piątek, 21 sierpnia 2026

To zmieniło moje życie

 Znowu jestem w pracy i postanowiłam się tutaj odezwać. Dla mnie to najlepsza opcja, bo po privacy jestem już zajęta innymi sprawami, więc nie zawsze mam chęci jeszcze coś tutaj pisać. Tydzień minął mi w błyskawicznym tempie, mam wrażenie że mrugam i znowu jest piątek. Ostatnio przyszła do mnie taka refleksja, że jest taka jedna rzecz, która niezwykle zmieniła moje życie, na lepsze oczywiście. I jest to, to że przestałam czekać. Kiedyś miałam do tego niezdrową tendencję, czekałam na weekend, na wakacje, na to jak przeminą jakieś gorsze chwile, na to jak schudnę, ciągle odliczałam dni, zamiast po prostu żyć. Logika stała za tym taka “ja sobie tutaj przeczekam, niech ten świat się toczy poza mna”. Bardzo żałuję, że tyle pięknych lat mojego życia mi uciekło, że nie korzystałam z życia, zamykałam się na świat i ludzi. Już od dłuższego czasu (własicie kilku lat) staram się wyeliminować ciągłe czekanie na coś i z sukces mogę powiedzieć, że mi się udało. Teraz nie ma dla mnie większego znaczenia czy mamy randomowy poniedziałek, sobotę czy inny dzień, bo z każdego potrafię coś dla siebie wyciągnąć. Nie skupiam się już na tym aby tylko przeżyć, ale po prostu żyć. Super uczucie i polecam każdemu. Jednocześnie wiem jak ciężko osiągnąć taki stan spokoju w chwili obecnej. 

Macie jakieś plany na weekend? Ja o dziwo nie, gdyby była ładna pogoda to nie miałabym tego problemu, ale jest jak jest i pora się do tego przyzwyczaić. Napewno coś wymyślę. Wczoraj pierwszy raz poczułam jesienną atmosferę i chyba pierwszy raz w życiu cieszę się na tą porę roku. Może dlatego, że w końcu mam wrażenie, że udało mi się w pełni wykorzystać lato. Opalałam się na plaży, czytałam książkę na kocu, pływałam w jeziorze niemal każdego ciepłego dnia. Chodziłam na lody, spacery, w góry, byłam na wakacjach, zwiedzałam, zajadałam się jagodzinkami, grillowałam. Naprawdę wspaniały czas. 

Teraz gdy ciepła pogoda powoli się kończy to ja skupiam się bardziej na mieszkaniu. Robię małe porządki, wszystko układałam i cieszę się swoim minimalizmem, który po kilku miesiącach pozbywania się rzeczy z mieszkania/ zużywania przynosi ogromne rezultaty. Utrzymanie porządku jest łatwiejsze, wszystko ma swoje miejsce, a ja jestem spokojniejsza i nie mam już tylu obowiązków. To chyba kolejna taka moja rzecz, która zmieniła moje życie na lepsze. 

To tylko taki krótki wpis, chciałam zasygnalizować że żyję. Tymczasem wracam do pracy :) muszę któregoś  dnia usiąść do laptopa i dodać tutaj zdjęcia- mam sporo z wakacji, nowe przepisy, ciekawe jedzenie czy inne zajęcia, które wypróbowałam w ostatnim czasie. 









wtorek, 18 sierpnia 2026

 Boże ale masakracja 

Znowu odwołali nam lot do Dubaju. Szczerze to już mam dosyć tego tematu. Już trzeci raz miałam kupione bilety i trzeci raz coś nie wyszło. Właściwie to sprawa wygląda tak, że nasz lot odwołali, ale zorganizowali nowy, ale zdecydowanie mniej korzystny. Możemy albo przyjąć albo dorzucić ofertę. Ja już wczoraj miałam tak dosyć, że powiedziałam S. żeby sam podjął decyzję. Nie wiem, może to jakiś znak, że nie powinnam tam lecieć albo coś innego? W każdym razie to będzie jak zdecyduje, bo mi ręce opadają i czuję, że poświęcam temu tematowi zdecydowanie zbyt dużo energii. Ale jestem z siebie jednocześnie dumna, bo zawsze jak przydarzało mi się coś niefajnego to się załamywałam, ryczałam i wpierdalalm. A wczoraj znowu się w sobie zebrałam i zrobiłam to, co miałam w planie. Życie się nie kończy. Chciałabym powiedzieć, że to tylko głupi wyjazd, ale chyba wszystkie wiemy, że tak nie jest. Bardzo dużo od niego zależy, właściwie to moje dalsze życie…Jestem ciekawa jaka decyzję podejmie S. Ale jednocześnie nie zamierzam w to ingerować. 

Jak spędziłyście długi weekend? 

Ja w piątek pojechałam w Tatry na Słowację. Bardzo długa i męcząca trasa, ale udało się ją pokonać. W sobotę byliśmy nad woda, a w niedzielę umówiłam się z koleżanką i poszłyśmy na zajęcia z ceramiki. Było bardzo ciekawie, w przy okazji odpoczęłam. 

Aktualnie jestem w pracy, ale znalałam chwilę czasu, aby oderwać się od komputera. W tym tygodniu pogoda już zdecydowanie się popsuła, więc ja skupiam się na obowiązkach domowych, bo w ostatnim czasie bardzo to zaniedbałam. Chciałam korzystać ze słońca i niemal codziennie chodziłam popływać nad wodę. Teraz muszę sobie wszystko ładnie nadrobić w domu. Wczoraj już wyprasowałam górę prania, a dzisiaj chcę posprzątać kuchnie i zrobić porządek w ubraniach. Wieczorem relaks na kanapie przy kolejnych odcinkach Gry o Tron. 



środa, 12 sierpnia 2026

 W pracy znowu mam luźniejszy dzień, wszystko na dzisiaj zrobiłam i właściwie na jutro też już prawie, więc korzystam i postanowiłam się tutaj odezwać. Na weekend byliśmy w domu rodzinnym u Szymka, powiem Wam, że miałam pewne obawy czy jechać, ale finalnie było naprawdę bardzo fajnie i cieszę się, że gdzieś wyskoczyliśmy. Korzystając z wizyty w domu rodzinnym dowiedzieliśmy także Lublin, więc kolejne miasto na mapie Polski zaliczone. 

Raz na kilka miesięcy mam taką fazę na porządkowanie i ogarnianie życia i właśnie ona nastała. Dzisiaj od rana zrobiłam sobie jakąś listę to do i już nawet coś udało mi się z niej wykreślić. Proste rzeczy jak umówić się na paznokcie (do końca roku) albo anulować niepotrzebne subskrypcje. Takie głupoty które mogłam zrobić w czasie pracy, ale zawsze coś ubyło. 

Mam też ponowną fazę na zdrowe odżywianie. Mega chciałabym jeszcze schudnąć, ale zazwyczaj jak za bardzo się angażuję to przynosi to odwrotny rezultat. Dlatego teraz bardziej stawiam na lepsze wybory, ograniczenie niektórych produktów i tak dalej. Chciałabym napisać, że robię to małymi kroczkami, ale chyba prędzej szlak jasny mnie trafi nim użyje tego sformułowania. Odchudzam się od lat i nadal nie osiągnęłam super sylwetki. 

Mam już całkiem sprecyzowane plany do końca tego roku (oczywiście różnie to może wyjść z wiadomego względu, ale i tak czuje się pewnie jak wiem co się wydarzy w najbliższych miesiącach. Pod koniec września lecę na kilka dni do Oslo, potem Dubaj 21 października- to już potwierdzone i wszystko zaklepane. S stanął na wysokości zadania i wszystko ogarnął a wiem, że takie rzeczy są dla niego dosyć ciężkie. Nawet to rozumiem bo mnie też często stresują. Organizacja na miejscu zajmę się już ja, bo mam miejsca, które obowiązkowo chciałabym zobaczyć, muszę wykorzystać ten czas w 100%. Potem planujemy jeszcze all in z początkiem grudnia w Egipcie, zaledwie kilka dni żeby podładować baterie. Poza tym został mi urlop, który muszę wykorzystać. Na Sylwestra jedziemy natomiast do Kołobrzegu, a zobaczenie fajerwerków na plaży zawsze było moim marzeniem, więc cieszę się, że ma szansę się spełnić w tym roku. A oprócz wyjazdów to takie standardowe nudne życie, które i tak uwielbiam. Codziennie po pracy mam jakieś plany, dzisiaj na przykład idę do kina na Odyseje. Na niedzielę umówiłam się na malowanie ceramiki. Staram się próbować nowych przepisów, oglądam fajne seriale, sprzątam i ozdabiam mieszkanie. Nie mam (prawie) na co narzekać. 

Ja póki co wracam do pracy, za godzinkę zjem jakiś obiad i na 16 do kina. 





środa, 5 sierpnia 2026

Tak się kończy każda wizyta

 Środa, 16:41 


Ale ten czas leci, już mamy środę. W poniedziałek byłam nad jeziorem po pracy, a wczoraj pojechałam do babci, aby dać jej i mojej mamie prezent z Turcji. Cała wizyta skończyła się płaczem, oczywiście z mojej strony. Generalnie to cały dzień przeżywałam, że muszę tam jechać, jak już widzę znajome otoczenie to robi mi się słabo, mówię serio. To bardzo źle mi się kojarzy. Pomijam już to, że jak np coś mówię do mamy, albo sie o coś pytam to zazwyczaj zero odpowiedzi. Patrzy gdzie indziej i po prostu mnie olewa. Ale jak już się do mnie odezwie to dziewczyny… gorzej niż do psa. Ona nie mówi tylko krzyczy, to po pierwsze, po drugie traktuje mnie jak kretynke albo małe dziecko. A jak jej zwracam uwagę żeby tak nie robiła to mnie wyśmiewa. Wczoraj miała jakąś straszną alergię, więc zaproponowałam że pójdę jej na szybko do apteki bo za chwilkę miał po mnie przyjechać chłopak. To się uparła że chce ze mną iść.. no i możesz mówić że się się spieszyć, ale to nie dociera, bo ona to jednak nie chce do apteki tylko w inne miejsce, a jeszcze musi śmieci wyrzucić itd. W ogóle mnie nie słucha, celowo ignoruje. Ale właśnie to sposób w jaki się do mnie zwraca jest dla mnie najgorszy, równie dobrze mogłaby mnie walić po twarzy, to byłoby to samo. 

Dzisiaj mija dwa lata od kiedy jestem w obecnej pracy. To był strzał w dziesiątkę, chociaż akurat dzisiaj wszyscy mnie irytowali. Ale chyba po prostu nie mam humoru, na co złożyło się wiele rzeczy. Na szczęście zawsze po napisaniu wpisu czuję ulgę i taką lekkość. Chyba wlanie dlatego robię to już od tyłki lat.. a właśnie 7 sierpnia minie 15 lat od kiedy prowadzę bloga. Uwierzycie? Poznałam tyle wspaniałych osób w czasie tej przygody, że chyba to jest moja największa nagroda. 


niedziela, 2 sierpnia 2026

powrót z wakacji

 Niedziela, 16:13



Hej! W czwartek wieczorem wróciłam z wakacji, to był bardzo intensywny tydzień. Turcja okazała się pięknym i bardzo ciekawym krajem. Codziennie byliśmy w innym mieście - Bodrum, Efez, Gorem (w Kapadocji), Ankara, Istambuł, Milas... Pobudka około 3-4 nad ranem każdego dnia, codziennie inny hotel, pakowanie itd. Ale było warto, bo tak jak wcześniej wspomniałam, Turcja bardzo pozytywnie zaskoczyła. W drodze  powrotnej S. zadzwonił do mamy (na głośnomówiącym) i wszyscy życzyli nam wszystkiego dobrego z okazji zaręczyn. No i pewnie teraz sobie myślicie wow! oświadczył Ci się! Nie, po prostu taki żart sobie zrobili, albo szczerze to sama nie wiem co to było. Bardzo nieprzyjemne zakończenie wakacji, przykro mi się zrobiło, zwłaszcza, że to dla mnie drażliwy temat, a S zareagował jak jakiś oparzony wręcz krzycząc (a może mi się wydawało), że żadnych zaręczyn nie było... Wróciliśmy do domu, ja się rozpakowałam i sama położyłam spać, bardzo mnie ta sytuacja przygnębiła, ale także wkurzyła. Wiecie co jest najgorsze w tego typu sytuacjach? Kilka razy spotkało mnie coś złego ze strony rodziny lub znajomych S. i gdy mu mówię, że to jest nie w porządku i że z czymś się źle poczułam i na przykład nie chcę mieć kontaktu z tymi osobami (jak na przykład jego znajomymi, którzy zaprosili mnie na domówkę, a następnie wyszli z domu - specjalnie) to wtedy słyszę od S. że jest mu bardzo przykro, że tak mówię czy myślę o jego bliskich. Ale jak ktoś zachowuje się nie w porządku w stosunku do mnie, to S. nigdy nie zwróci uwagi. Kiedyś jedni z tych znajomych, którzy tak mnie kiepsko potraktowali na tej domówce zaprosili nas na swój ślub (to było z rok temu), chociaż pisząc "nas" to za dużo powiedziane, bo przyjechali do naszego wspólnego domu i zaprosili tylko jego. To są jego najbliżsi znajomi, my byliśmy ze sobą kilka lat, a i tak dostał zaproszenie z osobą towarzyszącą... ale mniejsza z tym. Potem jak prosili o potwierdzenie przybycia to się zapytali "a wasza znajomość (moja i S.) to jeszcze w ogóle aktualna?". Ja się wtedy zaparłam i powiedziałam, że nie idę na to wesele, ale S. zamiast powiedzieć w czym problem i dlaczego nas nie będzie wymyślił jakąś wymówkę. Chociaż wydaje mi się, że zwrócenie uwagi byłoby tutaj bardziej wskazane. I wtedy problem też był tylko w stosunku do mnie, bo to ja nie chcę się widzieć z jego znajomymi, którzy po raz kolejny potraktowali mnie jak jakiś przedmiot. Oni są cacy, ja nie. Ja umiem o siebie zadbać, ale fajnie byłoby czasami wiedzieć, że ktoś stanie za mną murem. I co prawda, na ten moment takich sytuacji było zaledwie kilka i może nie były one najistotniejsze, ale kto wie co będzie w przyszłości? 

Miało być o wakacjach, ale jakoś temat zszedł na inne torty. Cóż mogę powiedzieć, to serio trochę wytrąciło mnie z równowagi. 

Wakacje się skończyły, ja bardzo tęsknie za swoją rutyną. Dzisiaj trochę pogotowałam, za chwilkę też poprasuje póki jest w miarę chłodno i mam ochotę to zrobić. W ostatnie 3 dni września lecimy do Oslo, a potem w październiku ten nieszczęsny Dubaj. Chociaż to stoi pod dużym znakiem zapytania, bo organizacją tego wyjazdu ma zająć się S. a on zawsze ze wszystkim zwleka. Dałam mu deadline do czwartku aby wszystko ogarną (czekam od marca), stwierdziłam, że jak się tym nie zajmie to kupię wyjazd tylko dla siebie i już nie będę na niego czekać. Ponadto zawsze urlop w pracy muszę zgłaszać z wyprzedzeniem o czym on doskonale wie...

Wiem, że ten wpis jest dosyć pesymistyczny, a nie taki miałam zamiar. Ale im bardziej zbliża się ten wyjazd do Dubaju (i te potencjalne zaręczyny*) to tym bardziej po głowie chodzą mi różne myśli. Jestem w 100% przekonana, że S. jest świetnym facetem, że nigdy niczego mi nie zabraknie, a ja zawsze będę zaopiekowana. Po prostu czuję, że to jest dobry wybór na męża. Ale czy to mi wystarczy? Bo jednak są rzeczy, które mi w S. przeszkadzają i tylko pytanie jest czy ja będę umiała z tym żyć? 

*tak mi się wydaje, że jak ma się oświadczyć w tym roku (a tak kilka miesięcy temu powiedział) to zrobi to właśnie na tym wyjeździe. Dubaj to od zawsze było moje wielkie marzenie. Pamiętam jak chodziłam do liceum (ponad 10 lat temu) i jakoś pierwszy raz spotkałam się z Dubajem, to wtedy był to dla mnie taki inny świat. Ja tkwiłam w 4 ścianach, z wiecznie znęcającą się nade mną matką, bez pieniędzy, a tam miałam wrażenie, że jest taki dobrostan, dostatek ponadto setki kilometrów od Polski. I tak sobie myślałam "szkoda, że nigdy tam nie polecę" (myślałam, że odbiorę sobie życie w ciągu kilku miesięcy). I ten wyjazd traktuje jako coś niesamowicie ważnego w moim życiu - przeżyłam. Równie dobrze mogłoby by to być jakiekolwiek inne miasto czy państwo, mi chodzi o taką symbolikę tego miejsca. 



czwartek, 23 lipca 2026

Again and again

 Trochę się tutaj nie odzywałam, ale fakt, że nikogo tutaj nie ma nie zachęca mnie do regularności. Ponadto w moim życiu brak jest rzeczy, o których czułabym przymus pisania tutaj. Wręcz czasami jest mi głupio, że czas ucieka, a u mnie wciąż te same schematy, te same problemy. Mam niemal 30 lat i myślałam, z w takim wieku moje życie będzie już bardziej ułożone, ale jak widać się pomyliłam. Jednak gdy nachodzą mnie takie myśli to staram się do tego podchodzić inaczej, bo jeszcze 3-4 lata temu zabiłabym za życie, które wiodę obecnie. Bo serio tak jest. Uważam, że mam piękne życie, ale ciągle czegoś mi brakuje, nieustannie porównuje się z innymi, a przez to odczuwam pustkę w życiu. 

Czym ostatnio żyje?

Tydzień temu mama do mnie zadzwoniła i przekazała mi informację, że mój brat dostał od nich (rodziców) mieszkanie. Ale żebym ja się nie martwiła, bo oni sprzedają kolejne mieszkanie i pieniądze z tego będą dla mnie. Powiedzieć, że byłam w szoku to jak nic nie powiedzieć. Normalnie cieszyłam się jak dziecko, bo nie spodziewałam się czegoś takiego. Już nawet zaplanowałam sobie, że w końcu założę sobie aparat na zęby. Niby teraz też mnie na to stać, ale jakoś ciągle czuję obawę przed takimi długoterminowymi zobowiązaniami. Tak myślałam, że w końcu trochę odetchę i bede zabezpieczona finansowo. Ale… oczywiście musi być jakieś ale. Wczoraj koło 22 do mnie dzwoni i teraz informuje że najlepiej to byłoby tak zrobić żeby jednak mój brat dostał pieniądze ze sprzedaży mieszkania, bo jemu są potrzebne na zakup działki. Jak zaczęłam mówić że to jest nie fair to usłyszałam że w takim razie podzielą pieniądze między nas i żebym ja mu pożyczyła swoją połowę, tak aby on nie musiał brać kredytu. I wiecie co? Poczułam się znowu jak dziecko. A właściwie nie tylko jak dziecko, ale znowu jak jakaś zabawka w jej rękach. Nie zliczę ile razy były takie sytuacje, że coś mi obiecuje albo mi daje a potem każe to oddać. Wielokrotnie w przeszłości dostawałam od niej pieniądze i potem musiałam je zwracać, tak samo było w dzieciństwie z zabawkami albo jakimiś okazjami. Jak widziała że na czymś mi zależy to mówiła tak tak możesz iść do kina a potem gdy zrobiłam cokolwiek nie po jej myśli to od razu mi to zabierała. Teraz poczułam się tak samo, ale z tym wyjątkiem, że nic nie zrobiłam. No i teraz to już nawet mowy nie ma żebym dostała całą kwotę (która jest i tak mniejsza niż wartość mieszkania które dostał brat) tylko co najwyżej połowę. To i tak sporo pieniędzy, ale dla mnie bardziej liczy się całość tej sytuacji. Znowu mój brat jest na pierwszym miejscu, on potrzebuje, jemu coś dać, jemu załatwić, jemu napisać pracę magisterską itd. A pod koniec dnia i tak ja zostanę nazwana egoistką. Mega mnie zabolała ta sytuacja i nawet się poryczałam. Tak jak mówię nie chodzi o pieniądze, bo szczerze jeszcze tydzień temu na nic nie liczyłam, chodzi o tak jawne faworyzowanie go, że czasami aż brak słów. Nie zamierzam się z matką kłócic o te pieniądze, jak chce to niech mu je da, ale przyznaje, że serce trochę mnie boli z powodu tej sytuacji. 


Dzisiaj lecę na wakacje do Turcji. To taka tygodniowa wycieczka objazdowa śladami historycznymi. Zwiedzę miejsca, na których najbardziej mi zależało. To zaległy prezent na urodziny mojego chłopaka, bo niestety poprzedni nie doszedł do skutku ze względu na konflikt na wschodzie. Wczoraj spontanicznie kupiłam też bilety na kilka dni do Oslo. Mam sporo urlopu do wykorzystania, a stwierdziłam że nie chce spędzać tego czasu w domu. Kilka dni zostawiłam sobie jeszcze na moją obiecaną wycieczkę do Dubaju. Nadal podtrzymuję swoje zdanie, że jeśli S. nie oświadczy mi się na tej wycieczce to się z nim rozstanę. Na początku (czyli te pół roku temu) taką decyzję odczuwałam jako szalona, myślałam że jestem za bardzo przewrażliwiona, w gorącej wodzie kąpana itd. ale te kilka miesięcy jeszcze bardziej utwierdziły mnie w przekonaniu, że to słuszna decyzja. Czasami po prostu trzeba postawić sprawę jasno i ruszyć związkiem, albo w jedną albo w drugą stronę. I nie myślcie, że piszę o tym o tak po prostu z lekkimi sercem, nie jest tak. Chyba po prostu przyzwyczaiłam się do tej myśli i opracowałam plan, który pozwoli poczuć mi się bezpiecznie w razie ewentualnego rozstania. Tworzymy naprawdę bardzo dobry związek, ale potrzeba  stabilizacji jest dla mnie priorytetem.  I pisząc o stabilizacji nie mam konkretnie na myśli ślubu i rodziny, po prostu potrzebuję potwierdzenia, że droga którą idziemy gdzieś zmierza, bo na ten moment (mimo iż S. dużo mówi) to ja tego nie czuję. Ale oddać mu trzeba, że jest wyjątkowo dobrym chłopakiem, z mijającym czasem wręcz coraz lepszym. Planuje randki, wyjazdy i nigdy nie muszę się prosić jak gdzieś trzeba mnie zawieźć czy przywieźć. Trzeba powiedzieć, że dobrze trafiłam. Jednak jego najgorsza wada jest po prostu zwlekanie ze wszystkim, bo on zawsze ma czas i potem często cierpliwy nad tym, że o czymś zapomniał albo czegoś nie zdążył zrobić. 

Jestem aktualnie w pracy do 12:30, ale już ze wszystkim się wyrobiłam i wszystko pozamykałam żeby nic mi już nie wpadło do zrobienia przed wyjazdem. Potrzebuje tych wakacji takiego odcięcia się od pracy i codzienności. Czuję, że wrócę z nową energią. 

Co jeszcze zauważyłam w ostatnim czasie? 

Właściwie to już kiedyś tutaj o tym pisałam, ale zauważyłam sporą zmianę w moim zachowaniu i podejściu do życia. Nawet jak mam na swojej drodze jakieś problemy czy zmartwienia to już nie robię tak, że wszystkie inne rzeczy w moim życiu stają i ustępują miejsca zamartwianiu się. I tak cisnę do przodu, staram się cieszyć tym co mam. Kiedy było to nie do pomyślenia. Ponadto jestem bardziej self-concentrated. Oj to zdecydowanie. Bo jeszcze kilka miesięcy temu układałam swoje życie bardziej pod innych, zwłaszcza pod chłopaka, a teraz bardziej patrzę na to żeby mi pasowało. I nie chodzi o jakieś wielkie rzeczy, a takie raczej codziennie proste czynności, które jednak wpływaja na moje życie. Staram się też do życia podchodzić bardziej na spokojnie i nawet mi to wychodzi. 

Odezwę się już dopiero po wakacjach! Wypoczęta i opalona 



















środa, 10 czerwca 2026

w oczekiwaniu na wakacje

 Środa, 17:05



Ostatnio ciężko jest u mnie w pracy, nawet powiedziałabym, że bardzo ciężko. Jak przyjdę na 7 to siedzę tak do tej 15:30 non stop. Wątpię, że w ciągu dnia mam chociażby 20 minut odpoczynku. Najgorsze jest to, że muszę przyznać, że mam jebanego pecha! Zawsze dostaje jakieś ciężkie, nietypowe przypadki, z którymi nie wiem co robić. No i to chyba jeszcze gorsze jest to, jak widzę, że ktoś zamknął sprawę w 10 minut i siedzi na wiecznej przerwie. Staram się na tym nie skupiać, patrzeć na siebie itd. ale po prostu ten fakt mnie irytuje niemiłosiernie. Wiem natomiast, że passa się odwróci, trzeba myśleć pozytywnie, bo zaczyna się robić nieciekawie. Prawie codziennie jest tak, że nawet po pracy ciągle myślę o pracy - co mam zrobić, jak zrobić, kogo zapytać itd. To musi się skończyć, bo mocno zaburzyłam swój work-life balance. 

W weekend wybrałam sobie wakacje. Zdecydowałam się na tygodniową wycieczkę objazdową po Turcji z biurem podróży. Dzisiaj wysłałam ticketa o urlop, jak mi zaakceptują to od razu kupuję. Lubię mieć zaplanowany jakiś wyjazd, bo wtedy mam na co czekać i żyje mi się jakoś łatwiej. Wyjazd jest zaplanowany na ostatni tydzień lipca, więc akurat nieźle się styram w pracy i potem pojadę na zasłużony wypoczynek. Taki cieszy mnie najbardziej.

Ale wiecie co jeszcze zauważyłam? Że widać trochę zmianę mojego podejścia do życia. Bo wcześniej jak miałam jakieś zmartwienie to tak naprawdę mój świat stawał - dieta, dbanie o siebie, swoje otoczenie, nie pozwalałam sobie nawet na jakieś fajne wyjścia. Teraz powtarzam sobie ciągle, że czas i tak upłynie i trzeba żyć dalej. Więc nawet teraz gdy mam taki nerwowy okres w pracy, to mimo to wstaje nawet wcześniej rano, kręcę sobie włosy, robie jakieś inne fryzurki, ładnie ubieram, spędzam miło czas. 

niedziela, 31 maja 2026

kosmos

 Niedziela, 10:40


Dopiero dzisiaj zauważyłam, że ostatni wpis dodałam 11 dni temu... boże ale ten czas pędzi! Dni mijają mi jak szalone i to jest jakiś kosmos. Kilka miesięcy temu w pracy dostałam dość znaczy awans i od tego czasu zaczął się mój ogromny zapierdol. Wydaje mi się, że wchodzę do pracy o 7 rano, mrugnę i już z niej wychodzę. Ostatnio niestety nawet kilka razy zdarzyło mi się zostać dłużej czego osobiście nie znoszę, ale musiałam dokończyć kilka rzeczy. Koniec końców nadal kocham tę pracę, trafiłam tam przypadkiem, ale czuję, że to było przeznaczenie i jestem pewna, że zostanę w tej branży na długo.

Właśnie mija drugi tydzień częściowej zmiany mojego planu życia - dużo obowiązków w tygodniu roboczym, ale odpoczynek w weekendy. Całkiem mi to wychodzi, ale czasami po prostu brakuje doby, zwłaszcza gdy siedzę dłużej w pracy. W piątek mój S. pojechał do Warszawy odebrać nasz nowy samochód i nawet nie myślałam, że taka rzecz tak bardzo mnie ucieszy. W końcu mamy większe auto, wygodniejsze i z dużym bagażnikiem - planujemy wkładać tam rowery i jeździć na wycieczki za miasto. Oby tylko pogoda dopisała. Wczoraj natomiast S. obudził mnie pięknym bukietem piwonii- obłęd! 



Myślę, że będą jeszcze piękniej wyglądać gdy rozkwitną. Na wieczór natomiast planujemy randkę w domu. Winko, krewetki i monopoly, które ostatnio dostaliśmy. Ja jakiś czas temu zamówiłam sobie na shein mega piękną bieliznę, że tak powiem tylko do łóżka i też zamierzam ją założyć. Uwielbiam takie wieczorki. Generalnie to po tych wszystkich przeżyciach, które miałam w naszej relacji, to nigdy bym nie pomyślała, że będziemy w stanie zbudować tak piękny związek. 

Wczoraj byliśmy w Rossmannie odebrać mój kupon -50% (a raczej dwa), a także na zakupach spożywczych i w restauracji znowu na randce :) 


To są zakupy za ponad 600 zł... jezu ja tych pieniędzy w ogóle tam nie widzę. Ale i tak jestem z nich zadowolona, bo kupiłam to, co do czego mam pewność, że wykorzystam. 




Na randce byliśmy w naszej ulubionej wietnamskiej restauracji - ja zamówiłam zupkę pho z kurczakiem. Kocham ją, jest zapychająca, a jednocześnie dietetyczna. 


Moja słodzina 



Ostatnio też mieliśmy randkę w domu, ale tym razem z sushi 


Natomiast w ubiegły weekend upiekłam babeczki i po prawej jest gulasz z ziemniakami i chińszczyzna z ryżem - do pracy. 

Jeśli chodzi o jedzenie to ostatnio bardzo dobrze mi idzie. Trzymam się deficytu kalorycznego, ale mimo tego staram się korzystać z życia - wychodzę do restauracji, jem słodycze, chodzę na lody. Ale naprawdę wszystko z głową. W restauracji wybieram dietetyczne posiłki albo jem połowę, ze słodyczy to głównie cukierki, bo jeden nie zaszkodzi, a lody albo kupujemy na spółkę albo jakiś sorbet. Podoba mi się bardzo takie podejście, bo w mojej głowie wydaje się zdrowe. 

Uciekam się relaksować na kanapie i oglądać serial. Obiad na dzisiaj podszykowałam już wczoraj - zamarynowałam nóżki z kurczaka, zrobiłam dwie surówki i obrałam ziemniaczki. 



środa, 20 maja 2026

nie jestem najinteligentniejsza

 Środa, 17:27



Już środa! Ale ten czas leci, w sumie to może nawet dobrze. Ja zawsze staram się żeby był wypełniony dobrymi chwilami, nawet w tygodniu roboczym znajdę coś miłego. Dzisiaj w pracy miałam mega ważne spotkanie, stresowałam się i nawet zrobiłam drobną gafę, ale wiecie co? Cieszę się, że przynajmniej miałam taką możliwość i że mogę się tak rozwijać. Serio jeszcze dwa lata temu byłoby to nie do pomyślenia. 



To dosłownie kwintesencja dzisiejszego spotkania. Super, że kilka dni temu zobaczyłam tego tik-toka, bo bardzo mi dzisiaj pomógł. 

A tak z innej beczki to chłopak pojechał dzisiaj na 2-dniowy wyjazd z pracy, więc zobaczymy się dopiero w piątek. Mam mieszkanko dla siebie! Super się cieszę, bo trochę brakuje mi takiego czasu, normalnie w ogólnie się nie zdarza żebym była sama, co z jednej strony sobie cenie, ale taki czas samemu dla siebie też jest potrzebny. Właściwie to nie mam żadnych szczególnych planów, miałam ćwiczyć, ale dostałam wcześniej okres i nie czuję się kwitnąco. Mieszkanie posprzątane, zakupy zrobione, obiad ugotowany, więc chyba obejrzę serial. 

Muszę się chyba nauczyć, że jak już wszystko jest ogarnięte to nie trzeba wynajdywać sobie kolejnych zadań. 

niedziela, 17 maja 2026

...bo jak nie wiadomo o co chodzi...

 Niedziela, 17:58



Ostatnio oglądałam pewnego tik-toka, taka dziewczyna zrobiła podsumowanie kosztów życia swojej rodziny i puenta była tego taka, że dużo wydają, bo nie muszą oszczędzać. A gdyby musieli oszczędzać to zredukowaliby te koszty. Bardzo mnie to zaskoczyło i wydaje mi się, że to chyba jedna z głupszych rzeczy, które ostatnio usłyszałam. Moim zdaniem jeśli można odłożyć jakieś pieniądze to zwyczajnie trzeba to zrobić. Inna historia dotycząca tego samego tematu wydarzyła się przed Bożym Narodzeniem. W pracy w czasie wspólnego śniadania moja koleżanka powiedziała, że chce podjąć pracę na weekendy bo we wrześniu ma ślub siostry i musi odłożyć trochę pieniędzy na tę okoliczność, a z wypłaty nie da rady. Ta koleżanka jest w moim wieku i mieszka w mieszkaniu swojego taty razem z siostrą i jej narzeczonym, także za wynajem nie płaci a wszystkie koszty są dzielone na trzy osoby. Do rozmowy dołączyła się trzecia koleżanka, która jest o rok od nas starsza i ona z kolei powiedziała, że też nie ma żadnych oszczędności i żyje od wypłaty do wypłaty - mieszka z mamą.  Dla mnie było to wręcz nie do uwierzenia, że osoby w wieku koło 30 lat i będące w tak super sytuacji mieszkaniowej (!) nie mają oszczędzonych absolutnie żadnych pieniędzy. A zarabiamy dokładnie tyle samo. One obie twierdziły, że nie mają na czym zaoszczędzić albo z czego zrezygnować. Na tym rozmowa się zakończyła, bo jednak co jak co, ale nie zamierzam uświadamiać osób w tym wieku, ale wiecie do jakich wniosków doszłam? Że wszystko jest kwestią priorytetów. Ja nigdy nie kupuje gotowych posiłków z biurowego kateringu - a one niemal codziennie śniadanie, obiad, a nawet deser. Jak jedna z nich powiedziała, że ma na każde wyjście zaplanowany budżet 200 zł, a ja wychodzę maksymalnie raz w tygodniu i mieszczę się w niższej kwocie za dwie osoby. Zawsze po wypłacie blokuje sobie pieniądze na saszetkach w aplikacji bankowej - typu na paznokcie, na wakacje odkładam co miesiąc, właśnie na oszczędności, albo na prezenty świąteczne. Dopiero resztę z pieniędzy, które mi zostaną mogę wydać na jakieś dodatkowe ubrania czy kosmetyki. Jeśli na coś mnie nie stać to tego nie kupuję i czekam do kolejnego miesiąca. Oo albo inna kwestia... książki. Wiem, że czytanie rozwija i pieniądze na to przeznaczone nie są zmarnowane. Ale przykładowo ta koleżanka od tego wesela ciągle kupuje jakieś książki (a to obecnie drogi biznes) i kiedyś jej powiedziałam, że w bibliotekach w Krakowie rozdają za darmo kody do legimi i ja co miesiąc z tego korzystam. No to mi powiedziała, że jej się nie chcę po to chodzić (raz w miesiącu) i woli kupować. Rozumiem doskonale, że są okresy w życiu kiedy zwyczajnie nie da się oszczędzać, bo sama przez to przechodziłam. Wręcz ciągle mi brakowało środków, ale kiedy można (tak jak w przypadku moim i tych dziewczyn) to myślę, że wręcz trzeba.

Dlaczego napisałam ten akapit na górze? Właściwie sama nie wiem, ale może komuś to pomoże. Jeśli chodzi o kwestie finansowe, to zawsze kieruje się takim stwierdzeniem - Małe wycieki zatapiają wielkie statki. Najgorsze są małe codzienne wydatki, na które nie zwracamy uwagi. Dlatego u Nas w domu zakupy spożywcze są raz w tygodniu, wcześniej skrupulatnie zaplanowane pod jadłospis, przeglądam gazetki promocyjne, nigdy nie zamawiamy jedzenia do domu ani nie kupujemy czegoś na szybko, a gdy chcemy zjeść coś nie przygotowanego przez nas to idziemy do restauracji i traktujemy to jako randka - też wcześniej zaplanowana. Dużo tutaj skupienia na jedzeniu, ale wydaje mi się, że to jest rzecz, na której najłatwiej jest obecnie zaoszczędzić. W ogóle zrobię kiedyś taki wpis na czym i jak udaje mi się zaoszczędzić, bo wydaje mi się, że akurat dobrze mi to idzie i serio udaje mi się wydawać mniej niż innym. 

Właśnie minął mój pierwszy tydzień "w nowym rozkładzie"- czyli więcej działam w tygodniu roboczym niż w weekendy. Może nie był on jakiś idealny, bo nie ze wszystkim się wyrobiłam do piątku, a w weekend znowu narzuciłam sobie trochę zadań, ale czuję, że idę w dobrą stronę. 

A teraz trochę zdjęć z ostatnich dni




piątekowy wieczór spędzałam sama, więc postanowiłam sobie ugotować zupę pho z małym twistem w postaci pomidorków koktajlowych. A tak to klasycznie wywar, kurczak gotowany i makaron. Do tego już tydzień wcześniej zrobiłam tradycyjny marynowany czosnek. Wyszło pyszne. 


W piątek chłopak był na imprezie i przyniósł resztki kateringowego jedzenia, więc zjedliśmy je na śniadanie. Było naprawdę dobre nawet na drugi dzień. 


A to dzisiejszy meal prep, całość zajęła mi dwie godziny z pomocą chłopaka. Zaczynając od lewej jest pieczona pierś z kurczaka z bazyliowym pesto i serem cheddar. Do tego zawijana cukinia z faszem ze szpinaku, suszonych pomidorów i fety. 
Potem mamy ryż z curry (kurczak, papryka, cukinia, marchew, cebula, pasta curry i mleczko kokosowe)
A po prawej calzone z mozarella light, salami, pieczarkami i papryką.
Do każdego dania jest surówka colesław z młodej kapustki. 


A to zrobiłam dzisiaj na obiad. Stek z ziemniakami i colesławem. Akurat był na promocji w lidlu, więc skorzystałam. To akurat większa porcja chłopaka, ja miałam mniej i podzieliłam się jeszcze zarówno z chłopakiem jak i kotem. 


Bardzo rzadko robię tylko jedną porcję jedzenia, bo to się zwyczajnie nie opłaca. Jak napocznę cukinię albo inne warzywo to lubię je w całości wykorzystać. Dlatego właśnie super okazuje się mrożenie - dzięki temu mam od razu niemal gotowy obiad na przyszłość.

Teraz zdjęcia z kategorii inne:


W piątek znowu przeszłam się po domu i znalazłam rzeczy zepsute lub takie, z których już nie będę korzystać. Im mniej mam rzeczy tym większy spokój czuję. 



Chciałabym w tym tygodniu zacząć ćwiczyć. Myślę o jakimś wyzwaniu z Moniką Kołakowską - tak 3x w tygodniu byłoby super. W sobotę biorę udział w biegu Rossmanna, więc już przynajmniej jeden trening mam jak w banku. 

środa, 13 maja 2026

decluttering i mała zmiana planu tygodnia

 Środa, 13:05 



W tym tygodniu postanowiłam zmienić swoja rutynę, która jest ze mną już od około trzech lat. A mianowicie, zamierzam teraz więcej obowiązków wykonywać w tygodniu roboczym, a w weekendy bardziej wypoczywać. Dotychczas miałam tak, że chciałam, aby ten tydzień roboczy był maksymalnie ułatwiony, więc większość rzeczy robiłam w weekend- prałam, prasowałam, sprzątała, jeździłam na zakupy, gotowałam posiłki. No chyba same wiecie jak to wygląda. Teraz pomyślałam, że potrzebuję więcej odpoczynku w weekendy, aby wracać do pracy z nową energią. Te wnioski nasunęły mi się po majówce, kiedy te obowiązki były bardzo ograniczone, a ja super się zregenerowałam. Zobaczę jak mi się to sprawdzi. W poniedziałek byłam u babci w odwiedziny, wczoraj sprzątałam mieszkanie, a dzisiaj gotowałam posiłki na czwartek i piątek. Jutro mam w planie zakupy spożywcze i prasowanie. A od piątkowego wieczoru już tylko słodki wypoczynek. Dam znać po dłuższym czasie jak mi się to sprawdza. 


A teraz znowu temat odgruzowywania mieszkania. Co kilka dni chodzę po domu i "zbieram" niepotrzebne rzeczy. Zazwyczaj to wychodzi bardzo spontanicznie. Ostatnio dorwałam się do jednej szuflady i właśnie znalazłam takie rzeczy do pozbycia się. Wydaje się mało, prawda? Ale ja już stosuje to od kilku miesięcy i uwierzcie mi, że zapewne nazbierały się setki rzeczy. 


Dzisiaj w pracy mieliśmy dzień gofra. oczywiście skorzystałam ;) 

A wracając jeszcze na chwilę do tematu, który poruszyłam chwilę wcześniej. W poniedziałek pojechałam do babci i mój chłopak do mnie dołączył. Bardzo ale to bardzo nie lubię takich spotkań, okropnie mnie to stresuje. Do tego stopnia, że aż dostałam problemów żołądkowych. Zawsze się boję, że mama lub babcia powiedzą coś niestosownego lub obraźliwego względem mnie albo mnie ośmieszą. Bo u mnie w rodzinie to było na porządku dziennym, matka kochała mnie upokarzać, a zwłaszcza w obecności innych osób. Nawet nie wiecie jak bardzo mi było wstyd w takich momentach. 


niedziela, 10 maja 2026

aby było dobrze to trzeba zapierdalać

 Niedziela, 16:35



Ostatnio doszłam do ciekawych wniosków - aby było dobrze to trzeba zapierdalać. Ale dla każdego dobrze znaczy coś innego. Dla mnie dobrze to znaczy idealnie - pięknie posprzątane mieszkanie, ugotowane posiłki, pełna pielęgnacja, eleganckie ubrania, generalnie wszystko. Ale wiecie co? Ciężko jest mi utrzymać taki 'standard życia' ciągle. Powiem więcej - jest to wyczerpujące. Mam tysiące myśli w głowie i nie potrafię ich zatrzymać. Przejmuje się nawet jakimiś głupotami jak to, że coś mi się przeterminuje w lodówce i będę musiała to wyrzucić. Chciałabym czasami tak iść bardziej nieświadomie przez życie, więcej luzu, spokoju i wypoczynku. To jest moim celem na tym rok, aby się tego nauczyć. Ale też jednocześnie żeby wszystko było idealnie... hahha

A teraz trochę zdjęć z ostatnich dni


W czwartek byłam na paznokciach. Tym razem zrobiłam sobie takie proste, nie wiem na ile jest to widoczne, ale to zwykła baza i top z brokatem. Generalnie to już nie szaleje z paznokciami, wolę takie delikatne. 


 


W piątek zrobiłam sushi, oj wyszło fenomenalne! 


Zrobiłam także kolejną porcję granoli- tym razem najlepszą! Ja zawsze mam takie proporcje, że na 2 szklanki płatków owsianych daje jedną szklankę orzechów/nasion/suszonych owoców i dwie łyżki miodu. Pierwszy raz zrobiłam z orzechami nerkowca i wyszło pysznie. 

 

Słowo minimalizm pojawia się tutaj zdecydowanie zbyt często, wiem to, ale akurat mam taką fazę w życiu. Aby nie kupować już peelingów do ciała zaczęłam robić własne z fusów po kawie. Zawsze w weekend mam taki rytuał, że robię sobie orange espresso właśnie z kawiarki, a fusy zostawiam i robię peeling. Zawsze tylko jedną porcję tak aby zużyć tego samego dnia. Dzięki temu oszczędzam, bo nie muszę kupować i nie zajmuje mi to zbędnego miejsca. 

Gdyby któraś z Was chciała spróbować, to są to fusy z kawiarki, dwie łyżki cukru, 1 łyżka olejku pod prysznic i w moim przypadku sok z cytryny (rozjaśnia skórę). 



Miesiąc temu kupiłam sobie także drukarkę do etykiet. Zdecydowanie jeden z lepszych zakupów. Dzięki temu wszystkie pojemniczki w domu mam zorganizowane i podpisane.


A tutaj taki mały meal prep. Na promocji było mięso mielone, więc kupiłam i zrobiłam dwa razy po dwie porcje sosu do makaronu. Gdy będę zabiegana w tygodniu to po prostu rozmrożę. Często tak robię. 



A tutaj obiady na trzy kolejne dni, no ten po prawej to tak średnio wygląda, ale jest pyszny, bo dzisiaj też go jadłam.

1. Sałatka Cezar, ale dodałam do niej pomidorki
2. Makaron ze szpinakiem, pomidorkami i w wersji dla chłopaka z kurczakiem
3. Ryż z kurczakiem w sosie porowo-musztardowym (ryż został mi po sushi, a takie wykorzystywanie bardzo mnie cieszy)


Jak widzicie nie są to jakieś niskokaloryczne posiłki, ale będę nad tym pracować.


Boże ale ja chciałabym mieć takie wsparcie jako nastolatka. Myślę, że byłabym teraz zupełnie innym człowiekiem. 



A tak oprócz tego to jak wiecie robię odgracanie mieszkania już od dłuższego czasu. Pozbyłam się wielu rzeczy poprzez wyrzucenie, sprzedanie lub wykorzystanie, ale miałam też kilka takich, które chciałam oddać za darmo. Jezu ale mnie to wykończyło. Ludzie są okropni, nie dość, że rzucają się na każdą rzecz jak zwierzęta, to jeszcze umówią się i nie przyjdą, nie dadzą znaku, albo poinformują chwilę przed spotkaniem. Szczerze to ja już chyba wolę je wyrzucić niż się użerać z kimś. 

Od jutra zaczynam 'diete'. Póki co będę się skupiać na bardziej świadomym odżywianiu i chcę wrócić do ćwiczeń. Czuję, że to jest właściwy czas, bo prawie skończyłam swój duży projekt jakim jest 'odgracanie' i w magiczny sposób czuję jakby w moim mózgu zwolniła się szufladka.

Tak czytam to, co napisałam i niezbyt mi się podoba, tak jakbym zgubiła 'to coś'. W pracy bardzo dużo piszę, właściwie całymi dniami, ale po angielsku i teraz ze zdziwieniem zauważyłam, że pisanie po polsku już nie przychodzi mi tak łatwo. Jak bardzo wkręcę się w pracę to potem myślę o niej po polsku i po angielsku- to jest mega wyczerpujące uwierzcie mi. 



czwartek, 7 maja 2026

wyrosłam

 Czwartek, 20:35



Czas mija mi niesamowicie szybko. Jutro już jest piątek i nie mogę się doczekać. Planów większych nie mamy, bo przez kilka dni mamy samochód zastępczy, więc tak trochę niepewnie się jeździ. Ma być jednak ładna pogoda, więc z pewnością jakiś spacer wpadnie. Szkoda, że nie mam balkonu (właściwie to mam, ale taki malutki), bo chętnie bym sobie posiedziała na leżaczku.

Zapraszam na trochę zdjęć z ostatniego tygodnia. Bądźcie wyrozumiali, bo odzwyczaiłam się od tego cykania fotek.



Spodenki od piżamki, ostatnio trochę ich powyrzucałam bo były już znoszone. Ja mam generalnie taką zasadę, że zawsze chodzę ładnie ubrana, nawet w domu, więc i piżamki muszą być eleganckie.


Kolagen od deynn, to już moje drugie opakowanie. Jest drogi, ale wydaje mi się, że warto. 


Dwa nowe zapachy do domu. Póki co otworzyłam tej po prawej i jest piękny, ale może trochę za słodki. Pomyślałam jednak, że super jak na tą porę roku. Len zostawię na gorące lato.


Nowe maseczki w płachcie. Zużyłam już wszystkie maseczki jakie posiadałam w domu i teraz pomyślałam, że kupię jedno opakowanie, ale duże, w środku jest 30 sztuk. Małe kroki w kierunku minimalizmu. 


Bajgiel, którego ostatnio wzięłam do pracy na śniadanie. W środku domowa pasta z łososia, rukola i ogórek. 


Prosty meal prep na dzisiaj (warzywa i łosoś) i na jutro (pierogi ruskie).


W tym tygodniu jadłam także spaghetti i tym samym zużyłam ostatnio porcję zamrożonego sosu.



Jedno z moich ulubionych ostatnio śniadań. Jogurt naturalny, dowolny owoc i domowa granola. Pycha!


Jutro po pracy wybieram się na zakupy spożywcze, a wieczorem robię sushi, bo akurat jest tydzień azjatycki w Lidlu i Biedronce, więc trzeba wykorzystać okazję. 

W pracy w tym tygodniu jest całkiem spokojnie - w końcu! Ostatnie tygodnie tak mi dały w kość, że serio zaczęłam wątpić w siebie. W domu także wszystko się układa, mówiąc o domu mam na myśli związek swój i S. Oby na tym polu już tak zostało. Natomiast z takich mniej pozytywnych rzeczy to ostatnio zerwałam dwie przyjaźnie... ciężko mi się o tym piszę, ale wiecie co? Odetchnęłam z ulgą. Kiedyś usłyszałam, że niektórzy ludzie pojawiają się w naszym życiu tylko na chwilę, czasami nawet dłuższą, ale chwilę, a potem "wyrastamy" z niektórych relacji i nie ma w tym nic złego. Tak chyba coraz częściej zdarza się w moim przypadku. Mam dwie przyjaciółki, których jestem pewna w 100% i dam sobie rękę uciąć, że zawsze będą w moim życiu. 

Nawet nie wiem po co napisałam ten paragraf powyżej, ale jakoś tak przyszło mi do głowy. Generalnie chyba zakończyłam akcję sprzątania u mnie w domu i czuję się jakby coś spadło mi z barków (chociaż lepszym określeniem byłoby z głowy). Teraz jestem gotowa na nowy projekt - dieta!

poniedziałek, 4 maja 2026

long time no see

 Poniedziałek, 21:21



Jak to się mówi.. long time no see. Regularnie tutaj zaglądałam, ale jakoś nie mogłam się zebrać żeby coś napisać. Natomiast jak widzę nie tylko ja mam taki zastój twórczy, u innych także nic się nie pojawia. Oj skłamałabym gdybym powiedziała, że nie tęsknie za czasami kiedy ta społeczność była spora, zawsze było można kimś się zainspirować, wesprzeć, poczytać coś ciekawego. Tutaj już właściwie od lat czuję się jakbym pisała tylko dla siebie. Generalnie to nic złego, w końcu to mój pamiętnik, a z drugiej strony mogłabym też utworzyć zwykły plik w wordzie i może byłoby mi czasami łatwiej się wygadać. 

Za mną wspaniała majówka, super sobie odpoczęłam i odcięłam się trochę od pracy. Ostatnio nie jest łatwo, projekt jest trudny, a ja mam coraz więcej obowiązków. To spowodowało, że ten work life balance znacznie mi się zaburzył. Właściwie myślałam o pracy non-stop, nawet w nocy po wybudzeniu się. Koszmar. Na szczęście to kilkudniowe odcięcie dobrze mi zrobiło. A wracając do tematu majówki to spędziłam ją bardzo przyjemnie, byłam na termach, na polu tulipanów, w zamku w Ogrodzieńcu, na Pustyni Błędowskiej, nad jeziorem, wiele razy na lodach, śniadaniach i dobrych restauracjach.



Bardzo mi się podoba to zdjęcie!

Co oprócz tego? Już Wam kiedyś wspominałam, że od kilku miesięcy bardziej wciągnęłam się w tematykę minimalizmu. Pozbyłam się całkiem sporo rzeczy, a także sprzątałam mieszkanie kawałek po kawałku, aby lepiej je zorganizować. Czy widzę efekty? Tak! Znacznie łatwiej zachować mi porządek, jestem spokojniejsza, czuję się lepiej zorganizowana... same plusy! Bardzo koncentruję się na zużywaniu rzeczy - kosmetyki, świeczki, a także produkty spożywcze. Uważam, że spoko mi idzie. Nie oznacza, to że nie kupuję nic, wręcz przeciwnie! Po prostu teraz te zakupy są bardziej przemyślane. 

Diety nie mam - tyle w temacie

Związek układa mi się ładnie. 

Moja relacja z rodziną jest dziwna. Wiecie jak to odbieram? Wyobraźcie sobie, że ktoś znęcał się nad wasza najlepszą przyjaciółką przez kilka lat, a ty i tak od czasu do czasu spotykasz się z tą osobą. Niby okej, a z drugiej strony niesmak i odraza zostają. 




piątek, 3 kwietnia 2026

dołek psychiczny

 Piątek, 19:04


Powiem Wam, że ten tydzień był dla mnie dosyć trudny. Odezwał się u mnie syndrom do połowy pustej szklanki. Naprawdę uważam, że kiedyś zabiłabym za to żeby żyć swoim obecnym życiem, myślę że jest świetnie, ale dopóki nie zaczynam się porównywać z innymi. I właśnie w tym tygodniu to wypłynęło. Bo tutaj znowu słyszę o jakiś zaręczynach, tutaj koleżanka w ciąży, inni budują dom. I ja mam właśnie takie wrażenie, że ze wszystkim jestem spóźniona. Pociesza mnie jedynie myśl, że kiedyś tak samo myślałam z pracą, a jednak wszystko mi się ułożyło. 

W tym tygodniu gadaliśmy z S. trochę o naszym mieszkaniu (właściwie jego mieszkaniu, w którym razem mieszkamy) tak po prostu o rzeczach, które nam się tutaj nie do końca podobają. S. powiedział, że właściwie moglibyśmy zacząć szukać kolejnego, bo on już spłacił kredy na obecne mieszkanie, więc jest "wolny". Zaskoczył mnie tym, generalnie pozytywnie, ale wiecie jakie myśli pojawiły się w mojej głowie? Że chyba wolałabym sama kupić mieszkanie, bo moja matka wielokrotnie wyrzucała mnie ze swojego mieszkania, jakby nie było S. ponad rok temu chciał ze mną zerwać i też musiałam się wyprowadzić (finalnie do tego nie doszło, ale jednak). A ja chciałabym mieć miejsce, z którego nikt mnie nie wyrzuci. Wiecie co? Ilekroć o tym nie myślę, to robi mi się przykro. Trzeba mieć chyba bardzo skrzywioną psychikę i trust issue żeby w pierwszym odruchu myśleć właśnie o takich rzeczach. Zastanawia mnie też czy kiedykolwiek będę w stanie znowu zaufać S. tak jak wcześniej. Z jednej strony jestem pewna tego związku, a z drugiej, tak jak Wam już kiedyś mówiłam, wydarzenia sprzed roku bardzo odbijają się na naszej relacji. Wiem, że on planuje mi się w tym roku oświadczyć - powiedział mi, mam nadzieję, że to wydarzenie okaże się przełomowe i oddzieli przeszłość grubą kreską. 

Obiecałam sobie, że po świętach bardziej zadbam o swoją dietę. Robi się coraz cieplej, będzie więcej warzyw i owoców, więc nic tylko korzystać. Mam też plan wrócić tutaj do pokazywania potrwa, bo w ostatnich tygodniach trochę to zaniedbałam. 

Jutro popołudniu jadę do domu na święta - dramat. Nie lubię tego miejsca, czuję się tam niespokojna, zestresowana. Generalnie dobrze mi się on nie kojarzy, ale chyba nie ma mi się co dziwić. Ale pomyślałam, że skupię się na sobie - będę czytać książkę, oglądać filmy. Oczywiście na ile sytuacja pozwoli, bo różnie to może być. 

Od razu zrobiło mi się lżej na sercu po napisaniu tego posta. Od dwóch dni się strasznie męczyłam. 

środa, 1 kwietnia 2026

Mozaika

 Środa, 18:04



Gdy zobaczyłam tego tik-toka to od razu wiedziałam, że muszę napisać o tym wpis. A może już kiedyś ten temat się u mnie pojawił? Sama nie wiem, przez te niemal 15 lat prowadzenia bloga straciłam rozeznanie odnośnie tematów, które tutaj poruszałam. Mozaika ludzi, których poznajemy. Ja zazwyczaj myślałam o tym w inny sposób jako o "kradnięciu od ludzi", ale ta nowa wersja bardziej mi się podoba. Ja też jestem właśnie taką mozaiką ludzi, których spotkałam na przestrzeni mojego życia. Czasami mam wrażenie, że nic we mnie nie jest oryginalnego, a wszystko właśnie ukradłam od innych. Wystarczy jakaś cecha, nieważne czy mała czy duża, czy wyglądu czy charakteru, która mi się spodoba u innej osoby, a od razu próbuje ją sobie przywłaszczyć. Uwierzcie mi, że czasami to są nawet takie głupoty jak sposób trzymania sztućców, siedzenia, poruszania, odgarniania włosów czy drapania. Zawsze się tego wstydziłam i nawet teraz tak jest, ale jakoś ten tik-tok sprawił, że poczułam się lepiej. Niby jest takie trafne przysłowie "z kim przestajesz, takim się stajesz", ale mam wrażenie, że u mnie to weszło na wyższy level. Może nie jestem zadowolona, że tak "zrzynam" od innych, ale z drugiej strony mam wrażenie, że przez to staję się lepszą osobą, przynajmniej ja się bardziej sobie podobam z tymi cechami. 

Niby jest jeszcze wcześnie, ale ja już idę się kąpać. Później usiądę na kanapie i będę czytać książkę, chciałabym powtórzyć książkowy sukces z poprzedniego miesiąca. Chyba zapomniałam o tym wspomnieć, ale zdecydowałam się w tym roku nie jechać do S. na Wielkanoc. Jego mama dzwoniła żeby mnie zaprosić, ale odmówiłam, chyba nawet jest na mnie zła, ale nie zamierzam się tym przejmować. Po pierwsze to chcę sobie odpocząć, a tam w ogóle nie ma warunków, a po drugie w tamtym roku każdy się mnie pytał "kiedy ślub?", "kiedy dzieci?", a już totalnie dobiło mnie pytanie brata S. skierowane do niego "ej to Ty chyba taki niepewny jesteś jak się nie oświadczyłeś". Zastanawiam się jedynie czy chcę iść do siebie do domu, szczerze to napawa mnie to niepokojem, to miejsce bardzo źle mi się kojarzy. 








wtorek, 31 marca 2026

awans, idealne życie ?



Ten czas leci mi nieubłaganie szybko, ale z drugiej strony mam wrażenie, że Sylwester czy moje urodziny były wieki temu. W ubiegłym tygodniu miałam roczną rozmowę z managerem i dostałam awans! Mega się cieszę, pewnie różnica w wypłacie nie będzie jakaś kolosalna, ale zawsze to coś. Tak samo nie mogę uwierzyć, że pracuję tam już niemal dwa lata, cieszy mnie to, że mam już takie doświadczenie w tej dziedzinie i mogę się popisać jakimiś umiejętnościami. Dostałam tę pracę właściwie przypadkiem, bo potrzebowałam, a teraz nie wyobrażam sobie pracować w innej branży. 

Wczoraj miałam jakiś kiepski dzień, byłam na maksa przebodźcowana. Ciągle jakieś telefony, sms, spotkania, mega dużo się działo, a to, nawet jeśli wzbudza we mnie pozytywne emocje, to jednak męczy. Popołudniu poszłam na paznokcie i pomiędzy czytaniem książki, a odrzucaniem kolejnych połączeń zerkałam ukratkiem w swoje odbicie w szybie i tak sobie myślałam... jakieś dwa lata temu zabiłabym za moje obecne życie. Serio. To zabrzmi dziwnie, ale wydaje mi się, że mojemu życiu naprawdę niewiele brakuje do ideału, mam już niemal wszystko o co kiedyś tak bardzo błagałam. Wydaje mi się, że umiem to docenić i często myślę sobie w ciągu dnia "ja to mam szczęście". Oczywiście taka sielanka nie trwa zawsze, a ja pisząc to uogólniam wiele rzeczy, ale mimo to super, że zaczęły mi towarzyszyć takie odczucia. 

W domu nadal robię małymi kroczkami wielkie rewolucje. W ubiegłym tygodniu sprzedaliśmy stół, bo będziemy wymieniać go na nowy, podobnie krzesła czekają na swoją kolej. Wyrzuciliśmy też ogrom rzeczy, głównie ubrań i w końcu zaczynam czuć jakieś rezultaty. Potwierdza się też moje przypuszczenie, że większy porządek w domu, to także większy spokój w głowie. 

Kończy się miesiąc, mi udało się przeczytać pięć książek w marcu, więc uznaje to za dobry wynik, bo zazwyczaj wpadają tak dwie lub trzy. Kolejnym sukcesem w tym miesiącu jest wcześniej wspomniany awans. 


niedziela, 22 marca 2026

plany na wiosnę i lato

 Niedziela, 15:54


Hejka! 

W ubiegłym tygodniu spędziłam kilka dni w Maroko, było mhm.. dosyć dziwnie. Ale no mniejsza z tym, przynajmniej sobie trochę odpoczęłam od pracy i pooglądałam ładnych widoczków. 










Majowe wakacje w Egipcie zdecydowałam się odwołać póki jeszcze była taka opcja, bo ta sytuacja na świecie jest dosyć niespokojna. Także póki co dalszych rezerwacji podróżniczych brak, ale głowę mam pełną pomysłów. 

Ostatnio znowu zerwałam dwie przyjaźnie, staję się coraz bardziej wycofana. Wystarczy dosłownie najmniejsza rzecz, która zrobi dana osoba, a która mogłaby mnie urazić, żebym już więcej nie chciała mieć z nią kontaktów. Zastanawiam się, czy w końcu doszłam do momentu w życiu, w którym nauczyłam się stawiać granicę, czy jestem jak to się mówi "zbyt przewrażliwiona". Ale wiecie co? Chyba na razie mi z tym dobrze i cieszę się, że osoby, które aktualnie mam wokół siebie są w 100% a może nawet 200% dobrymi ludźmi. Bardzo mi zależy, aby otaczać się tylko takimi osobami. 

S. pojechał na weekend do rodziców, a ja zostałam. W piątek po pracy wzięłam sobie długą kąpiel i czytałam książkę w wannie, wczoraj większość dnia spędziłam u babci, a dzisiaj to takie typowe przygotowywanie się do nowego tygodnia - trochę sprzątania, gotowania, prasowania. Teraz już czas tylko na odpoczynek, za chwilę planuje skończyć czytać książkę. 

Chciałam także trochę opowiedzieć o moich planach na wiosnę i lato. Są one dosyć sprecyzowane, a to dlatego, że w ostatnich kilku tygodniach moje myśli krążą wokół jednej rzeczy - minimalizm. Ciągle pozbywam się rzeczy, wykańczam, organizuje swoją przestrzeń. Wydaje mi się, że wszystko zaczęło się od tik-toka, w którym ktoś twierdził, że dopóki masz "bałagan" w domu to nigdy nie zaznasz spokoju głowy, bo twoje myśli ciągle będą się koncentrować wokół tego, nawet podświadomie. Słowo bałagan dałam tutaj w cudzysłów, bo nie chodzi o taki brud w domu, ale właśnie nadmiar rzeczy albo brak dobrej organizacji. Wydaje mi się, że to prawda i mega się zafiksowałam na tym punkcie. Takie odgracanie i ponowna organizacja mieszkania mogą zająć nawet kilka miesięcy, bo to dosyć pracochłonny proces, ale jestem pewna, że warto.