Niedziela, 16:44
Weekend powoli się kończy. Bardzo udało mi się odpocząć, a przede wszystkim trochę "nadgoniłam" sen. W ciagu tygodnia roboczego trochę mi tego brakuje, codziennie wstaje o 5:40, mimo że nie muszę, bo mogę być w pracy, na którą mi się podoba, ale lubię trzymać się stałego schematu i być w biurze już na 7. Właśnie włączyłam sobie film, z Nowym Jorkiem w tle. Nie mogę uwierzyć, że już w przyszłym roku będzie mi tam dane spędzić kilka dni. To zawsze było moje ogromne marzenie. To mój prezent urodzinowy od S., na urodziny, które mam dopiero w styczniu, ale wygadał się już jakiś czas temu. I dobrze! Mam się na co cieszyć :)
Ostatnio mówiłam Wam, że staram się otwierać na nowe. I w tym tygodniu zrobiłam sobie takie paznokcie, w mojej opinii nieźle poszalałam, ale są piękne.
W tygodniu jestem dosyć zajęta, więc dzisiaj ugotowałam posiłki na najbliższe trzy dni.
Od lewej:
Risotto dyniowe z boczkiem/tofu
Makaron udon z mieszanką warzyw i krewetkami
Pieczone warzywa (bakłażan, cukinia, batat i papryka) z kurczakiem/tofu i do tego będzie sos z jogurtu greckiego i jalapeno
Wczoraj kupiłam kilka rzeczy na kolejne wyjazdy. Plecak, zdecydowałam się na trochę lepszy, bo ostatnio stawiam coraz częściej na jakość. Trochę maseczek i płatków pod oczy typowo na wyjazdy, bo na co dzień korzystam z takich w dużym opakowaniu. Kupiłam też żele antybakteryje w Bath and body oraz małe opakowanie żelu i szamponu. Lubię sobie tak wszystko na spokojnie ogarnąć i mega mnie to cieszy.
Od jutra wracam także do większego relacjonowania mojej diety na blogu. W styczniu mam 30 i serio czuję, że wtedy zacznie się najlepsza dekada mojego życia... chcę być na nią przygotowana.
Uciekam się teraz wykąpać, potem gra w Sims a na 20 jestem jak zwykle umówiona z chłopakiem na niedzielny film i seks. Kocham te powolne i relaksujące końcówki każdego tygodnia.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz