Środa, 12:43
Hej!
W ostatnim wpisie, dokładnie tydzień temu, pisałam Wam, że albo jestem przemęczona, albo zaczyna się u mnie choroba i niestety okazało się, że to drugie. Od tego czasu przeszłam grypę, co trzeba nadmienić, że chodziłam wtedy do pracy... i masz babo placek! W poniedziałek rano wyszłam do pracy, doszłam na przystanek autobusowy i musiałam dzwonić po chłopaka żeby po mnie wyszedł, bo nie jestem w stanie ani pojechać do pracy, ani sama wrócić do domu. Byłam tak osłabiona, że myślałam, że zemdleje w każdym momencie. Na ten sam dzień umówiłam się do lekarza i okazało się, że mam powikłania po grypie, które zaczęły atakować płuca. Bardzo nieciekawie, zwłaszcza, że w poniedziałek zaczynałam nowy projekt w pracy. Dostałam zwolnienie na cały tydzień i mam szczerą nadzieję, że mi przejdzie. Już dzisiaj czuję się lepiej, przede wszystkim nie jestem aż tak osłabiona i nie mam już gorączki, bo w poniedziałek wieczorem byliśmy blisko dzwonienia na pogotowie.
Okej, to trochę Wam się wyżaliłam. Nie przypominam sobie żebym w życiu dorosłym była kiedykolwiek tak chora. Dobrze, że S. się mną tak zajmuje, nawet nie pomyślałam, że tak się da. Codziennie mam zrobione śniadanie, podane leki, wszystko do łóżka, wszystkim się zajmie, do lekarza zawiezie, naprawdę super i miła odmiana. Raczej nigdy się mną nikt nie zajmował.
Właściwie to nie mam Wam co więcej pisać, bo moje życie kręci się wokół leżenia i kaszlenia (mam taki kaszel, że prowadzi do wymiotów). Naprawdę mam nadzieję, że jeszcze 1-2 dni i stanę na nogi.
Miłego dnia!
Życzę, żebyś szybko wróciła do zdrowia
OdpowiedzUsuń