Sobota, 12:10
Próbowałam dodać tutaj post już wczoraj i przedwczoraj, ale szczerze mówiąc słowa nie chciały układać się w logiczną całość, więc w pewnym momencie się poddałam. Jak mija Wam styczeń? Ja staram się skupiać na kilku obszarach i nawet mi to wychodzi. Wiadomo działam ile mogę, ale powiem Wam, ze odczuwam teraz bardziej niż kiedykolwiek potrzebę perfekcji w wielu dziedzinach życia.
Oto rzeczy, nad którymi pracuje w tym miesiącu:
1. Pielęgnacja- kupiłam sobie nawet specjalnie kalendarz, aby śledzić jak często wykonuje niektóre kroki pielęgnacyjne np. peeling enzymatyczny, kwasy itp. Codziennie robię zarówno standardową pielęgnację jak i rozbudowuje ją o dodatkowe kroki. Widzę ogromną poprawę mojej cery.
2. Wykorzystuję kosmetyki, które posiadam. Nie oszczędzam już rzeczy na lepsze czasy, korzystam z tego co mam i się tym cieszę. Mam od kilku miesięcy znaczną potrzebę minimalizmu. To mi zarówno wychodzi jak i nie, ale jest ku temu powód. Często zamawiam kosmetyki na allegro, aby było taniej więc kupuje więcej sztuk w zapasie, albo po prostu na promocjach w sklepie. To z jednej strony super bo oszczędzam, ale z drugiej, co uda mi się coś wykorzystać to zaraz robię zapas.
3. Podobną potrzebę minimalizmu poczułam także jeśli chodzi o zapasy kuchenne. Tutaj akurat idzie mi super. Wykorzystuje stare produkty, z których wykorzystaniem czekałam z niewiadomych powodów. To sprawia, że mam więcej miejsca w szafkach i jednocześnie łatwiej mi utrzymać porządek.
4. Skupiam się także na meal prepie. Kocham to i już Wam wspominałam, że jakiś czas temu „odkryłam” mrożenie i często korzystam właśnie z takiej opcji. Robię więcej i mrożę dodatkowo 2-3 porcje na zapas. To mnie dosłownie ratuje w ciągu tygodnia. Codziennie jemy coś innego, a jednocześnie ja nie spędzam wiele czasu w kuchni. Bardzo mi w tym pomaga także dokładne planowanie zakupów, posiłków itd które zazwyczaj zajmuje mi 2-3 dni. Oczywiście nie mówię tutaj że ciągiem, ale stale mi się coś przypomina i dopisuję, poprawiam itd. Zawsze zaczynam od przejrzenia gazetek promocyjnych i na podstawie tego planuje posiłki na cały tydzień. To spora oszczędność.
5. Próbuje nowych dań. Akurat to robię już od wielu miesięcy, ale i tak chciałam o tym wspomnieć. Dla mnie jest to bardzo satysfakcjonujące. Nie tylko gotuję nowe rzeczy, ale także w restauracjach bardziej eksperymentuję.
6. Skupiam się na porządkowaniu mieszkania. Ostatnio byłam w ikei kupiłam kilka rzeczy do organizacji i tak kawałek po kawałku ogarniam swoją przestrzeń. To jest długotrwały proces, nie chce wszystkiego zrobić na raz i się zamęczyć. Ale marzy mi się idealnie zorganizowane mieszkanie gdzie wszystko ma swoje miejsce i jest funkcjonalne. To jest bardzo realne i powoli do tego dążę. Chociaż jak mam być szczera to teraz też wcale nie jest źle.
7. Na wyglądzie- ładnie się ubieram, maluję, czesze. Zawsze noszę jakieś dodatki. To bardzo wpływa na moje postrzeganie samej siebie. Na wyjścia z chłopakiem jeszcze bardziej się staram, a nawet i po domu ładnie wyglądam! Kocham to.
8. Oszczędzam/ planuje wydatki. Mam na koncie możliwość odkładania pieniędzy do saszetek i od kilku miesięcy intensywnie korzystam z tej opcji. Zawsze po wypłacie dzielę sobie pieniądze na oszczędności, na wakacje, na prezenty, na paznokcie itd. To sprawia, że zawsze wiem ile pieniędzy mam na codzienne wydatki i czy stać mnie na coś czy nie. Wcześniej nie miałam aż takiej kontroli i to mnie często gubiło.
Większość z rzeczy, które wymieniłam weszły mi już w krew i są częścią mojego życia, także myślę, że mogę być z tego dumna. Ten tydzień był dla mnie nad wyraz ciężki jeśli chodzi o pracę - serio masakra. Najgorsze jest to, że kolejne trzy tygodnie zapowiadają się równie ciężko o ile nawet nie gorzej. Staram się natomiast źle nie nastawiać i traktować to jako nową przygodę, szansę na nauczenie się czegoś nowego. W takich chwilach dobrze sprawdza się u mnie powiedzenie, że czas i tak upłynie, więc może teraz jest ciężko, ale za chwilę będzie lepiej.
Jakie plany na weekend? My wczoraj byliśmy na naprawdę dużych zakupach, bo sporo rzeczy było na promocji w kilku różnych sklepach, więc postanowiłam to wykorzystać i zrobiłam lekki zapas chemii, którą i tak wykorzystam. Dzisiaj wstaliśmy z budzikiem koło 8 i pojechaliśmy na śniadanie do Charlotte. Chodzimy tam rzadko, bo dla mnie śniadania na mieście to już całkowita rozpusta, ale przyznam, że fajnie jest od czasu do czasu nie robić tego posiłku i gdzieś wyjść. Przed chwilą zagniotłam także ciasto na pizze, którą będę robić późnym popołudniem i troszkę ogarnęłam w domu. Plan na dzisiaj jest następujący: siedzę nad magisterką dla mojego brata, aby jutro skończyć cały rozdział, a także zaplanowałam sobie zrobienie porządku w jednej szafie, a raczej lekką reorganizacje, bo porządek jest. Jutro basen, wypoczynek no i tak nieszczęsna magisterka.
Uciekam do swoich obowiązków. Miłego weekendu ;)
Zazdroszczę Ci tej energii, mi jej strasznie brakuje ostatnimi czasy i nie wiem jak ją odzyskać.
OdpowiedzUsuńCieszę się, że tak dobrze Ci idzie.
Wydaje mi się, że to już taki mój styl bycia ;) Na ogół mam sporo energii
UsuńCześć ? :D Czuję się jakbym dodawała tu po raz pierwszy komentarz, a tak nie jest. Sto lat temu dodawałam, miałam nawet i swoje miejsce do pisania.
OdpowiedzUsuńMusiałam w końcu napisać, nosiłam się z tym zamiarem od dłuższego czasu. Kiedy zobaczyłam tytuł "ostatni wpis" to zastanawiałam się, czy jeszcze wrócisz i zdążę do Ciebie napisać (choć nie byłam pewna czy odwiedzasz stare śmieci i co jaki czas, ale czułam, że tak), czy kiedyś po prostu wchodząc co jakiś czas zobaczę komunikat "ten blog został usunięty".
Jakkolwiek głupio to nie zabrzmi - stałaś się dla mnie całkiem bliską osobą, a jeszcze kiedy zobaczyłam "ostatni wpis", to przeczytałam wszystkie wpisy, (i śpieszyłam się, bo był strach że usuniesz blog i nie zdążę) i to nie tylko te wpisy, których nie czytałam chyba z rok (co jakiś czas tu zaglądałam, ale... życie się wydarzyło i miałam okresy, że miesiącami nie zaglądałam), ale wszystkie.
Stałaś się bliska, bo nie tylko piszesz jakby mam wrażenie z serca, ale też przez Twoje doświadczenia. Czekałam na szpilkach, patrząc i czytając o Twojej relacji z matką (zwłaszcza w okresie przed Twoją obroną), jak wreszcie weźmiesz życie za rogi i wyprowadzisz się od niej, zablokujesz ją i zerwiesz kontakty. Bo w tej historii widziałam po trosze siebie, ale bardziej moją mamę. Dla nas zerwanie kontaktów było najlepszą decyzją w życiu, żałujemy, że tak późno. Zastanawiałam się, czy wpadniesz na pomysł, żeby przed zerwaniem kontaktów jeszcze donieść na uczelni, że autorem pracy dyplomowej brata jesteś ty - szczególnie, że zamiast podziękowań jeszcze pretensje matki były.
Potem byłam zła, że tak wyszło z tym typem co byłaś w Wiedniu, bo ewidentnie zwykły gnój, a ty nie zasłużyłaś na bawidamka i nieodpowiedzialnego chłopczyka.
W niepewności obserwowałam potem, co się dzieje na lini Ty - S, bo było nie raz grubo, dziwnie i ja bym pewnie inaczej się zachowała, ale nie mogę doradzać w temacie damsko męskim, bo sama nie jestem ekspertem.
Dlatego wchodząc dzisiaj i widząc, że wróciłaś, zrobiłaś mi dzień (i nawet o tym nie wiesz bo nie wiesz o moim istnieniu xd). No bo... tak. To dziwne, czując jakąś tam lekką więź z osobą z internetu. Zrobiłam lekkie śledztwo i nawet znalzałm twój profil na fb po tym jak pojawił się "ostatni wpis", ale nie miałam odwagi wcisnąć dodaj do znajomych. Bo właściwie dlaczego? Bo czuję, jakbym Cię znała? Jakbyś była moją dobrą koleżanką aspirującą na przyjaciółkę? (bo dzieli nas jakieś półtorej godzinki pociągiem około)Odpuściłam, bo czułam, że nie wypada. I ze strachu, może mnie wyśmiejesz? że może zaczniemy pisać i się nie dogadamy? Albo powiesz, że przekroczyłam granicę? Dlatego nigdy nie odważyłam się się wcisnąć "dodaj do znajomych", mimo, że w sercu czułam, że znajomą jesteś.
Jest nowy rok, (no już zaraz drugi miesiąc się zacznie ;D) dlatego życzę z całego serca zdrowia, bo tego nigdy za dużo. I szczęścia, bo zasługujesz jak mało kto. Miłości też niech nie braknie.
Cała reszta przyjdzie. Bo to, że jesteś bardzo pracowita, widziałam od dawna czytając co u Ciebie. I podziwiałam. Bo uwierz, że jest to godne podziwu.
Tyle, a może aż tyle ode mnie. Trzymaj się,
w.
Hej! Szczerze mówiąc to długo się zastanawiałam co mam odpisać na ten komentarz, przede wszystkim, to za niego dziękuję. Myśl, że mogę być dla kogoś ważna, ciekawa czy jakkolwiek to ująć jest dla mnie... szalona. Bo w mojej opinii prowadzę dosyć nudne życie, chociaż gdy zaczęłaś wymieniać niektóre rzeczy, to w pierwszej chwili aż zaskoczył mnie fakt, że to faktycznie ja przeżyłam te wszystkie wydarzenia. O niektórych rzeczach zapomina się z czasem. A to że przeczytałaś całego bloga... o kurcze! tego to się nie spodziewałam, na blogu mam zapisanę ponad 14 lat mojego życia i nawet ja nie wracam do starych postów, aż strach pomyśleć ile Ci to musiało zająć.
UsuńJeśli masz ochotę popisać poza blogiem to jestem otwarta, chociaż nie ukrywam, że z początku pewnie będzie trochę dziwnie. Ja nie znam Cię w ogóle, a Ty znasz mnie lepiej niż jakakolwiek osoba w realnym życiu ;)
super :) ja w ramach postanowień noworocznych chcę lepiej ogarnąć jedzenie, choć nie zawsze mam czas gotować. Dlatego myślę o cateringu domowym Foodify, szczególnie że oferują teraz 40% cashbacku.
OdpowiedzUsuńTaki katering to bardzo fajna opcja ;)
Usuń