Niedziela, 18:33
Cały poprzedni tydzień minął mi pod znakiem lekkiego przeziębienia, niby nic takiego, ale nie czułam się najlepiej. W ten weekend też raczej wypoczywałam i jest mi z tym super. Nadgoniłam także jakieś zaległości, które zebrały mi się w tygodniu - sprzątanie mieszkania i prasowanie.
Poniżej wstawiam filmiki, które ostatnio znalazłam na tik toku, mam nadzieję, że da je się uruchomić. Bardzo mnie poruszyły.
Ja nienawidziłam swoich urodzin, bo moja mama zawsze skupiała się na sobie - że ona musi coś zrobić, upiec, że jest zmęczona i takie tam. Pamiętam, że w jednym roku obiecała mi jakąś imprezę urodzinową (byłam jeszcze dzieckiem), po czym jak nie zrobiłam czegoś co sobie uwidziała to powiedziała, że wszystko odwołała. Oczywiście potem się okazało, że żadnej imprezy w planach nie było. Ale może to nawet lepiej, bo gdy innym razem faktycznie doszła do skutku, to byłam jedynym dzieckiem, które nie dostało tortu, bo byłam za gruba.
Ten filmik wręcz mnie zabił. Zawsze jest życzliwa? Zawsze jest po Twojej stronie? Moja mama zawsze była po stronie innych osób, nie ważne kogo, byleby nie mojej. Ja z dzieciństwa pamiętam tylko awantury, nic więcej. Pretensje były dosłownie o wszystko, nawet o to, że jestem za spokojna, za cicha.
Ja też słyszałam takie teksty, najgorsze było jak mówiła to do kogoś kiedy ja stałam obok. Na przykład jak ktoś mówił, że ładna ze mnie dziewczynka, a ona odpowiadała tym charakterystycznym dla siebie "fukającym" tonem głosu "co z tego, że ładna jak gruba". Chodziłam wtedy do przedszkola, a mimo to pamiętam jakby to było wczoraj. Albo jak przed każdym wydarzeniem rodzinnym była awantura o to, że jestem gruba a inne dziewczynki są takie szczuplutki i tylko ja będę takim pasztetem.
Ja także słyszałam, że "mi nic nie można powiedzieć, bo się od razu obrażam". I tak było, obrażałam się i słusznie. Bo ciągle słyszałam, że jestem głupia, gruba, leniwa, dyslektyczka, inni to są super a ja tłuścioch i brudas. Od zawsze w szkole miałam problemy z pisaniem i moja mama robiła mi dyktanda, które miały opisywać mnie "brudas, tłuścioch, cwel".
Obecnie rzadko mówię tutaj o moich relacjach z matką. Od kiedy się wyprowadziłam utrzymujemy ze sobą sporadyczny kontakt, głównie sms, na żywo widziałam się z nią kilka razy i za każdym razem było to bardzo stresujące. Już mnie nie wyzywa, ale nadal zwraca się do mnie gorzej niż do psa...
Zmieniając temat...
Ostatnio w każdy weekend coś piekę. W tym tygodniu padło na ciasto ze śliwkami i kruszonką.
Zrobiłam także shoty na odporność. Pomarańcze, cytryna i imbir.
W ten weekend obejrzałam całą Lalkę. Bardzo mi się podobała, mimo że nie była całkowitym odwzorowaniem książki. Korzystając z tego, że wykupiłam sobie Netflix na miesiąc oglądam także sagę Potwór.
Moja ulubiona fryzurka do pracy ostatnio. Mega prosta, ale słodka.
A to mój poranek. Kolagen w tle, gazetka, kawka i relaks. Lubię niedzielne poranki.
W tygodniu miałam w pracy dzień hot-doga więc skorzystałam. Był meggga dobry.
W piątek zrobiliśmy sushi - pycha!
A wczoraj byliśmy w KFC na obiedzie. W soboty nigdy nie gotuję, więc zawsze jemy gdzieś na mieście.
5 grudnia lecę na wakacje do Egiptu, pierwszy raz na all in. Do tego czasu zamierzam dawać z siebie 200% w każdej dziedzinie życia. Nawet na blogu zamierzam być bardziej aktywna.