sobota, 31 lipca 2021

650-653 || Zmniejszenie żołądka

 Sobota, 12:24


Haj dziewczyny! 

Przede wszystkim chciałam podziękować za wszystkie komentarze pod poprzednim postem. Mam w życiu duże szczęście do ludzi i zawsze poznaje jakieś perełki, takie same mam odczucia co do Was. Poznałam tutaj wiele wartościowych osób. 

A co u mnie? Głównie odpoczywam, ale jednak bardziej aktywnie. Spotkam się ze znajomymi, czytam książki, byłam u babci, chodzę na spacery z koleżanką i jej pieskiem, bawię się z kotem, nawet Simsy sobie kupiłam, wieki już w nie nie grałam, bo nigdy czasu nie było. Nadrabiam też filmy. Aktualnie oglądam "Jestem mordercą", oparty na prawdziwych wydarzeniach. Jeśli ktoś interesuje się zagadkami kryminalnymi, to myślę, że się spodoba. Uczę się także koreańskiego i aktualizuje swoje notatki z wosu, aby znowu zacząć je sprzedawać. Jestem pewna, że komuś się przydadzą. 

Na dniach będę także zaczynać powoli pisać magisterkę, co prawda deadline mam dopiero w grudniu, więc kawał czasu jeszcze, ale chciałabym to zrobić na spokojnie. Mam też jedną krótką pracę do napisania na studia, ale z tym nie będzie takiego problemu. Póki co o tym nie myślę. 

Wczoraj spotkałam się z koleżanką. Byłyśmy na burgerze i powiem Wam, że teraz już z całą pewnością mogę stwierdzić, że zmniejszył mi się żołądek. Rano zjadłam jedynie małe śniadanie, potem koło 16 burgera (nawet nie całego) i cały wieczór czułam się pełna... Oceniam to na duży plus, bo jeszcze ze 3 tygodnie temu mój żołądek był jak worek bez dna. 

Poczytałam także o różnych wyjazdach oferowanych na mojej uczelni i będę składać papiery zarówno na Erasmusa jak i na wyjazd bilateralny. Generalnie niczym się to zbytnio nie różni, ale oferowane kraje są inne. Erasmus to głównie Europa, a wyjazd bilateralny to takie kraje jak: Chiny, Japonia, Tajwan, Korea, USA. Warunki dostania się na ten drugi wyjazd są wysokie, ale wszystkie póki co spełniłam, więc z pewnością spróbuje. 

wtorek, 27 lipca 2021

645 - 649 || O tym jak rzuciłam studia, dietę i ścięłam pół metra włosów

 Wtorek, 19:33


Hej! 

Macie czasami takie punkty graniczne w swoim życiu? Taki dzień, decyzję lub wydarzenie, po których Wasze dalsze życie zmienia się diametralnie? Ja ostatni taki dzień miałam 07.08.2011 roku, prawie 10 lat temu kiedy "poznałam Ane". Kolejny był wczoraj, mimo że już od kilku dni nosiłam się z takim zamiarem. Nie ma co tutaj zbytnio się rozpisywać. Rzuciłam studiam prawnicze, rzuciłam dietę i dzisiaj pozbyłam się niemal 50 cm włosów. Zdecydowałam także złożyć papiery o wyjazd na Erasmusa, właściwie kraj się dla mnie nie liczy, byleby wyjechać. Jestem pewna w 101% każdej z tych decyzji i tutaj się już z pewnością nic nie zmieni. I wiecie co? Nigdy nie byłam szczęśliwa, czuję się lżejsza o jakieś 20 kilogramów... Pierwszy raz samodzielnie podjęłam decyzję, nie pytając nikogo o radę, zgodę czy aprobatę. Może to zabrzmi bardzo egoistycznie, ale... od teraz jestem tylko ja. Ja i tylko ja. Po tylu latach dojrzałam do tego, aby postawić siebie na pierwszym miejscu i jest mi z tym zajebiście! 

Zapewne się zastanawiacie skąd taka decyzja, ale myślę, że też zauważyłyście, że ja już od kilku miesięcy byłam po prostu bardzo nieszczęśliwa. Muszę złapać oddech. Ja chce sobie po prostu pożyć, a w takim tempie życia w jakim funkcjonowałam od ponad trzech lat, to nie było możliwe. Jestem pewna, że kolejnych dwóch bym nie przeżyła. I to nie jest żadna przenośnia. 

czwartek, 22 lipca 2021

643-644 || Korki z koreańskiego i dużo innej nauki

 Czwartek, 22:12


Hej,

Wczorajszy i dzisiejszy dzień nie należy do udanych. Co prawda pod względem jedzenia jest okej, ale nauka stale kuleje. Nie wiedziałam, że te niemal 3 miesiące, w których miałam epizod depresyjny (myślę, że mogę to tak nazwać) zrobiły tak duże szkody. Dopiero teraz przygotowując się do egzaminów zaczęłam to sobie uświadamiać. Uświadamiać to w jak dużej dupie jestem, naprawdę boję się o zdanie. Stresuje się tym niesamowicie, to nie są przedmioty gdzie wystarczy mi kilka dni na nauczenie się, a kilka tygodni. Zostało mi pięć i wiem, że muszę ten czas dobrze wykorzystać, dać z siebie 100%... Pomyślałam, że będę codziennie pisać tutaj co udało mi się zrobić, może to mnie zmotywuje i pozwoli jakoś ułożyć myśli. Dodatkowo poprosiłam dzisiaj koleżankę żeby wpadła w poniedziałek i mnie trochę przepytała z materiału, poproszę także drugą. Myślę, że jak właśnie będę się tak spotykać z kimś dwa razy w tygodniu na "odpytki" to bardzo mi to pomoże. Oprócz tego aktywnie działam z manifestacją,  pozytywne nastawienie nigdy nie zaszkodzi, prawda? Uh, lepiej mi już po napisaniu tego posta :) Super jest się komuś wygadać. 

Ostatnio sporo pisałam tutaj o sushi i kilka z Wam było tym tematem zainteresowane. Jeśli macie ochotę to w Biedronce jest teraz tydzień azjatycki, są dostępne wszystkie produkty do sushi i to w dobrych cenach - ryż, algi, zaprawa, imbir marynowany itd. 



To zrobiłam akurat wczoraj. Zawsze robię tylko jedną rolkę z łososiem (chodzi o to żeby kalorie oszczędzić), resztę z samymi warzywami. 

Wczoraj udało mi się skończyć notatki z prawa administracyjnego, dzisiaj przerobiłam dwa zajęcia z karnego i nawet całkiem dobrze mi szło! Rano natomiast siedziałam nad koreańskim, bo o 13 miałam korepetycje. Staram się codziennie uczyć min. 45 minut, z językiem to już tak jest, że trzeba jednak codziennie do niego usiąść. Muszę Wam powiedzieć, że całkiem dobrze mi idzie, chociaż nadal czytam tragicznie (moja korepetytorka twierdzi z kolei, że to moja mocna strona...). 


Śniadanie z dzisiaj, czyli tofucznica (z połowy kostki tofu) z papryką i szpinakiem (dla objętości); 2x wasa z plasterkiem szynki wege i dwoma plasterkami mozarelli light, pomidor


Placki z cukinii i kukurydzy (cała cukinia starta na tarce, 3 łyżki kukurydzy, 4 płaskie łyżki mąki i jajko). 

Na kolacje zjadłam trzy małe gołąbki, z ryżem i grzybami. W międzyczasie jadłam też arbuza, gruszkę, trochę fit kinder country, 3 wafle ryżowe i loda frugo. Od wczoraj mam dosłownie nieodpartą ochotę żeby się "nażreć"... 





wtorek, 20 lipca 2021

641-642 || Spełniona manifestacja, wkurzająca psiapsia i kinder country

Wtorek, 20:50 


Haj dziewczyny!

Wczoraj położyłam się spać dopiero koło 4, więc dzisiaj spałam do 10, nie lubię tak zaburzać rutyny snu, ale trudno. Wczoraj z rana się uczyłam, potem posprzątałam mieszkanie, a wieczorem wpadła do mnie koleżanka i przyjaciółka. Początkowo miałam odwołać spotkanie (ze względu na jedzenie), ale koniec końców zaproponowałam zrobienie sałatki i dziewczyny na to przystały także bardzo się ucieszyłam. Niestety spotkanie do udanych nie należało, moja przyjaciółka znowu skutecznie podniosła mi ciśnienie. Dla osób z ed nawet zwykły, z pozoru nieszkodliwy komentarz, może okazać się gwoździem do trumny. A ona usilnie siedzi i wbija mi tego gwoździka, jakkolwiek głupio to nie zabrzmi. Wczoraj o 19 chciałam robić już tę sałatkę, to ta na mnie patrzy i się pyta "A co Ty obiadu nie jadłaś, że jesteś głodna?".. eee jadłam kilka godzin temu. Potem nakładam już gotową sałatkę to znowu komentarz, że "ogromne porcje i jakim cudem tyle mogę zjeść, że ona w życiu nie zje tyle" (porcja była baardzo mała, serio). Ostatnio było bardzo podobnie jak byłam na urodzinach u koleżanki i zjadłam już swój kawałek ciasta - "Jezu już to zjadłaś? Ja mam jeszcze połowę."Ja wiem, że nie jest to nic obraźliwego, ale mój umysł działa inaczej i serio miałam przez to zjebany wieczór. Dzisiaj też wiele o tym myślałam. Możecie dać mi znać czy to rzeczywiście jest coś nie tak z jej komentarzami, czy po prostu jestem przewrażliwiona. 

Zrobiłam też dzisiaj fit kinder country. Naprawdę mi smakowało. Moja wersja miała 353 kcal. 




Bilans z dzisiaj: 
1. omlet a'la pizza (spód był z dwóch jajek i 3 łyżek płatków owsianych)
2. pieczone ziemniaki z mizerią 
3. połowa kinder country, brzoskwinia
4. sałatka 
5. reszta kinder country 


Omlet, którego jadłam na śniadanie. Policzyłam kalorie i całość miała 472 kcal. Bardzo się tym najadłam. 

Dzisiaj dzień wyglądał podobnie do wczorajszego, z tą różnicą, że wieczorem wzięłam się za wystawianie rzeczy na sprzedaż. Zaraz idę się wykąpać, później obejrzę jeszcze jeden odcinek "Szkoły dla elity" i mam zamiar się wcześniej położyć. 

Miałam Wam także opowiedzieć o spełnionej ostatnio manifestacji, to była moja pierwsza i nie byle jaka. Ostatnio zaczęłam powtarzać kilka sentencji, które miały przyciągnąć do mnie pieniądze (zobaczyłam je na tik-toku), uznałam "a co tam, spróbuje". Sumiennie je powtarzałam codziennie rano i po kilku dniach przyszła do mnie matka i dała mi pieniądze, nawet nie mało! A jak wiecie jak wyglądają nasze relacje, to wiecie, że matka nic mi nie daje, a zwłaszcza kasy. Moja matka jest wstanie wspierać finansowo mojego brata i jego dziewczynę, ale mnie nie. Dlatego przyznam Wam, że byłam w ogromnym szoku! Oczywiście, że może to być zbieg okoliczności, ale chce wierzyć, że sama je przyciągnęłam. Teraz spisałam sobie trzy nowe manifestacje, bardziej konkretne. Jedna dotyczy zdania egzaminu, kolejna schudnięcia, a ostatnia  dostania pewnej wiadomości. 

Lecę się kąpać! 

niedziela, 18 lipca 2021

640 || Foodbook w zdjęciach

 Niedziela, 22:23


Haj! 

Wstałam dzisiaj przed 9, zebrałam się i z rana usiadłam do robienia notatek, czyli prawie tak jak zwykle. Muszę przyśpieszyć, bo idzie mi niesamowicie wolno. Jutro bardziej się przyłożę. A no i muszę też zacząć pisać magisterkę, obiecałam sobie, że przez wakacje napiszę przynajmniej jeden rozdział. 

Bilans w zdjęciach. Dawno go nie było, prawda? Chyba od kilku miesięcy. 


Tofucznica z połowy kostki tofu, papryką, cebulką i szpinakiem. Wyszło pysznieee, jutro zrobię powtórkę. Do tego 2x wasa. Jedna z serkiem kanapkowym, druga z połową plasterka wege szynki i mozarellą light, pomidor i kiełki. 


A tutaj mój obiad składający się z samych warzyw. Pieczona marchewka (mniam!), grillowana cukinia, która wcześniej się marynowała*, mizeria. 
*marynatę zrobiłam z octu, sosu sojowego, koncentratu pomidorowego, chilli i innych przypraw
Ten obiad był wybory.. oczywiście potem wzięłam dokładkę cukinii oraz mizerii. 



Wypróbowałam dzisiaj nowy przepis na placuszki (poniżej dodam filmik), wyszły fenomenalne. Tak puszystych placuszków nie jadłam chyba nigdy, napewno je jeszcze powtórzę. Zjadłam je z sosem kinder bueno zero kcal i prażonymi owocami (brzoskwinia i śliwka). 



W międzyczasie zjadłam jeszcze winogrona, kilka cienkich wafli ryżowych, brzoskwinię i całą michę chipsów z jarmużu. 




Skorzystałam z tego, że i tak włączałam piekarnika i zrobiłam od razu takie chipsy. Także wyszły super, jadłam je już wiele razy. Zrobiłam z całej paczki jarmużu (200 gr) i zjadłam wszystko na jeden raz. Cała porcja miała 88 kcal. Ja jedną blachę doprawiłam słodką papryką, a drugą przyprawą do gyrosa. Ostatnio robiłam też chipsy z marchewki i również wyszły bosko. 

Teraz oglądam "Young royals", a później lecę spać :) Aaaa! Jakiś czas temu spełniła mi się moja pierwsza manifestacja, jestem w szoku. Jutro Wam o tym napiszę. Z racji tego, że już jedna manifestacja się spełniła, to dzisiaj spisałam nowe. 



sobota, 17 lipca 2021

637-639 || Objawy ED

 Sobota, 22:45


Cześć dziewczyny! 

Czwartek minął mi dosyć spokojnie. Z rana robiłam notatki z prawa administracyjnego, a po południu spotkałam się z przyjaciółką. Byłyśmy najpierw na pysznych burgerach, a później jeszcze poleżeć na leżaczkach nad Wisłą. Naprawdę miłą spędziłam czas. 



Kraków nocą, lubię to zdjęcie



Było pyszne! Ale nie zjadłam wszystkiego. Nie myślcie, że dlatego, że nie dałam rady... taki burger to dla mnie nic. Nie zjadłam dlatego, że moja przyjaciółka zdążyła już zjeść... Mam taki "zwyczaj", że jem tylko wtedy gdy inny jedzą. Nie potrafię jeść przy kimś sama, jem do momentu, do którego je dana osoba i nie więcej niż ona. Wiem, że to dziwne, jestem ciekawa czy, któraś z Was też tak ma. 



A tak z innych "objawów" ed to ostatnio trafiłam na taki filmik. U mnie zgadzają się wszystkie punkty poza pierwszym. Ja wręcz nie cierpię dotykać swojego ciała.. smarowanie się balsamem jest dla mnie jak najgorsza kara. 

Wczorajszy dzień miałam wolny, więc postanowiłam wypróbować nową dietę. Wymyśliłam sobie, że będę jadła głównie warzywa i owoce, a resztę produktów szczątkowo. Boże.. to była jakaś masakra. Jadłam, jadłam, jadła... cały dzień jadłam te warzywa i owoce i czułam się jakby mój żołądek nie miał dna. Pod koniec dnia czułam się tragicznie i uznałam, że już lepiej jeść wszystko i się ograniczać niż robić z całego dnia jeden wielki posiłek. Nigdy więcej, jedząc takie ilości jedzenia (mimo iż były to głównie warzywa) czułam się ze sobą okropnie! 


Wczorajsze zakupy, uwielbiam lody ze zdjęcia. Wiem, że sama woda, cukier i sok, ale właśnie takie wodne lubię najbardziej. Jeden smak ma 90 kcal w porcji, a drugi coś koło 80. 



Robiłam także kanapeczki bez chleba. Muszę częściej to powtarzać, super sposób na zaoszczędzenie kalorii. 



Dzisiaj natomiast miałam się spotkać z koleżanką, ale odwołałam, jutrzejsze i poniedziałkowe spotkanie też pewnie odłożę w czasie. Robię to z kilku powodów. Po pierwsze mój towarzyski nastrój się wyczerpał przez wiele spotkać jakie miałam w tym tygodniu, po drugie spotkania oznaczają jedzenie, a po trzecie wydaje za dużo pieniędzy na jedzenie w restauracjach. Jest jeszcze po czwarte - muszę się uczyć! A po piąte to ostatnio naprawdę ciągle się z kimś widziałam, więc muszę spędzić trochę czasu sama. 


Mój dzisiejszy obiad. Ser halloumi (3 plasterki przecięte na mniejsze kawałki), 3 łyżki kaszy ze szpinakiem, mieszanka warzyw. 


Na kolacje zjadłam zdrowszą wersję racuchów. Ja swoje zrobiłam z dwóch jajek (białka ubite na sztywną pianę), 4 płaskich łyżek mąki, połowy jabłka, odrobiny mleka, cynamonu i proszku do pieczenia. Smażyłam na oliwie zero kcal, potem polałam sosem kinder bueno zero kcal, a na wierzch dałam podduszone owoce - połowę jabłka, która mi została i śliwkę. Wyszło pysznie. 

Uciekam jeszcze pooglądać chwilę serial (aktualnie oglądam Rojst '97) i lecę spać! 



środa, 14 lipca 2021

632-636 || Moja słabość

 Środa, 11:19


Cześć Kochane!

U mnie pod względem diety nadal nie za dobrze... to wszystko przez to, że aktualnie często wychodzę na miasto i wiecie jak to jest. Tutaj pizza, tam alkohol, w domu też nie jadam jakoś super mało. Ale pocieszam się, że wszystko jest do uratowania. Grunt to nie mieć napadów (?). Ogólnie chodzi mi o tzw. binge eating, nie wiem czy to odpowiednik naszych "napadów", ale chodzi o to, że czasami jak wpadnę w ciąg jedzenia to nie potrafię przestać. Bo zawaliłam już z jedną rzeczą, to teraz mogę sobie przecież pozwolić, prawda? Najważniejsze jest teraz dla mnie zerwać z takimi zachowaniami, gdy tak się stanie reszta się jakoś ułoży. 

Weekend minął mi dosyć spokojnie. W sobotę byłam na zakupach w Auchanie, bardzo rzadko tam jeżdżę, ale tym razem chciałam kupić kilka rzeczy do sushi i takich, których nie mam w innych sklepach. Jestem bardzo ciekawa czy macie jakieś jedzeniowe słabości, a raczej jestem pewna, że takie macie, ale jestem ciekawa co to jest. Słodycze, chipsy jakieś konkretne dania? Ja mam bardzo dużą słabość do... zupek chińskich. Taaak... wiem. Są cholernie niezdrowe, ale umówmy się, że dla żadnej z nas zdrowa dieta raczej nie jest priorytetem, robimy wszystko, by schudnąć, tak po prostu. Ja staram się bardzo ograniczać zupki chińskie, ale gdy zobaczyłam całą półkę tych "prawdziwych" zupek chińskich w auchanie to nie mogłam się powstrzymać i znowu kilka kupiłam. 



Tutaj dosłownie kilka rzeczy, które kupiłam. Wafle o smaku karmelu - były pyszne! W opakowaniu są trzy wafle i z tego co dobrze pamiętać całość ma około 150 kcal? Także nie jest źle, myślę, że będę takie kupować na uczelnie. Oprócz tego galaretka o smaku arbuza, wcześniej wspomniane zupki chińskie.. a raczej w tym przypadku koreańskie. Smakują zupełnie niż te zwyczajne, nawet inny jest sposób przygotowania, ponieważ trzeba je normalnie ugotować, a nie jedynie zalać wodą. Ta czerwona u góry była tak ostra, że jadłam ją na trzy razy. Oprócz tego wzięłam też papier ryżowy, bo ostatnio bardzo mi smakował. 

Jak wróciłam z zakupów to wzięłam się za sprzątanie, a później zrobiłam sushi <3



Do jednej rolki dodałam trochę łososia wcześniej przygotowanego w piekarniku, a druga jest tylko warzywna. Wyszło jak zwykle wyborne! 

W niedziele byłam na obiedzie u babci. Pierwszy raz od dłuższego czasu. Kiepsko mi to mówić, ale ostatnio nie mam ochoty tam chodzić.. tak po prostu. Natomiast obiecałam sobie, że przynajmniej przez wakacje kiedy mam więcej czasu będę u niej ten raz w tygodniu.
W poniedziałek natomiast zaczęłam naukę do moich wrześniowych egzaminów, idzie mi... znośnie. Wczoraj także się uczyłam i oprócz tego byłam z koleżanką i jej pieskiem na spacerku, a wieczorem pojechałam nad Wisłę spotkać się z przyjaciółką. Dla mnie spotkania ze znajomymi zawsze są stresujące. Za dużo picia, jedzenia... A potem mam wyrzuty sumienia, ale przynajmniej miło spędziłam czas :) Mam teraz poumawianych dużo spotkań także chyba będę musiała jakoś do tego przywyknąć. Chociaż wiecie, że koniec końców jestem w stanie łatwiej powstrzymać się od jedzenia niż od picia? Dziwne. 

Dzisiaj jeszcze nic produktywnego nie zrobiłam, przyznaje się bez bicia. Zaraz idę porobić notatki z prawa administracyjnego, a później widzę się z koleżanką. Będę jej pomagać przygotować się do rozmowy rekrutacyjnej na studia, którą ma jutro. Mam nadzieję, że jej się uda. Wieczór zamierzam spędzić przed telewizorem oglądając film "Jestem wszystkimi dziewczynami", ktoś mi go ostatnio polecił i bardzo chce zobaczyć.




piątek, 9 lipca 2021

629 - 631 || Mówi się trudno i płynie się dalej

 Piątek, 22:25


Ostatnie 3 dni nie były dla mnie dobre pod względem jedzenia, ale mówi się trudno i płynie się dalej. A jeśli o pływaniu mowa to rany... dzisiaj niemal pływałam ulicami miasta, ale może od początku. Wstałam chwilkę po 7 i od razu zaczęłam czytać książkę. Nadal męczę jakąś powieść z wattpada. Później się szybko zebrałam, zjadłam śniadanie i zaczęłam powtarzać na koreański, bo o 10 miałam korepetycje. Szybko minęły i potem od razu pojechałam na depilację laserową. To był już mój czwarty zabieg, jestem bardzo zadowolona z efektów, chociaż dzisiaj bolało tak, że myślałam, że z krzykiem wylecę z gabinetu. Od razu jak wyszłam z salonu zastała mnie taka ulewa jakiej dawno nie widziałam. Ściana deszczu, grad wielkości jajek, a ja oczywiście uznałam, że z cukru nie jestem i nie będę stała pod żadnym daszkiem, także paradowałam sobie w takiej ulewie bez parasolki. Chociaż na nic by mi się ona zdała. Później wystałam się jakieś 20 minut na przystanku, by się dowiedzieć, że tramwaje nie jeżdżą, więc kolejne 20 minut szłam na inny przystanek. Przez całą drogę w autobusie nie spadła kropla deszczu, ale jak wysiadłam... ulewa od nowa. Śpieszyłam się do domu, bo myślałam, że kot się boi, a ten sobie spał w najlepsze i nic nie słyszał. 

W domu byłam dopiero grubo po 15, zanim się ogarnęłam to też trochę czasu mi to zajęło. Później zjadłam obiad i znowu usiadłam na chwilę do koreańskiego. Następnie znowu wzięłam się za gotowanie. Już wczoraj zrobiłam zupę krem z cukinii oraz galaretkę na deser, a dzisiaj ugotowałam wielki gar lecza i zrobiłam pyszną sałatkę. 

Bilans:

8:00 3x wasa z serkiem president, pomidor, kabanosy wegańskie 

11:00 banan

16:00 zupa krem z cukinii + galaretka zero kcal 

19:00 sałatka z pieczonymi ziemniakami, marchewką i papryką + galaretka zero kcal 


Ostatnio zrobiłam sobie takie sajgonki warzywne. Wyszły przepyszne, a kalorii oczywiście mało. Do tego sos sojowy z przyprawami. Mniam! W ogóle mam ogromną ochotę na domowe sushi, ale składników brak, chyba jutro wybiorę się na zakupy. 


Chyba dawno nie było tutaj Pana Maffina? 




Nie każdy zrozumie ten krótki filmik. Właściwie to mam nadzieję, że jak najmniej z Was. 


wtorek, 6 lipca 2021

625-628 || Weekend, początek nowego tygodnia i dieta

 Wtorek, 10:02


Hej! 

W sobotę wstałam jakoś po 8, ale jak zwykle po przebudzeniu czytałam jeszcze książkę. Potem poszłam na zakupy spożywcze do dwóch sklepów i jak wróciłam to posprzątałam całe mieszkanie. Niedziele z kolei spędziłam niemal w całości na balkonie czytając książkę. Bardzo odpoczęłam. Wieczorem miałam iść z koleżanką do kina na świeżym powietrzu, które odbywa się na osiedlu obok, ale jej piesek zachorował i nie chciała go zostawiać. Mam nadzieje, że uda mi się iść w przyszłą niedziele, bo także będzie organizowane. Wczoraj natomiast miałam ambitny plan wziąć się za naukę, bo od mojego ostatniego egzaminu minął już tydzień, ale kompletnie nie mogłam się w sobie zebrać. Znacie to uczucie jak chcecie coś zrobić, ale jesteście zbyt rozproszone i nic Wam nie idzie? Mnie właśnie wczoraj to dopadło. Finalnie ogarnęłam tylko koreański i angielski. Ostatnio kupiłam "The Great Gatsby" po angielsku i kurde o dziwo idzie mi jak krew z nosa. Myślałam, że mój angielski jest już na spoko poziomie skoro potrafię oglądać filmy i seriale z niemal całkowitym zrozumieniem, ale jednak książka to coś innego. Masa słownictwa, którego nie rozumiem i czytanie idzie mi po prostu opornie. Postanowiłam sobie, że będę czytać tylko trzy strony dziennie i wypisywać wszystkie słówka, których nie rozumiem, a potem się ich uczyć. Małymi kroczkami, ale do przodu. To chyba powinno być moje nowe motto. 

Wczoraj wróciłam także do mojej diety, no bo wiecie jak to jest... od poniedziałku. Zdajecie sobie sprawę, że od TRZECH MIESIĘCY nie byłam na żadnej diecie??? Jadłam i piłam co chciałam i ile chciałam. Oczywiście dramatycznie odbiło się to na mojej wadze, ale w tamtym momencie było to dla mnie najmniej ważne. Liczyło się tylko to, aby się podnieść z tego dołka, w który wpadłam tak naprawdę z dnia na dzień. Nie będzie to żadna rygorystyczna dieta, bo wiem, że na takiej nie wytrzymam. Chodzi mi jedynie o to, aby skurczyć żołądek i odstawić niektóre produkty z diety. Np. pieczywo, chipsy czy słodycze. 

BILANS ZE WCZORAJ: 

śniadanie: 2x wasa z serkiem śmietankowym i łososiem wędzonym; serek wiejski light z pomidorem

obiad: pieczona cukinia z warzywami i mozarellą

kolacja: sałatka 

W między czasie zjadłam też dwie brzoskwinie ufo oraz trochę czereśni. 






Zakupy z soboty


Wczorajsze śniadanie


Obiad, i wiem że może nie wygląda apetycznie, ale był pyszny. Tylko mozarella z wierzchu za bardzo mi się podpiekła. To było coś a'la pizza. Cukinie posmarowałam koncentratem pomidorowym z przyprawami. Na to trochę oliwek, kukurydzy i trochę tofu z przyprawą do gyrosa. I na całość ser mozarella light. 


A tutaj ta nieszczęsna książka. Nie powiem... trochę podcięła mi skrzydła i wiarę w siebie jeśli chodzi o mój angielski. 

Aaa jest jeszcze ważna rzecz, o której chciałam Wam powiedzieć. Wczoraj były wyniki z matur i jestem bardzo dumna ze swoich maturzystów! Jedna moich uczennic otrzymała 90%! W pełni na to zasłużyła. Jej kolega dostał 70% (także mój uczeń), więc również uważam, że to świetny wyniki. Oprócz tego sami do mnie napisali i zaprosili na miasto żeby podziękować osobiście. Z pewnością, w któryś dzień się z nimi spotkam. Wyniki innych także są na przyzwoitym poziomie, także z każdego jestem dumna :) 


Uciekam do nauki, dzisiaj mam więcej motywacji niż wczoraj :) 






piątek, 2 lipca 2021

621-624 || Wuefistka z piekła rodem

 Piątek, 22:17


Hej! 

W ostatnich dniach tak naprawdę nic się nie działo. Myślę, że już mogę napisać, iż jeden z najgorszych okresów mojego życia jest już za mną, teraz będzie tylko lepiej. Bardzo w to wierzę. We wtorek na przemian oglądałam serial i czytałam książkę, w ten dzień mój brat wrócił także do swojego miasta, więc było trochę zamieszania. W środę byłam z koleżanką na piwku nad Wisłą, fajnie było się w końcu trochę pośmiać. Wczoraj natomiast poranek poświęciłam na naukę koreańskiego, bo miałam mieć korepetycje, ale babeczka mnie wystawiła niestety. Nie mówiłam Wam chyba nawet o tym, ale już od jakiś dwóch miesięcy chodzę na prywatne lekcje i bardzo dużo mi one dają. Dziewczyna, która mnie uczy też jest bardzo fajna, pomijając ten wczorajszy incydent. Później poszłam skompletować prezent dla mojej koleżanki i zeszło mi tak pół dnia. Dzisiaj właśnie urządzałam jej mini przyjęcie urodzinowe, spędziłyśmy ze sobą dużo czasu, bo przyszła koło 12 i poszła dopiero po 20. Ale było bardzo miło, więc nie narzekam. 

Obecnie siedzę z maseczką na twarzy i pomyślałam, że napiszę Wam jeszcze o sytuacji, która miała miejsce we wtorek. Rano poszłam na spacer z moją koleżanką i jej pieskiem i w drodze spotkałam swoją... oprawczynię. Myślę, że to nie będzie przesadą jeśli właśnie tak ją nazwę. Jeśli miałam bym wskazać osobę, która najwięcej zniszczyła mi życie, to w pierwszej kolejności byłaby to matka, a w drugiej... moja wuefistka z podstawówki. Możecie się śmiać, ale mi naprawdę do śmiechu nie jest. Ona dosłownie zniszczyła mi życie, a rzeczy, które do mnie mówiła powracają do mnie echem nawet po tych ponad 10 latach. A w ten wtorkowy poranek właśnie ją spotkałam. Szła sobie uradowana, z ogromnym uśmiechem na twarzy rozmawiając przez telefon, nie wiedząc, że właśnie mija osobę, której spieprzyła życie. Bo taka jest prawda. Jestem w 100% pewna, że to jak traktowała mnie ta kobieta wpływa nawet na moje dorosłe życie. 

Dobra, trochę się wyżaliłam. Teraz idę zmyć maseczkę i poczytać książkę. Ostatnio wkręciłam się w powieści z wattpada, kupiłam sobie także Wielkiego Gatsby'iego w wersji angielskiej. Ooo a jeśli chodzi o język to myślę, że jeszcze Wam się nie chwaliłam, że od jakiegoś 1,5 miesiąca oglądam tylko koreańskie seriale i tylko z angielskimi napisami. Jeśli chodzi o koreański to nawet nie zdajecie sobie sprawy ile wyrażeń podłapałam, czasami sama jestem w szoku, że już tyle rzeczy rozumiem. Mój poziom z angielskiego także poszybował. Gdy nie znam jakiegoś słówka, sprawdzam je sobie i spisuje żeby potem do tego wrócić. Dużo osób mówiło żeby oglądać właśnie seriale w języku, którego się uczymy, postanowiłam spróbować i to naprawdę świetny sposób. 

Okej... idę zmyć maseczkę. Na jutro mam ambitne plany jeśli chodzi o ogarnięcie mieszkania.