niedziela, 15 lutego 2026

dużo zdjęć jedzenia, prawo przyciagania i inne pierdoly

 Niedziela, 14:22




Będę się  starała pisać tutaj częściej i akurat udało mi się wygospodarować na to czas, więc od razu siadam! Ten post będzie rozwinięciem poprzedniego, bo sporo rzeczy potraktowałam tam po macoszemu, więc przyjrzyjmy się niektórym tematom. Zacznę od jedzenia z ostatniego czasu. 


Syrniki ;) To chyba danie kuchni ukraińskiej - wychodzą obłędnie. 
Wystarczy połączyć twaróg z jajkiem i kaszą manną i usmażyć na patelni. 


Wykorzystuje zalegające w szafkach produkty (zgodnie z tym co Wam ostatnio mówiłam) i akurat miałam papier ryżowy, więc zrobiłam spring rollsy. Wyszły pysznie i będę je powtarzać, bo mam jeszcze sporo tego papieru. 


Coś w rodzaju jajek po turecku, ale w nieco innego wersji. Czyli jogurt grecki z przyprawami, jajko po benedyktyńsku i karmelizowane pomidorki. Dzisiaj zrobiłam to samo i super wyszło. 


Ostatnio byłam z koleżanką na wegańskim ramenie dyniowym. Bardzo dobry, ale tak tłusty... chyba wolę zupę pho.


Ryż orzo z pieczarkami i szpinakiem, a do tego podsmażona pierś z kurczaka. 


Szakszuka, czyli weekendowy standard. 


Moja ukochana zupa pho - kocham! I wersja, która zawsze zamawiam jest bardzo mało kaloryczna. 


A to mój zestaw, który wzięłam w poprzednim tygodniu do pracy. Na śniadanie kefir, na przekąskę granat, a na obiad pulpety w sosie porowym z kaszą i surówką. 


W ubiegłym tygodniu robiłam na obiad żeberka w sosie barbecue, do tego domowe frytki z piekarnika (bez tłuszczu) i surówką z pekinki. 




A tutaj kolejny zestaw do pracy, czyli kefir na śniadanie i krokiety z pieczarkami i serem na obiad. 




Kolacja. Grzanki z awokado i jajecznicą. 


W tłusty czwartek na obiad zjadłam sałatkę i była wyborna. Rukola, burak, feta, suszone pomidory, kurczak i słonecznik. Do tego zrobiłam sos z wody i musztardy o smaku suszonych pomidorów. 


Piątkowe sushi! O rany, ale to była uczta. Pierwszy raz robiłam tatar z łososia i to był sztos. 


A to dzisiejsze gotowanie - wszystko zajęło mi może 1,5 godzinki. 
Idąc od lewej:
1. Kotlety siekane z batatami - kotlety wyciągnęłam z zamrażalnika, więc praktycznie zero roboty
2. Gulasz z kurczaka z kaszą. Zrobiłam więcej, a po prawej widzicie porcje do zamrożenia. 
3. Spaghetti. Sosu zrobiłam więcej i po prawej na dole możecie widzieć dwie porcje do zamrożenia. 
4. To różowe to akurat galaretka mleczna dla chłopaka. 
+ do większości dań mam jeszcze surówkę, ale akurat w tym tygodniu kupiłam gotową, co się rzadko zdarza

W ten sposób w tak krótkim czasie mam gotowe obiady na trzy dni. W tym tygodniu zjem jeszcze ryż z sosem słodko-kwaśnym (mam zamrożoną porcję sosu), a na piątek zrobię pewnie naleśniki lub jakieś placuszki. 


Tutaj akurat jakieś stare posiłki, czyli łosoś z duszonymi warzywami. Drugi posiłek to kotleciki z kurczaka (te same co wcześniej) i batat. Po prawej możecie widzieć małe pojemniczki, które sobie ostatnio zamówiłam z ikei, właśnie na takie surówki, akurat w tym przypadku ogórki do obiadu. 


Burrata truflowa a karmelizowanymi pomidorkami. 


Wierzycie w prawo przyciągania? Ja sama nie wiem, ale zazwyczaj staram się myśleć pozytywnie. Natomiast myślę, że są takie rzeczy, które warto przemyśleć wcześniej nawet jeśli są dosyć przykre. Ostatnio ciągle, ale to ciągle myślę o tym, co sobie postanowiłam, czyli o rozstaniu jeśli S. nie zdecyduje się mi oświadczyć. Jeśli ktoś z Was nie czytał i nie wie o co chodzi, to pisałam o tym jakieś dwa wpisy do tyłu. Nie będę kłamać, ale bardzo się tym stresuję, sporo płaczę i to jest straszne, ale w mojej głowie coraz częściej dopuszczam taką myśl. Zastanawiam się gdzie zamieszkam, jak będzie wyglądać moje życie, jak będę się czuła, ale głównie chodzi o takie praktyczniejsze rzeczy, czyli głównie jak się mam spakować i gdzie podziać. Z jednej strony wiem, że to złe, bo może przyciągam do siebie takie rzeczy, ale jednak z drugiej strony muszę to przemyśleć, bo co potem zrobię? Płakać mi się chcę jak o tym myślę, bo nie łatwo jest opuścić naprawdę dobry związek. Jednak poczucie bezpieczeństwa jest dla mnie tak istotne, że wiem, iż podjęłam dobrą decyzję. 
Jeszcze jak jesteśmy w temacie związkowym to może pamiętacie jak w ubiegłym roku powiedziałam Wam o nowym podziale finansów i obowiązków w domu, no cóż.. nie trwało to długo, bo już wróciliśmy do poprzedniej wersji. Doszłam do wniosku, że wolę się sama utrzymywać, bardzo źle się czułam w tej sytuacji.

Ostatnio wspominałam Wam także o potrzebie minimalizmu. Póki co pozbywam się rzeczy niepotrzebnych, zniszczonych lub takich, które mam w nadmiarze. Ogarnęłam już bieliznę, ściereczki kuchenne, materiałowe torby na zakupy. Robię to wszystko po troszeczku, to będzie długotrwały proces, ale myślę, że zmierzam w dobrym kierunku. W kuchni także wykorzystuje wszystkie produkty, patrzę co zalega w szafkach, jakieś makarony, kasze itd. i gotuję z tych rzeczy. To także jest długi proces, ale widzę już efekty w postaci pustych pojemniczków. Znacznie lepiej się tak czuję i myślę, że łatwiej utrzymać porządek. 

W ubiegłą sobotę byłam w Energylandii, a w tą mieliśmy jechać w góry, ale niestety pogoda nie dopisała. Poszliśmy za to na walentynkowe burgery i oglądaliśmy serial. Było równie fajnie. 

Na dzisiaj nie mam już zbytnio planów. Jedzonko ugotowane, mieszkanie posprzątane, pranie zrobione, poprasowane. Wszystko robię na bieżąco i dla mnie to najlepszy sposób. W pracy kolejny ciężki okres przede mną, eh masakra szczerze mówiąc. No ale co, trzeba zacisnąć zęby i iść dalej. Nadal kocham moją pracę, ale lekko nie jest, na szczęście to tylko chwilowe. 

środa, 11 lutego 2026

ostatnie dni, minimalizm i małe porcje

 Środa, 21:36



Serio muszę popracować nad częstszym pisaniem tutaj, bo później ciężko jest mi się zebrać. U mnie generalnie jest okej, ale mam wrażenie, że za dużo myślę. I to zarówno na takie poważniejsze tematy, jak moja przyszłość, ale też mój mózg jest na najwyższych obrotach w takich kwestiach jak: co ugotować, co posprzątać, co załatwić itd. 

W ostatnich tygodniach zaczęłam znowu przykładać uwagę do tego, co wkładam do ust. Generalna zasada jest taka, że ma być mało! Powiem Wam, że nawet sprawnie mi to wychodzi, już czuję zmniejszenie żołądka. Poza tym, zapierdol w pracy także robi swoje ;) Mam porobione kilka zdjęć posiłków i miałam je dodać, ale niestety blog dzisiaj nie współpracuje, spróbuje następnym razem. 

Chyba moda na minimalizm przywędrowała także do mnie. Czuję jakąś wewnętrzną potrzebę pozbywania się rzeczy, porządkowania, ograniczania. Takie zmiany następują u mnie dosyć powoli, bo zdecydowanie jestem większą zwolenniczką wykorzystywania rzeczy (przykładowo do jedzenia czy kosmetyków) niż ich wyrzucania, ale posuwam się do przodu. 

Chciałam dać tylko taki mały update, że żyję! Bardziej postaram się rozpisać w kolejnym poście ;) 


czwartek, 29 stycznia 2026

urodziny, ważne decyzje i po prostu kolejny post

 Czwartek, 21:38



Ostatnio nie dodaję postów tak często jakbym chciała, ale musicie mi to wybaczyć. W pracy mam szkolenia i pracuję obecnie w późniejszych godzinach niż standardowo, a to znacznie utrudnia mi życie. Po powrocie do domu mam tylko czas na podstawowe obowiązki domowe, chwilę odpoczynku i lecę do spania. Na szczęście jeszcze tylko kolejny tydzień będzie tak wyglądał, a potem wracam do normalności i mojej dobrze znanej rutyny. 

W ubiegłą sobotę obchodziłam urodziny. Dostałam od S. piękny bukiet kwiatów (aż 50 róży) i słodki torcik. 


Chyba nigdy nie dostałam piękniejszego bukietu kwiatów. Niestety powoli już więdną, ale to nic. Ja zawsze sobie zasuszam płatki róży i wstawiam do długich wazonów jako ozdobę. A jeśli chodzi o torcik, zdmuchiwanie świeczki jest zawsze dla mnie bardzo ważnym elementem. W tym roku gdy to robiłam, to S. naciskał na to żebym mu powiedziała życzenie, bo twierdził, że się nie spełni, no i w końcu powiedziałam, że moim życzeniem było żeby mi się oświadczył tej zimy. Odpowiedział tylko "no to zobaczymy" i temat umilkł. Myślę, że dobrze wyszło, przede wszystkim naturalnie i cieszę się, że jasno zna moje oczekiwania. To był pierwszy raz w naszym związku kiedy w ogóle wypowiedziałam słowo "oświadczyny", nigdy wcześniej nie rozmawialiśmy na ten temat. Ogólnie w ostatnim czasie bardzo często myślę o naszej przyszłości. Pamiętam, że rok temu, gdy S. nagle powiedział mi, że chcę się rozstać, to jedna z Was mi napisała, że nawet jeśli nadal będziemy razem to jego słowa zostaną w tyle mojej głowy na długo. Nie pamiętam kto dokładnie to był, ale miałaś rację. Myślę, że chyba też teraz z tego względu tak zależy mi na tych zaręczynach, bo byłby to dla mnie chyba największy zapewnik wspólnej przyszłości. Bo pomimo tego, że teraz układa nam się świetnie, to ja i tak wszystkie jego słowa i zapewnienia biorę przez pół, właśnie przez pryzmat tego, co zrobił rok temu. W związku też z tym podjęłam decyzję, że jeśli nie oświadczy mi się na tym wyjeździe do Emiratów, to zakończę ten związek. Łatwo mi się to teraz piszę, a zapewne rzeczywistość to wszystko zweryfikuje. Chciałam też zaznaczyć, że nie chcę się rozstać dlatego, że mi z nim źle - wręcz przeciwnie, jest pięknie. To wszystko jest kwestią braku stabilności w związku, właśnie na skutek tego, że rok temu chciał się rozstać. Nie mogę tak tkwić w związku, w którym nie czuję się pewnie. 

To chyba głównie ten temat chciałam dzisiaj poruszyć. Jestem bardzo ciekawa gdzie poniesie mnie przyszłość. 




sobota, 17 stycznia 2026

na czym skupiam się w styczniu?

 Sobota, 12:10



Próbowałam dodać tutaj post już wczoraj i przedwczoraj, ale szczerze mówiąc słowa nie chciały układać się w logiczną całość, więc w pewnym momencie się poddałam. Jak mija Wam styczeń? Ja staram się skupiać na kilku obszarach i nawet mi to wychodzi. Wiadomo działam ile mogę, ale powiem Wam, ze odczuwam teraz bardziej niż kiedykolwiek potrzebę perfekcji w wielu dziedzinach życia. 

Oto rzeczy, nad którymi pracuje w tym miesiącu: 

1. Pielęgnacja- kupiłam sobie nawet specjalnie kalendarz, aby śledzić jak często wykonuje niektóre kroki pielęgnacyjne np. peeling enzymatyczny, kwasy itp. Codziennie robię zarówno standardową pielęgnację jak i rozbudowuje ją o dodatkowe kroki. Widzę ogromną poprawę mojej cery. 


Tak to wygląda. No cóż, keep it simple. Bardzo mi się sprawdza ten system. 


2. Wykorzystuję kosmetyki, które posiadam. Nie oszczędzam już rzeczy na lepsze czasy, korzystam z tego co mam i się tym cieszę. Mam od kilku miesięcy znaczną potrzebę minimalizmu. To mi zarówno wychodzi jak i nie, ale jest ku temu powód. Często zamawiam kosmetyki na allegro, aby było taniej więc kupuje więcej sztuk w zapasie, albo po prostu na promocjach w sklepie. To z jednej strony super bo oszczędzam, ale z drugiej, co uda mi się coś wykorzystać to zaraz robię zapas. 



Mam obecnie kilka droższych kosmetyków z kalendarza adwentowego i serio czuję, że robią dobrą robotę. 


3. Podobną potrzebę minimalizmu poczułam także jeśli chodzi o zapasy kuchenne. Tutaj akurat idzie mi super. Wykorzystuje stare produkty, z których wykorzystaniem czekałam z niewiadomych powodów. To sprawia, że mam więcej miejsca w szafkach i jednocześnie łatwiej mi utrzymać porządek. 

4. Skupiam się także na meal prepie. Kocham to i już Wam wspominałam, że jakiś czas temu „odkryłam” mrożenie i często korzystam właśnie z takiej  opcji. Robię więcej i mrożę dodatkowo 2-3 porcje na zapas. To mnie dosłownie ratuje w ciągu tygodnia. Codziennie jemy coś innego, a jednocześnie ja nie spędzam wiele czasu w kuchni. Bardzo mi w tym pomaga także dokładne planowanie zakupów, posiłków itd które zazwyczaj zajmuje mi 2-3 dni. Oczywiście nie mówię tutaj że ciągiem, ale stale mi się coś przypomina i dopisuję, poprawiam itd. Zawsze zaczynam od przejrzenia gazetek promocyjnych i na podstawie tego planuje posiłki na cały tydzień. To spora oszczędność. 

 
No i znowu - keep it simple. Wszystko mam pod ręką, ładnie rozpisane. 


5. Próbuje nowych dań. Akurat to robię już od wielu miesięcy, ale i tak chciałam o tym wspomnieć. Dla mnie jest to bardzo satysfakcjonujące. Nie tylko gotuję nowe rzeczy, ale także w restauracjach bardziej eksperymentuję. 

6. Skupiam się na porządkowaniu mieszkania. Ostatnio byłam w ikei kupiłam kilka rzeczy do organizacji i tak kawałek po kawałku ogarniam swoją przestrzeń. To jest długotrwały proces, nie chce wszystkiego zrobić na raz i się zamęczyć. Ale marzy mi się idealnie zorganizowane mieszkanie gdzie wszystko ma swoje miejsce i jest funkcjonalne. To jest bardzo realne i powoli do tego dążę. Chociaż jak mam być szczera to teraz też wcale nie jest źle. 

7. Na wyglądzie- ładnie się ubieram, maluję, czesze. Zawsze noszę jakieś dodatki. To bardzo wpływa na moje postrzeganie samej siebie. Na wyjścia z chłopakiem jeszcze bardziej się staram, a nawet i po domu ładnie wyglądam! Kocham to. 


To po prawej to sprzed chwili. Byłam rano na śniadaniu na mieście i tak już zamierzam chodzić cały dzień. Nie mówię, że nie zdarza mi się chodzić na luzie, zdarza, ale zawsze są to ładne rzeczy. Ostatnio zamówiłam sobie na shein ładne spodnie po domu z rozszerzanymi nogawkami. Wyglądają super, prosto, elegancko, ale są też bardzo wygodne. 

8. Oszczędzam/ planuje wydatki. Mam na koncie możliwość odkładania pieniędzy do saszetek i od kilku miesięcy intensywnie korzystam z tej opcji. Zawsze po wypłacie dzielę sobie pieniądze na oszczędności, na wakacje, na prezenty, na paznokcie itd. To sprawia, że zawsze wiem ile pieniędzy mam na codzienne wydatki i czy stać mnie na coś czy nie. Wcześniej nie miałam aż takiej kontroli i to mnie często gubiło. 


Większość z rzeczy, które wymieniłam weszły mi już w krew i są częścią mojego życia, także myślę, że mogę być z tego dumna. Ten tydzień był dla mnie nad wyraz ciężki jeśli chodzi o pracę - serio masakra. Najgorsze jest to, że kolejne trzy tygodnie zapowiadają się równie ciężko o ile nawet nie gorzej. Staram się natomiast źle nie nastawiać i traktować to jako nową przygodę, szansę na nauczenie się czegoś nowego. W takich chwilach dobrze sprawdza się u mnie powiedzenie, że czas i tak upłynie, więc może teraz jest ciężko, ale za chwilę będzie lepiej. 

Jakie plany na weekend? My wczoraj byliśmy na naprawdę dużych zakupach, bo sporo rzeczy było na promocji w kilku różnych sklepach, więc postanowiłam to wykorzystać i zrobiłam lekki zapas chemii, którą i tak wykorzystam. Dzisiaj wstaliśmy z budzikiem koło 8 i pojechaliśmy na śniadanie do Charlotte. Chodzimy tam rzadko, bo dla mnie śniadania na mieście to już całkowita rozpusta, ale przyznam, że fajnie jest od czasu do czasu nie robić tego posiłku i gdzieś wyjść. Przed chwilą zagniotłam także ciasto na pizze, którą będę robić późnym popołudniem i troszkę ogarnęłam w domu. Plan na dzisiaj jest następujący: siedzę nad magisterką dla mojego brata, aby jutro skończyć cały rozdział, a także zaplanowałam sobie zrobienie porządku w jednej szafie, a raczej lekką reorganizacje, bo porządek jest. Jutro basen, wypoczynek no i tak nieszczęsna magisterka. 


Jak zwykle klasyczne śniadanie - było obłędne! Jutro będę spalać na basenie ;) 


Uciekam do swoich obowiązków. Miłego weekendu ;) 


poniedziałek, 12 stycznia 2026

trochę jedzenia z ostatnich dni

 Poniedziałek, 22:12



Przyznam szczerze, że nie udaje mi się tutaj odzywać tak często jak to sobie założyłam, ale postaram się to poprawić. Sama wiem, że jedynie regularne dodawanie postów pozwala mi po czasie stwierdzić ile udało mi się osiągnąć, co zmienić, poprawić itd. Także plan na ten miesiąc jest też taki, aby nad tym popracować. 

Weekend mogłabym powiedzieć, że spędziłam leniwie, ale w sumie tak nie było. Często myślę, że gdy nigdzie nie wyjeżdżam to jest to jednoznaczne z tym, że się lenię, a wcale tak nie jest. Byłam w ikei i kupiłam nową pościel, taką ogromną, a dzisiaj zamówiłam już na nią piękną obleczkę z falbanką. Założyłam sobie, że krok po kroczku będę zmieniać niektóre rzeczy w mieszkaniu - raz większe, raz mniejsze i jakoś będzie to szło. Oprócz tego to takie standardowe sprawunki - zakupy, sprzątanie i to zarówno takie większe jak i mniejsze. 

Teraz trochę zdjęć jedzenia z ostatniego czas ;) 


Nowy rok rozpoczęłam od przygotowania zupy tom yum... wyszła obłędnie! 


Pita


Tatar z łososia - absolutnie pyszny!


Paella - to akurat było średnie bo smakowało jak zwykłe risotto. 


A w niedziele upiekłam również takie tartaletki. Również super wyszły. 

Jakoś ostatnio czuję, że się pogubiłam i nie chodzi o jakieś istotne rzeczy, a takie zwykłe codzienne życie. Chciałabym być jeszcze bardziej zorganizowana, oczytana, mieć lepszy porządek, jeszcze ładniej się ubierać, bardziej o siebie dbać... I tak już robię ogrom rzeczy, ale czuję, że mi mało. Aj, daj babie palec to weźmie całą rękę. 

W ostatnim czasie mój związek też uległ lekkiej zmianie. Już od długiego czasu jest między nami bardzo dobrze, ale to co się dzieje w ostatnich tygodniach to jest wręcz... dziwne. S. jest wyjątkowo, super, hiper miły, uczuciowy, przytulaśny, uczynny i właściwie można sobie tutaj wstawić większość pięknych słów. Bardzo mnie to cieszy i oby ten stan już trwał. 

czwartek, 8 stycznia 2026

Trudny powrót

 Czwartek, 22:12



Od niedzieli do wtorku byłam nad morzem. W tym roku wybór padł na Władysławowo, Gdańsk oraz Hel, z czego ostatnie z tych miejsc niesamowicie mi się spodobało. Powrót do pracy, mimo iż tylko na trzy dni, okazał się za to ciężki. Normalnie lubię, a może nawet kocham swoją pracę, uwielbiam tych ludzi i biuro, ale ostatnio coś zgrzyta. Jakoś wszyscy są negatywnie nastawieni do wszystkiego i ciągle można słyszeć narzekania, a to bardzo wpływa na mój nastrój. Ciężko jest pozostać pozytywnym w świecie pełnym pesymistów. Na dodatek gadałam dzisiaj o moim urlopie i najwcześniej mogę sobie coś planować na koniec marca... Koszmar! A pytałam o jedynie trzy dni... Nie powiem, bo strasznie mnie to dobiło. Mam masę urlopu, nawet z poprzedniego roku, a tymczasem nie mam go nawet jak wykorzystać. 

Właściwie nie mam co więcej tutaj pisać. Żyję dosyć monotonnie. Praca, a po pracy ogarnianie mieszkania, zazwyczaj mam dla siebie jakąś godzinkę luzu w ciągu dnia. Chociaż cały czas pracuję nad poprawą rutyny i wygospodarowaniem dodatkowych minut/godzin. 

sobota, 3 stycznia 2026

pierwszy weekend nowego roku

 Sobota, 22:49


Miło było wrócić wczoraj do pracy tylko na jeden dzień. Czas bardzo szybko mi zleciał. Dzisiaj natomiast na 11 byłam na paznokciach, wysprzątałam łazienkę, gotowałam, a także byłam na zakupach i basenie. Wieczorem uczyłam się hiszpańskiego i teraz już zwyczajnie padam! Staram się regularnie zerkać do moich postanowień na 2026 roku i codziennie robić coś co zbliży mnie do celu. Jest ciężko, bo jak się okazuje doba jest zbyt krótka. 

Jutro jadę nad morze :) 




czwartek, 1 stycznia 2026

2026 - postanowienia noworoczne

 Czwartek, 22:17 



Here we go again. Kocham i jednocześnie nienawidzę spisywać postanowień noworocznych. Zobaczymy ile uda się spełnić w tym roku ;) 

1. Zaręczyć się

2. Publikować w social mediach

3. Odwiedzić min. 3 nowe kraje

4. Uczyć się regularnie hiszpańskiego 

5. Ćwiczyć i budować zdrową relację z jedzeniem

6. Kupić nowy telefon

7. Dbać o swój wygląd - strój, włosy, paznokcie, cerę 


Jak spędziłyście Sylwestra? Ja byłam tak zmęczona, że zasnęłam po 22 i nawet fajerwerki mnie nie obudziły. Jakoś nie żałuję, nie przepadam za tym dniem. Natomiast dzisiaj poszłam na noworoczny spacer do parku, ugotowałam przepyszną zupę tom yum oraz byłam w kinie na filmie "Pomoc domowa". Naprawdę było całkiem fajnie. 

W ostatnim czasie kupiłam bądź dostałam kilka rzeczy, które są po części związane z moimi postanowieniami noworocznymi. Jak widzicie podchodzę do tego dosyć poważnie. 


Ta książka do nauki hiszpańskiego. Zaczęłam ją już przerabiać kilka dni temu i ze smutkiem muszę stwierdzić, że chyba będę musiała się cofnąć jeszcze o poziom niżej, aby przypomnieć sobie trochę więcej podstaw. Ta na ten moment sprawia mi problemy, bo jest zwyczajnie za trudna. 




Od chłopaka dostałam dysona na święta. Już od kilku tygodni eksperymentuję z włosami - olejuje, wcierkuję, ukłam, a nawet suszę! Także taki sprzęt jest dla mnie jak niebo. Dzisiaj akurat testuję nowy sposób kręcenia włosów i mam je zawinięte w skarpetki, zobaczymy rano co wyjdzie. 


No i taki kalendarz. Ja akurat jestem zdecydowaną zwolenniczką kalendarza w telefonie, ale potrzebowałam czegoś aby spisywać rzeczy, które udało mi się zrobić, jest ich sporo i dodawanie takiej ilości do kalendarza w telefonie sprawiało, że było to nieczytelne. Na 2026 postanowiłam, więc zaopatrzyć się w papierową wersję. Z przyjemnością zauważyłam, że jest tam też strona poświęcona wyzwaniom na każdy miesiąc, z pewnością mi się przyda. 

Poczytam jeszcze książkę 15 minut i uciekam spać ;) Jutro mam ciężki dzień w pracy.