Sobota, 19:34
Nie miałam w ogóle czasu w tygodniu, aby się odezwać. Wieczorem padałam spać zmęczona.
W poniedziałek S. miał swoje urodziny. Pojechaliśmy do biura podróży, aby wybrać sobie jakieś wakacje. Jechaliśmy z nastawieniem, że ma być niedaleka lokalizacja, stosunkowo tanio i kilka dni, ale finalnie dzień później zabookowaliśmy all inn na Zanzibarze. Czyli drożej, dalej i dłużej. Ale jestem mega podekscytowana, bo nie spodziewałam się, że w tym roku uda nam się polecieć na takie egzotyczne wakacje. Teraz jeszcze tylko tydzień do pracy i wylot mamy 19 października, spędzę okrągły tydzień w raju!
We wtorek pojechałam do babci, a S. pojechał do biura podróży dopełnić formalności z wakacjami. Cieszę się, że wszystko jest już ustalone. Wieczorem mnie odebrał, w domu ugotowaliśmy obiad na kolejny dzień, zjedliśmy kolacje i do spania.
W środę poszłam na paznokcie i mega zaszalałam! To totalnie nie jest mój styl, ale mimo tego bardzo mi się podoba.
Wieczorem pojechaliśmy do kina na Verity i to także był strzał w 10, uwielbiam ekranizacje na podstawie powieści Hoovera. Teraz generalnie jest dużo filmów, na które chciałabym pójść - Lalka, Igrzyska śmierci i pewnie coś jeszcze by się znalazło.
W czwartek gotowaliśmy i trochę ogarnęliśmy mieszkanie. Było trzeba także nadrobić Hotel Paradise.
Wczoraj pojechaliśmy na zakupy spożywcze i zrobiliśmy domowe sushi. Wieczór z winkiem i Życiem na kredycie.
Dzisiaj pojechaliśmy na farmę dyniową, generalnie to Wam powiem, że to droga zabawa, ale bardzo fajna atmosfera. W ogóle! Spotkałam Makówkę, nie wiem czy będziecie wiedziały kto to jest, ale ja ją od czasu do czasu oglądam. Nawet podeszłam i zrobiłam sobie z nią zdjęcie, a co! dla fabuły haha.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz