niedziela, 27 września 2026

dzień przed wylotem

 Niedziela, 16:41


Właśnie nałożyłam olejek na włosy i stwierdziłam, że wypadałoby się tutaj odezwać ostatni raz w tym miesiącu. Przeziębienie już powoli (bardzo powoli) mi przechodzi, więc cieszę się, bo jutro przed 6 mam wylot od Oslo. Wczoraj byłam u fryzjer, pewnie jakoś na dniach dodam zdjęcie. Ale zdecydowałam się na ciemniejsze odcienie, takie bardziej eleganckie, na których odrost nie będzie się rzucał w oczy. Jestem mega zadowolona z efektu, w końcu poczułam, że to jest mój kolor, o dziwo wygląda jak mój naturalny, więc chyba faktycznie natura zawsze wie co robi. Z pewności na ten okres jesienno-zimowy przy nim zostanę, a na wiosnę wrócę do ciutkę jaśniejszego koloru. 

Po fryzjerze zaprosiłam chłopaka na obiad do naszej ulubionej wietnamskiej restauracji. Chciałam mu się odwdzięczyć, bo jednak ostatnio ciągle gdzieś mnie wozi - do fryzjera, lekarza, galerii itd. Mega to doceniam. Wracając do restauracji, zamówiłam sobie zupkę pho bo potrzebowałam takiego dania w czasie choroby. 


Obiecałam sobie, że po powrocie do pracy mega przykładam się do diety. Teraz nie jest źle, jadam raczej lekko i bez szaleństw, ale jednak potrzebuję większej kontroli. Akurat będę miała motywację, bo chyba uda nam się polecieć na te wakacje na Wyspy Zielonego Przylądka. Ale powiem Wam, że to wszystko jest takie stresujące i problematyczne... to przez bierność i zwłokę linii lotniczych. Ah.. pocieszam się, że przynajmniej bardziej docenię te wakacje. Mam nadzieję, że wszystko wyjaśni się w przyszłym tygodniu i uda nam się wykupić wyjazd. Trzeba myśleć pozytywnie. 

Miłego tygodnia! 



piątek, 25 września 2026

get out of the box

 

Piątek, 13:13



Dzisiaj jest pierwszy dzień,  w którym czuję się trochę lepiej. Bałam się, że nie zdążę wyzdrowieć przed Oslo, ale chyba będzie okej. Jutro jadę do fryzjera, umówiłam się już kilka miesięcy temu, jestem mega podekscytowana, bo chcę trochę zmienić kolor. Zobaczymy jak to wyjdzie. 

Przez ostatnie dwa dni zrobiłam mega, ale to mega dużo i to w niemal w ogóle nie wstając z łóżka. Ogarniałam rzeczy na telefonie, głównie jakieś wyjazdy, prezenty, zakupy. Czyli coś co i tak musiałam zrobić, ale potrzebowałam takiego jednego czasu aby nad tym usiąść. Z najbardziej ekscytujących rzeczy to nasza podróż na Sri Lankę jest już ogarnięta w niemal 100%. Udało mi się już nawet zarezerwować nocleg na Malediwach!!! Wiecie jakie to niesamowite uczucie bookować takie wakacje? Dobrze zrobiłam biorąc to zwolnienie w pracy, nie dość, że się wykurowałam to jeszcze przydał mi się ten czas na tzw. sprawunki. 

Ostatnio na tik toku trafiłam na bardzo fajnie filmiki. Ja mogę się pod nimi podpisać nogami i rękami, nic się nie zmieni dopóki wy/my nie wyjdziemy z "pudełka", z tych schematów, które nas trzymają, z monotonii. Może mało kto pamięta ten okres mojego życia, ale tak było także ze mną w lipcu 2021. tutaj można o tym poczytać Byłam wtedy na skraju załamania nerwowego, albo właśnie je przechodziłam i właściwie jednego dnia podjęłam decyzje, które zmieniły moje życie o 180 stopni. Rzuciłam studia, dietę, ścięłam włosy i postanowiłam sobie, że wyjeżdżam z Polski. I ja myślę, że te decyzje mnie uratowały. Moje życie w rzeczywistości zmieniło się dopiero w momencie, w którym podjęłam "niewygodne" decyzje i spróbowałam czegoś nowego. Na zawsze będę wdzięczna samej sobie, że to wtedy zrobiłam, bo coś mi się wydaje, że już by mnie tutaj nie było.





Przy okazji odszukiwania posta, który podlinkowałam Wam powyżej trafiłam także na inne i nawet kilka poczytałam. To niesamowite jak ja się zmieniłam przez te kilka lat, jestem zupełnie w innym miejscu w życiu - w lepszym! zdecydowanie! Czuję, że to moje życie już jest takie ułożone, bardziej stabilne. 

Na wyjazd do Oslo też już jestem prawie gotowa. Kosmetyki spakowane, a ubrania dopakuje przez weekend bo jeszcze się suszą. Odprawa zrobiona, parking załatwiony, plan podróży ułożony, wydatki zaplanowane. Niestety, ale pogoda ma być bardzo deszczowa, ale mówi się trudno. Mam nadzieję, że nie popsuje mi to radości z wyjazdu. Po powrocie z Oslo mam jeszcze dwa dni wolnego, bo została mi masa dni w pracy. W czwartek zamierzam iść na premierę Lalki do kina - dostałam zaproszenie od chłopaka, bo kocham książkę. A w piątek i w weekend mam w planie robić monoporcje dla S. do pracy, bo na początku października ma urodziny i 10 lecie pracy w firmie. Już większość składników mam kupionych, rozdzieliłam sobie także prace na trzy dni i ułożyłam w odpowiedniej kolejności, aby cały proces łatwo poszedł. Oj nie mogę się doczekać! Kocham takie rzeczy. 

W ogóle na listopad umówiłam nas też na profesjonalną sesję zdjęciową! Haha zawsze chciałam wziąć w takiej udział, więc super się złożyło. Akurat znalazłam na tik toku dziewczynę, która dopiero zaczyna, więc cena jest korzystna. I teraz znowu wychodzi moje delulu, ale pomyślałam, że jakieś zdjęcie wykorzystam do zaproszeń ślubnych haha 

Teraz idę podgrzać sobie zupę na obiad, a potem będę czytać książkę, bo już wszystko, co miałam do zrobienia to zrobiłam. Nawet mieszkanie udało mi się posprzątać z rana. Szkoda tylko, że przez te kilka dni się nie wyspałam, niestety nos mam tak zatkany, że ciągle się budziłam. 


środa, 23 września 2026

urlop czas start! choroba, sukienka zaręczynowa i zmiana planów wyjazdowych

 Środa, 10:31


Zgadnijcie kto jest chory? Ja! Właściwie to nawet nie chora, a jedynie przeziębiona, ale jednak od ubiegłego poniedziałku zamiast mi się poprawiać to jeszcze się pogorszyło. Dlatego zdecydowałam się wczoraj pójść do lekarza i dostałam zwolnienie do końca tygodnia. A od następnego tygodnia zaczynam już urlop. Normalnie pewnie nawet bym nie szła do lekarza, ale na wyjazd do Norwegii chcę być zdrowa, poza tym uczę się, że trzeba sobie odpuszczać. 

Rano wstałam i się wykąpałam, zjadłam dobre śniadanie i nastawiłam rosół, więc mam nadzieję, że jakoś mi pomoże pokonać chorobę. Przed chwilą też szybko odkurzyłam i umyłam podłogi. Resztę dnia mam zamiar spędzić już w łóżku. Piję niesamowite ilości płynów... dzisiaj to już z pewnością ponad trzy litry. Tak niesamowicie mnie suszy, ale zawsze tak mam gdy zdrowie nie dopisuje. W ogóle koleżanka w pracy powiedziała mi, że ta choroba może być wynikiem przemęczenia. Może i trochę racji w tym jest. Mamy koniec września, a ja miałam w tym roku raz trzy dni wolnego, a drugi raz pięć. Natomiast tą końcówką roku trochę sobie nadrobię. 

Moje plany wyjazdowe na te ostatnie miesiące znaczenie się zmieniły. Po kolejnych problemach z wylotem do Dubaju powiedziałam S. żeby to odwołał. Nie mam już siły się tak męczyć, wakacje powinny być przyjemnością, a z tym wyjazdem ciągle coś było źle. Już chyba wolę jechać w inne miejsce, ale przynajmniej mieć spokojną głowę. Postanowiliśmy pojechać na dłużej, ale połączyć dwa wyjazdy w jeden- bo ciężko lecieć gdzieś poza Europe na pięć dni, a w Europie z kolei już pogoda nie dopisuje. Naszym planem są wakacje all in na Wyspach Zielonego Przylądka. Wybraliśmy super hotel. Normalnie jesteśmy bardzo oszczędni i zawsze wybieramy najtańsze opcje, ale tym razem stwierdziliśmy, że "damy sobie". Także wybraliśmy bardzo ładny, pięciogwiazdowy hotel, nowy, wyspę z kilkoma atrakcjami i wręcz rajską plażą. Ja dla siebie upatrzyłam sobie zajęcia z jogi i pilatesu a nawet mam zamiar pójść na masaż. Teraz czekamy żeby tylko na pewno zwrócili nam kasę za Dubaj (a tyle razy zmieniali terminy lotów, że mam nadzieję, że nie będzie z tym problemu) i kupuje wycieczkę. To będzie cudownie relaksujący wyjazd i nie ukrywam, że mam ogromną nadzieję, że wrócę z niego zaręczona. Jestem mega podekscytowana tym faktem. Wybrałam już sobie nawet sukienkę na tę okazję.


Wybrałam taką prostą sukienkę, którą wiem, że będę mogła jeszcze nie raz założyć. Zamówiłam też sobie na to taką elegancką narzutkę, a no i bransoletkę na rękę - mam nadzieję, że mi przyjdą w tym tygodniu. I takie piękne kolczyki, które widzicie na zdjęciu. 
Kurcze powiem Wam, że jeśli się mylę co do tych zaręczyn, to przeżyję ogromne rozczarowanie. Ale z drugiej strony byłby totalnym idiotą gdyby mi się nie oświadczył teraz kiedy między nami tak super się układa i to już od długiego czasu. 

Idę zająć się czytaniem książki :) 


niedziela, 20 września 2026

kilka ciekawych filmików, mój weekend i działam na 200%

 Niedziela, 18:33



Cały poprzedni tydzień minął mi pod znakiem lekkiego przeziębienia, niby nic takiego, ale nie czułam się najlepiej. W ten weekend też raczej wypoczywałam i jest mi z tym super. Nadgoniłam także jakieś zaległości, które zebrały mi się w tygodniu - sprzątanie mieszkania i prasowanie. 

Poniżej wstawiam filmiki, które ostatnio znalazłam na tik toku, mam nadzieję, że da je się uruchomić. Bardzo mnie poruszyły. 





Ja nienawidziłam swoich urodzin, bo moja mama zawsze skupiała się na sobie - że ona musi coś zrobić, upiec, że jest zmęczona i takie tam. Pamiętam, że w jednym roku obiecała mi jakąś imprezę urodzinową (byłam jeszcze dzieckiem), po czym jak nie zrobiłam czegoś co sobie uwidziała to powiedziała, że wszystko odwołała. Oczywiście potem się okazało, że żadnej imprezy w planach nie było. Ale może to nawet lepiej, bo gdy innym razem faktycznie doszła do skutku, to byłam jedynym dzieckiem, które nie dostało tortu, bo byłam za gruba. 


Ten filmik wręcz mnie zabił. Zawsze jest życzliwa? Zawsze jest po Twojej stronie? Moja mama zawsze była po stronie innych osób, nie ważne kogo, byleby nie mojej. Ja z dzieciństwa pamiętam tylko awantury, nic więcej. Pretensje były dosłownie o wszystko, nawet o to, że jestem za spokojna, za cicha.




Ja też słyszałam takie teksty, najgorsze było jak mówiła to do kogoś kiedy ja stałam obok. Na przykład jak ktoś mówił, że ładna ze mnie dziewczynka, a ona odpowiadała tym charakterystycznym dla siebie "fukającym" tonem głosu "co z tego, że ładna jak gruba". Chodziłam wtedy do przedszkola, a mimo to pamiętam jakby to było wczoraj. Albo jak przed każdym wydarzeniem rodzinnym była awantura o to, że jestem gruba a inne dziewczynki są takie szczuplutki i tylko ja będę takim pasztetem. 


Ja także słyszałam, że "mi nic nie można powiedzieć, bo się od razu obrażam". I tak było, obrażałam się i słusznie. Bo ciągle słyszałam, że jestem głupia, gruba, leniwa, dyslektyczka, inni to są super a ja tłuścioch i brudas. Od zawsze w szkole miałam problemy z pisaniem i moja mama robiła mi dyktanda, które miały opisywać mnie "brudas, tłuścioch, cwel". 

Obecnie rzadko mówię tutaj o moich relacjach z matką. Od kiedy się wyprowadziłam utrzymujemy ze sobą sporadyczny kontakt, głównie sms, na żywo widziałam się z nią kilka razy i za każdym razem było to bardzo stresujące. Już mnie nie wyzywa, ale nadal zwraca się do mnie gorzej niż do psa... 

Zmieniając temat...




Ostatnio w każdy weekend coś piekę. W tym tygodniu padło na ciasto ze śliwkami i kruszonką. 


Zrobiłam także shoty na odporność. Pomarańcze, cytryna i imbir. 


W ten weekend obejrzałam całą Lalkę. Bardzo mi się podobała, mimo że nie była całkowitym odwzorowaniem książki. Korzystając z tego, że wykupiłam sobie Netflix na miesiąc oglądam także sagę Potwór. 


Moja ulubiona fryzurka do pracy ostatnio. Mega prosta, ale słodka. 


A to mój poranek. Kolagen w tle, gazetka, kawka i relaks. Lubię niedzielne poranki. 


W tygodniu miałam w pracy dzień hot-doga więc skorzystałam. Był meggga dobry.




W piątek zrobiliśmy sushi - pycha! 




A wczoraj byliśmy w KFC na obiedzie. W soboty nigdy nie gotuję, więc zawsze jemy gdzieś na mieście. 

5 grudnia lecę na wakacje do Egiptu, pierwszy raz na all in. Do tego czasu zamierzam dawać z siebie 200% w każdej dziedzinie życia. Nawet na blogu zamierzam być bardziej aktywna. 


środa, 16 września 2026

choroba, słodki stół i sukienki zaręczynowe

 Środa, 20:14


Miałam na ten tydzień zupełnie inne plany, ale niestety trochę się pochorowałam. Nie jest źle, do pracy chodzę, ale szczerze mówiąc nie czuję się jakoś super. Mam nadzieję, że do weekendu mi przejdzie, wieczorami staram się odpoczywać, dużo piję i biorę leki. W pracy na szczęście wszystko okej, to dobrze bo przez tą chorobę przyda mi się taki spokojniejszy czas. 

Powoli przygotowuje się do urodzin chłopaka, które są za trochę ponad dwa tygodnie. Główny prezent oczywiście już dla niego mam (wycieczka do Oslo), ale planuje dokupić jeszcze bon do piwnego spa dla nas obojga i trochę słodyczy. W tym roku w dzień jego urodzin wypada także jego 10 lecie pracy w obecnej firmie, więc poprosił żebym coś upiekła. Meeega chętnie się zgodziłam. Co prawda tradycyjnego torta sobie odpuszczę, bo nie chcę się porywać z motyką na słońce, ale stwierdziłam, że zrobię mini deserki. 

Poniżej daje trochę inspiracji. Ja mam już wszystko rozpisane, panuje zrobić mini kawałeczki brownie (jak na zdjęciu), babeczki z budyniem i owocami, a także z kremem cytrynowym i bezą. Oraz moje popisowe monoporcje w kubeczkach w kilku smakach: tiramisu, princessa kokosowa, malinowa chmurka, kinder bueno oraz snickers. Cieszę się, że w końcu będę miała okazję trochę więcej czasu spędzić w kuchni. Miałam także pretekst żeby w końcu kupić sobie nowy blender/mikser! Poprzedni zajechałam totalnie. Dzisiaj już do mnie dotarł, ale przez złe samopoczucie jeszcze go nie testowałam. 







A jak już jesteśmy w temacie jedzenia to daje także inspirację na moje dzisiejsze śniadanie. Wytrawne gofry z serka wiejskiego. Kocham! 



A tutaj obiad na jutro. Kasza bulgur, pomidor, ogórek, jalapeno, feta i na samą górę dałam rukolę. W wersji dla chłopaka jest także boczek. 


Wczoraj zrobiłam także spore zamówienie na shein i kupiłam sobie aż 9 sukienek... zaręczynowych. No tak, dobrze czytacie i możecie nazwać mnie delulu. Ale szczerze? Chyba po prostu jest to kobieca intuicja. Oczywiście z tych sukienek wybiorę jakąś jedną, ale zamówiłam sporo aby sobie poprzymierzać i wybrać taką, w której będę się czuła najlepiej. Osiem jest białych, a jedna czerwona. Kupiłam także kolczyki, które myślę, że będą idealnie pasować do morskiego klimatu. 

W tym tygodniu bardzo pilnuje się z dietą, bo niestety, ale nic nie ćwiczę. Okroiłam trochę kalorii z kolacji i nie jem w pracy II śniadania. Natomiast myślę, że finalnie wychodzę na zero, bo nadrabiam sokami do herbaty, które mają w sobie dużo cukru. Idę poczytać książkę w łóżku, bo nie czuję się najlepiej. 


niedziela, 13 września 2026

niedzielka

 Niedziela, 16:44



Weekend powoli się kończy. Bardzo udało mi się odpocząć, a przede wszystkim trochę "nadgoniłam" sen. W ciagu tygodnia roboczego trochę mi tego brakuje, codziennie wstaje o 5:40, mimo że nie muszę, bo mogę być w pracy, na którą mi się podoba, ale lubię trzymać się stałego schematu i być w biurze już na 7. Właśnie włączyłam sobie film, z Nowym Jorkiem w tle. Nie mogę uwierzyć, że już w przyszłym roku będzie mi tam dane spędzić kilka dni. To zawsze było moje ogromne marzenie. To mój prezent urodzinowy od S., na urodziny, które mam dopiero w styczniu, ale wygadał się już jakiś czas temu. I dobrze! Mam się na co cieszyć :) 


Ostatnio mówiłam Wam, że staram się otwierać na nowe. I w tym tygodniu zrobiłam sobie takie paznokcie, w mojej opinii nieźle poszalałam, ale są piękne. 


W tygodniu jestem dosyć zajęta, więc dzisiaj ugotowałam posiłki na najbliższe trzy dni. 

Od lewej:
Risotto dyniowe z boczkiem/tofu
Makaron udon z mieszanką warzyw i krewetkami 
Pieczone warzywa (bakłażan, cukinia, batat i papryka) z kurczakiem/tofu i do tego będzie sos z jogurtu greckiego i jalapeno 


Wczoraj kupiłam kilka rzeczy na kolejne wyjazdy. Plecak, zdecydowałam się na trochę lepszy, bo ostatnio stawiam coraz częściej na jakość. Trochę maseczek i płatków pod oczy typowo na wyjazdy, bo na co dzień korzystam z takich w dużym opakowaniu. Kupiłam też żele antybakteryje w Bath and body oraz małe opakowanie żelu i szamponu. Lubię sobie tak wszystko na spokojnie ogarnąć i mega mnie to cieszy. 

Od jutra wracam także do większego relacjonowania mojej diety na blogu. W styczniu mam 30 i serio czuję, że wtedy zacznie się najlepsza dekada mojego życia... chcę być na nią przygotowana. 

Uciekam się teraz wykąpać, potem gra w Sims a na 20 jestem jak zwykle umówiona z chłopakiem na niedzielny film i seks. Kocham te powolne i relaksujące końcówki każdego tygodnia. 


sobota, 12 września 2026

zupełnie nowy rozdział

 Sobota, 18:51



Hejka! 

Miałam dzisiaj usiąść i dodać tutaj masę zdjęć z ostatniego czasu, niestety okazało się, że większość zrobiona jest w formacie HEIC, którego blog nie obsługuje... Eh w takim razie zdjęcia na bloga będę robiła w innym formacie, gorszej jakości, ale przynajmniej będą. 

Ostatnio Wam powiedziałam, że wstąpiła we mnie jakaś nowa energia i bardzo się cieszę na kolejna porę roku. Zamierzam ją wykorzystać nie w 100, a w 200%! 



Byłam wczoraj w Action i kupiłam dwie nowe rzeczy, bo stwierdziłam, że w moje jesienne hobby warto zainwestować trochę pieniędzy. Także kupiłam myszkę, bo zamierzam wrócić do dodawania wpisów z laptopa i dużo zdjęć, czego z telefonu robić nie mogę. Przyda mi się też do grania w Simsy, właśnie mi się ściągają na drugim laptopie, więc już dzisiaj będzie grane. A słuchawki kupiłam żeby dogrywać dźwięk do filmików, które od czasu do czasu wrzucam na tik toka - teraz w okresie jesienno-zimowym zamierzam się na tym bardziej skupić, bo będę miała czas. Poza tym baaardzo to lubię. Zawsze byłam dosyć twórczą osobą, więc nie dziwię się, że i to przypadło mi do gustu. 

Dzisiaj byliśmy z S. w Galerii Krakowskiej, bo powoli przygotowuje się na moje małe i duże wyjazdy, o których pisałam Wam w poprzednim wpisie. Potem poszliśmy na spacer po rynku i zjedliśmy gorącego precla z malinami i białą czekoladą. Obiad zjedliśmy natomiast w McDonald's i tam zdecydowałam się na menu sezonowe. Ostatnio bardzo często decyduje się na poznawanie nowości, nie chodzi tylko o jedzenie, ale także inne rzeczy. Kiedyś brałam tylko sprawdzone opcje, nic nowego, najchętniej to nuggetsy z menu dziecięcego, a ostatnio mega szaleje i dobrze mi z tym. Próbuje także nowych aktywności, regularnie chodzę na basen, pilates i zaczęłam nawet czytać gazety! Oczywiście tematyka kryminalna nadal u mnie góruje, nawet w gazetach i zakochałam się w kolejnych wydaniach Detektywa. Czytam także zdecydowanie więcej książek, w tym miesiącu już dwie. 

Idę się za chwilkę wykąpać. S. ściąga mi Simsy na laptopa, a ja zamierzam zrobić sobie jeszcze jakąś fajną kolacje i rozsiądę się na kanapie. 
życie jest piękne. 


piątek, 11 września 2026

Witamy wrzesień

Piątek, 11:12 

Przez ostatnie niemal dwa tygodnie nie odzywałam się tutaj, bo po pracy miałam dużo… pracy. Ah nie ważne właściwie już prawie skończyłam, a przynajmniej jakaś dodatkowa kasa wpadła. Jednakże drugi raz bym się nie podjęła, jestem już chyba w takim wieku, że po pracy potrzebuję wytchnienia od wysiłku intelektualnego. Mogę zapieprzac po domu, coś ogarniać i inne tego typu rzeczy, ale kolejna porcja myślenia to dla mnie chyba za dużo. 

Teraz w pracy mam trochę czasu to postanowiłam się na spokojnie odezwać. U mnie generalnie wszystko w porządku, ale znowu pojawiły się problemy z tym wylotem do Dubaju. Już trzeci raz w tym roku odwołali nam lot. Oczywiście zaproponowali alternatywę (inny dzień), ale nie jest to już dla nas tak korzystne. Gdybym teraz mogła wybierać to chyba już bym sobie odpuściła, bo jestem psychicznie zmęczona tym wyjazdem. Poza tym do samego końca będę czuła strach, ze odwołają po raz kolejny. Uspokoję się chyba dopiero po wejściu na pokład. Poza tym S. bardzo naciska żebyśmy lecieli (tak też mnie to dziwi), dodatkowo wynajął super hotel (na Palmie Jumeirah) i nawet jak zaproponowałam, że ja w takim razie zorganizuję tam jakieś atrakcje to powiedział, że on też chce w tym uczestniczyć. Aa no i jeszcze kupił w samolocie miejsca obok siebie, a jak ktoś kiedyś z Was leciał jakimiś lepszymi liniami lotniczymi jak Emirates to wie, że to także sporo kosztuje. Wszystkie znaki na niebie i na ziemi wskazują mi na jedno!!! Albo jestem delulu albo wydaje mi się, że on mi się tam serio oświadczy… Nie chcę tego natomiast jakoś super analizować żeby nie zepsuć sobie ewentualnej niespodzianki. 

Jakie macie plany na ostatnią połowę roku? U mnie lato było bardzo intensywne, więc te miesiące jesienno zimowe planuję spędzić bardziej na spokojnie. Dużo książek, spacerów, basenu, porządków w domu, pilates. I też co miesiąc przez cały ten czas mam jakiś wyjazd. W tym miesiącu lecę do Oslo, w kolejnym Dubaj, w listopadzie Berlin i jarmarki świąteczne, w grudniu all inclusive w Egipcie oraz wyjazd do Kołobrzegu na Sylwestra, a w styczniu Sri Lanka i Malediwy. Na wiosnę natomiast lecimy do Nowego Jorku (mój prezent urodzinowy od S.). Zapowiada się przepiękny czas dla mnie, jestem pełna spokoju i pozytywnej energii. Poza tym im więcej znaków na niebie i ziemi świadczy o tym, że niedługo zostanę narzeczona, tym lepszy staje się mój związek, bo mam wrażenie, że patrzę na S. z jeszcze większą miłością. A już największa miłość to mnie ogarnia jak go sobie porównuję do niektórych chłopakow z którymi pracuje (bo spędzam z tymi osobami najwięcej czasu), wtedy to co chwila dziękuję wszechświatowi, że trafiłam na taką osobę, a nie jednego z nich… Nie zrozumcie mnie źle, to nie są jacyś tyrani, nic z tych rzeczy, ale wydaje mi się po prostu, ze to jest takie nijakie, średnie, bez polotu. Nie wiem nawet jak mam Wam to opisać żebyście zrozumiały, ale serio mam takie myśli od dłuższego czasu i pojawiają się coraz częściej. 

Powyżej napisałam trochę o moich długoterminowych planach a jeśli chodzi o takie najbliższe dni, to na szczęście za kilka godzin zaczynam weekend. Za chwilę wracam do pracy, ale jeszcze wcześniej zrobię sobie Orange espresso (kocham), po pracy jedziemy na zakupy spożywcze, a wieczorem do restauracji po kuchennych rewolucjach Magdy Gessler. Mieliśmy taki plan już na poprzedni piątek, ale niestety dostałam okres i kiepsko się czułam. Zawsze w piątki chodzę też na spacery, ale dzisiaj przez pogodę nie wiem czy to wyjdzie, bo od rana dosyć mocno leje. W weekend mam kilka rzeczy do ogarnięcia, ale są to raczej małe rzeczy jak wizyta w galerii. Chcę też iść na spacer po rynku, bo czasami lubię się poczuć jak turystka. W przyszłym tygodniu w jeden dzień idę na basen, w inny na siłownię (dostałam darmową wejściówkę) i chcę też odwiedzić babcię. 

Rozpisałam się i zasiedziałam, ale chciałam Wam dać update z życia. Wracam do pracy :)