Wtorek, 12:19
Hejka!
Ja stety-niestety siedzę w domu na zwolnieniu. Co mi jest? Wszystko i to dosłownie. Przeziębienie, alergia, okres i jeszcze potworne zmęczenie (ale bardziej takie chorobowe). A tak właśnie coś myślałam, że mnie pewnie rozłoży, bo w ostatnim czasie nie dość, że się nie oszczędzałam, to jeszcze miałam sporo stresów, a od liceum właśnie w ten sposób odreagowuje mój organizm - chorobą. Plan na te kilka najbliższych dni jest taki żeby jednak trochę o siebie zadbać, będę leżeć w łóżku, oglądać filmy i nigdzie się nie ruszam. Czuję, że potrzebuję regeneracji. Dzisiaj od rana odkurzyłam mieszkanie i umyłam podłogi (musiałam ze względu na alergie) i już od jakiegoś czasu zalegam na kanapie. Zobaczymy ile wytrzymam. Wczoraj normalnie pracowałam i to był koszmar, myślałam że nie wytrzymam.
W sobotę jakoś tak się skończyło, że miałam, może nie poważną, ale jednak jakąś bardziej znaczącą rozmowę z chłopakiem. Powiem Wam tak, czuję trochę, że "wychowałam sobie" rozpieszczoną divę. Dosłownie. Bo jak inaczej nazwać fakt, że zajmuję się całym domem, a on ma problem żeby zrobić mi herbatę/kawę? Już któryś raz na przestrzeni naszego związku słyszę, że "ciągle go po coś gonię". Tym czymś jest właśnie ta herbata i kawa, bo innego przykładu podać nie potrafi. Nie zrozumcie mnie źle, bo zawsze gdy czegoś bardziej istotnego potrzebuję od S. to, to dostaję. Gdy jesteśmy na jakiś zakupach ubraniowych, to zawsze chce mi coś kupić, jak trzeba mnie skądś odebrać, to także to zrobi bez gadania, trzeba zawieźć coś mojej mamie, to bez problemu pojedzie, ale jeśli chodzi o takie rzeczy typowo domowe, to totalnie nie można na niego liczyć. Generalnie jeśli chodzi o obowiązki domowe, to nadal mamy spory problem żeby dogadać się na tym polu, bo dla niego nawet sprzątanie mieszkania raz w tygodniu to jest za dużo, jeśli ja nie powiem, że coś trzeba zrobić, to on nigdy, ale to serio nigdy tego nie zrobi. Ale no powiem tak, nie poddaję się. Albo staram się tak organizować czas żeby faktycznie sprzątać wspólnie, albo zostawiam coś dla niego. Ale wychodzi w ten sposób, że od piątku proszę o posprzątanie łazienki, no i nadal nie jest posprzątana. Staram się jednak zacisnąć zęby i jakkolwiek go zrozumieć, bo gdy ja mieszkałam z matką też nie lubiłam jak wszystko było podporządkowane jej i musiało być zrobione pięć minut po tym jak o to... miałam pisać, że poprosiła, ale ona nie zna takiego słowa... pięc minut po tym jak się o to zadarła. Korzystając z tego, że S. powiedział co mu się nie podoba w naszym związku, to ja też dodałam coś od siebie i znowu przypomniałam o tym, że nie czuję się dobrze w tym nieco niestabilnym związku. Chociaż domyślam się, że tą niestabilność odczuwam jedynie ja przez fakt, że S. cholernie naruszył moje zaufanie. To już jest drugi raz kiedy mu o tym powiedziałam, po poprzednim nic nie zrobił, twierdząc, że zapomniał, a teraz to nie wiem jak będzie. Pytał się mnie czy jest coś co może zrobić żeby jednak to zaufanie jakoś naprostować, ale stwierdziłam, że ja mu tam nic ułatwiać nie będę. To on zawalił i jak twierdzi żałuje i żałował od razu, wiec niech sam się postara. Ale podsumowując, każda z takich rozmów nie jest łatwa, ale wiem, że jest potrzebna i zawsze się cieszę, że jednak się wydarzyła.
Eh boli mnie głowa i generalnie słabo się czuję. Chyba rozłożę sobie kanapę, wezmę kołderkę i zrobię ciepłą herbatę.
a jeśli to nie problem, to jak ujęłaś te symptomy u lekarza, że bez problemu L4 na kilka dni? M
OdpowiedzUsuńPoszłam do lekarza z przeziębieniem (nie z okresem czy alergią), więc po prostu powiedziałam, że mam problemy z zatokami, kaszel i stan podgorączkowy. Po osłuchaniu mnie lekarka sama zaproponowała zwolnienie, bo coś jej się nie spodobało w oskrzelach (?). Poza tym powiedziałam, że ja mam tendencję do tego, że jak czegoś nie doleczę, to potem znowu jestem chora, ale to chyba jak większość ludzi.
UsuńWiesz, prawda jest taka, ze on sie nie zmieni. Zmienić może się tylko Twoja akceptacja tego faktu, ze on nie bedzie sprzątać i o ciebie dbać, tak jakbyś chciała. 20 lat praktyki w różnych relacjach mi to mówi i dopiero w ostatnim związku, małżeństwie, to zrozumiałam. Mój mi zrobi herbaty, zrobi jakieś jedzenie, gdyby mógł, zawiózłby mnie do lekarza (kiedyś woził), ale nie zadzwoni np mnie umówić do specjalisty, nie zatańczy ze mną, nie kupi mi kwiatów. Nauczyłam się, że to go przerasta i już. Trzeba albo zaakceptować albo zerwać, nie da sie na stałe kogoś zmienić, bedzie udawał dopóki mu względnie zależy potem i tak przestanie, to jest prawda objawiona Arieli :)
OdpowiedzUsuńJa sobie zdaję z tego sprawę, ale uważam, że też nie można mieć takiego podejścia "ja nie gotuje, nie piorę, nie sprzątam bo po prostu nie". Niektóre rzeczy trzeba robić i tyle w temacie, a on na mnie tak naskakuje jakbym mu chciała zrobić krzywdę. Myślę, że też moja frustracja jest spowodowana faktem tego, że przez wiele miesięcy związku robiłam wszystko i bardzo się starałam, a on i tak chciał się rozstać w lutym. Chyba za bardzo przyzwyczaiłam go do dobrego, więc gdy teraz staram się dzielić obowiązki, to mam bunt jak u dwulatka.
UsuńWiesz, chodziło mi raczej o to, ze jesli te postawy juz ci przeszkadzają to bedzie tylko gorzej. Ludzie się z reguły nie zmieniają, na pewno nie na lepsze. Trochę mnie też martwi, ze on już raz chciał odejść. Szkoda, żeby ci znowu wyciął numer za rok czy dwa albo nie daj Boże jak już bedziesz, w ciąży. Szczerze? Zabrzmi strasznie, ale zycze ci, żebyś poznała naprawdę dobrego faceta, zrozumiałam, że to nie jest dobre dla ciebie i kopnela S w tył.
UsuńMasz racje, takie zachowania mi przeszkadzają, ale prawda jest też taka, że ja zawaliłam na początku związku, bo od razu wzięłam wszystko na siebie. Miałam taką usilną potrzebę opiekowania się kimś. Poza tym jeśli chodzi o takie kwestie jak pranie, sprzątanie czy prasowanie, to będzie musiał je robić bez względu na to czy będziemy razem czy się rozstaniemy. Jeśli jesteśmy w tej kwestii, to też jest to rzecz, która mnie niesamowicie martwi, bo po czymś takim ciężko jest odzyskać zaufanie. Czuję się trochę tak jak z matką, wtedy też nie wiedziałam, czy zaraz nie każe mi się wynosić z domu. Ale broniąc trochę S., to dobra osoba i jest to rzecz, której jestem pewna i która się nie zmieni bez względu na to, czy jesteśmy parą czy nie. I o ile teraz mogę mieć wątpliwości czy on widzi ze mną jakąkolwiek przyszłość, to w momencie gdy mielibyśmy dziecko, czy nawet doszłoby do samych zaręczyn, to uważałabym, że w 100% wie co robi i jest tego pewien. To chyba jest po prostu taki typ człowieka. Jeśli chodzi o kwestie istotne to zawsze ma wszystko dobrze zaplanowane i przemyślane, nie ulega presji (nawet mojej) i że tak powiem '"potrafi sam myśleć". Ale rozumiem Twój punkt widzenia całkowicie.
Usuń