niedziela, 31 maja 2026

kosmos

 Niedziela, 10:40


Dopiero dzisiaj zauważyłam, że ostatni wpis dodałam 11 dni temu... boże ale ten czas pędzi! Dni mijają mi jak szalone i to jest jakiś kosmos. Kilka miesięcy temu w pracy dostałam dość znaczy awans i od tego czasu zaczął się mój ogromny zapierdol. Wydaje mi się, że wchodzę do pracy o 7 rano, mrugnę i już z niej wychodzę. Ostatnio niestety nawet kilka razy zdarzyło mi się zostać dłużej czego osobiście nie znoszę, ale musiałam dokończyć kilka rzeczy. Koniec końców nadal kocham tę pracę, trafiłam tam przypadkiem, ale czuję, że to było przeznaczenie i jestem pewna, że zostanę w tej branży na długo.

Właśnie mija drugi tydzień częściowej zmiany mojego planu życia - dużo obowiązków w tygodniu roboczym, ale odpoczynek w weekendy. Całkiem mi to wychodzi, ale czasami po prostu brakuje doby, zwłaszcza gdy siedzę dłużej w pracy. W piątek mój S. pojechał do Warszawy odebrać nasz nowy samochód i nawet nie myślałam, że taka rzecz tak bardzo mnie ucieszy. W końcu mamy większe auto, wygodniejsze i z dużym bagażnikiem - planujemy wkładać tam rowery i jeździć na wycieczki za miasto. Oby tylko pogoda dopisała. Wczoraj natomiast S. obudził mnie pięknym bukietem piwonii- obłęd! 



Myślę, że będą jeszcze piękniej wyglądać gdy rozkwitną. Na wieczór natomiast planujemy randkę w domu. Winko, krewetki i monopoly, które ostatnio dostaliśmy. Ja jakiś czas temu zamówiłam sobie na shein mega piękną bieliznę, że tak powiem tylko do łóżka i też zamierzam ją założyć. Uwielbiam takie wieczorki. Generalnie to po tych wszystkich przeżyciach, które miałam w naszej relacji, to nigdy bym nie pomyślała, że będziemy w stanie zbudować tak piękny związek. 

Wczoraj byliśmy w Rossmannie odebrać mój kupon -50% (a raczej dwa), a także na zakupach spożywczych i w restauracji znowu na randce :) 


To są zakupy za ponad 600 zł... jezu ja tych pieniędzy w ogóle tam nie widzę. Ale i tak jestem z nich zadowolona, bo kupiłam to, co do czego mam pewność, że wykorzystam. 




Na randce byliśmy w naszej ulubionej wietnamskiej restauracji - ja zamówiłam zupkę pho z kurczakiem. Kocham ją, jest zapychająca, a jednocześnie dietetyczna. 


Moja słodzina 



Ostatnio też mieliśmy randkę w domu, ale tym razem z sushi 


Natomiast w ubiegły weekend upiekłam babeczki i po prawej jest gulasz z ziemniakami i chińszczyzna z ryżem - do pracy. 

Jeśli chodzi o jedzenie to ostatnio bardzo dobrze mi idzie. Trzymam się deficytu kalorycznego, ale mimo tego staram się korzystać z życia - wychodzę do restauracji, jem słodycze, chodzę na lody. Ale naprawdę wszystko z głową. W restauracji wybieram dietetyczne posiłki albo jem połowę, ze słodyczy to głównie cukierki, bo jeden nie zaszkodzi, a lody albo kupujemy na spółkę albo jakiś sorbet. Podoba mi się bardzo takie podejście, bo w mojej głowie wydaje się zdrowe. 

Uciekam się relaksować na kanapie i oglądać serial. Obiad na dzisiaj podszykowałam już wczoraj - zamarynowałam nóżki z kurczaka, zrobiłam dwie surówki i obrałam ziemniaczki. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz