piątek, 31 grudnia 2021

804-805 || Podsumowanie najgorszego roku w moim życiu bye bye 2021

 Piątek, 19:04



Tym wpisem chciałabym podsumować NAJGORSZY ROK W MOIM ŻYCIU. Uznałam, że nie ma co się ograniczać i śmiało mogę powiedzieć, że był on najgorszy w całym moim życiu - także tej części, której jeszcze nie przeżyłam. Wiecie jak to jest? Lepiej założyć, że najgorsze już nas spotkało i teraz oczekiwać najlepszego. Przeżyjmy ten rok.. miesiąc po miesiącu. 

Styczeń

Zaczęłam z nową pozytywną energią. W styczniu wzięłam się porządnie za ćwiczenia z Kołakowską i zrobiłam pierwsze miesięczne wyzwanie, które bardzo mi się podobało. W tym miesiącu pozyskałam także wielu nowych uczniów na korepetycje i rozwinęłam się w tej materii. Namalowałam także swój pierwszy obraz "po numerkach" i zafundowałam sobie depilacje laserową. Dodatkowo udało mi się zdać całą sesję z super wynikami. 

Luty

Moja sielanka nie trwała długo, dokładnie 10 lutego pokłóciłam się z matką, ale to była taka najgorsza kłótnia jaką kiedykolwiek miałyśmy. Pierwszy raz odważyłam się powiedzieć wszystko co do niej miałam, ale jak zwykle nie zostałam wysłuchana, a zarzucona gratem obelg. Tak źle jeszcze nie było. Odcięła mnie wtedy od jakichkolwiek pieniędzy i kazała zwracać te, które kiedyś od niej dostałam. Nie ma to jak wsparcie bliskich, prawda? Później było już tylko gorzej, aż w końcu zadzwoniłam do ojca, że chce się wyprowadzić do innego mieszkania, które mamy. Nie udało się, bo kilka dni wcześniej zostało wynajęte. Oczywiście później kontakty z matką uległy poprawie do poziomu optymalnego. 

Marzec

Zaczęłam czuć, że coś jest nie w porządku. Zaczęły się problemy z koncentracją, coraz częściej coś sobie odpuszczałam. Myślałam, że jestem przemęczona. 

Kwiecień, Maj, Czerwiec

Te trzy miesiące zlały mi się w jeden. Okazało się, że marzec to tylko przedsmak tego, co mnie czeka. Przez trzy miesiące nie wychodziłam z domu, głównie zamawiałam jedzenie, nie wstawałam z łóżka, nie sprzątałam mieszkania, nie chodziłam na zajęcia. NIC. Po prostu nie żyłam, wegetowałam. Byłam dosłownie zmęczona po umyciu rano zębów nie mówiąc już nic o nauce czy jakikolwiek obowiązkach. Kompletnie zawaliłam studia. Nie chodziłam na zajęcia, nie podchodziłam do większości egzaminów. 

Lipiec

Mój stan się nieco poprawił, ale do słowa "dobrze" było mi daleko. Starałam się uratować sytuacje na studiach, uczyłam się jak szalona. Pod koniec miesiąca stwierdziłam, że nie dam rady. Nie mogę, nie chce, byłam taka zmęczona. Rzuciłam studia. 

Sierpień i Wrzesień

Ratowałam swoją psychikę. Czytałam odpoczywałam, trochę wracałam do życia. Te stany depresyjne to bardzo dziwny dla mnie okres. Ja bardzo dużo chciałam zrobić, ale nic nie mogłam. 

Październik, Listopad, Grudzień

Czas powrotu na studia. Mogę chyba powiedzieć, że to mnie uratowało, chociaż dziwnie to brzmi, ale tak było. W końcu miałam swoją ustalona rutynę, w końcu wróciłam do udzielania korepetycji, co więcej mogłam widywać się ze znajomymi na uczelni. Przez te miesiące także ćwiczyłam i nie stosowałam żadnej diety. Udało mi się schudnąć ponad 10 kilo.


Postanowienia Noworoczne 2021:

1. Na koniec 2021 móc powiedzieć, że to była najlepszy rok w moim życiu. To był najgorszy rok w moim życiu

2. Na koniec 2021 ważyć mniej niż obecnie. Udało się. Ważę mniej.

3. Pójść na kilka randek, tak po prostu. Nie byłam na ani jednej, w ogóle z domu nie wychodziłam. 

4. Wyjechać na wakacje. Nigdzie nie pojechałam.

5. Po prostu dbać o siebie -> psychicznie(!), fizycznie i urodowo. Nie udało się, zwłaszcza psychicznie. 

6. Dodawać regularnie posty na bloga, tym samym spisując moje przeżycia. Udało się



środa, 29 grudnia 2021

800 - 803 || By w końcu zacząć wymagać

 Środa, 22:42


Kojarzycie, jest takie powiedzenie, że ludzie wymagają dużo od innych, ale od siebie nic nie dają. Już jakiś czas temu zdałam sobie sprawę, że u mnie jest zupełnie odwrotnie. Siebie bym zamęczyła na śmierć, a innym wszystko wybaczała, ustępowała, byleby tylko komuś było lepiej. Jest to z pewnością rzecz, nad którą chciałabym popracować w nadchodzącym roku.  Ostatnio dowiedziałam się, że najwięcej studentów chce jechać na Erasmusa do Hiszpanii, czyli tam gdzie ja chcę się dostać. I wiecie co zaczęłam sobie myśleć? "A dobra, to ja im ustąpię. Przecież jestem pewna, że ktoś inny lepiej wykorzysta ten wyjazd, ja mogę jechać gdziekolwiek." I serio, potem byłam zła na samą siebie o takie myślenie. Tak jest właściwie w większość spraw. Robię z kimś jakiś projekt i ktoś nie wywiązał się z terminu, bo miał za mało czasu? Bez problemu, no przecież ma życie prywatne, nie to co ja, więc mogę to zrobić za tą osobę. Ja komuś dałam prezent świąteczny, a ktoś mi nie? Bardzo dobrze, co tam będzie na mnie pieniądze wydawać. Ktoś mówi, że jest zmęczony? To z pewnością ma po czym, nie to co ja. Domyślam się, że ten sposób myślenia jest związany z moim niskim... bardzo niskim poczuciem własnej wartości, a także relacją z matką. To ona zawsze mówiła, że tylko ona ma prawo być zła, zmęczona, że tylko ona ma prawo żądać. To jedna z rzeczy, nad którymi muszę popracować w nowym roku. Ja też mogę wymagać. Nawet taka głupia rzez jak korepetycje... stale mówię "ja się dopasuje". Nie, mi też musi pasować.

A co oprócz tego? Właściwie nic. Tak jak Wam ostatnio pisałam, poświęcam masę czasu na studia, ale przynajmniej później będzie mi łatwiej, nie chcę się stresować, że coś zawalę. Lepiej jest zrobić od razu i potem mieć spokój. Teraz uciekam jeszcze napisać recenzję z książki, którą ostatnio przeczytałam, oczywiście na studia, a później będę oglądać "Brzydulę". Korzystam z tego, że mam dostęp do playera i oglądam ponownie pierwszy sezon. To takie moje "comfort show". Uwielbiam ten serial, jest po prostu piękny, pełen pozytywnych wartości. 

Aaa! No i przypomniało mi się o czym chciałam napisać. Dziewczyna mojego brata wczoraj przyszła do mojego pokoju i powiedziała, że mnie podziwia, bo nie wie jak wytrzymuje z matką. Ona także widzi jak jest traktowany mój brat, a jak ja. To dziwne, ale cieszy mnie to, że faktycznie problem nie leży we mnie, a inne osoby także to widzą. Co śmieszne, wczoraj pomiędzy moim bratem, a jego dziewczyną wytworzyła się okropna kłótnia, ponieważ ta stwierdziła, że nie wyobraża sobie mieszkania w Krakowie, bo nie chce być tak blisko mojej matki. Powiedziała, że nawet nie chce spędzić tu Sylwestra, bo jaki Sylwester taki cały rok.

sobota, 25 grudnia 2021

799 || Ciężka końcówka roku

Sobota, 21:38


Cześć dziewczyny! 

Jak Wam lecą święta? Mi... średnio. Ta końcówka roku jest dla mnie ciężka, pełna emocji. Wczoraj jedliśmy kolację wigilijną, a ja myślałam tylko o tym żeby to wszystko się skończyło. Z roku na rok jest tylko coraz gorzej. I nie myślcie, że ktoś mi coś zrobił czy powiedział. Po prostu cieżko jest mi sobie poradzić ze swoimi emocjami. I nawet jeśli matka obecnie jest dla mnie dosyć miła, to i tak nie potrafię się przekonać do siedzenia z nią przy jednym stole, bo ciągle chodzą mi po głowie słowa, które kiedyś powiedziała. Nie jakieś konkretne, ale te sprzed kilku dni, miesięcy czy nawet lat. Dzisiaj przyjechał mój brat i jego dziewczyna i nie wychodziłam na wspólne posiłki. Matka od razu dała mi do zrozumienia, że jest wściekła z tego powodu, ale szczerze mam to gdzieś. Nie dość, że serio w ogólnie nie jestem głodna, to dochodzi jeszcze fakt, że nie lubię jeść przy ludziach, a także to, że stale wybucham płaczem. Serio.. non stop. A ostatnimi argumentami jest to, że chce jeść wtedy kiedy jestem głodna, a nie wtedy gdy mojemu bratu wypada godzina posiłku oraz że mam dużo rzeczy do zrobienia. Więc skończyło się na tym, że dzisiaj cały dzień przesiedziałam w pokoju robiąc rzeczy na studia, po drodze coś tam skubnęłam i to by było na tyle. Uwielbiam oczekiwanie na święta, ale samych świąt nie lubię. 

Spisałam też wczoraj swoje wstępne plany na 2022 roku. Jak co roku dodam je tutaj w Sylwestra. Powiem Wam, że jak co roku pisałam prawie to samo, tak teraz idę trochę w innym kierunku. Zobaczymy jak się to sprawdzi. 

piątek, 24 grudnia 2021

797-798 || Wesołych Świąt

 Piątek, 13:26


Cześć dziewczyny :)

Czy świąteczny klimat już u Was zagościł? Mi ten grudzień minął bardzo szybko, powoli zbliżamy się do końca roku. Do końca najgorszego roku w moim życiu, ale o tym jeszcze zamierzam napisać osobny wpis. Założyłam sobie, że lepiej nazwać go "najgorszym rokiem w moim życiu", a potem już oczekiwać samym wspaniałych rzeczy w przyszłości. Wiecie, coś w stylu "teraz już będzie tylko lepiej, bo gorzej być nie może". Myślę, że to dobra strategia :) 

Wczoraj spędziłam dzień z przyjaciółką. Zamówiłyśmy sushi, oglądałyśmy serial, po prostu odpoczywały. Wieczorem zrobiłyśmy jeszcze świąteczny stroik i odprowadziłam ją na autobus. Później wzięłam się za sprzątanie, a na koniec dnia oglądałam Wiedźmina. Lubicie? Bo ja bardzo! 

Okej, a teraz coś co przychodzi mi z trudnem, bo normalnie w prawdziwym życiu nie lubię tego momentu. Ale chciałam Wam złożyć życzenia świąteczne i płaczę pisząc to, bo z całego serca chcę wierzyć w to, że się spełnią. 

Chciałabym Wam życzyć poczucia celu w życiu, nie wiadomo, co nie robicie to wierzcie w to z całego serca. Spokoju, bo każdemu przyda się odpoczynek psychiczny. Szczęścia, jakiego nigdy wcześniej nie zaznałyście. A co najważniejsze życzę Wam przełomu. Żebyśmy nasze życie obróciło się o 180 stopni, oczywiście ku lepszemu. 




środa, 22 grudnia 2021

789- 796 || Woooolne!

 Środa, 15:04


Heeej!

I w końcu mamy wolne. Powiem Wam, że ostatnie kilka dni było tragicznych! Nie dość, że cały czas byłam z matką, to jeszcze się przeziębiłam i z natłoku zajęć spałam po kilka godzin. Ale wczoraj o 13 miałam ostatnie zajęcia, później 3h korepetycji i w międzyczasie przygotowywałam się do spotkania z przyjaciółką. Pojechałam do niej koło 20 i zrobiłyśmy sobie Wigilię. A jeśli już o tym mowa, to jutro mam kolejną, już trzecią w tym roku :) Bardzo się cieszę, myśl o tym, że nie wiem jak się potoczy moje życie w przyszłym roku (chodzi o wyprowadzkę za granicę) sprawia, że chcę wykorzystać ten czas w 100%! 

A co oprócz tego? Mam już kupione i popakowane wszystkie prezenty. Pierniczki upieczone, ale myślę żeby dopiec jeszcze trochę. Lista rzeczy do robienia przez święta też zrobiona. Już dzisiaj zaczęłam działać, bo boję się, że zrobię sobie wolne, to potem będzie mi ciężko wrócić na dobre tory. 

Co oprócz tego? Poszłam spać koło 3, bo późno wróciłam od przyjaciółki, wstałam po 10 i w końcu się wyspałam :) Później ogarniałam rzeczy na korepetycje, teraz będę działać z uczelnią, na 18 jestem umówiona z kolegą, bo też musimy coś ogarnąć. Wieczorem robię sobie dłuuugą kąpiel z kulą do kąpieli, którą dostałam w kalendarzu adwentowym. Ponoć w środku jest karteczka z pozytywnym przesłaniem :)



wtorek, 14 grudnia 2021

788 || "Nie, to po prostu chęć ucieczki stąd"

 Wtorek, 21:15


Cześć!

Dzisiejszy tytuł posta, to odpowiedź na komentarz aanderand. Moja produktywność, to nie efekt diety, wprawy czy czegoś innego. To efekt tego, że chce się stad wyrwać, za wszelką cenę. I uwierzcie mi, że robię wszystko co w mojej mocy żeby tak się stało. Ostatnio jest mi trochę ciężej. Motywację nadal mam, ale psychika powoli mi siada. Ciągle ryczę, stale. Myślę, że jest to spowodowane tym, że widzę jak moja matka traktuje mojego brata i jego dziewczynę, a jak mnie. Bo okazuje się, że potrafi być miła i dobra. Tylko po prostu nie dla mnie. 

Dzisiaj na 8 miałam mieć zajęcia, ale kiepsko się czułam, więc nie poszłam na wykład. Potem miałam już tylko zdalne. Ozdabiałam pierniczki, miałam korepetycje, ogarniałam rzeczy na uczelnie i tak dzień mi zleciał. Wypisałam sobie też wszystko co muszę zrobić do końca roku. Sporo tego, ale myślę, że sobie poradzę. 

Miałam jeszcze ogarniać coś na uczelnię, ale nie czuję się zbyt dobrze. Zwłaszcza psychicznie. 

poniedziałek, 13 grudnia 2021

786-787 || Ostatnie i najbliższe tygodnie

 Poniedziałek, 21:53


Heeejka!

Wczoraj wstałam jakoś po 9 i właściwie większość dnia ogarniałam rzeczy na uczelnie. Na 17 miałam korepetycje z angielskiego, udzielam ich 7-latkowi, powiem Wam, że super zabawa. Czuję, że przez te zajęcia jestem znacznie bardziej kreatywna. 

Dzisiaj pojechałam na uczelnie na 9:45, później miałam mieć online, ale finalnie odwołali. Udało mi się zrobić dzisiaj naprawdę wieeele rzeczy na studia, zaraz będę kontynuować. Wieczorem miałam spotkanie w sprawie Erazmusa i mam trochę mętlik w głowie. Oczywiście nadal chce jechać i pojadę, ale tak mnie uderzyły wszystkie rzeczy, które muszę ogarnąć w związku z tym. Po 20 miałam z kolei spotkanie w sprawie projektu dotyczącego praw człowieka. Zeszło nam ponad godzinę, a to tylko organizacja. Spisałam sobie także wszystkie rzeczy, które chce zrobić do końca roku i powiem Wam dziewczyny, że chyba będę siedzieć nad tym od rana do wieczora. Sporo tego. Jeszcze w ubiegłym tygodniu dostałam od promotorki propozycję udziału w grancie i też się zgodziłam, bo to świetna okazja. Zapisałam się też od tego tygodnia na korepetycje przygotowujące do egzaminu CAE z angielskiego i zaczęłam powtarzać hiszpański... 

Ale teraz taka puenta. Cieszę się, że to wszystko robię. Czuję, że coś jest inaczej, coś się zmieniło. Mam sporo rzeczy na głowie, nawet bardzo dużo, ale świetnie sobie z tym wszystkim radzę. Nie czuję też żeby było tego "za dużo". Nie jestem wypalona tak jak w ubiegłym roku, nie mam żadnych zaległości na studiach, nie chodzę nieogarnięta. Wręcz przeciwnie. Zawsze jestem przygotowana na zajęcia, posiłki zrobione, paznokcie wymalowane itd.

Kilka zdjęć z ostatnich dni :) Jedzonko, prezenty z kalendarza adwentowego...














sobota, 11 grudnia 2021

780- 785 || I znowu zazdrość w dupę kłuje

 Sobota, 23:14



Cześć!

Blogowanie słabo mi wychodzi w grudniu, a szkoda, bo miałam dużo planów co do tego. Ten tydzień jakiś super dla mnie nie był. Nie dość, że jestem już baaardzo zmęczona (a na takie zmęczenie pomóc może tylko dłuższa przerwa), to jeszcze w niedziele wpadł mój brat i jego dziewczyna. A co za tym idzie moja mama też wróciła żeby ich obsługiwać. No dziewczyny... takie cyrki, że można albo się śmiać, albo dosłownie ryczeć. Ja najczęściej wybieram drugą opcję, bo już psychicznie nie daje rady. Zaczynając od tego, że nie mam w ogóle spokoju, bo parka się ciągle kłóci, kończąc na tym, że moje relacje z matką znowu są tragiczne. Matka ciągle powtarza, że trzeba im tak usługiwać, bo przyjechali tutaj odpocząć, ale ja się zastanawiam, kiedy ja sobie odpocznę? Ostatnio parka jechała do mojej babci na obiad samochodem, a ja prawie zamarzając szłam na nogach, bo wracałam z uczelni (do babci). I matka do mnie dzwoni żebym zrobiła zakupy babci, bo oni są samochodem, to by musieli stawać przy sklepie. Mi będzie łatwiej. No myślałam, że ręce mi odpadną, byłam też kupić prezent babci z okazji imienin, bo oni nic nie kupili. Przed chwilą nawet pościeliła im łóżko żeby sami nie musieli tego robić... 

I wiecie ja tak sobie myślę ostatnio, że chciałabym być na ich miejscu. Tak sobie żyć spokojnie. Matka daje im kase, kupuje różne sprzęty domowe, robi przetwory, gotuje obiadki. Matka dziewczyny brata to samo. Jak gdzieś jadą to tylko słyszą żeby się dobrze bawili, odpoczywali i niczym nie przejmowali. Co tylko chcą to dostają, nawet jak jest drogie. Ja nawet nie mogę włączyć kaloryfera w pokoju, bo słyszę, że za drogo.  Wiem, że może Wam się wydawać, że to idiotyczny przykład, ale mnie najbardziej bolą takie drobne rzeczy. I znowu ryczę pisząc to. Bo chciałabym, najbardziej na świecie, żeby ktoś tak zadbał o mnie. Póki co widzę swoje życie jako ciągłą walkę. 


niedziela, 5 grudnia 2021

774-779 || Słomiany zapał to coś co kocham najbardziej

 Niedziela, 22:35


Hejka!

Zawiodłam z moim vlogmasem na blogu, ale oczywiście miałam sporo spraw na głowie. Na dodatek jakoś nie czuję jeszcze świąt, chociaż odliczam dni. Mam aż trzy kalendarze adwentowe. Dwa robione przez przyjaciółki i jeden z herbatkami. Mam kalendarz adwentowy chyba pierwszy raz w życiu i bardzo się z tego powodu cieszę! 

Jeśli chodzi o ostatnie dni to głównie skupiałam się na pracy na studia. Miałam sporo rzeczy do zrobienia, ale ze wszystkim się wyrobiłam. Oprócz tego posprzątałam mieszkanie, zrobiłam zakupy spożywcze, posiłki na najbliższe dni i oczywiście miałam korepetycje. 

Dzisiaj przyjechał także mój brat i jego dziewczyna. Od razu usłyszałam od dziewczyny brata, że schudłam bardzo! Przed chwilą mój brat też mi to powiedział, a matka potwierdziła, że rzeczywiście sporo schudłam. Także te moje (już ponad) 10 kilogramów jest bardzo widoczne. Super jest posłuchać takich komplementów, to jeszcze bardziej zachęciło mnie do dalszych starań :) 



Mam dokładnie takie samo podejście! Wolę powiedzieć, że spróbowałam i mi się nie spodobało niż zaprzepaścić swoją szansę na znalezienie czegoś co kocham. 

A poniżej kilka prezentów, które znalazły się w moich kalendarzach adwentowych :) 





Ten słonik jest piękny, dostałam na szczęście! 


środa, 1 grudnia 2021

773-775 || Odliczamy do świąt!

 Środa, 22:21


Hejka dziewczyny! 

Zaczynamy odliczanie do świąt! Bardzo się cieszę, już planuje kiedy upiekę pierniczki :) Postanowiłam też, że w tym czasie będę dodawać więcej zdjęć, takich urywków z życia żebym potem mogła sobie to wspominać. Taki vlogmas :) Chociaż pewnie większość będzie związana z jedzeniem, jak to u mnie bywa. 

Dzisiaj miałam zajęcia na 8, ale nie poszłam na poranne seminarium. Wczoraj była u mnie przyjaciółka, zagadałyśmy się, sporo wypiły i poszłam spać bardzo późno. 


Wczorajszy wieczór! 
Próbowałyście drwala z McDonalda? Dla mnie baardzo serowy i bardzo dużo sosu. Zjadłam 2/3 i byłam napchana po kokardkę, ale ostatnio bardzo skurczył mi się żołądek, więc to pewnie dlatego.
Ogólnie ostatnio jem naprawdę wszystko na co mam ochotę. Tutaj tościk, tam jakieś krakersy, chipsy, żelki, a stanęłam wczoraj na wadze i znowu zobaczyłam spadek :) 
Żyć nie umierać. Oczywiście to nie bierze się znikąd. Jem takie rzeczy, ale od czasu do czasu i właśnie w małych ilościach. Od kiedy nie mam napadów, to waga naprawdę bardzo ładnie idzie w dół.


Tak wygląda kalendarz adwentowy, który wczoraj dostałam od przyjaciółki. Bardzo się cieszę, nigdy nie miałam.


Jak widać jest spore zainteresowanie kalendarzem :) 



Ale wracając do dnia dzisiejszego... Na uczelni pojawiłam się dopiero na angielskim, bo były konwersacje i chciałam zdobyć jakieś punkty, potem zajęcia i czekałam na swój kurs z koreańskiego. I tak sobie jadłam tarte, popijałam herbatkę i powtarzałam koreański, gdy nagle dostałam sms, że zajęcia są odwołane. Także szybko zebrałam rzeczy i wróciłam do domu. 
Potem pojawiłam się na uczelni dopiero wieczorem, na ostatnich zajęciach. 


I tak sobie siedziałam dzisiaj na zajęciach do 21... W ostatnich tygodniach moim mottem jest "gdziekolwiek jesteś, bądź tam", to znaczy, że jak już coś musimy zrobić, to żeby się w pełni na tym skoncentrować, ale bywają takie dni czy godziny, gdzie jest serio ciężko. 


Wieczór z sushi i Netflixem :) Zaraz uciekam się kąpać i będę jeszcze siedzieć nad pracą na studia. 


A to zdjęcie, to na lepszy sen!