Trochę się tutaj nie odzywałam, ale fakt, że nikogo tutaj nie ma nie zachęca mnie do regularności. Ponadto w moim życiu brak jest rzeczy, o których czułabym przymus pisania tutaj. Wręcz czasami jest mi głupio, że czas ucieka, a u mnie wciąż te same schematy, te same problemy. Mam niemal 30 lat i myślałam, z w takim wieku moje życie będzie już bardziej ułożone, ale jak widać się pomyliłam. Jednak gdy nachodzą mnie takie myśli to staram się do tego podchodzić inaczej, bo jeszcze 3-4 lata temu zabiłabym za życie, które wiodę obecnie. Bo serio tak jest. Uważam, że mam piękne życie, ale ciągle czegoś mi brakuje, nieustannie porównuje się z innymi, a przez to odczuwam pustkę w życiu.
Czym ostatnio żyje?
Tydzień temu mama do mnie zadzwoniła i przekazała mi informację, że mój brat dostał od nich (rodziców) mieszkanie. Ale żebym ja się nie martwiła, bo oni sprzedają kolejne mieszkanie i pieniądze z tego będą dla mnie. Powiedzieć, że byłam w szoku to jak nic nie powiedzieć. Normalnie cieszyłam się jak dziecko, bo nie spodziewałam się czegoś takiego. Już nawet zaplanowałam sobie, że w końcu założę sobie aparat na zęby. Niby teraz też mnie na to stać, ale jakoś ciągle czuję obawę przed takimi długoterminowymi zobowiązaniami. Tak myślałam, że w końcu trochę odetchę i bede zabezpieczona finansowo. Ale… oczywiście musi być jakieś ale. Wczoraj koło 22 do mnie dzwoni i teraz informuje że najlepiej to byłoby tak zrobić żeby jednak mój brat dostał pieniądze ze sprzedaży mieszkania, bo jemu są potrzebne na zakup działki. Jak zaczęłam mówić że to jest nie fair to usłyszałam że w takim razie podzielą pieniądze między nas i żebym ja mu pożyczyła swoją połowę, tak aby on nie musiał brać kredytu. I wiecie co? Poczułam się znowu jak dziecko. A właściwie nie tylko jak dziecko, ale znowu jak jakaś zabawka w jej rękach. Nie zliczę ile razy były takie sytuacje, że coś mi obiecuje albo mi daje a potem każe to oddać. Wielokrotnie w przeszłości dostawałam od niej pieniądze i potem musiałam je zwracać, tak samo było w dzieciństwie z zabawkami albo jakimiś okazjami. Jak widziała że na czymś mi zależy to mówiła tak tak możesz iść do kina a potem gdy zrobiłam cokolwiek nie po jej myśli to od razu mi to zabierała. Teraz poczułam się tak samo, ale z tym wyjątkiem, że nic nie zrobiłam. No i teraz to już nawet mowy nie ma żebym dostała całą kwotę (która jest i tak mniejsza niż wartość mieszkania które dostał brat) tylko co najwyżej połowę. To i tak sporo pieniędzy, ale dla mnie bardziej liczy się całość tej sytuacji. Znowu mój brat jest na pierwszym miejscu, on potrzebuje, jemu coś dać, jemu załatwić, jemu napisać pracę magisterską itd. A pod koniec dnia i tak ja zostanę nazwana egoistką. Mega mnie zabolała ta sytuacja i nawet się poryczałam. Tak jak mówię nie chodzi o pieniądze, bo szczerze jeszcze tydzień temu na nic nie liczyłam, chodzi o tak jawne faworyzowanie go, że czasami aż brak słów. Nie zamierzam się z matką kłócic o te pieniądze, jak chce to niech mu je da, ale przyznaje, że serce trochę mnie boli z powodu tej sytuacji.
Dzisiaj lecę na wakacje do Turcji. To taka tygodniowa wycieczka objazdowa śladami historycznymi. Zwiedzę miejsca, na których najbardziej mi zależało. To zaległy prezent na urodziny mojego chłopaka, bo niestety poprzedni nie doszedł do skutku ze względu na konflikt na wschodzie. Wczoraj spontanicznie kupiłam też bilety na kilka dni do Oslo. Mam sporo urlopu do wykorzystania, a stwierdziłam że nie chce spędzać tego czasu w domu. Kilka dni zostawiłam sobie jeszcze na moją obiecaną wycieczkę do Dubaju. Nadal podtrzymuję swoje zdanie, że jeśli S. nie oświadczy mi się na tej wycieczce to się z nim rozstanę. Na początku (czyli te pół roku temu) taką decyzję odczuwałam jako szalona, myślałam że jestem za bardzo przewrażliwiona, w gorącej wodzie kąpana itd. ale te kilka miesięcy jeszcze bardziej utwierdziły mnie w przekonaniu, że to słuszna decyzja. Czasami po prostu trzeba postawić sprawę jasno i ruszyć związkiem, albo w jedną albo w drugą stronę. I nie myślcie, że piszę o tym o tak po prostu z lekkimi sercem, nie jest tak. Chyba po prostu przyzwyczaiłam się do tej myśli i opracowałam plan, który pozwoli poczuć mi się bezpiecznie w razie ewentualnego rozstania. Tworzymy naprawdę bardzo dobry związek, ale potrzeba stabilizacji jest dla mnie priorytetem. I pisząc o stabilizacji nie mam konkretnie na myśli ślubu i rodziny, po prostu potrzebuję potwierdzenia, że droga którą idziemy gdzieś zmierza, bo na ten moment (mimo iż S. dużo mówi) to ja tego nie czuję. Ale oddać mu trzeba, że jest wyjątkowo dobrym chłopakiem, z mijającym czasem wręcz coraz lepszym. Planuje randki, wyjazdy i nigdy nie muszę się prosić jak gdzieś trzeba mnie zawieźć czy przywieźć. Trzeba powiedzieć, że dobrze trafiłam. Jednak jego najgorsza wada jest po prostu zwlekanie ze wszystkim, bo on zawsze ma czas i potem często cierpliwy nad tym, że o czymś zapomniał albo czegoś nie zdążył zrobić.
Jestem aktualnie w pracy do 12:30, ale już ze wszystkim się wyrobiłam i wszystko pozamykałam żeby nic mi już nie wpadło do zrobienia przed wyjazdem. Potrzebuje tych wakacji takiego odcięcia się od pracy i codzienności. Czuję, że wrócę z nową energią.
Co jeszcze zauważyłam w ostatnim czasie?
Właściwie to już kiedyś tutaj o tym pisałam, ale zauważyłam sporą zmianę w moim zachowaniu i podejściu do życia. Nawet jak mam na swojej drodze jakieś problemy czy zmartwienia to już nie robię tak, że wszystkie inne rzeczy w moim życiu stają i ustępują miejsca zamartwianiu się. I tak cisnę do przodu, staram się cieszyć tym co mam. Kiedy było to nie do pomyślenia. Ponadto jestem bardziej self-concentrated. Oj to zdecydowanie. Bo jeszcze kilka miesięcy temu układałam swoje życie bardziej pod innych, zwłaszcza pod chłopaka, a teraz bardziej patrzę na to żeby mi pasowało. I nie chodzi o jakieś wielkie rzeczy, a takie raczej codziennie proste czynności, które jednak wpływaja na moje życie. Staram się też do życia podchodzić bardziej na spokojnie i nawet mi to wychodzi.
Odezwę się już dopiero po wakacjach! Wypoczęta i opalona
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz