czwartek, 30 lipca 2020

277 || Po prostu czwartek

Czwartek, 21:45 

Haj :) 
Dzisiaj miałam dzień całkiem okej. Wstałam koło 7:30, zebrałam się, pooglądałam trochę filmików na yt i dopiero koło 10 zabrałam się za pisanie licencjatu. Powiem Wam, że jakoś cieżko idzie mi pogodzenie pracy, nauki do egzaminu z prawa konstytucyjnego, rzymskiego i pisanie tej pracy dyplomowej. Nie potrafię tak zorganizować sobie dnia żeby zająć się każdą z tych rzeczy w równym stopniu. Teraz np. mamy już niemal 10, a ja dopiero będę pracować. Jutro przetestuje nowy sposób organizacji i dam Wam znać jak się sprawdził. 
Ale to tak.. skończyłam na licencjacie. Popisałam go tylko do 12:30, bo miałam dzisiaj trochę innych rzeczy do ogarnięcie w związku z tym, że dzisiaj w nocy przyjeżdża do nas dziewczyna mojego brata. Musiałam coś tam ugotować, posprzątać mieszkanie, pójść na zakupy spożywce. Rzecz jasna ja to musiałam robić, bo mój brat pojechał się poopalać, typowo. Potem do nauki usiadłam dopiero koło 17 i zeszło mi do samego wieczorka. Plus jest taki, że są spore postępy w moim licencjacie. 
Dosyć kiepsko dzisiaj jadłam, więc pozwólcie, że daruje sobie bilans. To znaczy żadnej tragedii nie było, ale myślę, że na spokojnie 1800/2000 kcal stuknęło. To jest głupie, ale czasami tuż po zjedzeniu śniadania wiem, że tego dnia będę wiecznie głodna. I tak też było dzisiaj, do południa to niemal po ścianach chodziłam, bo miałam taką ochotę na "coś".


środa, 29 lipca 2020

276 cz.2 || Bilans i problem pieczywa

Środa, 22:25


BILANS


Dwie kromki chleba słonecznikowego z pasztetem sojowym, serkiem kanapkowym, rukola, ogórek małosolny; 100 gr serka wiejskiego z pomidorem 
(mały talerzyk)


Borówki


Fasolka szparagowa z bułką tartą, trzy łyżki kaszy, mizeria na jogurcie naturalnym

Podwieczorek: banan, śliwka + spróbowałam ciasta zebry (kilka gryzów)


Tortilla pełnoziarnista z sałatą, rukolą, kukurydzą, fetą, papryką; kubek zupy krem z pomidorów.
(mały talerzyk) 

Ostatnio miałam silne postanowienie, że nie będę jadła na codzień pieczywa, ale jezu jest mi tak ciężko haha Normalnie już chyba nawet do słodyczy mnie mniej ciągnie. Także póki co raczej pozostaje przy tym chlebie, bo po prostu mam na niego straszną ochotę. Wybieram taki prosto z piekarni z super składem, więc myślę, że tragedii też nie ma.
Dzisiaj nie ruszyłam się z domu nawet o krok. Cały czas pisałam licencjat, w międzyczasie ugotowałam zupę, obiad i posprzątałam trochę mieszkanie. Najbliższe dni będą wyglądać bardzo podobnie, bo po prostu mam dużo pracy przy komputerze no i nauki oczywiście. 

Mam ochotę obejrzeć jaką komedię (co jest rzadkością) także lecę :) 

274-276 || Biedny kotek

Środa, 10:09 

Dodaje wpis na szybko i lecę pisać licencjat. Mam dopiero 2,5 strony drugiego rozdziału, a chce go skończyć do końca tygodnia :) Poprzedni napisałam też w podobnym czasie, więc mam nadzieje, że mi się uda. 
Poniedziałek minął mi w porządku, sporo się uczyłam na egzamin z konsty, ale oprócz tego nic się nie działo. Wczoraj byliśmy z bratem na obiedzie u babci, w drodze powrotnej spotkałam biednego, wychudzonego kotka i postanowiłam sobie, że go złapię i zaniosę do weterynarza. Dziewczyny, łaziłam za nim grubo ponad dwie godziny, próbowałam na wszystkie sposoby. Dawałam mu smakołyki, siedziałam z nim pod krzakiem, ale ni cholery nie dało się do niego podejść. Był wręcz przerażony, w końcu uciekł mi na teren sklepu na świeżym powietrzu gdzie sprzedają kostkę brukową. Zostawiłam właścicielom swój numer i mają do mnie zadzwonić jakby go jeszcze widzieli, zostawiłam im też smakołyki żeby go dokarmiali. Od tego chodzenia po pełnym słońcu (u mnie było wczoraj 31 stopni) strasznie mnie potem bolała głowa, więc popołudniu naprawdę niewiele zrobiłam. Dodatkowo jestem strasznie pogryziona przez komary (od tego siedzenia pod krzakiem) i mrówki, dostałam też reakcji alergicznej na jakieś ukąszenie owada. Ale kij tam ze mną, szkoda tylko, że kotka nie udało mi się złapać. Jak go spotkałam to przechodził przez bardzo ruchliwe drogi, więc martwię się o niego. 

BILANS ZE WCZORAJ: 
śniadanie: skyr naturalny z truskawkami i borórkami
obiad: fasolka szparagowa, mizeria, ziemniaki
podwieczorek : brzoskwinia, śliwka
kolacja: pizza na spodzie z pełnoziarnistej tortilli z papryką, mozarellą light, fetą, kukurydzą, rukolą, suszonymi pomidorami i oliwkami 




Jakoś tutaj ostatnio jest pusto, więc dodaje zdjęcie Mafina. W ogóle kilka dni temu byłam z nim u weterynarza na odrobaczeniu i pani powiedziała, że Mafiś jest jakąś mieszanką dachowca z persem :) Poleciła mi też zamówienie karmy dla kotów rasowych, ponoć wpłynie dobrze na jego sierść, bo ma taką fajną dłuższą. Karma ma przyjść dzisiaj, więc zobaczymy jak mu zasmakuje. 

niedziela, 26 lipca 2020

273 cz.2 || Bilans & brat przyjechał

Niedziela, 21:57


Brat przyjechał koło 15 razem z mamą i póki co jest okej. Na szczęście matka wróciła do babci, wcześniej pojechałyśmy na plac po świeże owoce i nawet byłyśmy na lodach. Całkiem miły dzień :)

BILANS: 


Jajecznica z dwóch jajek z cebulką, dwie kromki chleba słonecznikowego (kupiłam jakiś super zdrowy), serek kanapkowy, rukola, pół plasterka szynki, dwa plastry buraka, pomidor, musztarda cebulka. 
(mały talerzyk)


Sałatka: mix sałat, rukola, burak, dwa plasterki fety, pół pomidora, papryka, kilka łyżek kaszy gryczanej, ogórek, sos z łyżki oliwy, pół łyżki musztardy i przyprawy.




Bez wafelka -> Jedna gałka sorbetu cytrynowego, odrobina lodów oreo 



Dwa wafle ryżowe  serkiem kanapkowym, rukola, ogórek małosolny, pomidor, cebula; truskawki
(duży talerz)

W międzyczasie zjadłam dwie brzoskwinie. 

aktywność fizyczna: nic

Udało mi się dzisiaj pouczyć, ale tylko dwie godzinki. I trochę popracowałam. Po kilku luźniejszych dniach (luźniejszych pod względem nauki) ciężko było mi się dzisiaj zebrać do czegokolwiek. 

273 cz.1 || Niedziela, ale nie lenia

Niedziela, 12:04

Cześć :)
Dzisiaj humor nie jest jakoś dużo lepszy, ale grunt, że się próbuje. Postaram się więcej nie pisać o matce, bo potem jak czytam takie wpisy to sama się jeszcze bardziej dołuje, jest mi wstyd, że daje się tak traktować. Już mniejsza z tym. Koło 15 ma przyjechać mój brat, nie widziałam go ponad pół roku, ciekawa jestem jak będzie nam się razem mieszkać przez te dwa tygodnie, dawno z nikim nie mieszkałam. Niestety mamusia też przyjeżdża..

Wstałam dzisiaj koło 8, ale długo leżała w łóżku i usiłowałam obejrzeć film "Była sobie dziewczyna", ale tak strasznie się zacinał, że w końcu się poddałam. Potem zrobiłam śniadanie, posprzątałam to co miałam i dopiero teraz siadam do nauki. Chęci brak, motywacji brak, ale zaciskam zęby i lecę dalej. 

Robię zdjęcia jedzonka, więc wieczorem pojawi się jeszcze jeden wpis z podsumowaniem dnia i bilansem :) 

Miłej niedzieli! 

sobota, 25 lipca 2020

270-272 || Znowu mamusia...

Sobota, 09:59

Planów miałam dużo, ale nic z nich nie wyszło. Dwa dni temu zadzwonił mój brat i powiedział, że przyjeżdża do domu na dwa tygodnie i oczywiście "kochana mamusia" wpadła na pomysł, że na jego przyjazd trzeba gruntownie wysprzątać całe mieszkanie. Wiecie.. firanki, kurze za meblami itd.. normalnie czułam się jak przed świętami. I tutaj nie pomaga, że mówię, że jestem zajęta, bo muszę się uczyć, pisać licencjat i pracować. Niee.. to się nie liczy, liczy się to żeby mój brat przyjechał na gotowe, mama bierze sobie nawet wolne w pracy żeby mu gotować wg jadłospisu (jest sportowcem). Na dodatek w pokoju mojego brata mam biurko, przy którym często się uczę, trzymam w nim książki i notatki. Matka pierwsze co to mi wszystko wyjebała i kazała brać do siebie do pokoju. Milutko. Tak jakby mojemu bratu przeszkadzało to, że książka leży w jego  biurku, do którego ani razu nawet nie usiądzie. Oczywiście to była tylko jedna z wielu awantur, znowu mi się dostało, że mieszkanie nie jest posprzątane. Ja już nawet nic się nie odzywam na ten temat. Bo CODZIENNIE odkurzam, myje podłogi i ścieram kurze, DZIEŃ W DZIEŃ, a mieszkanie ma ponad 100 metrów! A ta znajdzie jakiś kłak kota na podłodze i woła mnie żebym to zobaczyła i żeby mi udowodnić, że jest brudno. Daje sobie rękę uciąć, że dzisiaj też przyjedzie do mnie bez zapowiedzi, tym razem z gotowym jedzeniem dla mojego brata. Niech mi tylko ktoś powie, że dzieci kocha się tak samo.. Za każdym razem jak tylko do mnie przychodzi to od progu słyszę komendy "zrób to", "podaj tamto", "przynieś", "zanieś", "sprzątnij", "idź do sklepu bo królowej się szklanki coli zachciało". I żadnego proszę NIGDY. A spróbuj się sprzeciwić, albo broń boże mieć jakieś własne zdanie.. niee... od razu jest awantura, wyzwiska, generalnie jestem najgorszą osobą na świecie. Tylko słyszę "ciebie to o nic nie można poprosić (taaa.. nigdy nie prosisz)", "ze wszystkim masz problem", "tylko byś leżała (tak, z tym że ja się uczę na leżąco, bo mi nie pozwolisz sobie kupić krzesła do biurka)", a na koniec mój ulubiony tekst - "jesteś egoistką". To słyszałam ciągle gdy mój brat z nami mieszkał.. jestem egoistką, bo nie chce posprzątać jego pokoju, jestem egoistką, bo nie chce zrobić za niego prezentacji do szkoły, jestem egoistką, bo nie chce mu obiadu ugotować itd. Nawet jak mój brat urządził Sylwestra w jednym roku to zgadnijcie kto to wszystko potem sprzątał? Oczywiście, że JA i moja matka, ale braciszek odsypiał.. 
Ona potrafi mi zrobić awanturę o wszystko, nigdy nic jej się nie podoba. Najlepsze jest to, że bo takiej awanturze potrafi do mnie przyjść jakby nigdy nic się nie stało i znowu kazać zrobić to, to i siamto. 

Jakiś czas temu także mnie wkurzyła, ale to przemilczałam, bo nie chciałam psuć atmosfery. Moja matka oddała drapak mojego kota sąsiadom w ogóle mi o tym nie mówiąc (drapak był w mieszkaniu babci i kot z niego korzystał za każdym razem kiedy tam byliśmy). Serio, to dla mnie kompletny brak szacunku. Nie szanuje mnie, nie szanuje moich pieniędzy. Ja czasami staje na głowie żeby mi na wszystko starczyło i na studia, na jedzenie, na te wszystkie rzeczy dla kota czy dla mnie, a ta sobie tak po prostu oddaje moje rzeczy. 

Jestem okropnie zmęczona psychicznie. Od ciągłej pracy, myślenia, martwienia się, awantur. Dzisiaj mam w dupie i pracę i studia i to sprzątanie, które mi wczoraj "zleciła". Muszę kilka rzeczy przemyśleć, bo miotam się. Niby wiele chce, dużo robię, ale potem przychodzą złe dni (oczywiście z powodu mamusi) i ja znowu czuję się jak 14 latka, która z niczym nie umie sobie poradzić. 


PS o 17:36 
Nie myliłam się, matka przyjechała, przywiozła jedzenie dla mojego brata. Potem poszłyśmy jeszcze na zakupy spożywcze, jeszcze przed wyjściem była awantura, bo nie posprzątałam łazienki. Potem znowu krzyk na mnie i wyzwiska, że jestem leniwa, egoistyczna itd. bo nie chciałam iść po dwie zgrzewki wody. Koniec końców po wodę poszłam , bo by się nie uspokoiła. Oczywiście woda nie była dla mnie tylko dla mojego brata, bo ja piję ze dzbanka. Nie myślcie tylko, że w ja w jakiś sposób migam się od obowiązków, ona się drze, bo chce żeby wszystko było zrobione na już, wtedy kiedy ona chce, kompletnie nie obchodzi jej to, że pracuje. Traktuje mnie ja ścierwo, służącą i idiotkę w jednym. Przecież mój brat jest silniejszy, on może sobie sam zrobić zakupy i przynieść wodę, ale nie.. bo przecież to ja jestem egoistką, bo chce się uczyć i pracować zamiast mu usługiwać. 

środa, 22 lipca 2020

269 || Bilans

Środa, 21:39

Właśnie wpisują oceny z logiki do usosa, więc jakbym zrobiła jakieś literówki czy coś to jest to wynik stresu xd Chociaż wiem, że teraz już nic nie zmienię. 
Kilka z Was się dziwiło, że moja babcia chce jeść takie rzeczy jak hot-dog, ale moja właściwie żyłaby na fast-foodzie i chipsach. Kiedyś oczywiście wolała typowo domowe obiadki, ale choroba bardzo zmieniła jej gusta smakowe.
Byłam też dzisiaj na jakiś drobnych zakupach spożywczych i w Rossmannie, bo jest promocja -20% na wszystko, a mi się sporo rzeczy właśnie skończyło.

BILANS: 


Jajecznica z dwóch jajek, wafel ryżowy z hummusem, papryka, pomidor


Zupa pomidorowa z ryżem (gotowana na bulionie warzywnym)


Hot dog domowy (bułka, wege kiełbaska, odrobina sera żółtego, ketchup, colesław, cebulka prażona), pół szklanki oranżady 


Sałatka "ta sama co zawsze" z kaszą gryczaną

W międzyczasie zjadłam dwie brzoskwinie i kawałek melona. Kochane, wiem że nie jem mało, ale diety po 500 kcal to nie dla mnie na dłuższą metę, bo potem dosłownie rzucam się na jedzenie. Aby schudnąć muszę jeść, już raz mi się udało w ten sposób zrzucić wagę, więc liczę na to, że teraz też tak będzie. 


O rany! Zupełnie zapomniałam wspomnieć o najważniejszym - jeździłam dzisiaj godzinkę na rowerku stacjonarnym. Było serio bardzo fajnie :) Ta godzinka szybko zleciała przy oglądaniu serialu. 

268 || Rowerek stacjonarny i hula hop

Środa, 11:05

Cześć Dziewczyny! 
Ja mam dzisiaj bardzo dobry humor, wyspałam się, zjadłam pyszne śniadanie i właściwie dopiero będę zaczynać dzień. Mój brat jest akurat w trakcie przeprowadzki i przywiózł tutaj kilka rzeczy, których teraz nie potrzebuje m.in. rowerek stacjonarny :) Bardzo się z tego cieszę i zamierzam korzystać póki mogę (bo napewno brat będzie chciał go w końcu zabrać). Chciałabym jeździć godzinkę dziennie, akurat będę mogła w tym czasie obejrzeć sobie jakiś film i "zrelaksować się". Znalazłam też stare hula hop, ale kręcenie kiepsko mi wychodzi, będę próbować. 

Wracam od dzisiaj do robienia zdjęć tego co zjadłam, bo bez tego jest mi się bardzo ciężko ogarnąć. Tak się przyzwyczaiłam do bloga i bilansów, że jak tylko na chwilę sobie odpuszczę do od razu zawalam. Właściwie nie ma się co dziwić, w przyszłym miesiącu minie 9 lat od kiedy prowadzę bloga, więc jest on nieodłączną częścią mojego życia. 

Także wieczorkiem wracam z bilansem, nie będzie ona jakiś super, bo obiecałam babci na obiad hot dogi i sama zamierzam zjeść jednego. Niemniej jednak nie zamierzam "zaczynać od jutra" tylko od teraz, a tego hot doga solidnie odchudzę. 

I jestem mi bardzo miło jak przyjęłyście ostatni wpis. Zawsze mi mówiono, że o pieniądzach się nie rozmawia, sama nie wiem dlaczego, dla mnie temat jak każdy inny, ale nawiązując do tego, to przypomniała mi się jedna sytuacja właśnie z kasą związana. Ja zawsze byłam dosyć oszczędną osobą, nie wydawałam pieniędzy na zbędne rzeczy, oczywiście nie mówię, że nigdy się nie zdarzyło, ale raczej byłam w tym temacie rozsądna. Dopóki nie poszłam na studia. Moje dwie przyjaciółki (teraz już jedna) były moimi całkowitymi przeciwieństwami. Codziennie jadły na mieście (serio, dzień w dzień), alkohol lał się strumieniami właściwie przy każdej okazji, imprezy w każdy weekend, a jak wiadomo taki styl życia kosztuje. Ja zazwyczaj się wyłamywałam z tego schematu, już nawet nie chodziło o jakieś oszczędzanie, ale po prostu szkoda mi było wydawać pieniądze na jedzenie, które miałam w domu, nie widziałam też potrzeby picia alkoholu przy każdej okazji np. pomiędzy przerwami na zajęciach (na kampusie mamy bar). Z tego powodu jedna z przyjaciółek, nazwijmy ją X, trochę mi dogryzała, padały komentarze, że "ja to nie mam żadnych przyjemności w życiu", "że jak z nimi nie pójdę to będę siedzieć w domu cały wieczór", "że jak ktoś stale odmawia to się go potem nie zaprasza" itd. Przy tym wszystkim nieustannie pożyczała ode mnie pieniądze, a to na bilet do domu, a to np. mówiła że wzięła złą kartę bankomatową jak szłyśmy na jakąś kawę, płaciłam za "wspólnie" kupowane prezenty itd. Wtedy nigdy mi to nie przeszkadzało, bo w końcu byłyśmy przyjaciółkami, więc normalne, że sobie pomagamy, ale tutaj ta pomoc była jednostronna. W podobny sposób zachowywała się wobec drugiej przyjaciółki oraz swoich rodziców. Czyli wiecie, dostaje od nich kasę i najpierw wydaje na paznokcie, rzęsy itd, a potem dzwoni do nich i mówi, że nie ma na jedzenie. Myślę, że czasami jest lepiej żyć skromniej, ale brać za siebie odpowiedzialność. 

poniedziałek, 20 lipca 2020

264-267 || Nieoczekiwany spokój

Poniedziałek, 22:03

Hej :)
Jak tam po weekendzie? Ja cały poświęciłam na naukę do wczorajszego egzaminu. Myślę, że byłam dobrze przygotowana, a mimo to nie poszło mi jakoś super. Mieliśmy 2,5 godziny na rozwiązanie 9 zadań, więc moim zdaniem bardzo mało czasu (zadania są czasochłonne i skomplikowane). Trudno, ja tam sobie nie mam nic do zarzucenia, będzie co ma być. 

Dzisiaj natomiast zrobiłam sobie jeden dzień odpoczynku od nauki. Rano pojechałyśmy z Kasią do Ikei i galerii. W tej pierwszej kupiłam sobie tylko dywanik do łazienki i oczywiście wege hot doga :) Sprawdziłam i ma on 199 kcal, więc wydaje mi się, że nie jest jakoś tragicznie, chociaż rozmiarem też nie grzeszył :) W galerii weszłam do empiku jedynie po podkładkę pod laptopa. Po południu posprzątałam część mieszkania i nawet chwilę się przespałam, bo głowa mnie rozbolała. 

A teraz coś z czego się baardzo cieszę! Jakieś dwa lata temu dałam tacie sporą część moich oszczędności żeby założył mi lokatę (w jego banku lepiej się opłacało) i przyznam szczerze, że przez ten czas zapomniałam kompletnie o tych pieniądzach. Dzisiaj dostałam telefon od taty, że przelał mi pieniądze na konto, bo lokata przestała się opłacać. Rzadko gadam tutaj o pieniądzach, ale o tym musiałam, nawet nie wiecie jak ogromny ciężar ze mnie spadł. W końcu mogę się przestać przejmować tym, że na coś mi nie starczy. Szczerze mówiąc to te pieniądze spadły mi jak manna z nieba. Tylko oczywiście w głowie od razu pojawił mi się milion pomysłów jak je wydać.. aparat na zęby, upragnione wakacje, telefon itd. Natomiast po kilku minutach do głosu doszła rozsądniejsza część mojej osoby i uznałam, że te pieniądze są moim zabezpieczeniem finansowym w razie "W". 
Musiałam to tutaj napisać, bo naprawdę czuję teraz ogromny spokój. Ponoć pieniądze szczęścia nie dają, ale lepiej je mieć niż nie. 

Teraz obejrzę sobie jeszcze film i idę spać, mam nadzieję, że pomimo drzemki w ciągu dnia uda mi się zasnąć przed północą. 
Lecę dziewczyny, a jutro zajrzę do Was! <3

czwartek, 16 lipca 2020

262-263 || Dzidzia

Czwartek, 09:13

Hej! 
Wczoraj się nie odzywałam, bo tak jak Wam zapowiadałam byłam u koleżanki i jej córeczki. Wyszłam z domu o 8:30, u niej byłam o 12 (mieszka poza miastem) spędziłam tam cały dzień z Małą. N. ma teraz siedem miesięcy, bardzo radosne dziecko. Bawiłam się z nią, pilnowałam, kołysałam i takie tam. Myślałam, że tknie mnie jakiś instynkt macierzyński (chociaż według badań coś takiego nie istnieje), ale raczej nie. O ile Mała była fajna, o tyle jeden dzień spędzony z małym dzieckiem wystarczy mi na długi czas. Była też z nami druga koleżanka (ogromna zwolenniczka dzieci, skończona pedagogika, praca w krainach zabaw i takie tam) i po całym dniu spędzonym z N. powiedziała, że chyba nigdy nie będzie miała własnych. Dziewczyny, dzisiaj jestem wykończona. Wstałam o 7, ogarnęłam się, ogarnęłam mieszkanie, zjadłam śniadanie i najchętniej położyłabym się jeszcze spać. Nie wiem czy to opieka nad dzieckiem mnie tak wykończyła, czy po prostu tyle godzin spędzonych w busie, ale dosłownie padam. Wyszłam od koleżanki o 6:30, a do domu dojechałam dopiero po 9.
Myślę, że teraz pouczę się trochę, bo zostało mi do przerobienia dosłownie jedno zagadnienie na egzamin i włączę sobie jakiś film. Koło 12 wychodzę do babci, bo obiecałam, że zrobię jej dzisiaj obiad. 
Bilansu ze wczoraj nie piszę, bo nie jadłam nic fajnego. Jak to u znajomych wpadło trochę chipsów (ale i tak mało), była jakaś tortilla i mhh właściwie tyle zjadłam. Z pewnością nie przekroczyłam 1500 kcal, ale dla mnie jest także ważne co jem, a wczoraj dobrze nie było. 

Pa <3 

wtorek, 14 lipca 2020

259-261 || Prezencik

Wtorek, 09:36

Cześć! 
Nie odzywałam się przez dwa dni, ponieważ nic się ważnego nie działo. Jestem w wirze nauki i pracy, co więcej skończyłam z wolnymi wieczorami i będę tylko robić jakiś rest day w niedzielę. Wcześniej miałam tak, że cały dzień pracowałam/uczyłam się i wieczór od 18-19 już miałam wolne, ale teraz nie mam na to czasu, za dużo rzeczy do zrobienia. Przynajmniej dzięki temu śpię jak dziecko. 
Niedziela minęła mi bardzo dobrze, zgodnie z postanowieniem, to jest dzień, w którym mogę zjeść coś czego na co dzień nie jadam. Ja postawiłam na pyszne śniadanie - jajecznica na maśle (nie jem masła) oraz bułka z dodatkami (nie jem chleba, zamiast niego wafle ryżowe, chrupkie pieczywo). Zjadłam też domowe cynamonki. To że nie jem masła, chleba czy kilku innych rzeczy to nowe postanowienia mojej diety, myślę że jakoś na dniach je tutaj zamieszczę. 
Wczoraj oczywiście się uczyłam i byłam kupić prezent dla dziecka mojej koleżanki, ponieważ jutro do nich jadę w odwiedziny. Na początku podchodziłam do tego spotkania negatywnie (niechęć do dzieci), ale teraz w sumie się cieszę. Kupiłam małej kilka rzeczy- kocyk, kilka zabawek, butelkę, książeczkę. To wszystko schowałam do pudełka wyłożonego serpentyną z bibuły.  Całość przewiązałam jeszcze wstążką. Podoba mi się efekt końcowy :) 



Teraz zmykam do nauki, logika nagle zaczęła być dla mnie przyjemnością, zwłaszcza jeśli przyrównać ją do pracy. 

sobota, 11 lipca 2020

258 || Zakupy

Sobota, 21:37

Hejka :) Jak tam u Was? Zaraz sama sprawdzę :) Miałam w planie dzisiaj pracę, ale jednak wyszło inaczej. Stwierdziłam, że teraz przed egzaminem trzeba pocisnąć, aby potem w 100% móc się skupić na pracy. 

BILNAS: 
śniadanie : serek wiejski z pomidorem (KOCHAM!), 2x maca z serkiem
obiad: sałatka "ta sama co zwykle" z makaronem 
podwieczorek: brzoskwinia, mała miseczka arbuza
kolacja: 2x wafel ryżowy, 2x plaster wege szynki, twaróg president (100gr) z warzywami 

Skoczyłam dzisiaj dokupić kilka rzeczy do biedronki, więc jak zawsze dodaje zdjęcie. 


Ostatnio Wam wspominałam, że przez 6 dni w tygodniu chce jeść zdrowo, a w niedziele pozwalać sobie na jakiś "grzech", po prostu żeby zachować jakiś zdrowy rozsądek. Znam siebie, jakbym nie jadła niczego niezdrowego to miałabym szybko napad. Jutro będzie to po prostu pyszne śniadanie <3 

piątek, 10 lipca 2020

257 || Upał

Piątek, 21:17

Cześć! Ale był dzisiaj upał. Ja na szczęście jestem osobą, która uwielbia każdą porę roku i każdą pogodę, więc nawet takie temperatury mi nie straszne :) 
Wstałam dzisiaj koło 7, ogarnęłam się i usiadłam do nauki, dalej męczę logikę. Po 12 wyszłam z domu i spotkałam się z Kasią. Najpierw pojechałyśmy załatwić jedną rzecz w galerii, potem u jubilera i w końcu usiadłyśmy nad Wisłą. Do domu wróciłam koło 18, miałam się jeszcze spotkać z jedną koleżanką, ale buty tak mnie obtarły, że nadal ledwo chodzę, także wykorzystałam ten czas na sprzątanie. Udało mi się zrobić ponad 16 tysięcy kroków, więc jak na mnie super wynik. 

BILANS: 
śniadanie: serek wiejski z pomidorem, 2x maca
obiad: sałatka z kaszą bulgur 
podwieczorek: 4 krakersy, garść winogron 
kolacja: pizza na spodzie z tortilli 

Macie jakieś fajne pomysły jak można wykorzystać tortille? Póki co zapakowałam niewykorzystane placki w reklamówkę i mam nadzieję, że trochę wytrzyma. W necie znalazłam sposób żeby zamrozić, ale nadal nie mam zamrażalki. 

Sporym minusem dzisiejszego dnia jest to, że w ogóle nie pracowałam. Ostatnio narobiłam sobie trochę zaległości, więc jutro obowiązkowo muszę do tego przysiąść. Tymczasem lecę jeszcze chwilę się pouczyć :) 

czwartek, 9 lipca 2020

256 || Pizza light

Czwartek, 21:11

Hejka! 
Dzisiaj caluteńki dzień spędziłam w domu, w planie miałam udanie się nad Wisłę z Kasią, ale pogoda nie dopisała i przełożyłyśmy to na jutro. Nie ma jednak nic straconego, dobrze wykorzystałam czas. Przerobiłam dużo materiału na egzamin z logiki (w końcu zaczynam coś rozumieć!) i pracowałam. Teraz siedzę z peelingiem enzymatycznym na buzi, zaraz lecę zmyć i jeszcze chwilę popracuje w łóżku. 

BILANS: 
śniadanie: bułka z twarożkiem, pomidor
II śniadanie: hummus z macą (chrupkie pieczywo), 4 pomidorki koktajlowe, winogrono
obiad: sałatka z kaszą gryczaną (czyli normalna sałata "ta co zwykle" + dorzuciłam kaszy gryczanej)
podwieczorek: mini banan 
kolacja: pizza light na spodzie z tortilli 


 

Pierwszy raz zrobiłam dzisiaj pizze z tortilli i wyszła pyyyszna! Potrzebujemy jedynie placek tortilli i dowolne składniki. Ja użyłam koncentratu pomidorowego, kukurydzy, trójkolorowej papryki, mozarelli i fety. Włożyłam do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na jakieś 12-15 minut. Palce lizać! Może nie jest to jakaś super zdrowa kolacja, ale myślę, że i tak lepsza niż tradycyjna pizza :) Moja wersja miała około 420 kalorii. 

Miłej nocki!

środa, 8 lipca 2020

255 || Zakupy

Środa, 21:45 

Wczoraj wieczorem wyszłam na to kino plenerowe z koleżanką i okazało się, że jest odwołane, duża szkoda, bo się nastawiłam. Odbędzie się dopiero pod koniec sierpnia, więc trochę sobie poczekam. Dzisiaj byłam u babci, na zakupach spożywczych, w rosmmanie i trochę pracowałam. A i musze się Wam pochwalić! U babci nie tknęłam nic zakazanego, żadnych słodyczy ani chipsów, co jest dla mnie nowością, bo zawsze jak tam byłam pozwalałam sobie na jakiegoś cukierka. Jednak tak jak Wam ostatnio pisałam teraz będę robić tak, że na coś niezdrowego będę sobie pozwalać tylko raz w tygodniu, w niedzielę. Nie będzie to cheat day typu 10 tysięcy kalorii, a zwykły baton czy trochę popcornu. 

BILANS:
 śniadanie - 2x maca z twarożkiem presidentem, jajko, pomidor 
II śniadanie - kromka chleba z serkiem topionym, pomidor,
obiad - spaghetti 
podwieczorek - dojadłam spaghetti z obiadu
kolacja - bułka z serkiem/szynką wege, pomidor
w między czasie brzoskwinia 


Zakupy na najbliższe dni. Zamierzam zrobić dietetyczną pizze na tortilli, oczywiście codzienne sałatki, kasze z tofu wędzonym, serek wiejski z pomidorkami :) I kolejnym celem jest ograniczenie pieczywa, koniecznieee bo ostatnio za bardzo polubiłam kanapki. 


Obejrzę odcinek serialu i kładę się spać :) Dobranoc! 

wtorek, 7 lipca 2020

253-254 || "Mamusia"

Wtorek, 11:58



Ostatnia notka (jak dla mnie) była tak ładna i pozytywna, że nie chciałam jej psuć, ale już dzisiaj muszę ponarzekać. Nie będę Wam ściemniać, ale ostatnio serio kiepsko się trzymam. Niby próbuje, staram się, ale codziennie dobijają mnie myśli o matce i jakby nie było niepewnej przyszłości. Bardzo się boję, że wróci do domu (teraz mieszka z babcią, bo się nią opiekuje), ja po prostu nie chce z nią już mieszkać, mam dość nawet po spędzeniu z nią kilku minut. Ciągle do mnie przychodzi bez zapowiedzi albo dzwoni do mnie mówi, że nie przyjdzie po czym i tak się zjawia. Ostatnio tak było gdy przyszła do mnie koleżanka. I wiecie co mi Kamila powiedziała po jej wyjściu, cytuje: "Masakra. Jakim ona w ogóle tonem do Ciebie mówi". Nawet przy niej na wszystko narzekała i wydawała mi rozkazy jak psu. Dzień w dzień odkurzam, ścieram kurze, myje podłogi itd., a ona i tak przyjdzie i mi powie, że coś jest źle i nie tak jak powinno być. Nie mogę nawet zadecydować gdzie będzie leżeć jedzenie dla kota, bo ta wie lepiej, broń boże jak dam jakieś swoje rzeczy do innego pokoju, od razu robi mi awanturę. 
Zbieram kasę na wyprowadzkę, ale same wiecie, że to nie takie łatwe. Muszę o wszystkim pomyśleć żeby potem czasami nie wrócić do niej z podkulonym ogonem. Jedno jest pewne, takiej motywacji do zmiany życia jeszcze nigdy nie miałam. 

Okej, kończę juz temat "mamusi", bo znowu mnie dobija i ostatnio jest jej tutaj zdecydowanie zbyt dużo. Ja wstałam dzisiaj dopiero koło 9, posprzątałam już mieszkanie, wypiłam kawkę i siadam do nauki. Planuje dzisiaj przerobić jedno zagadnienie na egzamin z logiki, jedno zagadnienie na egzamin z prawa konstytucyjnego, a popołudniu będę pracować. Po 20 umówiłam się z koleżanką i idziemy na "Kino pod chmurką". Nie mogę się doczekać! Mam nadzieję, że będzie świetnie, mimo że pogoda dzisiaj nie dopisuje :)  

Dietka:
Wpadłam na pomysł, że będę jadła super zdrowo przez 6 dni w tygodniu, a w jeden dzień pozwolę sobie na coś słodkiego czy mniej zdrowego. Ostatnio zdecydowanie zbyt często sobie pozwalam na różne odstępstwa, więc mam nadzieję, że to utrzyma mnie w ryzach. 


niedziela, 5 lipca 2020

251-252 || Miły weekend

Niedziela, 11:55

Cześć! Wczoraj miałam bardzo udany dzień. Do południa oczywiście sprzątanie, potem usiadłam do nauki, a koło 18 wpadła Kamila i urządziłyśmy sobie babski wieczór. Ładnie ozdobiłyśmy mój balkon girlandą z cotton ballsów, przygotowałyśmy przekąski i obejrzałyśmy dwa filmy. 

BILANS ze wczoraj: 
śniadanie: 2x chleb z wege szynką, serek wiejski z pomidorem
obiad: kasza bulgur z tofu, kukurydzą pomidorkami 
kolacja: po trochu wszystkiego ze zdjęcia - sałatka, chipsy, serek, owoce, hummus z krakersami, 4 drinki martini z energetykiem 
(wydaje się jakbym się nażarła, ale objętościowo nie było tego dużo)


Myślę, że ślicznie nam to wyszło :) 

Dzisiaj spałam niemal do 9, bo w końcu jest niedziela. Teraz idę zrobić kawę, rozsiadam się na balkonie i będę pracować, bo mam kilka rzeczy do nadrobienia. O 20 jest bardzo ciekawy webinar dotyczący spełniania swoich celów i zamierzeń, więc z pewnością będę uczestniczyć :) Zapisałam się na całą sesje takich spotkań, bo stwierdziłam, że jak jest za darmo to skorzystam. 

Miłej niedzieli :) Odpoczywajcie, pogoda jest świetna! 

piątek, 3 lipca 2020

250 || Po prostu piątek

Piątek, 23:11

BILANS: 
śniadanie: 2 kromki chleba z hummusem, serek wiejski z pomidorem
obiad: sałatka (sałata, kukurydza, ogórek, pomidor, tortellini, feta), 2x wafel ryżowy
koło 17: trochę camemberta, kilka krakersów z hummusem, pomidorków koktajlowych 
+  brzoskwinia między posiłkami 

Dzisiaj tylko dodaje bilans na szybko i idę spać. Wstałam koło 8, jak zwykle sprzątałam mieszkanie, posiedziałam trochę przy laptopie i udało mi się skończyć całą materię ćwiczeniową z logiki. Muszę jeszcze nad tym dużo posiedzieć, bo wielu rzeczy nadal nie rozumiem. Koło 16 wpadła Gabi, miałam nadzieję, że uda nam się gdzieś wyjść, ale padało. Posiedziałyśmy więc na balkonie, pogadały i obejrzały dwa filmy. 
Jutro ma być ładna pogoda, więc może uda mi się gdzieś wyskoczyć i poopalać, ale zobaczymy jak to będzie. Ostatnio mam wyrzuty, bo nie uczę się ani nie pracuje tyle ile bym chciała. Z drugiej strony chce też pobyć trochę ze znajomymi.  

czwartek, 2 lipca 2020

Cry, baby

Czwartek, 20:11

Znowu płaczę przez matkę, znowu zepsuła mi dzień i sprawiła, że czuję się śmieciem, jak zwykła mnie nazywać kiedy byłam dzieckiem. Jakieś dwa tygodnie temu postanowiłam, że muszę się wyprowadzić jak tylko uda mi się oszczędzić więcej pieniędzy, dzisiaj kolejny raz się w tym utwierdziłam. Teraz mieszkam sama, ale w mieszkaniu matki przez co mam tyle wolności ile pies na łańcuchu. Dzisiaj matka znowu mnie "odwiedziła" i od progu usłyszałam pretensje i narzekania na mnie. Na każdym kroku daje mi odczuć jaka jestem beznadziejna, cokolwiek nie zrobię czy powiem to zawsze jest źle. Nigdy się nie dogadywałyśmy, ale ostatnio jest wyjątkowo fatalnie, przez co ja też jestem w okropnym stanie psychicznym. Ostatnio gdy widziałam się z babcią nawet ona mi powiedziała, że ma już dosyć mieszkania z matką (w sensie swoją córką), bo jedynie co robi to krzyczy i mówi, że wszystko jest źle. Żal mi było babci, bo powiedziała, że jest jest przykro przez to jak matka ją traktuje. Przez wiele lat myślałam, że to ja jestem problemem, że ze mną jest coś nie tak, ale coraz częściej dochodzę do wniosku, że głównym winowajcom jest matka. Gdybym znała osobę, która jest w podobnej sytuacji do mojej to byłoby mi jej bardzo żal. Jestem naprawdę bardzo zmotywowaną i pozytywną osobą, ale ostatnio jest mi tak ciężko się podnieść. Dzisiaj po raz pierwszy od wielu lat znowu zaczęłam mieć bardzo głupie myśli, o których nawet nie chce tutaj pisać. 

Wiem, że moje wpisy z ostatnich kilku dni są okropne, bo tylko narzekam, ale dziewczyny nie mam nikogo na tyle zaufanego, aby móc się wygadać. Poza tym to mój pamiętnik, więc gdzie jak nie tutaj. Jestem zmęczona płaczem, dawno nie czułam się tak słaba jak teraz. Słaba psychicznie i fizycznie. 

248-249 || Forum przestrzenie

Czwartek, 11:59

Cześć!
Dzisiaj jakoś cieżko jest mi się zebrać do czegokolwiek. Wydaje mi się, że to przez pogodę, chociaż nigdy nie miała na mnie dużego wpływu. Piję właśnie kawkę i myślę, że zaraz stanę na nogi. 
Wczoraj rano wysprzątałam mieszkanie, potem usiadłam do nauki i po południu spotkałam się z Kamilą. Poszłyśmy do Forum Przestrzenie, uwielbiam to miejsce, jest zaraz przy Wiśle, można wziąć sobie leżaczek i odpoczywać popijając piwko, a wieczorem robi się bardzo nastrojowo z tymi wiszącymi lampeczkami. Wstawię Wam jakieś zdjęcie z neta abyście mogły poczuć ten klimat :) 





Zaraz po drugiej stronie Wisły jest Wawel, więc piękne widoczki. 


Jedyne na co mogę narzekać to, to że komary prawie mnie zjadły, ale to już tam trudno. Teraz właśnie przeglądam oferty "kina plenerowego", bo to jedne z moich ulubionych wydarzeń, więc jestem pewna, że wybiorę się na kilkanaście filmów :)

Dzisiaj byłam też na zakupach w Biedronce, kończę pisać post i siadam do nauki. Przez resztę dnia zamierzam pracować.