Niedziela 18:24
Za 20 minut umówiłam się z chłopakiem na wspólne oglądanie serialu, w między czasie sama kończę oglądać film, który zaczęłam wczoraj. Także pomyślałam, że się tutaj odezwę póki mam czas, bo w tygodniu staram się skupiać na innych rzeczach. Chociaż przyznaję, że od kiedy zdecydowałam się dodawać wpisy z telefonu jakoś łatwiej jest mi prowadzić tego bloga.
Chciałam Wam dzisiaj trochę opowiedzieć o moje wish liście. To dosyć ciekawy temat i ostatnio często o niej myślę. Kilka miesięcy temu umówiłam się z chłopakiem, że stworzymy swoje wish listy i się nimi wymienimy. Jak będzie jakaś okazja albo nawet bez to będziemy sobie coś kupować z tej listy tak aby każdy dostał rzecz, która jest mu potrzebna. Tak jak Wam kiedyś powiedziałam, bardzo zainteresowałam się tematyką minimalizmu i zwracam uwagę co przynosimy do domu i aby było to nam potrzebne. No ale ta listę wysłałam już pół roku i temu i nie dostałam z niej absolutnie nic. I to nie dlatego, że S o niej zapomniał, albo nie ma pieniędzy czy coś takiego. To kwestia tego, że S ze wszystkim zwleka. To chcąc nie chcąc często odbija się na naszym związku i życiu. Przykładowo na tej mojej liście był piknik, a wiadomo że tego się zima nie dało zrealizować, więc on tak czekał i czekał na lato, ciągle mówił o pikniku, a lato już niemal przeminęło. Od kilku tygodniu usiłuje go namówić żebyśmy w końcu wzięli się za organizację wakacji w styczniu (zawzięłam się i nie ma mowy żebym to sama zrobiła) to ciągle słyszę, że jutro. Ale to nie jest tak, że on o tym zapomniałam, bo stale słyszę, że “musimy się za to zabrać”. Powiem Wam, że tak mnie już to zaczęło irytować, że coraz częściej zaczęłam działać sama. Nie robię tego żeby mu dokuczyć, nawet szczerze uważam, że to dobrze, że bardziej się skupiam na sobie, ale z drugiej strony mam takie dziwne uczucie w sobie. Może to właśnie stawianie siebie na pierwszym miejscu budzi we mnie jakieś dziwne uczucia? Ale sama zaczęłam spełniać swoją wish listę, to nigdy nie były duże rzeczy. Kupiłam sobie kubek termiczny, zabrałam siebie na zajęcia z ceramiki, jutro wybieram się sama na basen, a w piątek kupiłam sobie wejście na pilates na świeżym powietrzu. S to zauważył i powiedział, że nawet jest mu głupio i “już coś zaczął działać z moją listą”, ale to było jakiś czas temu i szczerze puściłam to mimo uszu.
Myślę że jestem też trochę przewrażliwiona na punkcie tego jak ktoś mówi, że coś zrobi i tego nie robi- zwłaszcza gdy mi coś obiecuje. Moja mama robiła to notorycznie i zawsze nic z tego nie wychodziło lub (co gorsza) coś mi dawała, a potem kazała to oddawać - zabawki, pieniądze lub jakieś przywileje. Nawet powiedziałam o tym S (a ja nigdy nie mówię o swojej przeszłości) i myslalm, że to pozwoli mu mnie lepiej zrozumieć, ale chyba nic z tego.
Tak samo nie chodzi mi o to, że on mi nie kupuje rzeczy, które sobie wpisałam na tą listę. Bo ja sama mogę sobie kupić te rzeczy lub je zrealizować. Mi chodzi właśnie o to chodzenie i gadanie, ale i tak nie robienie niemal niczego i ciągle ciągle ciągle zwlekanie. Ja bym się nie zdziwiła gdyby on zabrał mnie na te wakacje do Dubaju ale się nie oświadczył bo nie zdążył kupić pierścionka. Serio mówię. Jednocześnie nie zamierzam już więcej rozmawiać z nim na ten temat, poruszałam go już wiele razy, a on nie jest dzieckiem.
Poniedziałek, 13:27
Wczoraj nie udało mi się skończyć pisać posta, więc robię to teraz.
Kontynuując… nie zamierzam już więcej rozmawiać z nim na ten temat i pisząc to mam na myśli to zwlekanie ze wszystkim, a nie zaręczyny, chociaż i o tym nie mówię. Pamiętam jak jakoś w marcu gdy gadałam na ten temat z koleżanką to się mnie zapytała dlaczego po prostu nie postawię z nim sprawy jasno i nie powiem o swoich oczekiwaniach. S jest bardzo przewrażliwiony na punkcie “rozkazywania mu” i gdybym mu powiedziała “albo oświadczysz się do końca roku albo z nami koniec” (w dużym uproszczeniu) to wiem, że on potraktowałby to jako ultimatum i powiedział, że on na to nie idzie. Ponadto raz z nim poruszyłam temat oświadczyn i sam z siebie powiedział, że i tak zamierzał to zrobić w tym roku, jeśli się nie wywiąże to będzie to dla mnie jasny znak. Bez względu na powód przez który tego nie zrobi.
Powiem Wam, że nie boję się ewentualnego rozstania. Jeszcze rok temu mnie to przerażało, ale im częściej brałam pod uwagę taką opcję tym bardziej się z nią oswajałam. Przez ostatnie 1,5 roku robiłam dosłownie wszystko żeby nie zostać jak to się mówi z “ręką w nocniku”. Zadbałam o wszystko- nowe lokum, przewóz rzeczy, podział rzeczy, dokumentację, nawet na wszystkie plany związane z wakacjami także patrzę przez pryzmat rozstania. Rezerwację są na mnie, wszystkie mogę bezpłatnie odwolac lub biorę pod uwagę wylot samej. Ponadto w pracy ma zarezerwowane kilka dni wolnego na ewentualną przeprowadzkę. Ktoś powie, że to przesada, ale taka samodzielność jeszcze nikogo nie zabiła, a ja czuję się bezpieczniej.