niedziela, 30 sierpnia 2026

weekend w domu

 Niedziela, 11:40



Nie wiem kiedy ostatnim razem spędziłam cały weekend w domu, ale teraz właśnie tak jest. Co prawda mamy wczesną godzinę, ale to się już raczej nie zmieni. Wczoraj jakoś opadłam z sił i nie miałam humoru, mimo iż nic złego się nie stało. Dzisiaj już natomiast jest lepiej. I tutaj widzę w swoim życiu kolejną ogromną zmianę. Bo kiedyś jak nie miałam humoru to robiłam wszystko żeby jeszcze bardziej siebie dobić (wiem jak dziwnie to brzmi), ale obżerałam się, nie brałam wieczornego prysznica i pogrążałam w jakiejś dziwnej żałobie. A teraz? Coś tam ugotowałam, oglądałam serial, zjadłam normalną kolację i zrobiłam rozbudowaną pielęgnacja. Nie mówię, że jakoś super mi się poprawiło, ale przynajmniej nie ma tego ciągłego "zacznę od jutra". 

Poprzedni tydzień super spędziłam. Byłam na pilatesie o zachodzie słońca i w ramach tego dostałam darmową wejściówkę na siłownie - super! z pewnością skorzystam, byłam też na basenie. W tym tygodniu także planuje iść na basen, chociaż powiem Wam, że to droga impreza bo wejściówka na godzinkę kosztuje 40 zł... Chciałabym tez pójść do kina na tanie środy, bo wyszła kolejna część mojego ulubionego horroru. A jutro po pracy widzę się z koleżanką. No i chyba tak cały tydzień mi ucieknie, ale to dobrze. Nie mam nic przeciwko temu, że czas upływa, cieszę się, że wypełniam go tak super rzeczami. 

Teraz muszę chwilę popracować, potem zjemy obiadek, który właściwie już jest ugotowany, a wieczorem oddajemy się Hotelowi Paradise, planowaniu wakacji i miłym chwilom 

poniedziałek, 24 sierpnia 2026

Moja wish lista

Niedziela 18:24 


Za 20 minut umówiłam się z chłopakiem na wspólne oglądanie serialu, w między czasie sama kończę oglądać film, który zaczęłam wczoraj. Także pomyślałam, że się tutaj odezwę póki mam czas, bo w tygodniu staram się skupiać na innych rzeczach. Chociaż przyznaję, że od kiedy zdecydowałam się dodawać wpisy z telefonu jakoś łatwiej jest mi prowadzić tego bloga. 

Chciałam Wam dzisiaj trochę opowiedzieć o moje wish liście. To dosyć ciekawy temat i ostatnio często o niej myślę. Kilka miesięcy temu umówiłam się z chłopakiem, że stworzymy swoje wish listy i się nimi wymienimy. Jak będzie jakaś okazja albo nawet bez to będziemy sobie coś kupować z tej listy tak aby każdy dostał rzecz, która jest mu potrzebna. Tak jak Wam kiedyś powiedziałam, bardzo zainteresowałam się tematyką minimalizmu i zwracam uwagę co przynosimy do domu i aby było to nam potrzebne. No ale ta listę wysłałam już pół roku i temu i nie dostałam z niej absolutnie nic. I to nie dlatego, że S o niej zapomniał, albo nie ma pieniędzy czy coś takiego. To kwestia tego, że S ze wszystkim zwleka. To chcąc nie chcąc często odbija się na naszym związku i życiu. Przykładowo na tej mojej liście był piknik, a wiadomo że tego się zima nie dało zrealizować, więc on tak czekał i czekał na lato, ciągle mówił o pikniku, a lato już niemal przeminęło. Od kilku tygodniu usiłuje go namówić żebyśmy w końcu wzięli się za organizację wakacji w styczniu (zawzięłam się i nie ma mowy żebym to sama zrobiła) to ciągle słyszę, że jutro. Ale to nie jest tak, że on o tym zapomniałam, bo stale słyszę, że “musimy się za to zabrać”. Powiem Wam, że tak mnie już to zaczęło irytować, że coraz częściej zaczęłam działać sama. Nie robię tego żeby mu dokuczyć, nawet szczerze uważam, że to dobrze, że bardziej się skupiam na sobie, ale  z drugiej strony mam takie dziwne uczucie w sobie. Może to właśnie stawianie siebie na pierwszym miejscu budzi we mnie jakieś dziwne uczucia? Ale sama zaczęłam spełniać swoją wish listę, to nigdy nie były duże rzeczy. Kupiłam sobie kubek termiczny, zabrałam siebie na zajęcia z ceramiki, jutro wybieram się sama na basen, a w piątek kupiłam sobie wejście na pilates na świeżym powietrzu. S to zauważył i powiedział, że nawet jest mu głupio i “już coś zaczął działać z moją listą”, ale to było jakiś czas temu i szczerze puściłam to mimo uszu. 

Myślę że jestem też trochę przewrażliwiona na punkcie tego jak ktoś mówi, że coś zrobi i tego nie robi- zwłaszcza gdy mi coś obiecuje. Moja mama robiła to notorycznie i zawsze nic z tego nie wychodziło lub (co gorsza) coś mi dawała, a potem kazała to oddawać - zabawki, pieniądze lub jakieś przywileje. Nawet powiedziałam o tym S (a ja nigdy nie mówię o swojej przeszłości) i myslalm, że to pozwoli mu mnie lepiej zrozumieć, ale chyba nic z tego. 

Tak samo nie chodzi mi o to, że on mi nie kupuje rzeczy, które sobie wpisałam na tą listę. Bo ja sama mogę sobie kupić te rzeczy lub je zrealizować. Mi chodzi właśnie o to chodzenie i gadanie, ale i tak nie robienie niemal niczego i ciągle ciągle ciągle zwlekanie. Ja bym się nie zdziwiła gdyby on zabrał mnie na te wakacje do Dubaju ale się nie oświadczył bo nie zdążył kupić pierścionka. Serio mówię. Jednocześnie nie zamierzam już więcej rozmawiać z nim na ten temat, poruszałam go już wiele razy, a on nie jest dzieckiem. 

Poniedziałek, 13:27 

Wczoraj nie udało mi się skończyć pisać posta, więc robię to teraz. 

Kontynuując… nie zamierzam już więcej rozmawiać z nim na ten temat i pisząc to mam na myśli to zwlekanie ze wszystkim, a nie zaręczyny, chociaż i o tym nie mówię. Pamiętam jak jakoś w marcu gdy gadałam na ten temat z koleżanką to się mnie zapytała dlaczego po prostu nie postawię z nim sprawy jasno i nie powiem o swoich oczekiwaniach. S jest bardzo przewrażliwiony na punkcie “rozkazywania mu” i gdybym mu powiedziała “albo oświadczysz się do końca roku albo z nami koniec” (w dużym uproszczeniu) to wiem, że on potraktowałby to jako ultimatum i powiedział, że on na to nie idzie. Ponadto raz z nim poruszyłam temat oświadczyn i sam z siebie powiedział, że i tak zamierzał to zrobić w tym roku, jeśli się nie wywiąże to będzie to dla mnie jasny znak. Bez względu na powód przez który tego nie zrobi. 

Powiem Wam, że nie boję się ewentualnego rozstania. Jeszcze rok temu mnie to przerażało, ale im częściej brałam pod uwagę taką opcję tym bardziej się z nią oswajałam. Przez ostatnie 1,5 roku robiłam dosłownie wszystko żeby nie zostać jak to się mówi z “ręką w nocniku”. Zadbałam o wszystko- nowe lokum, przewóz rzeczy, podział rzeczy, dokumentację, nawet na wszystkie plany związane z wakacjami także patrzę przez pryzmat rozstania. Rezerwację są na mnie, wszystkie mogę bezpłatnie odwolac lub biorę pod uwagę wylot samej. Ponadto w pracy ma zarezerwowane kilka dni wolnego na ewentualną przeprowadzkę. Ktoś powie, że to przesada, ale taka samodzielność jeszcze nikogo nie zabiła, a ja czuję się bezpieczniej. 


















piątek, 21 sierpnia 2026

To zmieniło moje życie

 Znowu jestem w pracy i postanowiłam się tutaj odezwać. Dla mnie to najlepsza opcja, bo po privacy jestem już zajęta innymi sprawami, więc nie zawsze mam chęci jeszcze coś tutaj pisać. Tydzień minął mi w błyskawicznym tempie, mam wrażenie że mrugam i znowu jest piątek. Ostatnio przyszła do mnie taka refleksja, że jest taka jedna rzecz, która niezwykle zmieniła moje życie, na lepsze oczywiście. I jest to, to że przestałam czekać. Kiedyś miałam do tego niezdrową tendencję, czekałam na weekend, na wakacje, na to jak przeminą jakieś gorsze chwile, na to jak schudnę, ciągle odliczałam dni, zamiast po prostu żyć. Logika stała za tym taka “ja sobie tutaj przeczekam, niech ten świat się toczy poza mna”. Bardzo żałuję, że tyle pięknych lat mojego życia mi uciekło, że nie korzystałam z życia, zamykałam się na świat i ludzi. Już od dłuższego czasu (własicie kilku lat) staram się wyeliminować ciągłe czekanie na coś i z sukces mogę powiedzieć, że mi się udało. Teraz nie ma dla mnie większego znaczenia czy mamy randomowy poniedziałek, sobotę czy inny dzień, bo z każdego potrafię coś dla siebie wyciągnąć. Nie skupiam się już na tym aby tylko przeżyć, ale po prostu żyć. Super uczucie i polecam każdemu. Jednocześnie wiem jak ciężko osiągnąć taki stan spokoju w chwili obecnej. 

Macie jakieś plany na weekend? Ja o dziwo nie, gdyby była ładna pogoda to nie miałabym tego problemu, ale jest jak jest i pora się do tego przyzwyczaić. Napewno coś wymyślę. Wczoraj pierwszy raz poczułam jesienną atmosferę i chyba pierwszy raz w życiu cieszę się na tą porę roku. Może dlatego, że w końcu mam wrażenie, że udało mi się w pełni wykorzystać lato. Opalałam się na plaży, czytałam książkę na kocu, pływałam w jeziorze niemal każdego ciepłego dnia. Chodziłam na lody, spacery, w góry, byłam na wakacjach, zwiedzałam, zajadałam się jagodzinkami, grillowałam. Naprawdę wspaniały czas. 

Teraz gdy ciepła pogoda powoli się kończy to ja skupiam się bardziej na mieszkaniu. Robię małe porządki, wszystko układałam i cieszę się swoim minimalizmem, który po kilku miesiącach pozbywania się rzeczy z mieszkania/ zużywania przynosi ogromne rezultaty. Utrzymanie porządku jest łatwiejsze, wszystko ma swoje miejsce, a ja jestem spokojniejsza i nie mam już tylu obowiązków. To chyba kolejna taka moja rzecz, która zmieniła moje życie na lepsze. 

To tylko taki krótki wpis, chciałam zasygnalizować że żyję. Tymczasem wracam do pracy :) muszę któregoś  dnia usiąść do laptopa i dodać tutaj zdjęcia- mam sporo z wakacji, nowe przepisy, ciekawe jedzenie czy inne zajęcia, które wypróbowałam w ostatnim czasie. 









wtorek, 18 sierpnia 2026

 Boże ale masakracja 

Znowu odwołali nam lot do Dubaju. Szczerze to już mam dosyć tego tematu. Już trzeci raz miałam kupione bilety i trzeci raz coś nie wyszło. Właściwie to sprawa wygląda tak, że nasz lot odwołali, ale zorganizowali nowy, ale zdecydowanie mniej korzystny. Możemy albo przyjąć albo dorzucić ofertę. Ja już wczoraj miałam tak dosyć, że powiedziałam S. żeby sam podjął decyzję. Nie wiem, może to jakiś znak, że nie powinnam tam lecieć albo coś innego? W każdym razie to będzie jak zdecyduje, bo mi ręce opadają i czuję, że poświęcam temu tematowi zdecydowanie zbyt dużo energii. Ale jestem z siebie jednocześnie dumna, bo zawsze jak przydarzało mi się coś niefajnego to się załamywałam, ryczałam i wpierdalalm. A wczoraj znowu się w sobie zebrałam i zrobiłam to, co miałam w planie. Życie się nie kończy. Chciałabym powiedzieć, że to tylko głupi wyjazd, ale chyba wszystkie wiemy, że tak nie jest. Bardzo dużo od niego zależy, właściwie to moje dalsze życie…Jestem ciekawa jaka decyzję podejmie S. Ale jednocześnie nie zamierzam w to ingerować. 

Jak spędziłyście długi weekend? 

Ja w piątek pojechałam w Tatry na Słowację. Bardzo długa i męcząca trasa, ale udało się ją pokonać. W sobotę byliśmy nad woda, a w niedzielę umówiłam się z koleżanką i poszłyśmy na zajęcia z ceramiki. Było bardzo ciekawie, w przy okazji odpoczęłam. 

Aktualnie jestem w pracy, ale znalałam chwilę czasu, aby oderwać się od komputera. W tym tygodniu pogoda już zdecydowanie się popsuła, więc ja skupiam się na obowiązkach domowych, bo w ostatnim czasie bardzo to zaniedbałam. Chciałam korzystać ze słońca i niemal codziennie chodziłam popływać nad wodę. Teraz muszę sobie wszystko ładnie nadrobić w domu. Wczoraj już wyprasowałam górę prania, a dzisiaj chcę posprzątać kuchnie i zrobić porządek w ubraniach. Wieczorem relaks na kanapie przy kolejnych odcinkach Gry o Tron. 



środa, 12 sierpnia 2026

 W pracy znowu mam luźniejszy dzień, wszystko na dzisiaj zrobiłam i właściwie na jutro też już prawie, więc korzystam i postanowiłam się tutaj odezwać. Na weekend byliśmy w domu rodzinnym u Szymka, powiem Wam, że miałam pewne obawy czy jechać, ale finalnie było naprawdę bardzo fajnie i cieszę się, że gdzieś wyskoczyliśmy. Korzystając z wizyty w domu rodzinnym dowiedzieliśmy także Lublin, więc kolejne miasto na mapie Polski zaliczone. 

Raz na kilka miesięcy mam taką fazę na porządkowanie i ogarnianie życia i właśnie ona nastała. Dzisiaj od rana zrobiłam sobie jakąś listę to do i już nawet coś udało mi się z niej wykreślić. Proste rzeczy jak umówić się na paznokcie (do końca roku) albo anulować niepotrzebne subskrypcje. Takie głupoty które mogłam zrobić w czasie pracy, ale zawsze coś ubyło. 

Mam też ponowną fazę na zdrowe odżywianie. Mega chciałabym jeszcze schudnąć, ale zazwyczaj jak za bardzo się angażuję to przynosi to odwrotny rezultat. Dlatego teraz bardziej stawiam na lepsze wybory, ograniczenie niektórych produktów i tak dalej. Chciałabym napisać, że robię to małymi kroczkami, ale chyba prędzej szlak jasny mnie trafi nim użyje tego sformułowania. Odchudzam się od lat i nadal nie osiągnęłam super sylwetki. 

Mam już całkiem sprecyzowane plany do końca tego roku (oczywiście różnie to może wyjść z wiadomego względu, ale i tak czuje się pewnie jak wiem co się wydarzy w najbliższych miesiącach. Pod koniec września lecę na kilka dni do Oslo, potem Dubaj 21 października- to już potwierdzone i wszystko zaklepane. S stanął na wysokości zadania i wszystko ogarnął a wiem, że takie rzeczy są dla niego dosyć ciężkie. Nawet to rozumiem bo mnie też często stresują. Organizacja na miejscu zajmę się już ja, bo mam miejsca, które obowiązkowo chciałabym zobaczyć, muszę wykorzystać ten czas w 100%. Potem planujemy jeszcze all in z początkiem grudnia w Egipcie, zaledwie kilka dni żeby podładować baterie. Poza tym został mi urlop, który muszę wykorzystać. Na Sylwestra jedziemy natomiast do Kołobrzegu, a zobaczenie fajerwerków na plaży zawsze było moim marzeniem, więc cieszę się, że ma szansę się spełnić w tym roku. A oprócz wyjazdów to takie standardowe nudne życie, które i tak uwielbiam. Codziennie po pracy mam jakieś plany, dzisiaj na przykład idę do kina na Odyseje. Na niedzielę umówiłam się na malowanie ceramiki. Staram się próbować nowych przepisów, oglądam fajne seriale, sprzątam i ozdabiam mieszkanie. Nie mam (prawie) na co narzekać. 

Ja póki co wracam do pracy, za godzinkę zjem jakiś obiad i na 16 do kina. 





środa, 5 sierpnia 2026

Tak się kończy każda wizyta

 Środa, 16:41 


Ale ten czas leci, już mamy środę. W poniedziałek byłam nad jeziorem po pracy, a wczoraj pojechałam do babci, aby dać jej i mojej mamie prezent z Turcji. Cała wizyta skończyła się płaczem, oczywiście z mojej strony. Generalnie to cały dzień przeżywałam, że muszę tam jechać, jak już widzę znajome otoczenie to robi mi się słabo, mówię serio. To bardzo źle mi się kojarzy. Pomijam już to, że jak np coś mówię do mamy, albo sie o coś pytam to zazwyczaj zero odpowiedzi. Patrzy gdzie indziej i po prostu mnie olewa. Ale jak już się do mnie odezwie to dziewczyny… gorzej niż do psa. Ona nie mówi tylko krzyczy, to po pierwsze, po drugie traktuje mnie jak kretynke albo małe dziecko. A jak jej zwracam uwagę żeby tak nie robiła to mnie wyśmiewa. Wczoraj miała jakąś straszną alergię, więc zaproponowałam że pójdę jej na szybko do apteki bo za chwilkę miał po mnie przyjechać chłopak. To się uparła że chce ze mną iść.. no i możesz mówić że się się spieszyć, ale to nie dociera, bo ona to jednak nie chce do apteki tylko w inne miejsce, a jeszcze musi śmieci wyrzucić itd. W ogóle mnie nie słucha, celowo ignoruje. Ale właśnie to sposób w jaki się do mnie zwraca jest dla mnie najgorszy, równie dobrze mogłaby mnie walić po twarzy, to byłoby to samo. 

Dzisiaj mija dwa lata od kiedy jestem w obecnej pracy. To był strzał w dziesiątkę, chociaż akurat dzisiaj wszyscy mnie irytowali. Ale chyba po prostu nie mam humoru, na co złożyło się wiele rzeczy. Na szczęście zawsze po napisaniu wpisu czuję ulgę i taką lekkość. Chyba wlanie dlatego robię to już od tyłki lat.. a właśnie 7 sierpnia minie 15 lat od kiedy prowadzę bloga. Uwierzycie? Poznałam tyle wspaniałych osób w czasie tej przygody, że chyba to jest moja największa nagroda. 


niedziela, 2 sierpnia 2026

powrót z wakacji

 Niedziela, 16:13



Hej! W czwartek wieczorem wróciłam z wakacji, to był bardzo intensywny tydzień. Turcja okazała się pięknym i bardzo ciekawym krajem. Codziennie byliśmy w innym mieście - Bodrum, Efez, Gorem (w Kapadocji), Ankara, Istambuł, Milas... Pobudka około 3-4 nad ranem każdego dnia, codziennie inny hotel, pakowanie itd. Ale było warto, bo tak jak wcześniej wspomniałam, Turcja bardzo pozytywnie zaskoczyła. W drodze  powrotnej S. zadzwonił do mamy (na głośnomówiącym) i wszyscy życzyli nam wszystkiego dobrego z okazji zaręczyn. No i pewnie teraz sobie myślicie wow! oświadczył Ci się! Nie, po prostu taki żart sobie zrobili, albo szczerze to sama nie wiem co to było. Bardzo nieprzyjemne zakończenie wakacji, przykro mi się zrobiło, zwłaszcza, że to dla mnie drażliwy temat, a S zareagował jak jakiś oparzony wręcz krzycząc (a może mi się wydawało), że żadnych zaręczyn nie było... Wróciliśmy do domu, ja się rozpakowałam i sama położyłam spać, bardzo mnie ta sytuacja przygnębiła, ale także wkurzyła. Wiecie co jest najgorsze w tego typu sytuacjach? Kilka razy spotkało mnie coś złego ze strony rodziny lub znajomych S. i gdy mu mówię, że to jest nie w porządku i że z czymś się źle poczułam i na przykład nie chcę mieć kontaktu z tymi osobami (jak na przykład jego znajomymi, którzy zaprosili mnie na domówkę, a następnie wyszli z domu - specjalnie) to wtedy słyszę od S. że jest mu bardzo przykro, że tak mówię czy myślę o jego bliskich. Ale jak ktoś zachowuje się nie w porządku w stosunku do mnie, to S. nigdy nie zwróci uwagi. Kiedyś jedni z tych znajomych, którzy tak mnie kiepsko potraktowali na tej domówce zaprosili nas na swój ślub (to było z rok temu), chociaż pisząc "nas" to za dużo powiedziane, bo przyjechali do naszego wspólnego domu i zaprosili tylko jego. To są jego najbliżsi znajomi, my byliśmy ze sobą kilka lat, a i tak dostał zaproszenie z osobą towarzyszącą... ale mniejsza z tym. Potem jak prosili o potwierdzenie przybycia to się zapytali "a wasza znajomość (moja i S.) to jeszcze w ogóle aktualna?". Ja się wtedy zaparłam i powiedziałam, że nie idę na to wesele, ale S. zamiast powiedzieć w czym problem i dlaczego nas nie będzie wymyślił jakąś wymówkę. Chociaż wydaje mi się, że zwrócenie uwagi byłoby tutaj bardziej wskazane. I wtedy problem też był tylko w stosunku do mnie, bo to ja nie chcę się widzieć z jego znajomymi, którzy po raz kolejny potraktowali mnie jak jakiś przedmiot. Oni są cacy, ja nie. Ja umiem o siebie zadbać, ale fajnie byłoby czasami wiedzieć, że ktoś stanie za mną murem. I co prawda, na ten moment takich sytuacji było zaledwie kilka i może nie były one najistotniejsze, ale kto wie co będzie w przyszłości? 

Miało być o wakacjach, ale jakoś temat zszedł na inne torty. Cóż mogę powiedzieć, to serio trochę wytrąciło mnie z równowagi. 

Wakacje się skończyły, ja bardzo tęsknie za swoją rutyną. Dzisiaj trochę pogotowałam, za chwilkę też poprasuje póki jest w miarę chłodno i mam ochotę to zrobić. W ostatnie 3 dni września lecimy do Oslo, a potem w październiku ten nieszczęsny Dubaj. Chociaż to stoi pod dużym znakiem zapytania, bo organizacją tego wyjazdu ma zająć się S. a on zawsze ze wszystkim zwleka. Dałam mu deadline do czwartku aby wszystko ogarną (czekam od marca), stwierdziłam, że jak się tym nie zajmie to kupię wyjazd tylko dla siebie i już nie będę na niego czekać. Ponadto zawsze urlop w pracy muszę zgłaszać z wyprzedzeniem o czym on doskonale wie...

Wiem, że ten wpis jest dosyć pesymistyczny, a nie taki miałam zamiar. Ale im bardziej zbliża się ten wyjazd do Dubaju (i te potencjalne zaręczyny*) to tym bardziej po głowie chodzą mi różne myśli. Jestem w 100% przekonana, że S. jest świetnym facetem, że nigdy niczego mi nie zabraknie, a ja zawsze będę zaopiekowana. Po prostu czuję, że to jest dobry wybór na męża. Ale czy to mi wystarczy? Bo jednak są rzeczy, które mi w S. przeszkadzają i tylko pytanie jest czy ja będę umiała z tym żyć? 

*tak mi się wydaje, że jak ma się oświadczyć w tym roku (a tak kilka miesięcy temu powiedział) to zrobi to właśnie na tym wyjeździe. Dubaj to od zawsze było moje wielkie marzenie. Pamiętam jak chodziłam do liceum (ponad 10 lat temu) i jakoś pierwszy raz spotkałam się z Dubajem, to wtedy był to dla mnie taki inny świat. Ja tkwiłam w 4 ścianach, z wiecznie znęcającą się nade mną matką, bez pieniędzy, a tam miałam wrażenie, że jest taki dobrostan, dostatek ponadto setki kilometrów od Polski. I tak sobie myślałam "szkoda, że nigdy tam nie polecę" (myślałam, że odbiorę sobie życie w ciągu kilku miesięcy). I ten wyjazd traktuje jako coś niesamowicie ważnego w moim życiu - przeżyłam. Równie dobrze mogłoby by to być jakiekolwiek inne miasto czy państwo, mi chodzi o taką symbolikę tego miejsca.