Czwartek, 20:35
Czas mija mi niesamowicie szybko. Jutro już jest piątek i nie mogę się doczekać. Planów większych nie mamy, bo przez kilka dni mamy samochód zastępczy, więc tak trochę niepewnie się jeździ. Ma być jednak ładna pogoda, więc z pewnością jakiś spacer wpadnie. Szkoda, że nie mam balkonu (właściwie to mam, ale taki malutki), bo chętnie bym sobie posiedziała na leżaczku.
Zapraszam na trochę zdjęć z ostatniego tygodnia. Bądźcie wyrozumiali, bo odzwyczaiłam się od tego cykania fotek.
Spodenki od piżamki, ostatnio trochę ich powyrzucałam bo były już znoszone. Ja mam generalnie taką zasadę, że zawsze chodzę ładnie ubrana, nawet w domu, więc i piżamki muszą być eleganckie.
Kolagen od deynn, to już moje drugie opakowanie. Jest drogi, ale wydaje mi się, że warto.
Dwa nowe zapachy do domu. Póki co otworzyłam tej po prawej i jest piękny, ale może trochę za słodki. Pomyślałam jednak, że super jak na tą porę roku. Len zostawię na gorące lato.
Nowe maseczki w płachcie. Zużyłam już wszystkie maseczki jakie posiadałam w domu i teraz pomyślałam, że kupię jedno opakowanie, ale duże, w środku jest 30 sztuk. Małe kroki w kierunku minimalizmu.
Bajgiel, którego ostatnio wzięłam do pracy na śniadanie. W środku domowa pasta z łososia, rukola i ogórek.
Prosty meal prep na dzisiaj (warzywa i łosoś) i na jutro (pierogi ruskie).
W tym tygodniu jadłam także spaghetti i tym samym zużyłam ostatnio porcję zamrożonego sosu.
Jedno z moich ulubionych ostatnio śniadań. Jogurt naturalny, dowolny owoc i domowa granola. Pycha!
Jutro po pracy wybieram się na zakupy spożywcze, a wieczorem robię sushi, bo akurat jest tydzień azjatycki w Lidlu i Biedronce, więc trzeba wykorzystać okazję.
W pracy w tym tygodniu jest całkiem spokojnie - w końcu! Ostatnie tygodnie tak mi dały w kość, że serio zaczęłam wątpić w siebie. W domu także wszystko się układa, mówiąc o domu mam na myśli związek swój i S. Oby na tym polu już tak zostało. Natomiast z takich mniej pozytywnych rzeczy to ostatnio zerwałam dwie przyjaźnie... ciężko mi się o tym piszę, ale wiecie co? Odetchnęłam z ulgą. Kiedyś usłyszałam, że niektórzy ludzie pojawiają się w naszym życiu tylko na chwilę, czasami nawet dłuższą, ale chwilę, a potem "wyrastamy" z niektórych relacji i nie ma w tym nic złego. Tak chyba coraz częściej zdarza się w moim przypadku. Mam dwie przyjaciółki, których jestem pewna w 100% i dam sobie rękę uciąć, że zawsze będą w moim życiu.
Nawet nie wiem po co napisałam ten paragraf powyżej, ale jakoś tak przyszło mi do głowy. Generalnie chyba zakończyłam akcję sprzątania u mnie w domu i czuję się jakby coś spadło mi z barków (chociaż lepszym określeniem byłoby z głowy). Teraz jestem gotowa na nowy projekt - dieta!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz