środa, 30 listopada 2022

1141 || Oficjalnie zmieniam rozmiar

 Środa, 23:02



Cześć!

Jezu, ale miałam dzisiaj okropny sen. Normalnie pół dnia się po nim trzęsłam. Śniło mi się, że byłam u Lukasa w mieszkaniu i nagle usłyszałam jakiś dźwięk, zapytałam go kto to jest, a on jakby nigdy nic odpowiedział, że jakaś dziewczyna. Nagle zaczęli uprawiać seks na moich oczach, a ja po prostu stałam jak kołek i na to patrzyłam. Wiecie co jest najgorsze, nawet w tym śnie dziewczyna nazwała mnie puszystą xd Lukas zaczął mi proponować trójkącik, ale ja odmówiłam i uciekłam, a on zaczął mnie gonić i bałam się, że coś mi zrobi. Biegałam po różnych działkach ogrodowych, w końcu wpadłam na jakąś panią i poczułam się bezpiecznie, ale nagle okazało się, że ona zadzwoniła po Lukasa żeby mnie zabrał. I w tamtym momencie się obudziłam. Może ten sen nie brzmi teraz strasznie, ale ja po obudzeniu byłam bardzo rozemocjonowana. 

Pojechałam na uczelnie na 10 i przez pół zajęć sprawdzałam w różnych sennikach znaczenie tego snu. Ogólnie wychodzi na to, że sen oznacza, iż mam zaniżone poczucie własnej wartości. No cóż... to by nawet pasowało. 

Miałam iść jeszcze na jedne zajęcia, ale w końcu się poddałam i już koło 12 wróciłam do domu. Akurat zastał mnie kurier i przymierzyłam ostatnia partię swoich wyprzedażowych łupów. W sumie zamówiłam 18 rzeczy, a zostawiam może jakieś 5. 


Taki zestaw dresów z sinsay. Bardzo spodobał mi się kolor :) 


Spódnico-szorty z reserved


Sukienkę z mohito, z tym że wymienię na mniejszy rozmiar.

Oprócz tego zastawiam się jeszcze nad zostawieniem skórzanej spódnicy, ale nie jestem pewna. Także myślę, że zakupy raczej nie są powalające. 
Co jeszcze chciałam Wam powiedzieć. Oficjalnie mogę zakomunikować, że zmieniam rozmiar na mniejszy. Teraz niemal wszystkie ubrania zamówiłam w rozmiarze 40/L i 90% była na mnie za duża. I nie wydaje mi się, że to kwestia fasonu. Bardzo się z tego powodu cieszę! 

Powoli zaczęłam wyciągać ozdoby świąteczne. Wczoraj kalendarz adwentowy, dzisiaj zaścieliłam łóżko, a jutro do południa mam zamiar ubrać choinkę u siebie w pokoju. Od jutra zaczynam także kalendarz adwentowy z czego się cieszę no i oczywiście zaczynają się vlogmasy :) Super! Ja robię sobie też własny vlogmas na blogu i chciałabym dodawać posty codziennie aż do świąt. Zobaczymy jak mi to wyjdzie :) 

Obstawiłam dzisiejszy wynik meczu z Argentyna i wygrałam :) Czyli moja intuicja mnie nie zawiodła. Jeśli chodzi o Lukasa to też mam pewne przeczucie... 
Lukas miał dzisiaj mały wypadek w laboratorium w pracy. Masakra, aż sama się wystraszyłam. Na szczęście nic mu się nie stało. Nic nie wspominał o mojej wczorajszej wiadomości. Ciekawe ile sobie tak poczekam. 


wtorek, 29 listopada 2022

1139-1140 || If we never try... How will we know?

 Wtorek, 22:29



Cześć!

Eh jakoś nie mam się najlepiej. Natomiast myśl o nadchodzących świętach mnie pociesza. Wigilii co prawda nie lubię, ale samo oczekiwanie na święta bardzo mnie cieszy. 

Wczoraj wieczorem byłam u swojej przyjaciółki. Super, bo mój brat mnie podwiózł, a byłoby mi samej ciężko. Wymieniłyśmy się kalendarzami adwentowymi i już nie mogę się doczekać na jego otwieranie. Oprócz tego mam jeszcze kalendarz z herbatką. W tym tygodniu chciałabym także udekorować swój pokój. Założę świąteczną pościel, wyciągnę kocyk, poduszki, choinkę i inne dekoracje. Będzie uroczo. Pokażę Wam z pewnością efekt końcowy w weekend :) 

Oprócz tego zjadłam wczoraj burgera drwala, był dobry, ale ja serio nie wiem dlaczego innym aż tak on smakuje. Nie zjadłam całego, byłam zbyt zaabsorbowana opowiadaniem mojej przyjaciółce każdego najmniejszego detalu mojej wiedeńskiej przygody. 


Wiecie, że to ma prawie 1000 kcal? Masakraaaaa.... nie jest tego wart. 


Jakiś czas temu na tik toku zobaczyłam filmik o kobiecie, która pracowała w domu spokojnej starości. Rozmawiała ona z osobami na łożu śmierci i pytała czego najbardziej żałują. Jedną z najczęściej wymienianych rzeczy było to, iż nie mówili oni o swoich uczuciach. Bardzo dało mi to do myślenia. Wczoraj, gdy brat odwoził mnie do przyjaciółki, postanowiłam napisać do Lukasa i wprost go zapytać czy coś do mnie czuje. 


Oczekiwałam odpowiedzi tak lub nie, a dostałam to, co widzicie wyżej. Nie odpowiedział na moje pytanie. Nie drążyłam natomiast sprawy, bo dotarłam już do przyjaciółki. 
Natomiast dzisiaj znowu do niego napisałam i postawiłam sprawę jasno. Stwierdziłam trudno, jak się ośmieszę to się ośmieszę, grunt, że spróbuje. Także napisałam mu długą wiadomość o tym co czuję, czyli że czuję się niepewnie, że się z nikim nie spotykam, bo chce być uczciwa w stosunku do niego, ale z drugiej strony nie wiem nawet czy kiedyś się jeszcze spotkamy. A także, że uważam, że powinniśmy podjąć jakąś decyzję. Tym samym od razu napisałam, że nie mówię tutaj o związku, ale po prostu zapytałam czy chce żebyśmy sobie dali w ogóle szansę. To znaczy, spotkali się jeszcze w grudniu, spędzili ze sobą czas, poznali się lepiej i wtedy możemy zobaczyć. Drugą opcją jaką mu zaproponowałam jest po prostu przyjaźń. 
Nie żałuję, że to zrobiłam, wręcz przeciwnie wiem, że to było właściwe. Jesteście ciekawe co mi odpisał? Z pewnością jesteście. Podziękował mi za szczerość i napisał, że musi to przemyśleć. 
Nie powiem, przykro mi się zrobiło, że musi się zastanawiać, czy w ogóle chce spędzać ze mną czas, ale z drugiej strony może lepiej, że chce być pewnym swojej decyzji, sama nie wiem. 
No dobra, ale to jego decyzja, a co z moją? Ja nie musiałam się zastanawiać, bo jestem pewna, że chciałabym dać nam szasnę. Po prostu jeszcze jedną okazję żeby ze sobą pobyć. 

If we never try...
How will we know?


Kolczyki, które sobie ostatnio kupiłam. Super są!



Idę spać. 
Wczoraj przyszła mi jedna paczka z sinsay, dzisiaj z mohito i czekam jeszcze na reserved. Większość ubrań i tak pójdzie do zwrotu, mało co mi się podobało. Wszystko jest bardzo duże, spokojnie mogę już kupować rozmiar M.
Na piątek umówiłam się do fryzjera na farbę, włosy rosną mi bardzo szybko.



niedziela, 27 listopada 2022

1137-1138 || Chciałabym tam wrócić

 Niedziela, 19:20



Cześć!

Miałam wczoraj wrócić na siłownie, ale średnio się czułam. I to zarówno psychicznie jak i fizycznie, bo dostałam okres. Teraz też nie mam się dobrze. 

Wczoraj, oprócz korepetycji, raczej nie zrobiłam nic produktywnego (a powinnam!), a dzisiaj jedynie poszłam na kawę z koleżanką i resztę dnia także zmarnowałam. Pocieszam się tym, że czasami jednak takie dni są potrzebne. A ja jakoś nie potrafię wrócić do normalności po powrocie z Wiednia. Właściwie jedyne o czym myślę to Lukas, nie będę ukrywać, że bardzo męczy mnie psychicznie ta sytuacja, fakt że nie wiem na czym stoję i co jest między nami. Jeszcze bardziej to, że ja sama nie wiem czego bym chciała. Jednego jestem pewna, musimy pogadać. Boję się tylko rezultatu tej rozmowy. 

Nie będę też udawać, chciałabym wrócić do Wiednia. Jeśli nasza relacja ma się zakończyć, to chciałabym spędzić z nim jeszcze trochę czasu i nacieszyć się tym, co jest między nami. Cokolwiek to jest. 

Zrobiłam wczoraj takie sushi :) 



Moim zdaniem wygląda zacnie :) 

Brzuch mnie boli, idę poleżeć w łóżku z termoforem. 
Chciałabym od jutra wrócić do normalności... 


piątek, 25 listopada 2022

1135-1136 || Już niczego nie jestem pewna

 Piątek, 22:09



Hejka laski!

Wczoraj na 13 pojechałam na uczelnie na jedne zajęcia, a zaraz potem pognałam na korepetycje do dwóch osób. Do domu wróciłam koło 19, zjadłam sushi, które kupiłam i właściwie resztę wieczoru zmarnowałam. 

Dzisiaj rano pojechałam na zakupy świąteczne, ponieważ przygotowuje kalendarz adwentowy dla przyjaciółki, a właściwie to dla dwóch. Udało mi się już kupić ostatnie rzeczy i wieczorem zapakowałam wszystkie prezenty. Jezu... zeszło mi na to kilka godzin dosłownie, ale jestem bardzo zadowolona z efektu. 


Tutaj możecie zobaczyć mniej więcej co kupiłam. Starałam się żeby było bardzo różnorodnie. 


A tutaj wszystko zapakowane :)



Tutaj mój mały pomocnik <3

Od kiedy wróciłam z Wiednia nie mogę się jakoś ogarnąć z jedzeniem. Od jutra postanowiłam sobie, że wracam na właście tory, bo najgorszą rzeczą jaką mogłabym sobie zrobić to powrót do punktu wyjścia, a tego nie chcę. Wracam też na siłownię. Miałam krótką przerwę z powodu najpierw choroby, potem wyjazdu, a teraz z powodu tego, że mnie buty obtarły. Wczoraj mimo tego, że sypał śnieg wyszłam w adidasach, bo nie byłam w stanie chodzić w butach zimowych, tak czy inaczej krew się polała. Mniejsza z tym. Ucinając temat: jutro wracam na siłownię. 

Skorzystałyście z promocji z okazji czarnego piątku? Bo ja tak i to bardzo. Zamówiłam kilka rzeczy w sinsay, mohito i zaraz lecę złożyć zamówienie w reserved. Przez całe swoje życie nienawidziłam zakupów, bo wszystko było na mnie za małe, we wszystkim źle wyglądałam, więc teraz gdy w końcu uważam, że wyglądam okej to mam zamiar z tego skorzystać. I cieszyć się zakupami ile tylko mogę. 
Przyszło mi dzisiaj także zamówienie z shein, ale tam zamówiłam głównie rzeczy do kalendarza adwentowego. Dla siebie kupiłam kolczyki, wisiorek z perełkami i bransoletkę z perełkami, ale ona jest akurat za duża. 




W pepco kupiłam sobie też taką piżamkę z kolekcji sugar free. Ale nie jestem pewna czy ją zostawię, chociaż z drugiej strony przydałaby mi się taka ładna. 



Dziękuje za komentarze pod poprzednim postem, dużo dla mnie znaczą. Chciałabym jednak uściślić, dopowiedzieć kilka rzeczy. Nie wydaje mi się żeby Lukas chciał mnie tylko zaliczyć, a uważam, że patrzę na to dosyć obiektywnie. Przede wszystkim, gdy pierwszej nocy powiedziałam mu, że jednak chcę wracać i nie zostanę na noc, to w ogóle nie protestował, wręcz przeciwnie, powiedział, że rozumie. Odprowadził mnie na pociąg, martwił się i normalnie kontaktował. Gdy następnego dnia wróciłam (czym zdziwiłam nawet siebie) to jasne, zaczął się do mnie dobierać, ale to jednak tylko facet. Zapytał mnie czy mam ochotę na seks i jestem pewna, że jakbym odmówiła, to też by to uszanował i nadal traktował mnie tak jak wcześniej. Co prawda, samego zbliżenia jakoś świetnie nie wspominam, ale to raczej kwestia mojego nastawienia. Natomiast cały czas czułam się komfortowo, pytał czy jest w porządku, czy mnie nie boli, albo czy coś tam może zrobić. No nie będę się wdawać w szczegóły. Chciałam Wam tylko powiedzieć, że o mnie dbał. Tak samo po seksie, gdy leżeliśmy i się przytulaliśmy. Ciągle mnie głaskał, trzymał za rękę, całował w głowę, czoło. Mogę powiedzieć, że czułam się zaopiekowana. I tak, w dalszym ciągu mamy kontakt, taki sam jak wcześniej. 

Wiem, że między nami nie zaiskrzyło, ale jezu... tęsknie za nim. 

środa, 23 listopada 2022

1131-1134 || Panna A. wróciła z Wiednia!

Środa, 10:17



Haj dziewczyny! Wróciłam!

Już zaczynam Wam opowiadać moją przygodę, a oj.. jest co! Zacznę oczywiście od początku i streszczę Wam cały wyjazd. 

[Ale zanim to, to uprzedzam, że piszę tutaj o bardzo intymnych rzeczach, więc jak ktoś nie ma ochoty słuchać, bo go to razi, peszy czy cokolwiek innego, to niech po prostu nie czyta.]

A więc moja przygoda zaczęła się w sobotę koło godziny 14, wtedy przyjechała do mnie przyjaciółka. Zjadłyśmy rosół, ja przygotowałam nam jedzenie na drogę i wyszłyśmy z domu, w drodze jeszcze zahaczając o sklep. Na lotnisku byłyśmy o wiele przed czasem, ale zawsze lepiej w tą stronę. Nasz lot miał drobne opóźnienie, ja dosyć źle to zniosłam, bo niestety, ale cały czas byłam jeszcze przeziębiona. Lot trwał tylko około 40 minut, więc jeszcze przed 21 byłyśmy na lotnisku, które okazało się ogromneeee. Jakoś to jednak ogarnęłyśmy i pociągiem pojechałyśmy do centrum, zrobiłyśmy szybkie zakupy i  stamtąd na nogach do hotelu. Trochę nam to jednak wszystko zajęło, dotarłyśmy umęczone, szybki prysznic, jedzonko w łóżku i pogaduchy. Super było. 






Następnego dnia poszłyśmy zwiedzać. Odwiedziłyśmy chyba wszystkie miejscowe jarmarki świąteczne, a także kilka pałacy. Najbardziej jednak podobało mi się w centrum, było niezwykle klimatycznie!

















Koło piątej wróciłyśmy do hotelu i ja zaczęłam się przygotowywać do wyjścia. Wiecie, typowe szykowanie na randkę. No i wtedy się zaczęło. Pierwszą rzeczą, która mi się nie spodobała było to, że Lukas nie zaproponował mi żebyśmy gdzieś poszli na miasto, chociażby na winko, tylko od razu do niego. Moim zdaniem dosyć kiepskie to było, ale finalnie się zgodziłam, tylko dlatego, że już była dosyć późna godzina, a my wcale nie mieliśmy tak dużo czasu dla siebie. Zapytał jedynie czy chce żeby po mnie przyjechał czy sama dojadę. Szczerze, to po tak zadanym pytaniu zdecydowałam, że sama przyjadę, bo nie chciałam się o nic prosić. 
Pojechałam do niego pociągiem, stres niesamowity,  on czekał na mnie na peronie. Scena jak z filmu... no jednak nie. Gdy go zobaczyłam, od razu wiedziałam, że nic, a nic z tego nie będzie. Po prostu tak poczułam. I pomimo, że widziałam go przecież wielokrotnie, dużo ze sobą rozmawialiśmy przez ostatnie dwa miesiące, to tamtego wieczoru poczułam... zawód. Myślałam, że chociaż dostanę jakieś kwiaty, albo chociaż kwiatka, ale nic z tego. Nie zaproponował też, że weźmie moją torbę, tylko sama ją sobie niosłam. Nawet w drzwiach mnie nie przepuszczał... Chyba nie jestem zbyt wymagająca? To są małe gesty. 
No dobra, idziemy dalej...
Poszliśmy do niego, wchodzę do mieszkania, rozbieram się i dziewczyny... ale bałagan. No chyba jak przyjeżdża do Was dziewczyna, po dwóch miesiącach wyczekiwania, to wypadałoby ogarnąć, chociaż trochę. A tam wszędzie jakieś puszki, papiery, ubrania. Serio nieciekawie. Już powiem Wam, że w tamtym momencie byłam dosyć zniechęcona, ale myślałam sobie okej może będzie lepiej. 
Usiedliśmy na kanapie z piwem i zaczęliśmy coś gadać. Tutaj nie powiem, bardzo dobrze się ze sobą dogadywaliśmy i było okej, ale czułam do niego takie zniechęcenie... Jego obecność w ogóle nie sprawiała mi przyjemności. Potem zaczął mnie dotykać po udach, przysuwać się coraz bliżej i zdecydowałam, że no nie wytrzymam tego. Napisałam do przyjaciółki i poprosiłam żeby do mnie zadzwoniła, chwilę z nią pogadałam i gdy skończyłam powiedziałam Lukasowi, że muszę jednak wracać, bo Kasia (przyjaciółka) źle się czuje i mnie potrzebuje. Z pewnością nie na taki rozwój sytuacji liczył, w końcu miałam zostać na noc. Ale zachował się bardzo dobrze, powiedział, że wszystko rozumie i to nie moja wina. Nie mam mu nic do zarzucenia. Potem gdy zaczęliśmy się zbierać próbował mnie pocałować, początkowo zrobiłam unik (jezu nawet nie pytajcie jak), bo kompletnie nie miałam na to ochoty, ale wiecie... co się odwlecze to nie uciecze i tak też było w tym przypadku. Gdy mnie pocałował nie poczułam dosłownie nic, jakby mnie tam nie było. Potem zrobił to jeszcze dwa razy i za każdym razem było tak samo. Odprowadził mnie na pociąg i dopiero gdy siedziałam w środku to mi ulżyło. Gorszą sprawą było to, że zapomniałam u niego naładować telefon, a miałam jedynie kilka procent baterii. Oczywiście drogi do hotelu ze stacji nie znałam, wiedziałam, że bez google maps nie dotrę. Zadzwoniłam więc do przyjaciółki z prośbą żeby mnie odebrała z pod McDonalda, bo wiedziałam, że z tym poziomem baterii tylko tam uda mi się dotrzeć. Kupiłyśmy coś na wynos i wróciłyśmy do hotelu zjeść w łóżku. Było już sporo po 23. Tamtej nocy bardzo długo myślałam nad tym co się wydarzyło.

Gdy obudziłam się w poniedziałkowy poranek, wiedziałam, że ta przygoda nie może się zakończyć w ten sposób. Chwyciłam za telefon i napisałam do Lukasa, że odwiedzę go znowu wieczorem...
Ale zanim to się wydarzyło, to spędziłam dzień z przyjaciółka na zwiedzaniu. Pojechałyśmy do Pałacu Schönbrunn (ten od Sisi), trochę się przeszłyśmy i znowu wróciłyśmy do centrum pochodzić po jarmarkach, ale tym razem wieczorem. Miasto po zmroku wyglądało pięknie. 













Pięknie prawda? Bardzo klimatycznie!

Znowu przyszedł wieczór. Wróciłyśmy do hotelu wcześniej, tym razem dlatego, że moja przyjaciółka źle się czuła. Ona położyła się do łóżka, a ja znowu zaczęłam się szykować. Wzięłam prysznic, ogarnęłam się i ponownie pojechałam do Lukasa, tak samo jak dzień wcześniej, spotkałam się z nim na stacji koło 20:30. Pocałunek na przywitanie, a moje serce pozostało zimne niczym lodowiec. 
Znowu poszliśmy do niego, usiedliśmy na kanapie i zaczął mnie całować, ale tym razem bardziej agresywnie niż wcześniej. I pomyślałam sobie "dobra, raz kozie śmierć, niech mu będzie". Powiedziałam, że nie mam dużo czasu, więc od razu poszliśmy do sypialni. No i co by tu powiedzieć. Chyba bardzo wziął sobie do serca to, że nie mam czasu, bo ciuchy to wręcz ze mnie zerwał. Sam seks nie był zły, ale nie był też dobry. Ale starał się chłopak, doceniam to. Po pierwszej rundzie przyszedł czas na drugą, równie średnią. Potem jeszcze trochę leżeliśmy i się przytulaliśmy. O dziwo, tą część wspominam chyba najlepiej. Miałam czas żeby zastanowić się nad tym wszystkim i z całą stanowczością i pewnością stwierdziłam, że... nic z tego nie będzie. Muszę natomiast przyklasnąć samej sobie, bo ani ja, ani nikt inny nie może mi zarzucić, że nie próbowałam. 
Tamtego wieczora spędziliśmy ze sobą jakieś 1,5h po czym ponownie odprowadził mnie na pociąg. Na dworcu znowu weszłam do McDonalda i to zdecydowanie była moja największa przyjemność tego dnia. Tamtej nocy spałam jak dziecko. 

We wtorek, czyli wczoraj robiłyśmy ostatnie zakupy. Kupiłyśmy trochę słodyczy, magnesy, ja kupiłam tez kilka rzeczy do kalendarza adwentowego. Niestety, ale buty tak nas obtarły, że ledwo chodziłyśmy. 


Ostatnie spojrzenie na Wiedeń i o 17:05 opuściłam stolicę, tym samym kończąc tę historię. 

Co mogę Wam więcej powiedzieć Kochane. Wydaje mi się, że wszystko streściłam i to nawet dosyć szczegółowo. Nie wiem co robić dalej zrobić z Lukasem. Jestem rozczarowana i to nawet bardzo. To co zaserwował mi przez dwa miesiące i to z czym się zderzyłam w Wiedniu było zupełnie jak dwa inne światy. Zawsze był dla mnie bardzo dobry. Słuchał mnie, interesował się, prawił dużo komplementów. A gdy byłam w Wiedniu, jedyny komplement jaki dostałam, to ten (może nie powinnam tego pisać, ale kij z tym), że dobrze obciągam. Sorry za tą bezpośredniość. Z pewnością nic nie będzie z naszej relacji, ale może zostaniemy tylko przyjaciółmi? No tylko jak ja mam mu to powiedzieć... 

Okej dziewczyny, ten post jest już bardzo długi. Ja sama pisze go dwie godziny... Uciekam teraz na uczelnie. Pierwsze zajęcia miałam o 10, ale po prostu nie wstałam, byłam zbyt zmęczona. Teraz jadę na jedne, o 16:30 mam korki i wieczorem mam zamiar czytać tekst na jutro, a także odpocząć. Zrobię sobie jakąś dobrą kolacje i obejrzę serial :)

Miłego dnia!


sobota, 19 listopada 2022

1129-1130 || Ahoj przygodo!

 Sobota, 12:56 



Hejka!

Za kilka godzin wyjeżdżam do Wiednia. Bardzo, ale to bardzo cieszę się z tego powodu. Jestem już spakowana, czekam na przyjaciółkę, zjemy sobie jeszcze rosołek w domu i później jedziemy na lotnisko. Akurat zupa idealna na moje przeziębienie. Z Lukasem spotkam się dopiero jutro. Mam zamiar spędzić z nim późne popołudnie, noc i poniedziałkowy poranek. Jestem ciekawa jak to będzie. Czy będziemy mieć o czym rozmawiać? Czy się dogadamy? Czy nie będzie niezręcznie? Co zdecydujemy dalej? Powiem Wam, że o dziwo jakoś się tym nie denerwuje, jestem raczej bardziej tym podekscytowana. 

Wczoraj wieczorem byłam na paznokciach. Zrobiłam sobie tym razem krótkie, bordowe. Jestem bardzo zadowolona, ale do czego zmierzam.... Jak tam jestem to zawsze dziewczyna włącza mi jakiś film/serial na netflixie i wczoraj nie pamiętam co to było, ale padł bardzo fajny cytat. 

"Wszystko skończy się dobrze. Jeśli nie jest dobrze, to znaczy, że się jeszcze nie skończyło."

Myślę, że będę sobie powtarzać ten cytat wielokrotnie w gorszych momentach. Daje nadzieje. 

Okej, zbieram się Kochane. Nie biorę ze sobą laptopa, więc zamierzam się odezwać do Was dopiero po powrocie, czyli we wtorek :) Oby z dobrymi nowymi. Szczerze? To nawet nie umiem powiedzieć, co rozumiem pod pojęciem "dobre nowiny". No ale trzymajcie za mnie kciuki, proszę! 

Ahoj przygodo! 

czwartek, 17 listopada 2022

1125-1128 || Jak pech to pech!

 Czwartek, 19:25



Hejka!

Nie odzywałam się do Was kilka dni, bo kiepsko się czułam. Chyba zaraziłam się od matki. Już w weekend źle się czułam, ale myślałam, że mi przejdzie, ale no niestety. Kolejną rzeczą jest to, że matka wszędzie otwiera okna no i nie zamknie, bo jej ciągle gorąco, a do mnie mówi, że mi zimno "bo się nie ruszam", to taki synonim słów "bo nic nie robisz". Dzisiaj miała mi kupić leki i czekałam na nią cały dzień, bo dopiero teraz wróciła i też w dupie ma to, że na te leki czekałam. Tak samo na jedzenie. Aż mi się gadać o tym nie chce. 

Co więcej? We wtorek zadzwonił Lukas, toż to szok, bo zrobił to pierwszy raz od miesiąca, także trochę sobie poczekałam. Gadaliśmy jakieś 1,5h nawet mi głupio było, że go tak przetrzymałam, ale czas tak szybko mi minął. Bardzo lubię z nim rozmawiać. Ale co Wam jeszcze powiem... tego samego dnia, ale rano, dostałam od niego jak zwykle wiadomość na dzień dobry. I wiecie co? Nie mogłam odpisać, po prostu nie mogłam, bo czułam się tak zniesmaczona naszą relacją. Odezwałam się dopiero koło 14. Chyba taka przerwa była mi potrzebna żebym przypomniała sobie jak to było zanim go poznałam. Trochę samotnie, ale da się przeżyć. Dlatego nie ważne co by się stało w najbliższych dniach, to wiem, że sobie poradzę. 

W sobotę o 19 mam lot do Wiednia, będę tam o 20, myślę że jeszcze tego samego dnia spotkam się z Lukasem. Gdy z nim rozmawiałam mówił, że możemy się spotkać w centrum, a później jechać do niego. On nawet nie bierze pod uwagę tego, że mogłabym mu czegokolwiek odmówić. Ja pierdole. Ja chyba też nie. 

Jestem ciekawa jak to wszystko się potoczy. Chciałabym wrócić do Polski z jasną sytuacją i wiedzieć na czym stoję, bo ta niewiedza dosłownie mnie wykańcza. Nie ma bata. Musimy iść z Lukasem, albo w jedną, albo w drugą stronę. 

W niedzielę natomiast widzę się z jedną z Was! A raczej z osób, który czytają mojego bloga. Bardzo fajnie mieć przyjaciół na całym świecie :) Naszego spotkania także nie mogę się doczekać! 

Teraz trochę zdjęć jedzenia





Kanapeczki na waflach ryżowych z mozarellą i wege szynką, serkiem śmietankowym, pastą z marchewki i papryki; warzywa


Mały meal prep, który zrobiłam w niedziel.
Pancakesy z jabłkiem w środku na śniadanie. 
Dynia, marchewka, ziemniaki upieczone w piekarniku.
Kotlety z kaszy gryczanej. Te akurat wyszyły mi super! Ugotowałam woreczek kaszy, zblendowałam, dodałam podsmażoną cebulkę i przyprawy i ulepiłam kotlety, a następnie upiekłam w piekarniku. Ani grama mąki czy jajka. 


Na pancakesy dałam trochę cukru pudru i mrożonych borówek


Obiad z meal prepu. 
Czyli warzywka i kotlety. Dodałam do tego kapustę, oliwki, podsmażoną na patelni kukurydzę z przyprawami i hummus. Pycha! 


Tutaj dodałam kalafiora także z piekarnika i tofu.


Warzywna zapiekana z biedronki. Była pyszna. 


Batonik proteinowy, także super. 


Makaron z tofu, suszonymi pomidorami, serem i szpinakiem


Kanapeczki



Musy, które ostatnio polubiłam. Najbardziej smakują mi te z bananem. 


Dorwałam też takiego batona, ale był beznadziejny. Masła orzechowego tyle co kot napłakał. 


No i mój obiad wstydu. Macie coś takiego? 
Ja nazywam to ramenem w moim wykonaniu. Gotuje wywar, dodaje trochę makaronu, papryki, kukurydzy, tofu i kapusty kiszonej. Dodaje też jajko na miękko. 
Ja uwielbiam zupy i takie połączenie - mimo iż dziwne - bardzo mi odpowiada. 




Uciekam i życzcie mi proszę zdrowia. W sobotę chce być jak nowonarodzona :)