wtorek, 31 sierpnia 2021

683 || Podsumowanie sierpnia i marzenia ściętej głowy

 Wtorek, 20:52


Cześć!

Wstałam dzisiaj o 11, nigdy mi się to nie zdarza, serio nigdy. A od jakiegoś czasu śpię jak zabita. Nie wiem, ale wydaje mi się, że tak mój organizm radzi sobie ze stresem. Przez resztę dnia na zmianę pisałam esej na studia i oglądałam serial. Nastrój nadal mam okropny i nie zapowiada się żeby to się zmieniło przynajmniej teraz. Byle do 10 września, wtedy bardzo wiele się wyjaśni i będę wiedziała w końcu na czym stoję. 

Dzisiaj był także ostatni dzień sierpnia i znowu stanęłam na wadze. Od 08.08 zrzuciłam dokładnie 4,1 kg. Czyli udało mi się zrealizować swój cel na sierpień jakim była utrata 4 kg, na kolejny miesiąc plan jest taki sam. Bilans 1500/1600 kcal, chociaż teraz jestem w takim stanie, że nawet jeść mi się nie chce. To dziwne, nawet bardzo, bo zawsze "zajadałam" wszystko. Zarówno gdy zdarzyło się coś złego jak i dobrego. 

Bilans: 

obiad: leczo 244 kcal

podwieczorek: omlet z 2 jajek, z warzywami i wegańską parówką 477 kcal

Suma: 721 kcal

Zrobiłam 25 minutowe taneczne cardio. 

Śmieszne, dzisiaj na blogu u Merr napisałam, że już dawno nie widziałam bilansów poniżej 1000 kcal, a kilka godzin później sama taki dodaje. Ale serio... mam tak wisielczy humor, że jeść się odechciewa. Żyć też.

Wczoraj wspomniałam także o moim nieudanym wyjeździe, który planowałam kilka lat temu... Historia jest właściwie długa i smutna, ale jakoś to streszczę. Już w liceum wiedziałam, że nie chce zostać w Polsce ze względu na kiepską sytuację z matką, więc postanowiłam sobie, że zaraz po maturze pakuje manatki i wyjeżdżam. Miałam lecieć na rok do USA w charakterze AuPair (opiekunka do dzieci, która mieszka razem z rodziną). I rany dziewczyny... myśl, że wyjadę utrzymywała mnie przy życiu przez wiele, wiele miesięcy. Zaczęłam robić prawo jazdy, które jest potrzebne, zapisałam się wolontariat, by zdobyć doświadczenie w opiece nad dziećmi, szkoliłam angielski żeby móc się jak najlepiej porozumieć, oszczędzałam dosłownie każdy grosik, nic sobie nie kupując, kontaktowałam się z biurem, z którego miałam wyjechać itd. Tylko moim największym błędem było to, że powiedziałam matce o swoich planach. I wtedy zaczęła się istna katorga. Znacie określenie "truć komuś dupę?", no to właśnie stało się w moim przypadku. Ja życia nie miałam, bo na każdym kroku był poruszany temat mojego wyjazdu. Usłyszałam milion scenariuszy co może mi się stać, że to okropny pomysł, że wymyślam i ogólnie wszystko co najgorsze. W tym okresie pamiętam, że padło także wiele wyzwisk w moim kierunku, że jestem taka, siaka i owaka, moja mama nigdy nie oszczędzała w słowach. I jak zakończyła się ta historia? Uległam, oczywiście. Chyba w pewnym momencie zrobiłam to już dla własnego spokoju i żeby uniknąć kolejnych awantur. Chyba nie muszę mówić tutaj, że żałuje? Bo owszem, uniknęłam awantur o wyjazd, ale przecież były inne. Musicie mnie także zrozumieć. Byłam bardzo młoda, w ogóle nie byłam asertywna, a ta sytuacja nie trwała tygodnia czy dwóch, a wiele miesięcy. Właściwie całą klasę maturalną. 

poniedziałek, 30 sierpnia 2021

682 || Może po prostu urodziłam się smutna

 Poniedziałek, 21:38


Hej!

Dzisiaj znowu byłam nie w sosie. Nowość co nie? O 10 miałam koreański, który jak zwykle był ciężki, ale mam po nim dużo satysfakcji, nauka także idzie mi bardzo dobrze. Później położyłam się z kotem do łóżka i pisałam esej na studia. Idzie mi jak krew z nosa, ale jednak do przodu. Wieczorem myślę sobie "nie ćwiczę, nie ma bata żebym się zebrała", ale przemyślałam to od nowa i stwierdziłam, że no nie, po prostu nie... muszę się zebrać. Założyłam strój i poćwiczyłam w sumie 50 minut. Pierwszy trening to było taneczne cardio, a drugi zumba. Oba bardzo mi się podobały i lało się ze mnie jak cholera. Humor także niesamowicie mi się poprawił, więc cieszę się, że się zmusiłam. 

Bilans:

śniadanie: 2x kromka chleba z żurawiną, serek president, łosoś; serek wiejski z pomidorem 339 kcal

obiad: leczo 244 kcal

podwieczorek: banan w gorzkiej czekoladzie 212 kcal

kolacja: sałatka i tortilla ze szpinakiem 409 kcal

Suma: 1204


Widziałam to ostatnio na tik toku i bardzo chciałam spróbować, ale szczerze mówiąc takie średnio mi smakowało to połączenie. Ale ja nie przepadam za bananem, więc może dlatego 




Chyba nigdy Wam o tym nie mówiłam, ale gdy byłam w klasie maturalnej to nagrywałam dla samej siebie filmiki. Codziennie, ewentualnie co kilka dni, odzywałam się i mówiłam co u mnie. Co robię, jak się czuję, co mnie boli, na co czekam. Wszystko to miało upamiętnić moją drogę do wyjazdu (kiedyś Wam o tym opowiem), później taki filmik montowałam i wstawiałam na yt (jako filmik prywatny). Gdy wybierałam ćwiczenia na telewizorze coś właśnie kliknęłam i wyskoczyły mi te wszystkie filmiki, które nagrałam i jestem w OGROMNYM szoku. Ostatnio tak sobie myślałam, że skoro niektórzy ludzie rodzą się np. niewidomi to może ja po prostu urodziłam się smutna? Ale oglądając teraz te filmiki, jakkolwiek głupio to nie zabrzmi, podziwiam samą siebie. Byłam naprawdę radosna, uśmiechnięta, miałam cel. Tak kurewsko żałuje, że wtedy nie postawiłam na swoim i nie wyjechałam... Może nadal byłabym tą uśmiechniętą optymistką, a nie stale ryczącą desperatką. 


niedziela, 29 sierpnia 2021

680-681 || Jeśli ja siebie nie uratuje to nikt tego nie zrobi

 Niedziela, 21:28


Cześć :) 

Jak minął Wam weekend? U mnie było w sumie w porządku. Wczoraj o 10:30 miałam korepetycje z koreańskiego, babeczka się co prawda spóźniła pół godziny, ale zajęcia i tak były w porządku. Później byłam na obiedzie u babci, kiedyś uwielbiam tam chodzić, a teraz sama nie wiem co się stało, ale unikam tego jak ognia... Głupio mi nawet za siebie, ale tak jest. Popołudnie spędziłam dosyć leniwie. Jedynie zrobiłam pranie i posprzątałam komodę w pokoju, a później tylko leżałam na kanapie oglądając serial. Nie ćwiczyłam i zjadłam także trochę za dużo. 

Dzisiaj także nie robiłam nic specjalnego. Uczyłam się, prasowałam, ugotowałam obiad na kilka dni. Wieczorem popsuł mi się całkowicie humor, ale mimo to udało mi się poćwiczyć 25 minut. Z racji tego, że wczoraj zjadłam za dużo to dzisiaj się ograniczałam. 

Bilans: 

śniadanie: 2x kromka chleba z twarożkiem i ogórkiem, jajecznica z dwóch jajek 397 kcal 

obiad: leczo 244 kcal 

podwieczorek: brzoskwinia i gorzka czekolada 166 kcal

kolacja: 1,5 kolby kukurydzy 330 kcal

Suma: 1097 kcal

Planowałam zjeść jeszcze sałatkę, z racji tego że tę kukurydzę jadłam koło 17, ale kompletnie nie mam ochoty. Jakaś jestem smutna po prostu. Ostatnio często tak mam i nie wiem czym to jest spowodowane. Potrafię stać przy blacie, kroić paprykę i nagle się poryczeć. Nigdy tak nie miałam. Jestem dosłownie rozchwiana emocjonalnie. Ale wiem, że sobie poradzę. Jeśli ja siebie nie uratuję, to nikt tego nie zrobi. 

piątek, 27 sierpnia 2021

679 || Pokonywanie złych nawyków

 Piątek, 21:59 


Hejka! 

Piszę tego posta i idę spać, ten okres mnie wykańcza. Rano wstałam dosłownie na chwilę, dałam kotu jeść, szybko się ogarnęłam i wróciłam do łóżka, bo ból brzucha nie dawał mi spokoju. Wzięłam tabletki i dopiero koło 12 mogłam normalnie funkcjonować. Posprzątałam mieszkanie, zrobiłam sushi, byłam na poczcie, w sklepie, nawet grałam chwilę w Simsy. Często mam tak, że jak zmarnuje część dnia (tak jak dzisiaj), to potem uważam, że dalsze staranie się jej bez sensu i "zacznę znowu się starać od jutra". Bardzo podobnie mam z jedzeniem jak już zjem raz coś niezdrowego, to potem odpuszczam cały dzień. Teraz uczę się przezwyciężać ten zły nawyk w obu przypadkach. 

Bilans: 

śniadanie: nic

obiad: domowe sushi 790 kcal

podwieczorek: lód śmietankowy i fit brownie 336 kcal

kolacja: sałatka (roszponka, papryka, kukurydza, burak, pomidor); sos z musztardy, soku cytryny i octu balsamicznego 203 kcal

Suma: 1329

Aktywność fizyczna: 45 minut tanecznego cardio (-248 kcal)

No i proszę, a patrząc na poranek miałam spisać ten dzień na straty. Cieszę się, że tak się nie stało i zmusiłam się. Do ogarnięcia domu, treningu, zdrowego jedzenia. I tak dzień za dniem :) 

czwartek, 26 sierpnia 2021

678 || Okres

 Czwartek, 22:24


Hej!

Rano obudziłam się dopiero o 9:30, co jest do mnie kompletnie niepodobne. Od razu wiedziałam co to znaczy.. że za chwilę dostanę okres. Zawsze wtedy jestem niesamowicie zmęczona. Wykorzystałam jeszcze poranek, aby wysłać paczkę i pójść na zakupy spożywcze. Później natomiast zaległam na kanapie, bo ból brzucha był wyjątkowo silny. Jeszcze pękł mi termofor i trochę wrzątku wylało się na brzuch. Po południu miałam korepetycje z koreańskiego, wieczorem trochę odżyłam i postanowiłam poćwiczyć. Dzisiaj wpadło 35 minutowe cardio z Kołakowską. Rano się także zważyłam, na wadzę tylko 100 gr więcej pomimo okresu, więc jest całkiem dobrze. 


Bilans: 

śniadanie: 3x wasa z hummusem, wegańska parówka 263 kcal

obiad: łosoś, batat, surówka z jabłka i marchewki 405 kcal

podwieczorek: lód śmietankowy, fit brownie 180 kcal 

kolacja: sałatka (sałata, pomidor, ogórek, kukurydza, papryka, łosoś) sos czosnkowy; 2x kromka chleba z twarożkiem 417 kcal

Suma: 1437 kcal

Idę obejrzeć ostatni odcinek "Otwórz oczy", bardzo lubię polskie seriale. A potem spać, bo przez ten okres serio jestem zmęczona. 

środa, 25 sierpnia 2021

677 || takiego faceta mogłabym mieć

 Środa, 21:04


Hejka!

Rano poszłam z kotem do weterynarza i jestem z niego dumna, bo super się zachowywał :) Też uważacie, że osoby, które kochają zwierzęta od razu są jakieś bardziej sympatyczne? Tak jakby ta miłość do zwierząt dodawała kilka punktów do osobowości. Mogłabym mieć faceta weterynarza :) 

Później zajęłam się powtórkami z koreańskiego oraz pisałam esej na studia, z którym nie wyrobiłam się przed wakacjami. Po południu poszłam jeszcze na drobne zakupy do rossmanna, ale bardziej żeby wyrobić kroki. Od kiedy mam zegarek liczący kroki staram się pilnować tych min. 10 tysięcy dziennie. 

Bilans: 

śniadanie: wegańska parówka; 3x wasa z humusem i pomidorem 

obiad: tortellini z serem ricotta i szpinakiem; warzywa 

podwieczorek: 2x kostka gorzkiej czekolady i jabłko 

kolacja: sałatka (sałata, pomidor, ogórek, łosoś wędzony); tortilla ze szpinakiem

Suma: 1432 kcal

Ostatnio często ćwiczę, ale zapominam o tym pisać. Dzisiaj taneczne cardio 25 minutowe. Na dodatek postanowiłam siebie nagrać w czasie ćwiczeń i... było gorzej niż źle. Przynajmniej będę miała do porównań. 


Dzielny pacjent :) 




wtorek, 24 sierpnia 2021

676 || Waga spada w dół

 Wtorek, 21:18


Dzisiaj jestem już w nieco lepszym stanie psychicznym, chociaż do idealnego stanu jeszcze sporo mi brakuje. Czujecie aurę jesieni w powietrzu? Bo ja tak, tęsknie za moimi sweterkami i wieczorami z ciepłą herbatą. Właściwie lubię każdą porę roku, ale cieszę się, że lato się już kończy. Chociaż nie powiem, jest mi niesamowicie przykro, że ani razu nie byłam popływać i to z powodu swojego wyglądu. 

Rano wstałam z zamierzeniem, że muszę się po prostu ogarnąć. Cokolwiek się w przyszłości nie stanie, to wiem, że sobie poradzę i zrobię tak żeby było dobrze. Zrobiłam sobie listę rzeczy, z którymi już od jakiegoś czasu zwlekam lub które muszę zrobić. Już dzisiaj zaczęłam odhaczać poszczególne punkty. 


Bilans: 

śniadanie: kanapki z serkiem łososiem, twarożek z rzodkiewką 

obiad: domowy ramen z makaronem udon 

podwieczorek: jogurt grecki z prażonym jabłkiem

kolacja: frytki z marchewki z sosem z jogurtu naturalnego; chipsy z jarmużu 

SUMA: 1517 kcal


Dzisiaj się zważyłam. Waga leci w dół, chociaż leci to złe słowo.. pełźnie w dół. Różnica między 08.08, a dzisiaj to tylko 2,7 kg. Na szybko się także zmierzyłam i tutaj także wszystko... pełźnie w dół. A jeśli już jesteśmy w tym temacie, to z jakiej wagi korzystacie? Ja mam mechaniczną i elektroniczną. Różnica na nich to prawie 3 kilogramy, więc wcale nie tak mało. Na dodatek elektroniczna pokazuje inną wagę gdy wchodzę na nią za pierwszym razem i inną za drugim razem (różnica to około 1,5 kilograma). Kolejnej kupować nie zamierzam, ale mam zamiar zdecydować się na jedną i tylko na tej jednej ważyć, tylko nie wiem na którą. 


Uwielbiam jej ciało. 




All I see is what I should be 
Happier, prettier, jealousy, jealousy 
All I see, what I should be I'm positive, all I get is jealousy, jealousy

poniedziałek, 23 sierpnia 2021

Niech cały świat mi raz zazdrości

 

Poniedziałek, 11:37


Mam wrażenie, że w kwietniu otworzyłam jakąś cholerną puszkę Pandory, której teraz nie umiem ponownie zamknąć. Nigdy nie byłam szczęściarą, raczej byłam pod tym względem przeciętna. Ale teraz moje życie to jakiś cholerny żart. Nie wiem już nawet czy śmiać się czy ryczeć w poduszkę. Mam tak cholernego pecha, że ciężko mi jest to sobie wyobrazić. Utworzyłam już kilka planów na przyszłość. A nie wypalił, B nie wypalił, C nie wypalił i tak dalej i tak dalej. Jak tak dalej pójdzie to skończą mi się litery w alfabecie. Dosłownie czego nie spróbuje tam od razu słyszę "skończył się termin", "brakuje pani tego", "tutaj to raczej nie ma szans", "jest dużo chętnych", "to drogi wyjazd", "wysokie wymagania", "już za późno". Ewentualnie nie odpisują na moje maile lub nie odbierają telefonów, co także traktuje jako porażkę. Staram się jakoś pocieszać tłumacząc sobie, że to wszystko dzieje się po coś i doprowadzi mnie w lepsze miejsce.. ale nie pomaga i ryczę teraz to pisząc. 

Definitywnie kończę z mówieniem innym o moich planach na przyszłość. Gdy tylko coś powiem to słyszę "o świetny pomysł, ja też spróbuję". I wiecie jak się to kończy. Tak jak właśnie przed chwilką. Komuś się udaje coś o czym ja marzyłam, a mi nie. Nie powinnam tego traktować tak, iż sukces innych osób jest moją porażką, ale... czasami tak to właśnie widzę. I nawet nie wiecie jak ciężko jest mi teraz pisać "gratuluję". To powinnam być ja. Przynajmniej raz, jeden jedyny raz w życiu to powinnam być ja. Niech cały świat MI raz zazdrości. 


Pomimo tego wszystkiego nadal mam wiarę, że kiedyś będzie wspaniale.  Boję się tylko co się stanie gdy ją stracę. 

sobota, 21 sierpnia 2021

672-673 || Kolejna inspiracja

 Sobota, 21:07


Hejka! 

Wczoraj właściwie nic takiego się nie działo. Największą atrakcją były urodziny kota :) Z tej okazji dostał 25 litrów żwirku i 100 puszek karmy, niestety zabawkami się już nie bawi, więc nic mu nie kupowałam :) Są tu jakieś kociary? 

Dzisiaj natomiast na przemian uczyłam się koreańskiego i grałam w Simsy. Niestety mój laptop nie nadaje się na takie gry, więc maksymalnie mogę pograć jakieś 30 minut, szkoda bo się wciągnęłam. Zrobiłam także dzisiaj sushi, już od dawna miałam ochotę :) 


Bilans ze wczoraj 


Serek wiejski z pomidorem; 3x kromka chleba wieloziarnistego z pasztetem, szybką wegańską, roszponką i ogórkiem 409 kcal


Leczo z papryką, cukinią i tofu wędzony; jajko smażone bez tłuszczu; sos balsamiczny, pomidorki i kiełki 306 kcal 


Placuszki (jajko, łyżka mąki, jogurt, słodzik); 2x brzoskwinia gotowana w garnuszku z odrobiną wody i słodzikiem 262 kcal


Kukurydza gotowana, sałatka (sałata, pomidor, papryka, łosoś wędzony), sos czosnkowy z jogurtu naturalnego i przypraw, sos balsamiczny 

Oprócz tego zjadłam jabłko i loda i wypiłam dwie kawy. 
Suma: 1452


Bilans z dzisiaj


Tofucznia z papryką i szpinakiem, 2x kromka chleba z twarożkiem i pasztetem, roszponka, ogórek, pomidorki


Sushi 
(140 gr ryżu do sushi, 2x nori, 60 gr łososia wędzonego, pół ogórka, 3 łyżeczki serka śmietankowego, kawałek papryki, roszponka, sezam). W sumie wyszło trochę ponad 800 kcal i zjadłam wszystko to, co na zdjęciu :) 


Jogurt grecki z dwoma brzoskwiniami gotowanymi na wodzie ze słodzikiem 

Dzisiaj policzyłam kalorie tylko z sushi, reszty nie, ale jestem pewna, że zmieściłam się w limicie kalorii, a nawet trochę mi ich zostało :) Sushi zjadłam koło 15 i dopiero zgłodniałam teraz, czyli o 9. Kalorii sporo, ale jak widać nawet mnie zapchało na kilka godzin. 

Wczoraj nie ćwiczyłam, ale zamiast tego sprzątałam mieszkanie, a dzisiaj zrobiłam 25 minut tanecznego cardio :) 


A teraz chciałam napisać trochę o mojej nowej inspiracji. Znalazłam ją ostatnio przypadkowo na instagramie.. ma moją wymarzoną figurę. Dowodzi to także tego, że pod grubą warstwą tłuszczu może się kryć wspaniałe ciało. Jest jeszcze szansa dla Nas dziewczyny!




Patrząc na jej zdjęcia kiedy ważyła 85 kilogramów pomyślałybyście, że może mieć tak piękną talię? Chyba, że to jakaś operacja plastyczna, ale wolę myśleć, że jednak ciężka praca i ja także mam szansę na coś takiego :) 


No i na koniec nie mogło zabraknąć zdjęcia solenizanta :) 






czwartek, 19 sierpnia 2021

670-671 || Foodbook

 Czwartek, 21:59


Hej! 

Wczoraj miałam średni dzień pod względem jedzenia... Co prawda zmniejszył mi się żołądek, ale i tak uważam, że mam wilczy apetyt. Niemal stale chodzę głodna, więc ciągle staram się być czymś zajęta. 

Dzisiaj wstałam po 8 i od razu poszłam na zakupy spożywcze. W tym tygodniu mam w planie zrobić tofucznice ze szpinakiem, leczo (już zrobiłam), sushi, ugotuje też jakąś zupkę i napewno będę jadła kanapki. Stęskniłam się za pieczywem baardzo. Ostatnio mam straszną ochotę na kanapki z serkiem śmietankowym i buraczkami, a wszystko skropione sokiem z cytryny i octem balsamicznym :) 


Bilans z dzisiaj: 


Tofucznica z papryką i szpinakiem; kanapki z twarożkiem, roszponką i pomidorem 405 kcal



Leczo z tofu 218 kcal


Deser a'la kinder country  300 kcal
100 gr twarogu + 70 gr jogurtu naturalnego, słodzik i aromat śmietankowy, ryż preparowany, rozpuszczona kostka gorzkiem czekolady 


Sałatka (sałata, roszponka, papryka, pomidor, kukurydza, ogórek) z sosem z octu balsamicznego, musztardy miodowej, cytryny i przypraw; tortilla wieloziarnista ze szpinakiem i serem mozarella 369 kcal
 
Oprócz tego zjadłam jeszcze jabłko, loda frugo czarnego i trzy marchewki. 

Suma: 1536 kcal

Oprócz tego ćwiczyłam. 



I know that beauty is not my lack
But it feels like that weight is on my back
And I can't let it go

wtorek, 17 sierpnia 2021

669 || jealousy, jealousy

 Wtorek, 22:22


Dzisiaj moje samopoczucie spoczęło obok poczucia własnej wartości, czyli na dnie Morza Martwego. Nawet nie wiem czy mam ochotę o tym mówić. Ostatnio czuję jakby moje życie było jednym wielkim żartem. Od razu jak o czymś pomyślę, że chciałabym cokolwiek to, to pragnienie spełnia się, któremuś z moich znajomych. Nie chcę wychodzić na zazdrosną (przynajmniej nie w negatywnym tego słowa znaczeniu), ale ile można.. :( Nawet nie chcecie wiedzieć jak się czułam dzisiaj, gdy pomagałam mojej koleżance załatwić coś na czym mi ogromnie, ale to ogromnie zależało... Będę jej pomagać dalej, ale serce mnie boli. 

Miałam dzisiaj najzwyklejszą ochotę żeby się nażreć. Myślałam chyba przez godzinę żeby iść do Biedronki i kupić ciastka Kruszynki i kwaśne żelki. Nawet policzyłam już z tego kalorii, ale wyszło aż 1700!!! To więcej niż jem w ciągu dnia dlatego zrezygnowałam z tego pomysłu. Zamiast tego zrobiłam sobie dietetyczne placuszki, a na kolacje najadłam się kanapkami z wasa i pasztetem wegańskim. 

Bilans:

śniadanie: jajecznica z dwóch jajek, 3x wasa z serkiem śmietankowym i burakiem 

obiad: leczo z parówkami wegańśkimi

podwieczorek: dietetyczne placuszki na bazie skyra

kolacja: wasa z pasztetem wegańskim i pomidorem

Kalorii nie liczyłam. Myślę, że bilans przekroczyłam z pewnością, ale i tak nie ma tragedii. 


Ćwiczyłam dzisiaj 15 minut z Pamelą Reif i 25 minut z tym facetem, o którym ostatnio Wam mówiłam. Sama jestem w szoku, że udało mi się poćwiczyć aż 40 minut z tak kiepskim samopoczuciem. 



Zobaczyłam to zdjęcie dzisiaj u Tenshi Kaosu i się zakochałam. Dziewczyna ma moją idealną figurę. 

And I see everyone gettin' all the things I want
And I'm happy for them, but then again, I'm not


poniedziałek, 16 sierpnia 2021

668 || Kiedy to się zaczęło?

 Poniedziałek, 22:04


Hej! 

Oglądałam dzisiaj filmik jednej youtuberki o jej pobycie w psychiatryku. Opowiadała w nim między innymi o tym, że były tam także dzieci z zaburzeniami odżywania, już nawet kilkuletnie. I tak zaczęłam się zastanawiać kiedy u mnie pojawiły się te problemy. Regularnie zmagam się z tym od 10 lat, ale tak naprawdę zaczęło się już w... przedszkolu. Tak, dobrze słyszycie. Do dzisiaj bardzo wyraźnie pamiętam sytuację gdy w przedszkolu byłam na wycieczce w remizie strażackiej i jedną z atrakcji było takie przejście przez wóz strażacki. To znaczy, że wchodziło się przez jedne drzwi i wychodziło przez drugie i właśnie przy wyjściu podnosił nas i stawiał na ziemi strażak. I wiecie, że ja nie chciałam iść, bo bałam się, że on mnie nie uniesie? Co gorsza... rzeczywiście nie mógł tego zrobić. Oczywiście nie dlatego, że byłam za gruba, przecież miałam wtedy może jakieś pięć, góra sześć lat, ale dlatego, że miałam na sobie taki bezrękawnik ze śliskiego materiału i wypadałam mu z rąk. Natomiast to zdarzenie było dla mnie tak traumatyczne, że zapamiętałam je do teraz. Myśli o tym, że jestem gruba nie wzięły mi się w głowy od tak po prostu, bardzo często słyszałam je od matki już od najmłodszych lat. Gdy gdzieś razem wychodziłyśmy i kogoś spotykałyśmy, to zazwyczaj ta osoba mówiła standardowy tekst "oo jaka śliczna", a moja matka ZAWSZE odpowiadała "co z tego jak gruba". Pewnie nawet nie zdawała sobie wtedy sprawy, że ja coś rozumiem, ale tak, rozumiałam i to nawet bardzo dużo. Te i inne teksty sprawiły, że moje poczucie własnej wartości leży teraz na dnie Morza Martwego (najniższy punkt na kuli ziemskiej). 

Okej, ale koniec już wspominania przeszłości. Przed chwilą wylałam z tego powodu już wystarczająco dużo łeż, czas się ogarnąć. Miałam dzisiaj ogólnie dobry dzień. Dobrze jadłam, ćwiczyłam, uczyłam się... Chociaż mój humor nadal nie jest "w normie". Dosłownie do wszystkiego muszę się zmuszać. 

Bilans:

śniadanie: bułka z serem żółtym, szynką, serkiem śmietankowym, pomidor 

II śniadanie: jabłko i nektarynka 

obiad: bakłażan z kukurydzą, papryką i mozarellą light

kolacja: zupa ogórkowa, 3x wasa z serkiem i burakiem 

Suma: 1269 kcal

Ćwiczyłam trochę ponad 30 minut. Idę spać, mam nadzieję, że jutro obudzę się w lepszych humorze. 

niedziela, 15 sierpnia 2021

666-667 || Kiedyś byłam ładniejsza

Niedziela, 21:37



Hejka! 

Wczoraj napisałam wpis, ale finalnie go nie dodałam. Uznałam, że jestem... żałosna. Teraz wiem, że źle zrobiłam. Blog to moje jedyne miejsce do wygadania się, jeśli nie będę szczera tutaj, to już nigdzie.  

Miałam wczoraj ogólnie bardzo dobry dzień. Co prawda nie udało mi się poćwiczyć (i to drugi dzień pod rząd), ale za to zrobiłam ponad 23 tysiące kroków, więc wydaje mi się, że przynajmniej częściowo się wyrównało. Rano wstałam i szybko się ogarnęłam, już o 11 miałam posprzątane całe mieszkanie, potem poszłam do rossmanna, na obiad do babci, na zakupy i na spacer z koleżanką. Właśnie ta ostatnia rzecz mocno wpłynęła na mój nastrój. Nic się takiego nie stało, ale mam taki czas, że chyba potrzebuje się skupić tylko na sobie. Nie sugerować tym co mówią czy robią znajomi, a właśnie skupić na sobie. 

Dzisiaj miałam już nieco luźniejszy dzień. Skończyłam czytać książkę, zrobiłam sobie domowe spa, oglądałam serial, ale także się pouczyłam i poćwiczyłam :) Ćwiczyłam dzisiaj ten trening --> TRENING. Był świetny, tylko 25 minut, a jak skończyłam to byłam cała mokra. Póki co zostaje przy takich krótszych treningach. 20-25 minut maksymalnie. Robiłam dzisiaj także porządki na laptopie i trafiłam na swoje stare zdjęcia i filmiki. Aż ciężko mi uwierzyć, że kiedyś wyglądałam tak dobrze.. ładnie i szczupło. Wtedy tego nie widziałam i nie doceniałam. Później trafiłam na filmiki sprzed roku i na nich już wyglądam po prostu źle, od razu było widać po twarzy, że przybyło mi sporo kilogramów. Teraz już niemal nic nie uwieczniam na filmikach, bo bardzo nie lubię swojego wyglądu. Może do tego wrócę, aby mieć znowu do porównania. 

Bilans z dzisiaj: 

śniadanie: bułka z serem, szynką wegańską, serek śmietankowy, ogórek i pomidor 

obiad: 50 gr makaronu z warzywami, surówka 

podwieczorek: 157 gr banana i 160 gr borówek 

kolacja: ramen (taka zupa) z tteokbokki (kluski ryżowe), kimichi (pikanta kapusta), cukinia

Suma:1455 kcal 


To moje dzisiejsze śniadanie. Nieco różni się od tego co zazwyczaj jadam. Na zdjęciu jest jedna bułka przekrojona na trzy. Uważam, że porcja jest bardzo, ale to bardzo duża. I mimo, iż kalorycznie wypada podobnie do tego co zazwyczaj jadam na śniadanie (porcja ze zdjęcia ma 366 kcal)  to jakoś z tyłu głowy świeci mi się czerwona lamka. 
Dlatego mam pytanie do Was. Czy wydaje Wam się, że liczą się tylko kalorie? Ostatnio często słyszę, że to co jemy nie ma aż takiego znaczenia, ważne żeby był deficyt kaloryczny. To znaczy czy osoba, która je dziennie 1500 kcal, ale samych warzyw będzie szybciej chudła niż ta która je 1500 kcal, ale w postaci "normalnego" jedzenia. Typu pieczywo, czasami coś słodkiego itd.
Ja dzisiaj zjadłam trochę takiego "comfort food" właśnie w postaci pieczywa czy makaronu, ale zmieściłam się w limicie. Jestem ciekawa czy odbije się to jutro na wadze. 
A jeśli chodzi o wagę. Ważyłam się w ubiegłą niedzielę i dzisiaj. Spadło 1,7 kg, ale pewnie to głównie woda. 

piątek, 13 sierpnia 2021

664-665 || Wczorajszy bilans w zdjęciach

 Piątek, 21:35


Haj dziewczyny! 

Wczoraj miałam bardzo produktywny dzień, a wieczorem odpoczywałam u przyjaciółki. Dałam jej prezent urodzinowy, sama także dostałam prezent w postaci magnesu z Norwegii :) Zawisł pośród pozostałych, czyli Sopotem i Zakopanem hahah. Jak widzicie nie jestem typem podróżniczki (sama przywiozłam tylko z Zakopanego), nigdy nie miałam czasu na jakiekolwiek wyjazdy, ale mam nadzieję, że niedługo się to zmieni... a jeśli o tym mowa! Przeglądałam dzisiaj bilety samolotowe :) 

Bilans ze wczoraj: 


Szakszuka z dwóch jajek, wasa z serem żółtym mierzwionym i ogórkiem 329 kcal


Arbuz i borówki 142 kcal


Zupa krem z pomidorów i marchwi, jogurt naturalny 160 kcal


12 kawałków sushi z krewetką i łososiem, wino maryjka i około 8-10 chrupków orzechowych 
(pojęcia nie mam ile kalorii, ale jadłam intuicyjnie żeby sobie pojeść, ale się nie najeść jak świnia) 

Bilans z dzisiaj: 
śniadanie: to co wczoraj 
II śniadanie: to co wczoraj
obiad: krewetki z warzywami, lód frugo
kolacja: sałatka z tofu 
I po kolacji zjadłam lody z dwóch bananów 
Całość: 1459 kcal/ 1500 kcal

Wczoraj ćwiczyłam z Pamelą Reif, dzisiaj nie. Idę pozmywać naczynia i spać, oczy same mi się zamykają :) 


środa, 11 sierpnia 2021

663 || 50 kg w dół

 Środa, 21:12


Haj! 

Kolejny wakacyjny dzień za mną. Do południa siedziałam nad koreańskim, a później zrobiłam codziennie obowiązki. Byłam dzisiaj jakoś wyjątkowo głodna, więc mój dzień zdominowały myśli o jedzeniu. Nie cierpię tego, że jedzenie ma nade mną taką kontrolę. 

Bilans: 

śniadanie: 4x wasa z serem żółtym mierzwionym, serkiem kanapkowym; sok pomidorowy 308 kcal 

II śniadanie: arbuz, domowy lud pomarańczowy 232 kcal

obiad: batat pieczony, bakłażan, mizeria 420 kcal

podwieczorek: fit tiramisu z borówkami 310 kcal

kolacja: krem z pomidorów i marchwii; 2x wasa z serem żółtym mierzwionym, ogórek 215 kcal

Dodatkowo piłam kawę z mlekiem sojowym, którą też wliczyłam do bilansu. 

Suma: 1485

Licze kalorie bardzo skrupulatnie, a i tak gdzieś z tyłu głowy krążą myśli "napewno przekroczyłaś limit", "zjadłaś za dużo", "nie schudniesz jedząc tyle". To te myśli prędzej czy później wpędzają mnie w błędne koło zaburzeń odżywiania -> głodówka i objadanie się, głodówka i objadanie się itd.

Wczoraj obejrzałam bardzo ciekawe dwa filmiki. Dziewczyna w niecały rok schudła 50 kilogramów i to w wieku 16 lat. 


Dodaje gdybyście chciały sobie obejrzeć. Niestety później wpadła w zaburzenia odżywiania, w których tkwi do  dzisiaj. Bardzo jej współczuje, wydaje się niezwykle sympatyczną osobą. 


wtorek, 10 sierpnia 2021

662-662 || Odbicie w lustrze to istna TRAGEDIA

 Wtorek, 20:59


Haj! 

W niedziele miałam taki dobry dzień, ale zakończyło się fatalnie. Mianowicie miałam jechać wczoraj nad jezioro, więc w niedziele postanowiłam przymierzyć kostium kąpielowy i rany dziewczyny... to była tragedia. Nie inaczej, TRAGEDIA. Wyglądałam okropnie, rzadko mówię to o sobie, ale w lustrze zobaczyłam spasioną świnię. Bardzo wstydzę się tego jak teraz wyglądam i oczywiście nad to jezioro nie pojechałam. Wiem, że pewnie wiele z Was napisze, że to bez znaczenia, walić to itd, ale ja nie potrafiłabym wytrzymać na plaży z takim wyglądem. Dobrze, że nie pojechałam, myślę że to tylko pogorszyłoby moje zdrowie psychiczne. Zrobiłam sobie za to zdjęcia, będę miała do czego porównywać. 

Idąc za radami z tik-toka postanowiłam, że będę liczyć kalorie. Jednak te dziewczyny z filmików, które wrzuciłam w poprzednim poście sporo osiągnęły, każda z nich mówiła, że liczenie kcal to podstawa, wiec posłucham. Ustawiłam sobie limit 1500 kcal. Wczoraj zjadłam 1401 kcal i ćwiczyłam 20 minut. Dzisiaj 1166 i też ćwiczyłam 20 minut. Ogólnie mam tak, że jak postawię sobie limit typu te 1500 kcal to i tak podświadomie robię tak żeby zjeść jak najmniej. Muszę się tego oduczyć i faktycznie tak planować posiłki żeby wychodziło to 1500 kcal. 

Byłam dzisiaj w Zoo! Pierwszy raz od jakiś 15 lat? Przyjaciółka mnie namówiła, bo chciała pooglądać zwierzątka, nie żałuję, że pojechałam :) Wrzucę nawet kilka zdjeć, bo pewnie tak samo jak ja nie byłyście w zoo od wieków. 


Tutaj karmiłam Alpakę <3 


Król Julian 




Nemo



Zamówiłam sobie dzisiaj zegarek liczący kroki. Ma mi przyjść pojutrze. Mam wrażenie (jezu babo to nie wrażenie, a rzeczywistość) że w ogólnie się nie ruszam. 



niedziela, 8 sierpnia 2021

661 || Motywacja na niedziele

Niedziela, 14:36


Hej! 

Mam nadzieję, że miło spędzacie niedzielę. Mi się dzisiaj spało fenomenalnie, mimo obecności matki w domu. Przyjechała na jeden dzień. Generalnie nie było źle, ale padły standardowe teksty. Ogólnie już zdążyłam się do tego przyzwyczaić pod takim względem, że nie ryczę gdy nagle zaczyna się na mnie wydzierać, ale nie powiem, samopoczucie od razu mi siada. Na dodatek rozkazy, które mi wydaje niesamowicie mnie irytują, mówi do mnie jak do psa. 

Zostawiam Wam moje ulubione metamorfozy jakie znalazłam na tik toku. 



Na początku moje dwa zdecydowanie ulubione metamorfozy, ogromna inspiracja! 


Z jaką wagą najbardziej Wam się podobała? Bo ja uważam, że idealnie wyglądała ważąc 48 kg. 



Ta jest akurat polką, trochę poczytałam o tym jak schudła, ale mówiła jedynie o deficycie kalorycznym i wytrwałości. Czy to naprawdę aż takie proste? 


Też wspaniałe ciało! 


Okej, lecę dokończyć film "Wyznania Gejszy" :) Bardzo mi się podoba, oglądałam go wiele lat temu i nadal uważam za jeden z lepszych. 















sobota, 7 sierpnia 2021

660 || 10 rocznica

 Sobota, 20:04


10 lat minęło... 

Dokładnie 10 lat temu po raz pierwszy trafiłam na strony pro-ana. Wtedy zaczęła się moja obsesja, która trwa do teraz. 10 lat walki ze sobą, liczenia kalorii, prowadzenia bloga, odmawiania sobie jedzenia, wyjść ze znajomymi, ciągłe napady obżarstwa, ryczenie po nocach, a po tych 10 latach jestem grubsza niż kiedy zaczynałam. Żałosne, prawda? 

Wspominałam Wam wczoraj, że przez ostatnie dni byłam jakaś zmarnowana, ale dzisiaj już się ogarnęłam. Wypiłam kilka mocnych kaw i od rana działałam. Wstałam, zjadłam szybko śniadanie i do południa posprzątałam całe mieszkanie. Potem poszłam odebrać prezent dla mojej przyjaciółki, który zamówiłam kilka dni temu. To jej urodzinowy prezent, więc mam nadzieję, że jej się spodoba. Po powrocie do domu obejrzałam film, a później pozbyłam się wszystkich notatek i książek z prawa. Wzięła mnie chwila smutku, ale teraz czuje, że kamień spadł mi z serca :) Coś się kończy, a coś zaczyna i tylko tak zamierzam na to patrzeć. 

Kilka dni temu Wam pisałam, że rzucam dietę, ale wiecie co? Łatwiej to mi już było rzucić studia niż dietę. Myślę, że zabrnęłam już tak daleko w odchudzaniu, że teraz nie zawrócę dopóki nie osiągnę celu. 

Bilans z dzisiaj: 


9:50 - pół melona (124 kcal)


14:40 -  krem z marchwi i pomidorów z kleksem skyra (118 kcal)


17:00 -  sajgonki z ryżem i warzywami, sos sojowy z wasabi (384 kcal)

Zjadłam też loda frugo (83 kcal). 
Póki co jest 709 kcal, ale zamierzam za chwilkę zjeść jeszcze ugotowaną kukurydzę i do tego nakroję sobie do miseczki kilka pomidorków z cebulką. Jadacie tak? Bo ja uwielbiam pomidory i mogę jeść je same :) 
Wyjątkowo mały wyjdzie dzisiaj bilans, bo około 1000 kcal, ale po prostu tak wyszło. W aplikacji ustawiłam sobie limit 1400-1500 kcal. Natomiast nie wiem czy zdecyduje się znowu na codzienne liczenie kalorii, to nieustanie wpędza mnie w chorą obsesję, ale z kolei wszystkie dziewczyny z tik toka, które przeszły "metamorfozę" stale powtarzają, że liczyły kalorie i to klucz do sukcesu. Sama nie wiem, przemyślę to jeszcze. 

piątek, 6 sierpnia 2021

654 - 659 || Najwspanialsza figura jaką widziałam

 Piątek, 20:36 


Cześć! 

Nie odzywałam się kilka dni, ale jakoś opadłam z sił. Może to przez pogodę, sama nie wiem, jakoś nigdy na mnie nie działała, a teraz już od paru dni chodzę senna. Ale mniejsza z tym. Dzisiaj zamierzam się wcześniej położyć, porządnie wyspać, jutro wypije więcej kawy i myślę, że będzie okej :) 

Ostatnio całkiem dobrze się miewam z jedzeniem, nie zawalam, nie mam napadów, mogłabym powiedzieć, że jest normalnie. Poza tym, że bardzo dużo myślę o jedzeniu i zazwyczaj chodzę spać głodna... Ale muszę pracować nad zmniejszeniem żołądka, zwłaszcza że ostatnio zauważyłam NAJWSPANIALSZĄ FIGURĘ NA ŚWIECIE. Ale o tym za chwilę, teraz bilans ze wczoraj. 



serek wiejski light z pomidorem; 3x wasa, plasterek sera żółtego, serek śmietankowy, papryka 


Cukinia, papryka, trochę szpinaku w sosie pomidorowym; jajko - około 250 kcal


Zupa krem z pomidorów i marchwi z jogurtem naturalnym; 4x sajgonka z warzywami i kotletem sojowym - około 320 kcal

Zjadłam jeszcze borówki :) I jak patrzę na ten bilans to w sumie nie dziwię się, że burczy mi wieczorem w brzuchu. Niby objętościowo jem dużo, ale głównie warzywa, które mają mało kalorii. Niby staram się nie być na diecie, ale stare przyzwyczajenia mnie nie opuszczają. 

Poniżej dodaje filmiki z dziewczyną, którą ostatnio znalazłam na tik toku. Jak dla mnie ma IDEALNĄ figurę.. wiele bym za taką dała. W którymś filmiku powiedziała, że ma 167 i waży 47 kilogramów. Według BMI wskazuje to na wychudzenie, ale boże.. no dla mnie ona wygląda fenomenalnie. I dawno już nie widziałam tak pięknej sylwetki.