natomiast zobaczę co tam u Was, widziałam, że ktoś dodał nowy post, a to się rzadko zdarza. 

Buźka!

poniedziałek, 17 lipca 2023

1363 || Psilates

Poniedziałek, 19:59



Cześć!

Ten dzień było kurewsko długi, chciałabym żeby w końcu się skończył. Myślałam, że jak się wyśpię, to inaczej spojrzę na sprawę, która miała miejsce w sobotę no i faktycznie tak jest. Spojrzałam, ale jeszcze bardziej krytycznym okiem. 

Przede wszystkim, odpowiadając na Wasze komentarze. Dlaczego nie wróciłam do domu? Chciałam! Uwierzcie mi, że chciałam, ale S. trzymał mnie za rękę i nie chciał się zgodzić żebym nigdzie jechała. To jednak było moim najmniejszym problemem. Musicie mnie też trochę zrozumieć. Byłam poza Krakowem, na totalnej wsi, a moim jedynym oświetleniem była latarka z telefonu, w którym zostało 10% baterii. Gdyby sytuacja była inna, to uwierzcie mi, że wróciłabym prosto do domu. 

Miałam się dzisiaj spotkać z S., ale napisałam mu rano żebyśmy to przełożyli na środę. Kompletnie nie mam ochoty na jego towarzystwo. Czuję się okropnie, nie wiem czy ktoś mnie kiedyś tak zawiódł. Mam aż wrażenie, że serce mnie boli. Napisał mi dzisiaj też wiadomość, że za miesiąc ma kolejna parapetówkę i że od razu mnie zaprasza. Nie mam zamiaru iść. Żeby nie myśleć o całej sytuacji, to postanowiłam się dzisiaj czymś zająć. Rano zrobiłam listę rzeczy do zrobienia i poza praniem udało mi się wszystko wykreślić. To ostatnie sobie odpuściłam, bo była okropna pogoda. Jutro ma być ładnie, więc z pewnością zrobię. 

Żeby kolejny wpis nie był taki całkiem do dupy, to postanowiłam dodać zdjęcia z psilatesu. Było wspaniale, chciałbym się jeszcze kiedyś wybrać. 










Nie chcę się spotkać z S., ale jednocześnie chce już mieć za sobą tę rozmowę, która niewątpliwe nas czeka. 

niedziela, 16 lipca 2023

1361-1362 || Dawno nie czułam się tak głupio

 Niedziela, 17:41



To był paskudny weekend. Tak, wyjątkowo paskudny. Właśnie siedzę z kawą na balkonie i stwierdziłam, że jestem gotowa żeby go Wam opisać. Chociaż przyznaję, na początku chciałam to przemilczeć, ale jak już wiele razy podkreślałam na tym blogu, wybieranie o czym mogę pisać, a o czym nie byłoby nieuczciwe. 

A więc zacznijmy od początku. Jakiś czas temu Szymek oznajmił mi, że ma parapetówkę i tyle. Sucha informacja. Także myślałam, że idzie sam i na ten dzień zrobiłam już sobie plany, tutaj mogę Wam nawet powiedzieć, byłam na psilatesie :) Czyli taki pilates tylko z pieskami, ale o tym kiedy indziej. Liczy się fakt, że zapłaciłam wcześniej za zajęcia. Także gdy S. przypomniał mi znowu temat parapetówki i zapytał się czy chciałabym z nim pójść to odmówiłam, bo nie chciałam żeby pieniądze przepadły. Temat się zakończył. Wczoraj koło 14 się rozeszliśmy, ja pojechałam się spotkać z przyjaciółką na zajęcia, a Szymek na imprezę. No i teraz. Wracałam do domu koło 20 i zadzwonił do mnie telefon, numer nieznany, ale odebrałam. Okazało się, że to koleżanka S. z imprezy (właścicielka domu), powiedziała że wie, że już jestem wolna i że mnie zaprasza. Byłam bardzo zmęczona, tego dnia zjadłam tylko dwa tosty, a juz było po 20, ale uznałam, że głupio odmówić. Także napisałam S. że będę, wróciłam do domu, ogarnęłam się, zamówiłam ubera i na miejscu byłam po 22. Na dodatek facet wysadził mnie w złym miejscu, więc musiałam dojść 15 minut. Idę pod dom, a tutaj światła zgaszone, nikogo nie ma. Także dzwonie do S., nawet kilka razy, a on nie odbiera. Jak w końcu odebrał to mu mówię, że jestem, a on do mnie "o kurwa, to Ty przyjechałaś? ale to było na żarty". Serio. No uwierzcie, że mnie zatkało. Poczułam się fatalnie, jak idiotka, bardzo głupio. Na dodatek to było poza Krakowem, totalna wieś, wszędzie ciemno, no nieciekawie. Okazało się, że wszyscy poszli na dni miasta czy coś takiego, dosłownie kilka minut od domu byłam impreza. Nie wiedziałam jak mam się zachować, więc powiedziałam S. przez telefon, że skoro to był żart to wracam do domu, zaczął mnie przepraszać i prosił żebym została, że się bardzo cieszy itd, wyszedł po mnie z tej imprezy i na chwilę poszliśmy pogadać. Szczerze mówiąc to było mi już tam tak przykro, że serio chciałam wrócić do domu, ale S. nie chciał mnie puścić. Powiedziałam mu, że zachował się fatalnie, jak idiota i jakby miał 13 lat, a nie 30. Stwierdziłam jednak, że zostanę, głównie z tego powodu, że byłam poza Krakowem. S. przedstawił mnie znajomym i poszliśmy do domu. Powiem Wam, że było okej, każdy był bardzo miły, oprowadzili mnie po nowym domu, zrobili drinka. S. też się świetnie w stosunku do mnie zachowywał.  Wróciliśmy do domu po 3. W drodze jeszcze chwilkę rozmawialiśmy z S., tak samo w domu. Powiedziałam mu, że było okej, wszyscy mili itd. a on mi powiedział coś w stylu, że był trochę zdziwiony, bo zanim ja przyszłam do wszyscy gadali, śmiali się itd, a po moim przyjściu było już zupełnie inaczej... No jak ja mam na coś takiego odpowiedzieć. Nie wiem po co w ogóle mi to powiedział, potem jak zobaczył, że palną głupotę to próbował mi coś mówić w stylu, że to dlatego, że oni się już długo znają, studiowali ze sobą, a tutaj przyszła nowa osoba... I tak, to prawda. Ale no po co mnie zapraszali? Po co dał im mój numer? Cała ta sytuacja była okropna dziewczyny, zrobiło mi się bardzo przykro. S. chciał jeszcze o tym rozmawiać, ale ja powiedziałam, że idziemy spać, bo serio nie miałam na to ochoty, poza tym było już bardzo późno. On od razu zasnął, a ja się męczyłam chyba do 5 i wstałam przed 8. Na dodatek czułam się mega słabo, bo dzień wcześniej zjadłam tylko te dwa tosty. Poszłam wziąć prysznic, ogarnęłam się i obudziłam S. powiedzieć, że wychodzę. Byłam umówiona z koleżanką na kawę i nie chciałam się spóźnić. Rano już nie poruszaliśmy tego tematu, bo i czasu nie było i S. miał kaca. 

Czuję się bardzo zawiedziona. Nawet gadałam o tym dzisiaj z koleżanką na kawie i ona też była w szoku, że dorosły facet się tak zachował. Myślę, że jednak ten temat nas nie ominie i prędzej czy później będziemy musieli do niego wrócić. Póki co jestem jeszcze w emocjach i dobrze, że zbytnio o tym nie gadaliśmy, bo bym się poryczała jedynie.  


To właściwie tyle, co chciałam Wam dzisiaj napisać. Psilates opisze innym razem, o nie chce żeby tak pozytywne wydarzenie mieszało mi się z tym negatywnym. Zrobiło się już trochę chłodniej, ja idę się przejść nad zalew, bo muszę jakoś odciągnąć myśli o wczoraj. 

piątek, 14 lipca 2023

1360 || Potrzeba niczego przyciąga wszystko

 Piątek, 15:38



Hejka!

Wstałam dzisiaj koło 7:30 i pierwszą rzeczą jaką robiłam było zabranie się za pracę licencjacką. Wyrobiłam się z tym jakoś do godziny 10 i później zaczęłam swój dzień. Zjadłam i wykąpałam się. Z wierzchu ogarnęłam też mieszkanie, niby jest piątek, więc powinnam całe posprzątać, ale już wczoraj stwierdziłam, że sobie odpuszczę. Byłam też w sklepie dosłownie po dwie rzeczy, jestem też już spakowana. Czekam na Szymka, bo ma po mnie przyjechać po pracy, kończy za jakieś 20 minut. Zostaje u niego wyjątkowo tylko do jutra, bo potem idę spełniać jedno ze swoich marzeń, które mam na swojej liście do zrobienia przed śmiercią <3

A teraz inna rzecz, o której chciałam Wam napisać. Troszkę ponad miesiąc temu podjęłam decyzję, że zrobię krok w tył jeśli chodzi o mój związek. Wam dałam o tym znać później, gdy "projekt" był już w realizacji. Chciałabym podsumować ten miesiąc, bo przyniósł on ogrom zmian. A więc co zrobiłam..

1. Przestałam się narzucać i proponować często spotkania. 

Bardziej szanuje swój czas i jego czas. Wiem, że nie musimy być zawsze razem gdy jest w Krakowie. Czy mi z tym dobrze? Sama nie wiem, wiem jedynie, że mam więcej czasu na inne rzeczy, tak jak np. jutro wychodzę z przyjaciółką, a kiedyś każdy weekend był z góry zarezerwowany. 

2. Przestałam przesiadywać u Szymka w mieszkaniu kiedy on jest w pracy. 

Niby nie ma w tym nic złego i jestem pewna, że ta sytuacja się jeszcze nie raz powtórzy, ale... Zawsze gdy on był w pracy, to ja siedziałam tam cały dzień i prałam, prasowałam, gotowałam, sprzątałam itd. No generalnie cały dzień roboty. Teraz wiem, że nawet jak u niego będę, to będę się zajmować swoimi sprawami. 

3. Zarządziłam podział obowiązków

Jednak ja spędzam w mieszkaniu Szymka praktycznie tyle samo czasu co on, więc chce mu pomóc ogarnąć dom, ale pomóc, a nie robić to sama. Także kiedy ja gotuję to on sprząta, albo robimy zakupy na zmianę. Takie proste rzeczy. 

4. Nie mam pretensji, że nie poznał mnie ze swoją rodziną.

Taka sytuacja miała miejsce chyba dwa lub trzy razy w ciągu tego miesiąca i zwyczajnie postanowiłam olać temat. Żeby wiedział jednak, że mi to nie pasuje rzucałam coś w stylu "to przykro mi, że nie chcesz, ale rozumiem i trudno'. Więcej do sprawy nie wracałam ani mu nie wypominałam, co więcej gdy miała przyjechać jego rodzina, to sama stwierdzałam, że spotkamy się innym razem.

5. To samo ze znajomymi.

Akurat o nich nigdy nie miałam pretensji, ale chciałam zaznaczyć, że do przyjaciół i znajomych miałam tą samą zasadę. 

6. Nic nie spada z nieba

Nadal mu gotuję, bo to zwyczajnie uwielbiam, chyba same wiecie, ale zawsze się pytam czy chce żebym mu coś ugotowała, jeśli tak to ile itd. Przez to daje mu do zrozumienia, że nic z nieba nie spada, jeśli poprosi o moją pomoc to ją dostanie. Myślę, że dzięki temu zacząć bardziej doceniać fakt, że mu gotuje, to jednak spore ułatwienie, zwłaszcza jeśli w kuchni ma się dwie lewe ręce.  

7. Przestałam prosić o kwiaty, randki itd. 

Dosłownie ten temat już dla mnie nie istnieje. 

Ten miesiąc był jakąś próbą uczenia się na nowo samej siebie. Nie wspomnę ile razy musiałam się ugryźć w język, ale dziewczyny... są efekty! Myślę, że nawet S. poczuł różnicę, bo mi powiedział, że jakaś ugodowa się zrobiłam ostatnio. 

Ale co Wam chciałam powiedzieć:

- tak czy inaczej często się spotykamy

- spadło mi trochę obowiązków, przez co jestem mniej poirytowana

- kwiaty i tak dostałam

- cała rodzina S. dowiedziała się, że ma dziewczynę; jego mama o mnie ciągle wypytuje

- zostałam nawet zaproszona na spotkanie ze znajomymi 

Jak to teraz przeczytałam, to przypomniał mi się taki cytat: "Potrzeba niczego przyciąga wszystko" i chyba tak się właśnie stało. Po tym miesiącu mogę Wam powiedzieć, że mój związek nigdy nie był w lepszym miejscu, w lepszej kondycji i też nigdy się tak dobrze nie dogadywaliśmy. Bo ja w końcu odpuściłam, a w zamian za to dostałam tak naprawdę wszystko czego chciałam :) 

Do jutra dziewczyny! Buziaki! 

czwartek, 13 lipca 2023

1359 || Długi dzień

 Czwartek, 20:44



Cieszę się, że ten dzień dobiega już końca, był jakiś wyjątkowo długi. 

Po napisaniu dla Was wpisu zrobiłam sobie kawkę i usiadłam do licencjatu dla brata. Napisałam tyle ile miałam zamiar, czyli jeden podrozdział, skończyłam jakoś przed 13. Poczytałam też trochę książkę i zrobiłam sobie paznokcie hybrydowe u stóp. Ostatnio S. wspominał, że chętnie by zjadł blok czekoladowy i ja też nabrałam na niego ochoty. Także poszłam do biedronki i kupiłam składniki, przy okazji kupiłam kilka rzeczy do jedzenia na weekend. W domu szybciutko zrobiłam blok, już nawet próbowałam i wyszedł pyszny. Mam tylko nadzieję, że nie będzie mnie do niego ciągnąć. Bardzo lubię piec drożdżówki, bułeczki, ciasta itd. właśnie dlatego, że ich potem NIE JEM. Po prostu nie mam ochoty, a tutaj... oj może być problem. Z pewnością skuszę się na kawałek jeszcze jutro do kawy, moje kawałeczki są małe, może 1/3 normalnego kawałka. 

Za chwilkę kładę się do łóżka i chce obejrzeć jeszcze jakiś fajny film, mam nadzieję, że uda mi się coś znaleźć. 

Jutro natomiast mam nadzieję, że wcześnie wstanę, bo zaplanowałam sobie trochę rzeczy do zrobienia. W tym chce dodać dla Was bardzo, ale to bardzo ważny dla mnie post :) 


Płatki z mlekiem


Zupa pomidorowa z ryżem


Warzywa, mięso mielone i makaron zero kcal


Tosty
Jeden z sałatką caprese, a drugi z jajecznicą i awokado 


1358 || Dużo chodzenia i gotowania

 Czwartek, 08:50



Hejka!

Dodaje wpis za wczoraj, bo wieczorem już byłam bardzo zmęczona. 

Wstałam koło 6:40 i jak zwykle ogarnęłam siebie, mieszkanie, coś zjadłam i usiadłam do pracy. Udało mi się skończyć fragment i już ładnie poprawić, także jestem z siebie zadowolona. Później usiadłam na chwilkę na balkonie, zaczęłam czytać nową książkę, kryminał oczywiście. "Motylek" autorstwa Katarzyny Puzyńskiej, przeczytałam dopiero pierwszy rozdział, ale książka ma potencjał. Z domu wyszłam koło 11:30 i najpierw poszłam do Rossmanna, bo wczoraj zapomniałam kupić henny i odtłuszczacza do paznokci, a potem jeszcze do biedronki na małe zakupy. Następnie jak co środę na obiad do babci. W drodze powrotnej do domu kupiłam jeszcze pyszne maliny. Dla mnie to taki produkt luksusowy i jem je dosłownie kilka razy w roku, jako że wczoraj były ładne i w dobrej cenie to się skusiłam. Smakują wybornie! Jak tylko przyszłam do domu to weszłam do kuchni i myślałam, że już z niej nie wyjdę. No jakoś nie mogłam się zorganizować i gotowanie zajęło mi dużo czasu. S. przyjechał jakoś po 19 i został do 22. Pogadaliśmy sobie, coś zjedliśmy i miło spędziliśmy czas na balkonie :) 

Wczoraj zrobiłam ponad 17 tys. kroków :) 

Poniżej posiłki, które jadłam wczoraj:


8:15
Chrupkie pieczywo z hummusem paprykowym, awokado; serek wiejski light z pomidorem


12:45
Zupa pomidorowa z ryżem


14:45
Młode ziemniaczki, łosoś i mizeria


20:15
Wrap a'la cheeseburger 

Do tego zjadłam trochę malin, nektarynkę i małego loda


A niżej możecie zobaczyć inne posiłki, które zrobiłam, tym razem dla Szymka, ale pomyślałam, że i tak Wam pokaże jako inspiracja



Makaron z indykiem, kukurydzą, suszonymi pomidorami, papryką i fetą. Do tego dodałam trochę serka śmietankowego i świeżej bazylii, a z wierzchu posypałam szczypiorkiem. 
Żeby danie było "smakowite", to trzeba je robić we właściwej kolejności. Ja najpierw na patelnie daje suszone pomidory, później cebulkę i trochę czosnku, następnie wrzucam indyka (wcześniej zgrillowanego), kukurydzę i paprykę. To wszystko podsmażam, dodaje serek, dolewam trochę wody i rozpuszczam, na koniec wrzucam makaron i dodaje bazylię, fetę i wcześniej uprażone nasiona słonecznika. 
Jeśli po prostu zmieszacie wszystko z makaronem, to będzie smakować zupełnie inaczej. 


Sałatka 
Mix sałat, feta, indyk grillowany, kukurydza, pomidor, ogórek, awokado. Do tego zrobiłam sos, który wyszedł fenomenalnie! Zmieszałam oliwę, musztardę, sok z cytryny, miód i troszkę wody. Nawet niczym nie doprawiałam, bo już wyszedł świetny. 
Posypałam jeszcze pestkami słonecznika. 


Kanapka (szynka, ser, serek śmietankowy, ogórek, mix sałat lub z hummusem i awokado); do tego paluszki chlebowe (do sałatki) i podzieliłam się nawet malinami


Smoothie truskawkowe 
Pierwszy raz robiłam na kefirze i wyszło pyszne.


A tutaj wszystko 


Na kolacje zrobiłam natomiast tortille a'la cheeseburgery
Czyli składniki takie jak do burgerów, ale wszystko włożyłam do tortilli i zapiekałam. Pycha wyszło :) 


Tak się prezentowało, smakowało jak fast-food. Następnym razem tylko pomyślę o jakimś innym sosie niż ketchup, pasowałby bardziej czosnkowy. 


Mam nadzieję, że czymś się zainspirujecie :) 
Buźka! Napiszę jeszcze wieczorkiem! 


wtorek, 11 lipca 2023

1357 || To nie zasady, a nowy styl życia

 Wtorek, 20:07



Hejka!

Wstałam dzisiaj po 8, zebrałam się i usiadłam do pracy dla brata. Całkiem dobrze mi szło, w trakcie dnia robiłam sobie przerwy na gotowanie, sprzątanie, byłam też w Rossmannie i w biedronce, ale bardziej żeby nabić sobie trochę kroków niż żeby coś faktycznie kupić. 

Żeby nie było tutaj tak pusto dzisiaj to dodam zdjęcia jedzenia ze wczoraj i z dzisiaj. Przez ostatnie miesiące bardzo zaniedbywałam tę część bloga, także jakiś czas temu dałam sobie silne postanowienie żeby to zmienić. 


Wczoraj na śniadane zjadłam kanapki. Jedna była z hummusem paprykowym i ogórkiem, a druga z awokado i jajecznicą z jednego jajka. 


Obiad typowo letni, brakuje jedynie jajka sadzonego. 
Miałam ugotowane ziemniaczki, więc jedynie wrzuciłam je na patelnie i przypiekłam. Ugotowałam sobie do tego fasolkę szparagową i zrobiłam mizerię. 


Na kolacje zjadłam tosta


W środku było awokado, jajko sadzone, sałata i szynka


Dzisiejsze śniadanie, czyli klasyk
Serek wiejski light, ja najbardziej lubię te z Piątnicy. Mają fajną, mniejszą pojemność i dobrą konsystencję. Jedyne czego nie lubię z serka wiejskiego to ta śmietanka, zawsze wyjadam granulki, a resztę zostawiam. 


Na obiad zjadłam indyka z suszonymi pomidorami, kukurydzą, papryką i makaronem (60 gr). Do tego zrobiłam mizerię, mimo że średnio pasuje, to po prostu miałam na nią ochotę. 


I na kolacje sałatka, też klasyka. 
Mix sałat, kukurydza, papryka, ogórek, pomidor, ser feta i bagietka czosnkowa. 

Jeśli chodzi o wczoraj jak i dzisiaj, rzeczy, które widzicie na zdjęciach nie są jedynymi, które zjadłam. Oprócz tego zjadłam też dużo owców, takich jak truskawki, czereśnie i ze dwie nektarynki. 


Wczoraj napisałam Wam, że chciałabym ulepszyć swoje życie, rozpocząć kolejny, ostatni już chyba etap "przemiany" i teraz chcę napisać co w związku z tym chcę robić. 

1. Jeść głównie sałatki na kolacje, póki jest sezon letni. 
No może nie tą co jest na zdjęciu, bo już mi trochę zbrzydła, ale chce eksperymentować. 
2. Ćwiczyć w domu oraz dużo chodzić. 
Nie zakładam sobie ile razy w tygodniu, jak długo itd. po prostu chce to robić. 
3. Bardziej cenić czas, starać się wykorzystywać go w pełni. 
4. Próbować nowych rzeczy. 
Mówię tutaj o nowych aktywnościach, ale i potrawach. 


Do tej listy dochodzą inne rzeczy, ale o nich już pisałam. Chodzi mi o takie rzeczy jak picie ziół, robienie soczków, a także mój związek. Natomiast to już praktykuje, więc nie chciałam się powtarzać. 
Jak widzicie, na pierwszy rzut oka nie są to ogromne zmiany, ale z doświadczenia już wiem, że potrafią zdziałać cuda. 

Uciekam teraz! Chce sobie zrobić peeling ciała, peeling twarzy, depilacje, maseczkę i takie tam rzeczy, które uwielbiam chociaż nie zawsze mi się chce je wykonywać. 

poniedziałek, 10 lipca 2023

1356 || Od jutra żyję życiem moich marzeń

 Poniedziałek, 20:02




Długo się nad tym zastanawiałam, zwłaszcza w ostatnich tygodniach i uznałam, że to już czas. 

Czas, aby w pełni wykorzystać swój potencjał

i żyć życiem swoich marzeń. 

Uważam, że moje życie w ciągu ostatnich 12 miesięcy i tak wywróciło się do góry nogami. Schudłam, znalazłam faceta, spędziłam kilka miesięcy w Hiszpanii, naprawiłam relacje z jedzeniem, pojechałam do Austrii do faceta, którego poznałam na tinderze, zaczęłam spełniać marzenia i wiele wiele innych rzeczy. 

Ale... bo zawsze musi być jakieś ale... ciągle czegoś mi brak, czuję taki wewnętrzny niedosyt. Jestem głodna nowych doświadczeń, nawet tych najmniejszych. Dlatego postanowiłam coś z tym zrobić. Nie myślcie proszę, że od jutra zobaczyć tutaj niewiadomo co, ja już się nauczyłam, że zmiana to powolny proces, małe kroczki w drodze do lepszego. 

Chciałabym żeby to był taki ostatni etap mojej "przemiany". Bo tak to ciągle myślę, a mogłabym robić to, to i siamto i już będzie idealnie. A teraz chce zrobić to, to i siamto i żeby już było idealnie. 

To jest trochę tak, że kiedyś wykreowałam sobie w głowie obraz swojej osoby i teraz dążę do tego żeby nią zostać. Brakuje mi takiej kropki nad i. 

Ale wiecie z czego się cieszę najbardziej? Że nie znajduję się już w miejscu, które jest początkiem. Zaczynałam tak wiele razy, że aż mi jest niedobrze. Teraz myślę, że nie miałabym już na to siły i cieszę się, że to po prostu jest kolejny etap "przemiany", a nie jej początek. Cieszę się, że na swoim koncie mam już +20 zrzuconych kilogramów, a nie pierwsze 2, że za sobą mam setki treningów, a nie wkręcanie się w to po raz kolejny, że moja szafa pełna jest pięknych ubrań, które na mnie pasują, że nie muszę już schudnąć żeby zacząć chodzić na randki, bo już schudłam i mam świetnego chłopaka, że nie muszę się uczyć co ma ile kalorii, że nie muszę robić tych wszystkich rzeczy, które robiłam całe swoje życie. 



A tym z Was, które dopiero zaczynają albo zaczynają po raz kolejny życzę wytrwałości. Uwierzcie mi, że warto i sama się o tym przekonałam. 


Ten wpis jest tak nostalgiczny, że czuję jakbym się żegnała z tym miejscem. Ale nic z tego. Mówi się, że na świecie są dwie pewne rzeczy, czyli śmierć i płacenie podatków, ja dodałabym jeszcze mnie piszącą bloga. 


1354-1355 || Plaża, opalanie i kąpanie czyli wakacje w pełni

 Poniedziałek, 10:03



Hejka!

Odzywam się do Was po weekendzie. W piątek, brat S. zrezygnował z przyjazdu, także my mieliśmy cały weekend dla siebie i był on bardzo udany :) 

Szymek późno skończył pracę, więc przyjechał po mnie dopiero koło 19, pojechaliśmy do domu, rozpakowaliśmy zakupy i S. trochę ogarniał sobie dokumenty, bo czegoś szukał, a ja ogarniałam mieszkanie i zrobiłam nam kolacje. Ostatnio często jemy frankfurterki przypieczone na patelni, smakują prawie jak z grilla. 

Kolejnego dnia pojechaliśmy na kąpielisko, akurat mieliśmy pecha i od tego dnia wprowadzili limity wejść, bo to takie jeziorko w kamieniołomie, ale normalnie w jeziorku są baseny. Dodam Wam niżej zdjęcie. 


O tak to wygląda. Moim zdaniem świetnie. No ale niestety limit wejść tylko 1000 osób, więc to tyle co nic jak na Kraków. 

Także nie chcąc spędzić pół dnia w kolejce pojechaliśmy gdzieś indziej, tym razem wybraliśmy otwartą plaże. Ludzi pełno, ale cudem udało nam się znaleźć i miejsce parkingowe i miejsce na plaży. 




Później wróciliśmy na chwilę do domu, wykąpaliśmy się i pojechaliśmy do Ikei. Tak kupiliśmy kilka rzeczy, w tym stoliczek nocny, który bardzo chciałam i poszliśmy na hot doga. W domu jeszcze ugotowałam nam porządny obiad. Tego dnia mieliśmy jeszcze iść na kino pod chmurką, ale S. był już zmęczony. 
Wczoraj także pojechaliśmy na tą samą plaże, bo mi się bardzo podobało, S. niestety tak średnio, bo twierdził, że woda brudna, według moich standardów była okej. 


Sobotnie śniadanie, czyli serek wiejski lekki z kanapeczkami 


Hot dog wege z ikei 


A tutaj starałam się zrobić fit danie, ale żeby jednak było syte, czyli na małej ilości oleju usmażyłam kurczaka, potem całą cukinią z cebulką. W garnku ugotowałam makaron (w sumie 100 gr na dwie osoby, więc mało) i dodałam brokuła. Ja robię tak, że najpierw wstawiam makaron na 5 minut, a potem dodaje brokuła i też gotuje jeszcze 5 minut, wszystko w tym samym garnku. 
Później wszystko wrzuciłam na patelnie i dodałam serka śmietankowego i przypraw żeby powstał sos. 
Pyszne wyszło :) 


Kanapki i kremowa jajecznica


Sałatka 

Pieczone ziemniaki, bób, ogórek i mix młodych listków


Zrobiłam do tego sos z jogurtu naturalnego i przypraw, a na górę dałam szynkę parmeńską. 
Pycha! Przepis widziałam gdzieś na instagramie, ale go zmodyfikowałam. 


Wczoraj wieczorem dosłownie padłam, chyba słońce tak na mnie działa no i woda. Teraz idę zapakować i wysłać paczkę na vinted, ktoś kupił moją czerwoną sukienkę, w której byłam na weselu. Stwierdziłam, że sprzedam, bo jak przyjdzie inna okazja, to z pewnością będę chciała mieć coś nowego. Potem podejdę jeszcze do sklepu po mleko sojowe i biorę się pracę. 

Odezwę się jeszcze wieczorkiem :)