wtorek, 31 grudnia 2019

64 || Postanowienia Noworoczne!


  1. Schudnąć i osiągnąć wagę 56 kilogramów. 
  2. Zmienić nawyki żywieniowe. Unikać wszelkich szkodliwych produktów, takich jak: żelki, chipsy, słodycze, pieczywo, mąką itd. Wybierać lepsze jakościowo jedzenie i próbować nowych rzeczy. 
  3. Chodzić na siłownie tak często jak to możliwe. Chciałabym trzy razy w tygodniu. 
  4. Medytować. 
  5. Prowadzić regularnie tego bloga. Dodawać nie tylko wpisy "co u mnie", ale także bardziej merytoryczne. 
  6. Dbać o swój wygląd. Zawsze mieć wymalowane paznokcie, robić maseczki, peelingi, maski na włosy - regularnie. 
  7. Wyglądać dobrze nawet jak siedzę w domu, mam już dosyć dresów i legginsów! Chce się ubierać tak jakbym zaraz miała gdzieś wyjść i wykorzystywać w pełni zasoby mojej garderoby. 
  8. Skończyć jeden kierunek studiów - stosunki międzynarodowe. 
  9. Obronić licencjat. 
  10. Prywatne
  11. Przepisać się na studia dzienne z drugiego kierunku. 
  12. Prywatne
  13. Zrobić certyfikat językowy z angielskiego lub hiszpańskiego. 
  14. Wyrobić nawyk wczesnego wstawania. 
  15. Prywatne
  16. Czytać 30 minut przed snem. 
  17. Dołączyć do organizacji studenckiej. 
  18. Wyjechać samej na kilka dni. 
  19. Zrobić mały tatuaż, który znaczy wiele (ewentualnie kupić sobie bransoletkę z tym symbolem).
  20. Prywatne
  21. Regularnie pisać książkę, w ramach hobby. 
  22. Uczyć się regularnie. 
  23. Prywatne
  24. Spotkać internetową przyjaciółkę, czyli jedną z Was! 

24 postanowienia, to znacznie więcej niż miałam kiedykolwiek. Ale tak jak zawsze mówię, lepiej zrobić połowę z wielu rzeczy niż połowę zaledwie z kilku. Czuję, że ten rok będzie dla mnie dobry, przełomowy. Tak jak widzicie, niektóre rzeczy zapisałam jako prywatne, bo po prostu nie chce ich tutaj zapisywać, ale postanowiłam sobie, że jeżeli je zrealizuje, to Wam o tym napiszę. Żeby sukcesywnie realizować wszystkie cele postanowiłam pok koniec każdego miesiąca robić podsumowanie, wydaje mi się, że to dobry pomysł. 

Moje Kochane! W nowym roku życzę Nam samych najlepszych rzeczy, bo wszystkie na to zasługujemy. Jestem z nas dumna, pomimo że rok był ciężki, nie wszystko nam wychodziło, to jestem pewna, że w 2020 roku wrócimy lepsze, silniejsze i że to po prostu będzie NASZ ROK. Pełen sukcesów, samozadowolenia, i spełnionych marzeń! Jeszcze raz, wszystkiego co najlepsze w 2020 roku! 

61-63 || horrible feeling

Wtorek, 11:18


"Ci, którzy są wystarczająco szaleni, by myśleć, że są w stanie zmienić świat, są tymi, którzy go zmieniają"


W ostatnim poście pisałam, że już wszystko jest okej, że się układa, ale wczoraj i dzisiaj znowu mam parszywy humor. Nie podoba mi się jak w ostatnim czasie jestem traktowana przez moją rodzinę i chyba w tym tkwi problem. Mój brat przyjechał do domu na ponad trzy tygodnie i zajął się babcią jedynie dwa razy! Bo mama cały czas mówiła, że oczywiście on musi sobie odpocząć, jemu trzeba obiad ugotować, zakupy zrobić itd. Ktoś ostatnio pytał ile on ma lat - 19, ale jakbyście zobaczyli jak jest traktowane to pewnie pomyślelibyście, że jakieś 10 albo nawet mniej. Michał, mój brat, jest sportowcem, jedyną rzeczą jaką miał na głowie przez ten czas kiedy wrócił do Krakowa (bo normalnie mieszka w innym mieście) było robienie treningów, serio, tylko tyle. Ja tymczasem mam na głowie dwa kierunki studiów, licencjat, opiekę nad babcią i od jakiegoś czasu mieszkam sama, więc wszystkie obowiązki domowe spadły na mnie. Ostatnio zostałam u babci na noc, oczywiście całą miałam nieprzespaną, bo moja babcia tak głośno oglądała telewizję, po wstaniu byłam dosłownie paaadnięta. Po południu do babci przyjechał mój brat ze swoją dziewczyną, nie myślcie, że po to, aby się nią zająć, chciał tylko zjeść rosół. Chciałam chwile z nimi posiedzieć, a tu babcia do mnie "idź umyj kibel, zmyj naczynia, zrób Magdzie (dziewczynie brata) herbaty i Michałowi podaj obiad". No i dziewczyny jak ja mam się czuć jak słyszę coś takiego? Jak sprzątaczka, kucharka, służąca i Kopciuszek w jednym. To tylko jedna sytuacja, na codzień słyszę dziesiątki podobnych "rozkazów". Babcia po wypadku bardzo się zmieniło i chodź trudno jest mi się przyznać przed samą sobą, a tym bardziej przed Wami, to ja po prostu już nie lubię spędzać z nią czasu. Jestem zła, że pomimo, że mam przerwę świąteczną muszę wstawać po 6 żeby przyjechać do babci i się nią zająć, jestem zła, że nie mogę się skupić na nauce, jestem zła, że nie trzymam diety, jestem zła, że mój brat pomimo braku obowiązków się nią nie zajmował i wszystko spadło na mnie. Oprócz tego mój brat ostatnio pojechał na weekend do Zakopanego, chyba tylko po to żeby odpocząć od odpoczynku, a ja i mama w tym czasie pojechałyśmy na zakupy. I kurwa oczywiście musiałam dźwigać zgrzewkę wody i inne rzeczy dla MOJEGO BRATA. Poza tym przez cały czas pobytu w Krakowie zawsze miał gotowy obiad, wyciskane soczki itd. a ja kurwa nie miałam nic poza obowiązkami. To nie jest prawda, że matka traktuje swoje dzieci w jednakowy sposób, a przynajmniej nie moja. Już kilka razy mówiłam mamie, że babci trzeba znaleźć opiekunkę, ale moja mama stale mówi, że babcia się "pozbiera", tylko że ja w to nie wierzę, powiem więcej jest coraz gorzej. Babcia przyzwyczaiła się, że ma opiekę przez całą dobę (mnie albo mamę) i teraz nas nawet do najprostszych rzeczy jak np. podanie telefonu czy pilota, który dosłownie leży parę centymetrów od niej. Kocham, babcię, ale od czasu jej wypadku zaniedbuje dosłownie KAŻDĄ dziedzinę swojego życia.
Teraz także siedzę u babci, od rana próbuje się trochę przespać, ale nic tego. Rano babcia upadła, ale wcześniej uwiesiła się na mnie, więc nic się jej nie stało, prędzej mi i moim plecom. Musiałam jednak zadzwonić do wujka, bo nie byłam w stanie jej sama podnieść. Straciłam godzinę. Potem standardowe zajęcia, gdy się w końcu położyłam to napisała mama żebym koniecznie jej kurwa wysłała jakieś dokumenty. Gdy to zrobiłam to znowu chciałam się położyć i słyszę dzwonek do drzwi, przyszli goście... I tak jest kurwa stale dziewczyny.

Dodam dwa posty, jeden po drugim, zaraz pojawią się postanowienia noworoczne. Sama nie wiem, czy chce żeby te narzekania ktoś przeczytał. 

piątek, 27 grudnia 2019

53-60 || Ciężkie dni minęły

Piątek, 17:39


Mam nadzieję, że nie piszę tego w złą godzinę, ale wydaje mi się, że te ciężkie dni są już za mną. Dużo poukładałam sobie w głowie, zrobiłam plan i wszystko rozpisałam. Zabrałam się nie tylko za sprawy związane ze studiami, ale także te dietowe. Czy się uda? Jeżeli ktoś nie wie o co chodzi to zapraszam do poprzedniego wpisu, ale odpowiadając na pytanie, nie wiem. Naprawdę, nie wiem. Będzie cieżko, czeka mnie masa wyrzeczeń, dużo zmęczenia, kawy i energetyków. Bardzo dużo rzeczy złożyło się ze sobą w czasie. Dwa kierunki studiów, sesja, licencjat, babcia, dieta, nowy rok..Obiecuje jednak, że dam z siebie 101%. Oczywiście o wszystkich planach dowiecie się z czasem. 
A jak święta? 
U mnie praktycznie ich nie było i mówię to szczerze. Jedynie zwykły obiad w Wigilię i po sprawię, ale cieszę się z tego, jakoś nie miałam w tym roku powodów do świętowania. Jeżeli chodzi o czas przed świętami to był kiepski, tyle mogę powiedzieć. W kilka dni zawaliłam dosyć sporo rzeczy, bo po prostu nie miałam siły, ale trudno, nie ma takiej rzeczy, której nie da się naprawić, prawda? Prawda!

Macie jakieś plany na Sylwestra? Ja nie obchodzę, olewam go w tym roku totalnie, jakoś nigdy za nim nie przepadałam. Oo.. ale wiem czym mogę się z Wami podzielić. Zawsze pod koniec roku uważałam, że ot tam co, nowy rok i tyle, że i tak się nic nie zmieni i ja zostanę taka sama i moje życie takie samo. A w tym roku nie wiem jak ani o co chodzi, ale po prostu czuję, że ten rok będzie wyjątkowy, przełomowy i w ogóle NAJJJJ. Nie pytajcie mnie skąd to wiem, bo nie umiem odpowiedzieć na to pytanie, po prostu to czuję! I nie ma to związku z moimi planami, po prostu wiem, że 2020 rok wspaniały, tak jakby niezależnie od mojego udziału.. nie wiem czy mnie rozumiecie? Oby to się sprawdziło! 

czwartek, 19 grudnia 2019

51-52 || Jestem w d****


Cześć! Tak jak w tytule, jestem dosłownie w d****. Kochane czytacie na własną odpowiedzialność, ten wpis nie będzie pozytywny, będzie zupełnie odwrotny, pełen narzekań i problemów, ale po prostu muszę się gdzieś wyżalić. 
Wczoraj posypały się wszystkie moje plany. Dosłownie, runęły jak domino, jedno po drugim. Ale od początku. Jakiś czas temu dostałam wiadomość od swojego promotora, że niestety objął nową funkcję i już nie może być moim promotorem, wskazał mi dwóch innych, do których powinnam się udać. Myślę sobie okej, bez problemu. Ze względu na to, że mam dwa kierunki studiów to nie wyobrażam sobie bronić się przed wakacjami, po prostu nie wyrobię.Wczoraj udałam się do potencjalnej promotorki i po pierwsze powiedziała mi, że okej przyjmie mnie na seminarium, ale musiałabym zmienić CAŁY TEMAT PRACY oraz oddać pracę do końca KWIETNIA i zdać WSZYSTKIE egzaminy w zerowych/pierwszych terminach. Podziękowałam jej i powiedziałam, że dla mnie, ze względu na drugi kierunek studiów, jest to niewykonalne. Także poszłam do drugiego promotora i ten drugi buc jeden, cham i prostak nawet na mnie nie spojrzał tylko powiedział, że mnie nie przyjmie na seminarium, bo nie przyjmuje osób „z zewnątrz”, kurde to skąd ja jestem? Normalnie jest promotorem osób na moim kierunku, a mnie nie chce przyjąć. Także jestem dosłownie w dupie, do wyboru miałam tylko dwóch promotorów, jeden ma mnie w dupie, więc muszę wrócić do babeczki dzisiaj.. Nie zrozumcie mnie źle, nie była jakaś złośliwa, po prostu idzie na urlop naukowy, więc obrony ma tylko przed wakacjami. Ja to rozumiem, ale miałam w planie część egzaminów z tego kierunku zostawić sobie na wrzesień plus napisać pracę przez wakacje, a w tej sytuacji musze wszystko zdać wcześniej i jeszcze napisać tę pracę. 
Ale to jeszcze nie koniec… 
Jak wiecie, po skończeniu tego kierunku, chce się przenieść na studia dzienne z drugiego. Żeby to zrobić muszę zdać CAŁĄ sesję w terminach zerowych/ pierwszych, czyli przed wakacjami. 
To nadal nie koniec.. 
Bo zdecydowałam się na program dzięki, któremu przeskoczę jeden rok studiów prawniczych, więc teraz w każdym semestrze muszę brać więcej przedmiotów, a tym samym mam więcej egzaminów, czyli więcej nauki. Jeżeli chodzi o to przeskoczenie roku studiów, to jeszcze wam o tym opowiem, w każdym razie jest to bardzo elitarna opcja, no i skończenie studiów prawniczych rok wcześniej super wyglądałoby w cv. 
Nadal nie wszystko..
W maju czeka mnie super ważny egzamin, do którego także przewiduje ogrom nauki.. 
Co oprócz tego?
Moja mama wyprowadziła się do babci, aby jej pomagać, więc zostałam sama. Okej, siebie bym jakoś ogarnęła, ale mój brat (cham numer 2) wrócił do domu na święta i serio nie robi dosłownie NIC! Przez KILKA dni go prosiłam żeby umył naczynia i posprzątał w kuchni (po sobie), to stale mi mówił, że potem i potem i co? Ja musiałam wstać dzisiaj wcześniej i posprzątać kuchnie, bo była w opłakanym stanie. 
I narzekania ciąg dalszy..
Od kilku dni wybieraliśmy się na zakupy, ale jemu się wiecznie nie chciało. Wczoraj specjalnie wyszłam wcześniej z uczelni i jadąc autobusem poprosiłam go żeby wyszedł z domu i razem pójdziemy na te zakupy (szkoda mi była czasu na wracanie do domu, chciałam iść od razu), to oczywiście nie, bo powiedział, że ona ma co jeść, bo oczywiście mamusia mu zrobiła i dała do pudełeczek. To ja mówię, „okej, ale że ja już nie mam nic do jedzenia”, a on mi odpowiada „Nie, nie. Mama zrobiła też dla ciebie, nie musimy iść na zakupy”. To sobie myśle spoko i prosto z uczelni pojechałam do domu. Wracam do domu i co? Okazało się, że dla mnie nic nie ma, wszystkie dania były dla niego, z mięsem, którego ja od lat nie jadam. Na dodatek ta kuchnia, którą miał posprzątać oczywiście posprzątana nie była. Wkurzyłam się na maksa, bo ja siedze na uczelni po 12 godzin, mało śpie, zapierdalam, a ten mnie jeszcze okłamuje przez co tracę czas, bo rzecz jasna musiałam znowu wyjść z domu i iść sama na te zakupy. Gówniarz jeden. I tutaj trzeba powiedzieć, że on już od dwóch tygodniu ma przerwę świąteczną i pełno wolnego czasu. 

Dziewczyny, jestem wykończona. O dziwo nie fizycznie, ale psychicznie. Ta cała sytuacji mnie przygniotła, nie mam siły na nic.. W ten weekend mam trzy kolokwia, ale nauczę się tylko na jedno, a resztę oleje. Pewnie łapiecie się za głowę hahah tak, to do mnie kompletnie nie podobne. Ale myślę, że przez to doskonale widać, że jest źle, bardzo źle. Trudno, wszystko można poprawić, więc zrobie to po świętach. Teraz po prostu potrzebuje przerwy i czasu na przemyślenie sobie wszystkiego i ułożenie w głowie, potrzebuje jakiegoś dobrego planu. Odezwę się dopiero w poniedziałek, mam nadzieję, że z gotowym planem na najbliższe miesiące. 
Kochane, trzymajcie za mnie kciuki, bo potrzebuje teraz dużo wsparcia…
Pisałam do jednej koleżanki, to mnie olała i nawet nie odpisała. Napisałam do drugiej, to powiedziała, że znajdzie dla mnie chwile o 21 w piątek.. Super, nie widziałysmy się kilka tygodni, a ta mi mówi, że ma  dla mnie chwile czasu o takiej godzinie, a mówiłam, że następnego dnia normalnie mam zajęcia. Dobrze, że mam K. Musze się jej trzymać, bo to jedyna wartościowa osoba, którą w życiu posiadam. Widzę się z nią w niedziele lub poniedziałek. Dam jej piękny prezent na święta, ale najpierw musze mieć czas żeby go kupić :) 

Tak jak napisałam, wracam do Was w poniedziałek, bo serio potrzebuje czasu na ułożenie najbliższych miesięcy.

Mirabella! Przeczytałam Twój komentarz, ale pozwól, że odpisze na niego w przyszłym tygodniu. Moje plany na przyszłość są bardzo rozbudowane i bardzo sprecyzowane, więc trochę mi to zajmie. Oczywiście chodzi mi o plany długofalowe, bo te na najbliższe miesiące są mocno wątpliwe. 

wtorek, 17 grudnia 2019

50 ||

Wtorek, 21:51


Haj :) 
Jak Wasz wtorek? Za chwilę lecę się przekonać, ale najpierw napisze co u mnie. 
Dzisiaj wstałam dosyć późno, bo o 6:15, przez co nie zdążyłam zjeść rano śniadania, ale jakoś tego nie odczułam. Najpierw miałam trzy zajęcia z jednego kierunku, w tym prezentację, która poszła mi całkiem dobrze. Potem umówiłam się z moim bratem i razem poszliśmy na moją druga uczelnie na wykład z prawa rzymskiego, bo brat chciał zobaczyć jak wyglądają takie zajęcia. Nie spodobało mu się hahah... szkoda, bo to mój ulubiony przedmiot! Wyszliśmy już po 30 minut i pojechaliśmy odebrać mamę z pracy, potem odwieźliśmy ją do babci, a sami wrócili do domu. Mieliśmy też w planie pójść dzisiaj na zakupy, ale żadnemu z nas się nie chciało, a lodówka świeci pustkami. Ja usiadłam do nauki koło 16 i o rany dziewczyny, tak mnie zmogło.. no jak nigdy, generalnie nie akceptuje spania w dzień, ale to normalnie była siła wyższa. Pospałam 2,5 h, czyli całe popołudnie zmarnowane. Teraz pouczę się jeszcze chwilę i też kładę się spać, bo nie chce jutro wstać późno. 


BILANS:
11:20 - 3x wafel ryżowy
13:40 - obwarzanek 
17:00 zupa krem z pieczarek, banan 
20:30 - makaron z sosem pomidorowym 

Zauważyłam, że ostatnio często pojawiają się komentarze odnośnie tego, co studiuje w jakim trybie itd. Wiem, że z moich wpisów ciężko się tego domyślić. A więc mam dwa kierunki. Jeden kierunek, studia dzienne, jestem na trzecim roku stosunków międzynarodowych ze specjalizacją z polityki. Drugi kierunek to prawo. Tutaj sprawa robi się bardziej skomplikowana. Nie mogłam iść na studia dzienne, bo zajęcia za bardzo mi się pokrywały. Dlatego zdecydowałam się na kompromis, czyli wtedy kiedy mogę, to chodzę na zajęcia w tygodniu,  na inne zajęcia (te które mi się pokrywały) chodzę zaocznie, w weekendy. Dlatego zazwyczaj jestem na uczelni siedem razy w tygodniu. 

Lecę sie uczyć kodeksu wyborczego :) 

poniedziałek, 16 grudnia 2019

44-49 || again and again

Poniedziałek, 09:47

Ostatnio nie mam czasu tutaj pisać, ochoty także nie mam, bo gdy tylko coś nie idzie zgodnie z moim planem to od razu jestem zirytowana. Kiedy robię dłuższą przerwę od pisania, to potem też nie wiem jak opisać ostatnie dni. 

Ostatnio dużo czasu spędzam u babci, potrzebuje stałej opieki, szczerze mówiąc myślałam, że to będzie prostsze, ale babcia jest bardzo absorbująca. Tutaj trzeba jej coś przynieść, tam podać, pogrzać, pomóc. Kiedy u niej jestem, to nie jestem w stanie nic ogarnąć z nauki, bo odrywam się po jakieś 100 razy, dosłownie. W piątek mój brat do niej poszedł, więc ja miałam czas dla siebie. Ale jak to w piątek 13 bywa, no cóż miałam pecha i sklerozę! Pojechałam na uczelnie żeby się pouczyć, ale zapomniałam ładowarek, konstytucji, jedzenia i notatek. Chyba nie muszę Wam mówić, że bez tego ani rusz? Dokładnie, miałam posiedzieć cały dzień, a byłam może 2 godzinki i udało mi się jeszcze iść skonsultować mój projekt, który muszę dzisiaj oddać. Na dodatek uciekły mi chyba wszystkie możliwe autobusy. Weekend szybko zleciał, mało się uczyłam. Dużo czasu zajął mi właśnie projekt i jakieś czynności domowe, aktualnie zostałam z tym sama, bo mama mieszka u babci. 
Zaczęłam także spisywać swoje postanowienia noworoczne. Niestety w tym roku nie będzie żadnego podsumowania tego, co mi wyszło, a co nie. Postanowienia spisałam na poprzednim blogu, a on jak wiecie został mi usunięty. Coś tam pamiętam, więc może dołącze to do jakiegoś wpisu. 
Co się zapowiada w tym tygodniu? 
Oddanie projektu z przedsiębiorczości, przedstawienie prezentacji z tego samego przedmiotu, kolokwium z doktryn politycznych, kolokwium z prawoznawstwa i kartkówka z prawa konstytucyjnego, a także muszę  napisać konspekt licencjatu i zebrać całą literaturę do końca tego tygodnia, bo przez święta musze napisać pierwszy rozdział. To jest już taki ostateczny deadline, pierwszy był wczoraj xd Eh ciężko mi ostatnio to wszystko ogarnąć. Wcześniej myślałam, że jest to kwestia organizacji (tego, że moja wciąż nie jest idealna), ale teraz dochodzę do wniosku, że po prostu jest tego za dużo. Moja jedna "mała" kartkówka z prawa konstytucyjnego obejmuje całą ustawę o referendum ogólnokrajowym, ustawę o inicjatywie obywatelskiej, a także cały kodeks wyborczy. Dla osób nieobeznanych w temacie powiem tyle, że sam kodeks ma prawie 500 artykułów, dodając pozostałe ustawy i artykuły z konstytucji tworzy się ogrooom materiału. Z pozostałymi przedmiotami jest gorzej, bo to kolokwia. Do tego dochodzą mi wszystkie przedmioty z drugiego kierunku i ten nieszczęsny licencjat. 
Okeeej, ponarzekałam sobie i już mi jest lepiej xd Na dzisiaj mam ambitne plany, od 12:00 do 18:30 mam przerwę na uczelni (to znaczy urywam się z zajęć) i idę w tym czasie do czytelni się pouczyć. Potem mam ćwiczenia do 20, jak wrócę to ogarnę mieszkanie, kąpiel i do spania, bo jutro znowu od rana na najwyższych obrotach. 

Uciekam do pracy, właśnie siedzę na wykładzie, ale boże.. nawet tego nie skomentuje xd

środa, 11 grudnia 2019

43 || Poor granny

Środa, 21:39


Wczoraj jednak zamiast sobie odpocząć, zabrałam się za robienie pierniczków. Pieczenie to pestka, ale potem ozdabianie tego wszystkie zajmuje dużo czasu. Ja położyłam się grubo po północy, ale za to wstałam o 9:30 i w końcu odespałam te wszystkie noce, w których spałam jedynie po kilka godzin. Po wstaniu z łóżka szybko się zebrałam, ogarnęłam swoje notatki z uczelni i o 11 wyszliśmy z bratem z domu. Odwiózł mnie do babci, a w drodze wstąpiliśmy jeszcze do księgarni. Kupiłam lekturę, którą muszę przeczytać na studia - zdobyłam chyba ostatni egzemplarz w całym Krakowie, serio. Tak to jest, jak jakieś 700 osób z kierunku musi przeczytać tę samą książkę. U babci byłam przed 12 i o rany dziewczyny.. Babcia wyszła wczoraj ze szpitala, ale nie jest z nią dobrze, niestety. Ma problem z najprostszymi ruchami. Dzisiaj żeby nie tracić czasu wzięłam sobie do niej pełno notatek, a udało mi się jedynie poprawić konspekt na gry strategiczne, napisać prezentację z przedsiębiorczości i przerobić kilka stron kodeksu wyborczego. Babcia była wyjątkowo absorbująca i odrywałam się od nauki jakieś 100, ale no cóż, grunt, że z nami jest. Mama odwiozła mnie do domu dopiero po 19, posiedziałam jeszcze nad kodeksem wyborczym, zjadłam coś i już leżę w łóżku, dzisiaj z pewnością uda mi się wcześniej położyć :)

Dzisiaj diety nie trzymałam! Wpadło wszystko, co złe. Chipsy, słodycze i nawet fast-food. Co prawda wszystko w ilościach piórkowych, no ale jednak to zakazane jedzenie, więc jestem na siebie trochę zła. Ale jak siedziałam u babci to tutaj trochę chipsów podjadłam, tam cukiereczek, a potem zrobiłam nam jeszcze zapiekanki na obiad.
Jutro będzie już super pod względem jedzenia :)
Lecę spać! 

wtorek, 10 grudnia 2019

#37-42 Bardzo intensywne dni

Wtorek, 14:12

Hej Kochane,
Dzisiejszy wpis będzie napisany w częściach, więc może być troszkę nieskładny. 


Czwartek i piątek
Nauka, nauka i jeszcze raz nauka. Uczyłam się od samego rana do późnego wieczora, jedyną przerwę jaka sobie zrobiłam w ciągu tych dwóch dni, to ta na odwiedziny u babci w szpitalu.

Sobota
Weekend zaczął się od kartkówki z prawa rzymskiego, poszła mi średnio. Z poprzedniego kolokwium dostałam 100%. Potem miałam zajęcia przez resztę dnia, w przerwie poszłam do kawiarni żeby się pouczyć.

Niedziela
Drugi dzień weekendu zaczęłam także od kolokwium, są już wyniki i dostałam 100%. Na zajęciach z doktryn politycznych składałam projekt, mi efekt końcowy bardzo się podobał, więc mam nadzieję, że prowadząca będzie tego samego zdania. Wróciłam do domku koło 16, więc jak na mnie bardzo wcześnie i usiadałam do kończenia analizy przedsiębiorstwa, zrobiłam też prezentację, bo następnego dnia miałam ją przedstawiać. Po raz kolejny nie pospałam więcej niż pięć godzin.

Poniedziałek
Prezentacja poszła okropnie! Ja uwielbiam wystąpienia publiczne, ale pani zrobiła nam świństwo. Umawialiśmy się, że będzie 10 minut na prezentację, a na zajęciach skróciła do 5 i mówiła, że musimy zacząć się dostosowywać do ciężkich warunków. Bardzo się zestresowałam, powiedziałam jakąś 1/5 prezentacji! Na szczęście można jej dosłać gotowy konspekt wypowiedzi, bo inaczej bardzo bym się wkurzyła. Siedziałam nad tym wiele, wiele godzin, miałam opracowany każdy współczynnik, a tutaj takie coś. Zajęcia miałam od 8 do 16:30, po nich poszłam jeszcze do czytelni i siedziałam w niej do zamknięcia, czyli 20. W domu musiałam skończyć arkusz kalkulacyjny na przedsiębiorczość i zeszło mi do 1, a pobudka jak zwykle chwilę po 6. 

Wtorek, czyli dziś 
Rzadko to mówię, ale dzisiaj muszę. Jestem wykończona. Wypiłam mocną kawę, energetyka i nawet zjadłam batona, ale oczy nadal mi się kleją. Kupiłam sobie jeszcze jednego energetyka, więc może on postawi mnie na nogi. Dzisiaj mam zajęcia 8-18, odpuszczam sobie dzisiaj naukę w czytelni po zajęciach, bo wiem, że i tak nie będę w stanie się niczego nauczyć. Będę w domu o 19 i chciałam jakoś dobrze wykorzystać ten czas i upiec pierniczki, ale jednak stawiam na sen. Plan jest takie - 20 godzina idę lulu! 

Przepraszam za taki wpis łączony, ale dzięki temu wiecie dlaczego mnie nie było, po prostu nie miałam czasu. Przez ostatni tydzień spałam średnio po 5 godzin, a to jak dla mnie zdecydowanie za mało. Zdecydowanie! Jutro się wyśpię, a jednocześnie nie planuje wstawać późno. 
Jeżeli chodzi o dietę to idzie mi dobrze, co prawda wpadło trochę słodyczy, ale bilans i tak za każdym razem był baaardzo niski. Nie miałam czasu jeść. 

Od jutra wpisy będę już normalne! buźka! 

środa, 4 grudnia 2019

#36 Work in silence, let the effects make noise

Środa, 19:43


Haj Kochani! :) 
Dzisiaj nie miałam zajęć, ale to nie znaczy, że mogłam odpocząć, niestety. Pobudka o 6, szybko się zebrałam i już o 8 siedziałam w czytelni pracując nad projektem i czekając na dziewczyny, z którymi robię tę pracę. I serio, muszę być bardziej stanowcza. Nie dość, że przyjechałam 1,5h przed umówionym spotkaniem i już pracowałam, to jeszcze jedna z nich się spóźniła ponad 20 minut i oczywiście wyszła po niecałej godzinie, bo się umówiła. Dla mnie to straszne chamstwo, nie szanowanie czasu innych ludzi, no i bądźmy szczerzy - lenistwo. Z uczelni wyszłam przed 12 i pojechałam do babci do szpitala, bo dzisiaj ma imieniny. Wcześniej wstąpiłam jeszcze do pepco i biedronki żeby kupić jej prezent :) Mam wyrzuty, że przez ostatnie dni mnie u niej nie było, mimo że szpital jest naprzeciwko mojego bloku. Niestety, odwiedziny tylko do 17, a ja przeważnie o tej godzinie jestem jeszcze na uczelni. Posiedziałam u babci godzinkę i o 14 byłam już w domu. Zjadłam coś i jak usiadałam do nauki tak siedzę do teraz i końca nie widać. Liczyłam na to, że dzisiaj położę się wcześniej spać, bo spałam tylko pięć godzin, ale nic z tego. 

BILANS:
6:20 - 3x wasa, wiedeńska kiełbaska wegańska 
14:10 - kasza, tofu, warzywa na patelnię 
17:00- 4 biszkopty, 4 mandarynki
i teraz idę zrobić sobie ostatni posiłek 


Kolejny dzień, kolejne zdjęcie z czytelni :) Miałam dzisiaj piec pierniczki, ale niestety muszę to przełożyć na bliżej nieokreślony czas. Mam za dużo projektów i nauki, więc przyjemności muszą poczekać. W ostatnich dniach często wspominam okres kiedy studiowałam tylko jeden kierunek studiów, mogłam wtedy zażyć takiego prawdziwego, studenckiego życia. U mnie było dosyć spokojnie, ale właśnie to teraz najbardziej doceniam, spokój. Żadnego pośpiechu, biegu.. Mogłam oglądać seriale, filmy, na napisanie/oddanie prac miała masę czasu, wychodziłam ze znajomymi, chodziłam na siłownie... ehh.. trochę za tym tęsknie. Ale teraz w końcu spełniam marzenia, jest cieżko, ale kiedyś słyszałam, że jak jest za łatwo to znaczy, że nie robimy w swoim życiu nic innowacyjnego. Także idę do przodu! 


#35 Jak koń po westernie

Wtorek, 23:49


Dzisiaj dodaje wpis na szybko i uciekam spać, bo jestem dosyć zmęczona. 
Odwołali mi dzisiaj pierwsze dwa zajęcia, więc wstałam dopiero o 8:30. Zjadłam na spokojnie śniadanie, ogarnęłam się pobawiłam z kotem, przed wyjście udało mi się także posiedzieć chwilkę nad projektem z doktryn politycznych. Pierwsze zajęcia miałam od 11:30 do 13, potem pojechałam na drugą uczelnię na wykład, który skończył się o 15:30. Dzisiaj dla odmiany, zamiast do czytelni, poszłam do kawiarni, aby się pouczyć. Wypiłam pyszne cappuccino na mleku sojowym, uwielbiam kawę z ekspresu, szkoda, że nie mam w domu. Posiedziałam tam jednak tylko 40 minuty, bo musiałam uciekać na konwersatorium z drugiego kierunku. Po zajęciach pojechałam jeszcze raz na UJ, bo organizowana była prelekcja, w której bardzo chciałam uczestniczyć - "Czy istnieje zbrodnia doskonała". Akurat omawialiśmy temat zagadki kryminalnej, którą bardzo dobrze znam z podcastów, więc nie dowiedziałam się niczego nowego, ale i tak cieszę się, że poszłam. Z uczelni wyszłam przed 20, w drodze powrotnej wstąpiłam jeszcze do biedronki, w planie były też zakupy w pepco, ale niestety zamknęli mi przed nosem. Do domu weszłam przed 21 i od tej pory zasuwam jak mały samochodzik. Zjadłam, wykąpałam się, przygotowałam materiały na jutro, posprzątałam i skończyłam projekt z doktryn.. Piszę bilans i uciekam spać :) 

BILANS:
8:40 - 3x wasa, parówka sojowa, 2x mini papryczka
13:05 - jogurt sojowy, łyżka miodu, kilka truskawek i śliwek mrożonych
18:40  - 2x mandarynka, 4x żelki 
21:10- warzywa na patelnie, tofu, kasza 


W najbliższym czasie katedra prawa karnego organizuje jeszcze kilka podobnych wykładów i także mam zamiar się wybrać :) 


poniedziałek, 2 grudnia 2019

#34 Słowa ranią

Poniedziałek, 22:14

"Poświęcaj tyle czasu na ulepszanie siebie abyś nie miał go na krytykę innych"

Hejka :) Przeczytałam już co tam u Was, więc teraz mogę zabrać się do opisania swojego dnia. 
Pobudka o 6, ale mimo to bardzo się wyspałam. Szybko się zebrałam i punkt o 7 wyszłam z domu na autobus. Od 8 do 11 miałam zajęcia z jednego kierunku, jak zwykle musiałam się urwać  z części wykładu żeby zdążyć na ćwiczenia na drugiej uczelni. Zajęcia trwały do 13, kolejne miałam dopiero o 15, więc w przerwie skoczyłam na godzinkę do galerii krakowskiej i kupiłam prezenty na mikołajki, ozdoby do pierniczków i awokado, bo akurat jest promka w biedrze :) Kolejną godzinę spędziłam w bibliotece. Ćwiczenia z negocjacji skończyły się o 16:30, po nich poszłam jeszcze raz do biblioteki żeby się pouczyć i tak spędziłam czas do 19. W domu byłam koło 20, zjadłam, wykąpałam się,  ugotowałam posiłki na jutro, ogarnęłam mieszkanie, kota i tak się zrobiła 22, a ja pierwszy raz tego dnia mam chwilę dla siebie żeby odpocząć. 


BILANS:
6:10 - bułka z ziarnami, pasta sojowa, sałata, pół plasterka wegańskiego sera żółtego, pomidor
12:40 - jogurt sojowy, miód, maliny
16:30 - 3x mandarynka
20:20 - sałatka (sałata, pomidor, kukurydza, papryka, sos miodowo-musztardowy), wegańskie mięso (burger z bez deka mleka), trzy łyżki duszonych jarzyn; 4x mandarynka

+ świeżo wyciskany sok jabłkowy


Ozdoby do pierniczków, które dzisiaj kupiłam :) Planuje dokupić jeszcze jeden taki zestaw jak jest po lewej, pisaki w "normalnych" kolorach (te są pastelowe) oraz barwniki spożywcze. Pierwszą partę pierniczków mam zamiar upiec w już w środę!


Jedzenie na uczelnie, wydaje mi się, że wzięłam dużo, a mimo to byłam troszkę głodna. 
Jogurt sojowy z miodem i malinami, mandarynki i świeżo wyciskany sok z jabłek, oprócz tego litr wody.


Teraz uciekam spać! Buźka! Na wszystkie komentarze już odpisałam :) 

..............
Na dole jest trochę (bardzo dużo) narzekania, więc czytacie na własną odpowiedzialność. 
Cały dzień miałam wspaniały humor, wszystko szło po mojej myśli, byłam szczęśliwa, uśmiechnięta i pełna energii do czasu powrotu do domu. Moja matka wkurza mnie jak nikt inny na tym świecie. Dzisiaj np. powiedziałam, że musze jutro pójść do biedronki, bo jest promocja na energetyki, a ona spojrzała na mnie i powiedziała "od tego się tyje", ostatnio usłyszałam też od niej, że w ogóle nie widać efektów mojej diety. Użyję teraz słowa, którego nie używam niemal nigdy, bo jak dla mnie ma za mocny wydźwięk, ale normalnie NIENAWIDZĘ gdy ktoś, kto nic nie robi komentuje starania innych osób. Ja nie mam sobie nic do zarzucenia, studiuje, dietuje, mam swoje zainteresowania, plany, a moja matka zachowuje się czasami jak stara zgorzkniała baba. Nic tylko plotkuje przez telefon i obgaduje innych, a sama nie robi dosłownie nic, aleee.. oczywiście codziennie muszę wysłuchiwać ile ona nie zrobiła. Kompletnie tego nie rozumiem, ja też sprzątam, piorę, gotuje, chodzę na zakupy, a nie żale się jej codziennie na to, a ona, uwierzcie mi dziewczyny, użala się nad sobą każdego dnia. Boże, nigdy nie chce być jak ona. 

niedziela, 1 grudnia 2019

#33 1 dzień grudnia!

Niedziela, 20:58


"Deklaruje zwycięstwo"

Cześć Kochane! Jak Wam minął pierwszy dzień grudnia? U mnie było całkiem w porządku, bardzo się cieszę, że na yt w końcu pojawiły się vlogmasy. Mam wrażenie, że dzięki nim to całe czekanie na święta staje się bardziej magiczne :)

Ja wstałam dopiero o 9, rany ostatnio tak świetnie się wysypiam, że w ciągu dnia nawet nie potrzebuje kawy, coś niesamowitego. Jak zwykle ogarnęłam siebie, kota i dom i w końcu usiadłam do nauki. Udało mi się dzisiaj skończyć wszystkie notatki z rzymu, dopracować esej z rzymu i go wysłać, a także przerobiłam trochę ponad połowę materiału na kolokwium z prawoznawstwa, które mam w niedzielę. Oprócz tego posiedziałam chwilę z ciocią, bo do nas wpadła i zjadłyśmy pyszne ciasto, ugotowałam obiad, kolacje, zrobiłam sok, zrobiłam wszystkie posiłki na jutro, oglądałam Better caul Saul i jeszcze byłam godzinkę u babci w szpitalu.

Wypisywanie bilansu chyba sobie dzisiaj odpuszczę, musicie mi wybaczyć. Nie zjadłam jakoś super dużo, ale zrobiłam to czego naprawdę nienawidzę, czyli podjadałam. To tu, to tam i nawet sama nie wiem jak to teraz wypisać i w sumie nie jestem pewna ile i czego dokładnie zjadłam. Najgorzej! 

Ostatnio także dużo myślałam o tym, co napisałam u jednej z was na blogu. O tym, że prawdopodobnie nigdy nie znajdę się w takim miejscu, że wszystko będzie idealne. Bo zawsze jest tak, że jak super idzie mi dieta, to zawalam uczelnię. Jeżeli uczę się na jeden kierunek studiów, to zaniedbuje drugi. Jak siedzę w bibliotece to mam do siebie pretensję, bo w domu czeka na mnie bałagan i powinnam posprzątać. Zawsze to jest coś kosztem czegoś. Przez kilka ostatnich dni zastanawiałam się czy da się coś na to poradzić i doszłam do wniosku, że muszę zacząć od lepszej organizacji. Dlatego dzisiaj starałam sobie ułatwić sprawę, wiem dokładnie co zjem, o którem, mam gotowe posiłki. Wiem kiedy mam przerwę, spakowałam wszystkie notatki, wiem jaki zakres materiału muszę przerobić itp. Mam nadzieję, że będzie lepiej! 

sobota, 30 listopada 2019

#32

Sobota, 20:46


"Cheers to all the people working on their dream and not working for the weekend"

Haj Kochane :) 
Dzisiejszy dzień miałam już dużo lepszy niż ostatnie, więc bardzo się cieszę, czuję, że wracam na właściwą drogę. Pobudka o 8:30. Ogarnęłam siebie, kota, mieszkanie i po 10 usiadłam do nauki. Udało mi się jedynie poprawić esej z prawa rzymskiego i już musiałam wychodzić. Pojechałyśmy z mamą na zakupy, obskoczyłyśmy trzy sklepy, a ja jak zwykle dopiero w domu przypomniałam sobie o tabunie rzeczy, których zapomniałam kupić. Ale trudno, kupie w poniedziałek, nic się przecież nie stało. Tak jak pisałam, weszłyśmy na chwilę do domu, rozpakowałyśmy zakupy i od razu poszłyśmy do babci do szpitala, mam szczęście, bo szpital jest na przeciwko mojego bloku, więc bliziutko. Posiedziałyśmy u babci godzinkę i znowu wróciły do domu. Ja ugotowałam obiad, zjadłam i znowu usiadałam do nauki. Skończyłam poprawianie eseju z prawa rzymskiego, zrobiłam notatki na kolokwium, także z tego przedmiotu i troszkę posiedziałam nad materiałem na kolokwium z prawoznawstwa. Zjadłam kolację i zaraz uciekam zrobić maseczkę i wziąć kąpiel. 
Ten tydzień zapowiada się całkiem spokojnie. Mam tylko dwa kolokwia, projekt i prawdopodobnie wejściówkę, więc jest całkiem okej. Ostatnio spisałam sobie wszystkie zaliczenia, które czekają mnie w semestrze zimowym i wyszło okrągłe 20 (egzaminy plus kolokwia). Ta sesja nie powinna być taka zła, ale letnia.. to będzie pogrom, czekają mnie wszystkie egzaminy z rocznych przedmiotów. Ale oki, do sesji letniej jeszcze kawał czasu :) 

BILANS:
9:00- jogurt kokosowy, 2x wafel ryżowy, 2x pomarańcza
13:45- kasza gryczana z tofu, warzywami na patelnię i sosem czosnkowym 
17:00 - zupa krem z pomidorów z kaszą gryczana i tofu
20:00 - bułka z pastą warzywną, sałatą, 1/2 plasterka wegańskiego sera żółtego, pomidor, 3x mini papryczki z serkiem

Odpowiadając na wasze pytania, babcia czuje się już dobrze. I tak jak na początku nie pamiętała jak się nazywa, zapominała nazw różnych przedmiotów, tak teraz jest już wszystko w porządku. Całe szczęście. 
I na koniec dodam parę zdjęć :) 


Dzisiejsze śniadanie :) 


Takie ciasteczka znalazłam dzisiaj w Kauflandzie. Ja zawsze staram się kupować produkty typu fit/zero/ light itd. Wiem, że nie zawsze są one zdrowe, ale ja czuję, że mam wtedy czyste sumienie. Tych akurat nie kupiłam, bo nie miałam ochoty na słodkie, ale warto wiedzieć, że ma się taką opcje. 


Jakieś tam zdjęcie żeby miała kiedyś z czym porównać xd Tak w ogóle to czarny to mój ulubiony kolor jeżeli chodzi o ubrania :) 


Notatki z pierwszych dwóch miesięcy studiów prawniczych haha :) 


Jogurty, które kupiłam wczoraj w Biedronce. Aktualnie są na promocji, jeżeli kupi się dwa to kosztują tylko 2,19. Jadłam ten po prawej i był pyszny, poza tym mają piękną szatę graficzną. 


Maffin <3


Zdjęcie sprzed jakieś godziny, czyli nasza wspólna nauka :) 


Lecę się kąpać! Miłego wieczora i niedzieli, ja odezwę się jutro wieczorkiem ;*

piątek, 29 listopada 2019

#29-31

Piątek, 20:05


Dziewczyny ostatnie dni to jakiś wielki żart. Ale chyba tak działa Prawo Murphy'ego, jeżeli coś ma pójść źle, to pójdzie tak źle, jak to tylko możliwe. Przekonałam się o tym na własnej skórze. W kilka dni posypało się dosłownie wszystko. Studia, nauka, dieta, dobre samopoczucie, a dzisiejsza noc była chyba taką wisienką na torcie. Wczoraj moja babcia się przewróciła, trzeba było zabrać ją do szpitala, bo miała rozcięte czoło, okazało się także, że nie pamięta podstawowych słów ani nawet tego jak się nazywa. Dokładnie o 1:48 moja mama dostała telefon ze szpitala, że babcia nie żyje. Obudziła mnie, przekazała złe wieści, a następnie, pomimo późnej godziny, zadzwoniła do kilku osób z rodziny. W czasie rozmowy z ciocią znowu dostała telefon ze szpitala.. okazało się, że doszło do pomyłki i że babcia żyje. Eh, ja serio nadal nie mogę tego ogarnąć, okazało się, że pomylili osoby, zmarła pani, która leżała na łóżku obok babci. Jak sobie pomyślę o tym, co przechodziłam przez te kilka minut kiedy myślałam, że babcia nie żyje, to aż mi łzy do oczu napływają. W środę miałam iść do niej, ale zrezygnowałam, wiecie czemu? Bo mi się nie chciało. Tak po ludzku nie chciało mi się ruszyć dupy i wyjść z domu żeby ją odwiedzić. Musiałam to tutaj napisać żeby kiedyś móc do tego wrócić, kiedy następnym razem nie będzie mi się czegoś chciało. 
Byłam dzisiaj u babci w szpitalu, na szczęście wszystko jest z nią w porządku :) Oczywiście ona pozostaje w głębokiej nieświadomości, nie wie o tej pomyłce, która wydarzyła się w nocy. Niech tak zostanie. 

Kochane, ta sytuacja dała mi duuuużo do myślenia, bardzo dużo. Nie będę pisać tutaj, że od jutra w magiczny sposób zmienię swoje życie, bo tak się nie stanie i wiele razy się o tym przekonałam, ale obiecuje starać się jeszcze bardziej. Chce być zadowolona ze swojego życia, szczęśliwa, pracowita i uśmiechnięta.

Idę teraz spać, w nocy niemal w ogóle nie spałam. 

środa, 27 listopada 2019

#28

Środa, 11:02



"to be the best you have to work overtime" 

wtorek
Pobudka o 6, szybko się zebrałam i pojechałam na uczelnie, miałam mieć cały dzień zajęć, ale rano okazało się, że jedne odwołali i posypał mi się cały plan dnia. Zostałam tylko na zajęciach do 11, a potem wróciłam do domu, kompletnie nie opłacało mi się czekać na dwa wykłady. W innym przypadku poszłabym do biblioteki i się trochę pouczyła, ale tym razem nie wzięłam żadnych notatek/materiałów. Zostając po prostu zmarnowałabym czas. Pierwszy raz byłam w domu tak wcześnie i pomyślałam, że wykorzystam ten czas.. na odpoczynek :) Spędziłam super popołudnie i wieczór, najpierw trochę posprzątałam, potem segregowałam notatki, przygotowałam jakieś materiały do wydrukowania, byłam na zakupach w Lidlu i oglądałam Better caul Saul. Dzisiaj miałam też szansę nie wyspać i serio, czuję się jak nowo narodzona, mam dużo siły do działania. 


W grudniu miną trzy lata od kiedy nie jem mięsa i w tamtym tygodniu spontanicznie podjęłam decyzję - spróbuje weganizmu! Minął już tydzień od kiedy jem wegańsko i czuję się dobrze, w sumie tak samo jak wcześniej. Jedyne na co mogę narzekać to, to że mój portfel na tym cierpi. Takie jedzenie jest dosyć drogie, a wiadomo, że na początku chciałabym spróbować wszystkiego, by wiedzieć co mi posmakuje, a co nie :) Jeżeli chodzi o parówki, burgery i kiełbaski to jem je już dosyć długo, napoje roślinne, sery i jogurty są dla mnie nowością. Od razu chciałam zaznaczyć, że nie będę jadła tak przetworzonych rzeczy codziennie, teraz kupiłam więcej "na spróbowanie" :) 


Grażyna, pięć minut i będe gotowy hahah


Kochane! Chciałam Wam jeszcze bardzo, ale to baaardzo podziękować za wszystkie komentarze! Są po prostu cudowne, nigdy nie myślałam, że mogę kogoś motywować, raczej nudzić xd Na wszystkie odpisałam :) 



poniedziałek, 25 listopada 2019

#24-27

Poniedziałek, 18:16



"Stan Twojego życia jest niczym innym jak odbiciem stanu Twojego umysłu"

Piątek 
Wstałam o 8:30, szybko się zebrałam i usiadłam do nauki. Miałam jechać do biblioteki, ale ostatnio tak rzadko jestem w domku, że postanowiłam zostać. Potem zajęcia od 15 do 17 i do domu wróciłam dopiero wieczorkiem i zgadnijcie co robiłam? Tak.. uczyłam się na kolokwium z rzymu. 

Sobota
Pobudka o 6 i na pierwszy ogień poszło kolokwium z rzymskich/ łacińskich paremii. Poszło mi super, napisałam wszystko, ale nie chce zapeszyć tak jak ostatnim razem. Cieszę się jednak, że poszło mi dobrze, bo siedziałam nad tym dwa tygodnie! Myślałam, że tylko ja jestem tak ułomna i nie potrafię się tego nauczyć, ale okazało się, że każdy spędził nad tym dużo czasu. Potem ćwiczenia z Konsty, pani (przemiła kobieta!) oddawała kartkówki i wiem już jakie błędy zrobiłam. Jednokrotny wybór poszedł mi super, ale wielokrotny, no masakra.. Następnym razem pójdzie mi lepiej, teraz cieszę się, że byłam w tej małej grupie osób, które kolosa zaliczyły. Zajęcia skończyłam o 13 i na dwie godzinki poszłam do kawiarni żeby się pouczyć. Potem ćwiczenia z prawa kościelnego, które jak zwykle były świetne, mimo że pan nas odpytywał (kolejna wykładowca, którego uwielbiam!). Wróciłam do domu koło 18, szybko się ogarnęłam i zgadnijcie co robiłam? Uczyłam się..

Niedziela
Pobudka o 6 i dzień zaczęłam (tak dla odmiany) od kolokwium z prawoznawstwa. Poszło mi w miarę dobrze - 8/10 punktów. Te kolokwia są bardzo stresujące, na odpowiedź mamy 30 sekund lub 1 minutę, a potem slajd znika z tablicy i już nie można do tego wrócić, myślę że gdybym miała więcej czasu na niektóre pytania, to pisałabym lepiej. Następnie ćwiczenia z Korony i znowu stres, stres i jeszcze raz stres. Pan niby fajny, ale wieczne pytania.. To są takie zajęcia, gdzie trzeba być ciągle skupionym. Do domu wróciłam już koło 14 no i po raz kolejny zgadnijcie co robiłam do samego wieczora? Taaak.. uczyłam się. 

Poniedziałek/ Dzisiaj 
Pierwszy raz odpuściłam wykład z konstytucji, bo nie byłam w stanie wstać o 6. Trochę szkoda, ale bardzo potrzebowałam się wyspać. Wstałam dopiero przed 9, zebrałam się, powtórzyłam materiał i o 12 byłam już w czytelni żeby nadal się uczyć, bo o 15 miałam.. kolokwium. Rany, normalnie never ending story xd Nie wiem jak mi poszło, pytania opisowe okej, ale te zamknięte tak średnio. Akurat na moim drugim kierunku aż tak mi nie zależy, więc tutaj satysfakcjonują mnie przeciętne oceny, bylebym nie musiała długo siedzieć nad nauką. 
Niedawno wróciłam do domku, zjadłam coś i biorę się za zrobienie szkolenia BHK, jutro mija termin więc najwyższa pora. Dzisiaj już nauki więcej nie planuje, bo mózg mi wybuchnie. Jak tylko zrobię to szkolenie to idę wziąć długą kąpiel z pianą i będę oglądać Better call Saul :)

A jakie plany na ten tydzień? Oj kochane, będzie się działo. Moja lista TO DO dosłownie nie ma końca, stale dopisuje nowe rzeczy. Pomijając fakt, że mam ogrooom nauki to jeszcze pozadawali dużo zadań, które muszę odesłać do końca tygodnia. Oprócz tego w tym tygodniu koniecznie musze się zabrać za chociażby napisanie konspektu pracy licencjackiej, upieczenie kilku blach pierniczków i kupienie prezentów! To konieczność! Ale wiecie jak to jest, skoro mam dużo nauki, to dzisiaj sobie odpocznę :) 

czwartek, 21 listopada 2019

#22-23

Czwartek, 21:15 

"Żyje się raz, ale jeżeli żyjesz dobrze, ten raz wystarczy"


Wczoraj
Jeżeli chodzi o wczoraj to jakoś nie miałam ochoty na pisanie, więc stwierdziłam, że nie będę się zmuszać. Rano była nauka, potem poszłam do babci. Ugotowałam nam obiad, posprzątałam jej mieszkanie i zrobiłam zakupy, po powrocie do domu znowu nauka i tak zleciał cały dzień. Jakoś nie miałam wczoraj humorku. 

Dzisiaj
Pobudka o 8:30, szybko się zebrałam i pojechałam na uniwersytet. Nie miałam dzisiaj żadnych zajęć, po prostu chciałam się pouczyć w czytelni. Byłam tam od 10 do 15, przerobiłam sporo materiału. Do domu wróciłam przed 16. Ugotowałam obiad, byłam w aptece, na zakupach w biedronce, bawiłam się z kotem, sprzątałam, przesłuchałam kilka podcastów i wiadomości, ugotowałam zupę, powtórzyłam materiał, obejrzałam 30 minut The Game changers. Przed chwilą posprzątałam całą kuchnie, teraz siedzę z maseczką na twarzy, poczekam aż trochę przeschnie i idę się kąpać. Mam zamiar pouczyć się jeszcze na kolokwium z prawa rzymskiego i lecę spać! : )

BILANS:
8:40 - 2x kropka chleba z guacamole, pastą sojową, pomidorem
16:20- 5 łyżek kaszy bulgur z mieszanką warzyw na patelnię
19:10 - 2x kromka chleba z pastą sojową, sałatą, ogórkiem, pomidorem; talerz kremu pomidorowo-paprykowego


Dzisiejszy wpis jakiś taki bardzo merytoryczny, ale mam jeszcze trochę rzeczy do nauki, więc staram się sprężać. Mhm.. to był naprawdę wspaniały dzień! Zrobiłam bardzo dużo rzeczy, miałam wieeele energii i to jest coś niesamowitego! Zmykam kochane dalej działać! 


W odpowiedzi na Wasze komentarze
Imperfect - sama Ci nie powiem jak ustawiłam taką tapetę, bo było to dawno temu i nie pamiętam, ale kiedyś Nikoletta P (you tuberka) objaśniała jak to zrobić, po prostu wpisz w yt jej nik i konkretne zapytanie i na pewno Ci wyskoczy :) Jeżeli będziesz miała jakieś problemy to pisz, może uda mi się coś pomóc :) 

wtorek, 19 listopada 2019

# 21


Wtorek, 21:09
"Historia będzie dla mnie łaskawa, bo mam zamiar ją napisać"

Haj dziewczyny!

Pozwólcie, że najpierw napiszę co u mnie, a za chwilkę zerknę do Was :)
Pobudka o 6. Najpierw zajęcia od 8 do 13 na jednym uniwersytecie, potem 14-15:30 wykład na drugim, a po nim znowu wróciłam na pierwszą uczelnię. Przed konwersatorium udało mi się na 30 minut zajrzeć do biblioteki i się pouczyć, zajęcia miałam do 18 i potem wróciłam do biblioteki jeszcze na 1,5h. Uczyło mi się bardzo dobrze, z chęcią zostałabym dłużej, ale już zamykali. Do domu wróciłam chwile po 20. 
Powtórzyłam dzisiaj wszystkie rzymskie paremie, nauczyłam się 52 slajdów z komentarzami do nich i kilku slajdów z prawoznawstwa. Jutro będę miała więcej czasu, więc na pewno poświęcę się temu w 100%. 
BILANS: 
6:10- pół bułki serowej (president, guacamole, pomidor); parówka sojowa
12:20- druga połowa bułki z rana 
19:40 - 3x chrupkie pieczywo żytnie -warzywne 
20:30- 2x naleśnik z pieczarkami, kapustą, serem żółtym, kubek barszczu czerwonego
+ energetyk 500 ml 


                          



Na uczelni trochę zgłodniałam i postanowiłam kupić coś takiego. Skład jest po prostu świetny, same naturalne składniki, co prawda trafił się też cukier, ale na jednym z ostatnich miejsc w składzie, więc jestem w stanie przymknąć oko. Były też inne smaki: serowe, pomidorowe. Ja jadłam już wszystkie i ten warzywny smakuje mi najbardziej :) 
100 gr - 441 kcal 

Idę zobaczyć co u Was, zrobię brzuszki, kąpiel, serial i sen. Miłego wieczorku Kochane! :) 




Odpowiadając na wasze komentarze
Olcia - Ja chyba też wolę nazywać posiłki 1,2,3 lub po prostu pisać w jakich godzinach je jadłam. Kiedy wypisuje śniadanie, obiad, podwieczorek... itd to mam wrażenie jakbym zjadłam całą masę jedzenia. 
Lil - Nie zawsze miałam tyle energii, większość życia przesiedziałam na kanapie z laptopem na kolanach. Sama nie wiem co spowodowało taką zmianę w moim zachowaniu, ale masz rację, stałam się bardziej pozytywną, radosną osobą. I uwierz mi, tak się łatwiej żyje :) 
bipolar - odpowiadałam już na Twoim blogu, ale odpowiem także tutaj. Nie, nie liczę kalorii, zawsze popadam wtedy w niezdrową obsesję. 

                         

I jak zwykle zdjęcie z biblioteki haha :)

poniedziałek, 18 listopada 2019

#20

Poniedziałek, 21:00

"Once you see results it becomes an addiction"

Haj! :)
Dzisiaj jestem na nogach od 6. Od 8 do 12 byłam na zajęciach na UJ, potem do 15 miałam przerwę, którą wykorzystałam na naukę w bibliotece. Kolejne ćwiczenia od 15 do 16:30 na drugiej uczelni, a później znowu do biblioteki na dwie godzinki. W domu byłam grubo po 19, bo zdecydowałam się wysiąść wcześniej i przejść kilka przystanków na nogach. 
Poświęciłam się dzisiaj w 100% paremią rzymskim, o ile wymowę mam całkiem okej, o tyle z pisaniem idzie mi.. kiepsko. Jutro powtórzę te paremie jeszcze raz i zacznę się uczyć komentarza do każdej z nich. W planie mam także naukę prawoznawstwa, ale szczerze to nie wiem kiedy to wszystko ogarnę, zajęcia mam od 8 do 18:15, przerwa pomiędzy nimi starczy mi jedynie na dojechanie z jednej uczelni na drugą. Jutro o tym pomyślę! 

BILANS: 
6:10- omlet (2 jajka, 3 łyżki płatków owsianych, papryka)
12:40- kanapka (dwie kromki chleba, guacamole, pasta z suszonych pomidorów, pomidor)
20:00 - 2 naleśniki z pieczarkami, kapustą, żółtym serem (odrobina); kubek barszczu czerwonego

Nie wiedziałam jak nazwać dzisiejsze posiłki, więc po prostu wypisałam godziny, o których jadłam. Jest dopiero 21, a mi oczy się zamykają.. Idę wysuszyć włoski,  zrobić brzuszki, wypić herbatę i obejrzę odcinek Better Call Saul 




niedziela, 17 listopada 2019

19. Trochę przemyśleń i małych zmian

Niedziela, 20:27


"Jeśli od czasu do czasu nie ponosisz porażki - oznacza to, że nie robisz nic bardzo innowacyjnego"

BILANS: 
śniadanie - kromka chleba z pastą z suszonych pomidorów, pomidorem; parówka sojowa
II śniadanie- jabłko 
obiad- krem z marchwi; 2x pita z warzywami
kolacja- 2x kromka chleba z guacamole, pastą z suszonych pomidorów, pomidorem, pół papryki


Cześć Kruszynki, 
Ja wstałam chwilę po 8, szybko się ogarnęłam i przed 9 usiadłam do nauki. Najpierw powtórzyłam wszystkie notatki na jutrzejsze kolokwium z negocjacji, po czym okazało się że grupa przełożyła je o tydzień, potem usiadłam do rzymskich paremii, zostały mi tylko 4 z 59 do nauczenia się! Udało mi się też posiedzieć nad prawoznawstwem i zrobić naprawdę sporo notatek :) W międzyczasie posprzątałam łazienki, umyłam pędzle i przygotowałam sobie jedzenie na jutro. Przed chwilą obejrzałam pierwszy odcinek "Better call Saul" i wzięłam szybką kąpiel, zaraz lecę dalej oglądać :) 



 Wczorajszy dzień skończył się dla mnie dosyć kiepsko. Tuż przed samym pójściem spać dowiedziałam się, że dostałam tylko 9/15 (dst) punktów z kolokwium z prawa konstytucyjnego, zrobiło mi się baaardzo przykro. Poświęciłam na ten przedmiot masę czasu, myślałam, że jestem obkuta na blachę, po napisaniu byłam z siebie zadowolona jak paw i liczyłam na zupełnie inny wynik, a tu coś takiego. Ale są także pozytywne strony tej sytuacji, wczoraj długo nie mogłam zasnąć i postanowiłam, że dam sobie trochę luzu, wprowadzę zmiany i będę miałam po prostu jakieś życie poza uczelnią. Nie mogę się tak wszystkim stresować i zamartwiać bo oszaleję jeszcze w tym roku. Uwierzcie, że dla mnie takie rzeczy jak wyjście ze znajomymi czy pochodzenie po galerii to istna abstrakcja, konieczność, sytuacja krytyczna. No bo jak to mam "marnować czas" na takie rzeczy?!  Wiecie, że nawet telewizor odłączyłam żeby czas nie przyszło mi do głowy żeby coś obejrzeć? 

Naprawdę muszę coś zmienić. Wyjść gdzieś, siłownia, kino, basen, nawet jakiś zakupy czy serial, przecież kiedyś tak bardzo to lubiłam.. Postaram się, po prostu postaram się.. żyć. 

Przepraszam za tę melancholię, to do mnie zupełnie niepodobne! Zawsze jestem raczej pozytywnie nastawiona do życia, ale od wczoraj jakoś nie mam humoru, mam nadzieję, że już jutro będzie lepiej. Idę zmyć maseczkę, spakować się na jutro i obejrzę jeszcze jeden odcinek serialu :) Trzymajcie się Kochane! 

sobota, 16 listopada 2019

18. Tylko umarli widzieli koniec wojny

Sobota, 19:51


" Tylko umarli widzieli koniec wojny"

Uwielbiam ten cytat, porównanie wojny do ludzkiego życia. Mówiąc o wojnie nie mam na myśli żadnego konfliktu zbrojnego, a przezwyciężanie samego siebie, każdego dnia :) 

BILANS:
śniadanie- parówka sojowa, pół bułki z serkiem naturalnym, pastą warzywną, pomidorem, ogórkiem
II śniadanie - jabłko
obiad- zupa krem z marchwi; 3 plastry półtłustego twarogu, łyżeczka miodu
kolacja- bułka pita z warzywami 


Szybko zleciał mi ten dzień. Zaraz po napisaniu wpisu wzięłam się do nauki. Posiedziałam 1,5h nad rzymskimi paremiami, a potem ugotowałam zupę. Dzisiaj postawiłam na krem z marchwi. Był pyszny, sycący, a kalorii miał bardzo malutko - około 60 kcal w porcji. Po zjedzeniu uczyłam się na poniedziałkowe kolokwium z negocjacji międzynarodowych i tak czas zleciał mi do 17, przerwa na kolację i znowu usiadłam do nauki, przed chwilą skończyłam powtarzać wszystko czego się dzisiaj nauczyłam. Zrobię jeszcze jedną rudne powtórek przed snem. Teraz zmykam się wykąpać. Zrobię fioletową płukankę, nałożę maseczkę na włosy i na buzię :) 


17. Świąteczne inspiracje & wczorajszy bilans

Sobota, 10:00


Dzisiejszy cytaty w nieco inne formie :) 

BILANS:
śniadanie - serek wiejski light, kromka chleba z pastą warzywną i warzywami
obiad- zupa pomidorowa bez makaronu; kasza bulgur ze szpinakiem i pomidorkami
podwieczorek - 3 małe pomarańcze
kolacja- 2x pita z warzywami 


Ostatnio w pepco kupiłam kilka świątecznych rzeczy i zaczęłam się zastanawiać co w tym roku upiekę. W poprzednim nie zrobiłam niemal nic, bo miałam chyba najgorszy czas w życiu, teraz zamierzam sobie to wszystko odbić!  Zazwyczaj robię tak, że pakuje pierniczki czy inne łakocie po parę sztuk do folijek przeźroczystych i robię komuś taki mały prezent. 


Oczywiście będą pierniczki, udekorowane lukrem i posypkami :)


Takie choinki, robiłam je już jakieś trzy lata temu i wychodzą świetnie. Idealne na prezent. 


Takie renifery robiłam co roku na wigilię klasową, zawsze wzbudzały dużo zainteresowania. 



Bałwanki będę robiła po raz pierwszy. 


Lecę się uczyć, odezwę się wieczorem :)