piątek, 20 lutego 2026

czuć wiosnę, choroba i niedługo "rocznica"

 Piątek, 14:11



Środek dnia, a ja odzywam się do Was z domu. Od środy jestem na zwolnieniu, bo niestety mnie rozłożyło. Szczerze? To w cholernie nieodpowiednim momencie i w przyszył tygodniu będę musiała sporo nadrobić. Staram się jednak tym nie przejmować i nie mieć wyrzutów sumienia, bo jak to się mówi "choroba nie wybiera", a ja naprawdę chcę być dla siebie wyrozumiała. Na szczęście w pracy mam wspaniałe osoby, więc jestem pewna, że pomogą mi nadrobić zaległości. A pamiętacie jak kiedyś Wam mówiłam o Ewelinie? Tej mojej nowej-starej koleżance z pracy, no a więc ta "przyjaźń" rozpadła się szybciej niż zdążyła się zrodzić. Ogólnie to dziwna sytuacja, bo dosłownie z dnia na dzień przestała się do mnie odzywać, a nic się między nami nie stało, nie uraziłam jej ani nic z tych rzeczy. Nie dociekałam o co chodzi i po prostu tak to zostawiłam. A wracając do mojego zdrowia, to dzisiaj już czuję się lepiej. Zrobiłam jakieś proste czynności w domu jak rozpakowanie zmywarki, pranie czy ogarnięcie kwiatów. Bardzo doceniam to, że tutaj (w sensie u chłopaka w domu) mam spokój i mogę się powoli kurować. Chorowanie u mnie w domu nie było łatwe, bo matka i tak ciągle coś ode mnie wymagała lub mi "dokuczała". Bo jak inaczej nazwiecie odkurzanie mi nad głową kiedy ja mam 39 stopni gorączki? Albo gdy mówiłam, że mi zimno to ona otwierała okno, no bo akurat wtedy było trzeba wywietrzyć. Toksyk i tyle w tym temacie. 

Na weekend nie mam totalnie żadnych planów, bo chciałabym porządnie wyzdrowieć, może jedynie zabiorę S. gdzieś na kolację, bo odniósł spory sukces w pracy, więc warto to uczcić. A jeśli już mowa o S... Za dwa dni mamy "rocznicę" naszego rozstania. Aż mi gorzej jak o tym myślę, no ale nic nie poradzę, że taki temat wraca jak bumerang. To dziwne i straszne jednocześnie, ale czasami łapię się na myśli, że to było nam potrzebne, aby stworzyć taki związek jak mamy teraz. No i teraz muszę to wytłumaczyć... Z jednej strony bywają chwilę, że ja mam się okropnie, bo zwyczajnie jestem niepewna tej relacji przez to właśnie co się stało rok temu. Ale z drugiej strony nigdy nie mieliśmy tak pięknej relacji jaką mamy od kilku miesięcy - jest c-u-d-o-w-n-i-e, a ostatnie tygodnie to już w ogóle cud, miód i malina. Wiem, że to dziwne, bo z jednej strony piszę, że jest świetnie, a z drugiej wciąż czuję się niepewnie. To jest właśnie to o czym Wam kiedyś pisałam - nieznośna myśl z tyłu głowy, że jak zrobił to raz, to może zrobić i ponownie. 

Wyglądając przez okno widzę i czuję już wiosnę. Dla mnie to zapowiedź czegoś nowego i czuję jakieś podekscytowanie. Oby to był dobry dla mnie czas! Dla Was również ;) Jeśli chodzi o plany na najbliższe miesiące to planuje dużo spacerów, chodzenie na basen i na lody nad wodę. I koniecznie muszę się wyrać do fryzjera żeby odświeżyć swój blond. Nie mogę się doczekać. 


Żeby nie było tutaj tak pusto dodaje zdjęcie moich paznokci. Zrobiłam sobie takie Walentynkowe - wyszły pięknie.

Idę naolejować włosy, niech z tego siedzenia w domu będzie jakiś pożytek. Przez chorobę zaczęłam także oglądać nowy serial i jestem już na trzecim sezonie, więc idzie mi wyjątkowo szybko - "Zakłamanie". Jest serio super i dużo od nim słyszałam. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz