poniedziałek, 15 kwietnia 2024

nie zawsze będzie tak jak teraz

 Poniedziałek, koło 15



Przed chwilą przyszłam do kawiarni żeby trochę popracować. Zamówiłam sobie pączka pistacjowego i kawę, aby jakoś się rozbudzić, ale powiem Wam, że nie jest łatwo. Żeby dotrzeć do pracy na 6:30 wstałam po 5, a dla mnie to wciąż jest jakaś nieludzka godzina. Teraz mam dwie godziny żeby porobić swoje rzeczy, a na 17:30 pędzę na 2h korepetycji. Wrócę do domu przed 20 i zapewne padnę. Nie piszę tego żeby się nad sobą użalać, ale aby kiedyś do tego wrócić i przypomnieć sobie, że kiedyś było ciężko i ile udało mi się osiągnąć. 

Weekend minął mi bardzo dobrze. W piątek po pracy pojechałam do Szymka, zrobiliśmy razem zakupy, posprzątaliśmy mieszkanie i ukręciliśmy pyszne sushi. Bajka! W sobotę pojechaliśmy do Doliny Chochołowskiej. Było bardzo fajnie, ale S. jak jest zmęczony to robi się tak marudny, że ja pierdole. A męczy się szybko! Ma okropną kondycję i coś co dla mnie jest jedynie małym wysiłkiem dla niego uchodzi za zdobycie Giewontu. Mam nadzieję, że w końcu się to zmieni, bo nie zniosę tego narzekania. Po wycieczce byliśmy też w Zakopanem na jedzeniu i odkryliśmy kolejną super restauracje. W domu S. już tylko leżał, ja natomiast coś tam ogarnęłam i upiekłam brownie. 

Następnego dnia S. popracował chyba z godzinkę, a ja w tym czasie ogarnęłam wszystko na obiad. Ugotowałam rosół z domowym makaronem, zrobiłam zawijasy z kurczaka w boczku na obiad i sałatkę. Upiekłam też mamie ciasteczka brownie do pracy. 

No i zdjęcia z ostatnich dni





Było pięknie! Spaliłam niecałe 1000 kcal. Uwielbiam to! 


A to mój obiad. Zjadłam całą surówkę, większość frytek i jedną roladkę. Ale postanowiłam sobie, że ostatni raz zamawiam takie danie w restauracji, pora spróbować nowych smaków, bo ciągle jem to samo. 


Danie S. było przepyszne!


Niedzielne śniadanko. Sama upiekłam bułki


Ciasteczka browni 


Domowy makaron do rosołu. Wyszedł pycha, ale następnym razem pokroję cieniej 


rosołek 


Łódeczki z ziemniaka (bez tłuszczu), pierś z kurczaka z serem pieczona w boczku, też bez dodatku tłuszczu 


Brownie z lodami, owocami i pistacjami 


A to ujęcie z teraz. Kawka i pączek pistacjowy.


Teraz uciekam do roboty, ale powiem Wam, że jestem padnięta! Nawet zastanawiam się czy sobie dzisiaj nie odpuścić i nie wrócić do domu przed korkami, bo chyba nic konstruktywnego nie zrobię. Wypiję kawę, zjem pączka i wtedy postanowię co dalej. 

Jutro S. ma wyrywanie ósemki i obiecałam, że odwiedzę go w środę. Mam nadzieję, że zniesie to tak dobrze jak ostatnio i już w piątek lub sobotę będziemy mogli pozałatwiać kilka rzeczy. Ja mam przede wszystkim w planie pracę, chciałabym sobie przygotować materiały pod przyszły tydzień. Na ten moment mój mały biznesik kręci się powolutku, ale każdy gdzieś kiedyś zaczynał. Nie mogę się zniechęcać. W końcu robię to co lubię, a wręcz kocham, gdybym tylko miała więcej siły, to może bardziej umiałabym się tym cieszyć. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz