środa, 20 maja 2026

nie jestem najinteligentniejsza

 Środa, 17:27



Już środa! Ale ten czas leci, w sumie to może nawet dobrze. Ja zawsze staram się żeby był wypełniony dobrymi chwilami, nawet w tygodniu roboczym znajdę coś miłego. Dzisiaj w pracy miałam mega ważne spotkanie, stresowałam się i nawet zrobiłam drobną gafę, ale wiecie co? Cieszę się, że przynajmniej miałam taką możliwość i że mogę się tak rozwijać. Serio jeszcze dwa lata temu byłoby to nie do pomyślenia. 



To dosłownie kwintesencja dzisiejszego spotkania. Super, że kilka dni temu zobaczyłam tego tik-toka, bo bardzo mi dzisiaj pomógł. 

A tak z innej beczki to chłopak pojechał dzisiaj na 2-dniowy wyjazd z pracy, więc zobaczymy się dopiero w piątek. Mam mieszkanko dla siebie! Super się cieszę, bo trochę brakuje mi takiego czasu, normalnie w ogólnie się nie zdarza żebym była sama, co z jednej strony sobie cenie, ale taki czas samemu dla siebie też jest potrzebny. Właściwie to nie mam żadnych szczególnych planów, miałam ćwiczyć, ale dostałam wcześniej okres i nie czuję się kwitnąco. Mieszkanie posprzątane, zakupy zrobione, obiad ugotowany, więc chyba obejrzę serial. 

Muszę się chyba nauczyć, że jak już wszystko jest ogarnięte to nie trzeba wynajdywać sobie kolejnych zadań. 

niedziela, 17 maja 2026

...bo jak nie wiadomo o co chodzi...

 Niedziela, 17:58



Ostatnio oglądałam pewnego tik-toka, taka dziewczyna zrobiła podsumowanie kosztów życia swojej rodziny i puenta była tego taka, że dużo wydają, bo nie muszą oszczędzać. A gdyby musieli oszczędzać to zredukowaliby te koszty. Bardzo mnie to zaskoczyło i wydaje mi się, że to chyba jedna z głupszych rzeczy, które ostatnio usłyszałam. Moim zdaniem jeśli można odłożyć jakieś pieniądze to zwyczajnie trzeba to zrobić. Inna historia dotycząca tego samego tematu wydarzyła się przed Bożym Narodzeniem. W pracy w czasie wspólnego śniadania moja koleżanka powiedziała, że chce podjąć pracę na weekendy bo we wrześniu ma ślub siostry i musi odłożyć trochę pieniędzy na tę okoliczność, a z wypłaty nie da rady. Ta koleżanka jest w moim wieku i mieszka w mieszkaniu swojego taty razem z siostrą i jej narzeczonym, także za wynajem nie płaci a wszystkie koszty są dzielone na trzy osoby. Do rozmowy dołączyła się trzecia koleżanka, która jest o rok od nas starsza i ona z kolei powiedziała, że też nie ma żadnych oszczędności i żyje od wypłaty do wypłaty - mieszka z mamą.  Dla mnie było to wręcz nie do uwierzenia, że osoby w wieku koło 30 lat i będące w tak super sytuacji mieszkaniowej (!) nie mają oszczędzonych absolutnie żadnych pieniędzy. A zarabiamy dokładnie tyle samo. One obie twierdziły, że nie mają na czym zaoszczędzić albo z czego zrezygnować. Na tym rozmowa się zakończyła, bo jednak co jak co, ale nie zamierzam uświadamiać osób w tym wieku, ale wiecie do jakich wniosków doszłam? Że wszystko jest kwestią priorytetów. Ja nigdy nie kupuje gotowych posiłków z biurowego kateringu - a one niemal codziennie śniadanie, obiad, a nawet deser. Jak jedna z nich powiedziała, że ma na każde wyjście zaplanowany budżet 200 zł, a ja wychodzę maksymalnie raz w tygodniu i mieszczę się w niższej kwocie za dwie osoby. Zawsze po wypłacie blokuje sobie pieniądze na saszetkach w aplikacji bankowej - typu na paznokcie, na wakacje odkładam co miesiąc, właśnie na oszczędności, albo na prezenty świąteczne. Dopiero resztę z pieniędzy, które mi zostaną mogę wydać na jakieś dodatkowe ubrania czy kosmetyki. Jeśli na coś mnie nie stać to tego nie kupuję i czekam do kolejnego miesiąca. Oo albo inna kwestia... książki. Wiem, że czytanie rozwija i pieniądze na to przeznaczone nie są zmarnowane. Ale przykładowo ta koleżanka od tego wesela ciągle kupuje jakieś książki (a to obecnie drogi biznes) i kiedyś jej powiedziałam, że w bibliotekach w Krakowie rozdają za darmo kody do legimi i ja co miesiąc z tego korzystam. No to mi powiedziała, że jej się nie chcę po to chodzić (raz w miesiącu) i woli kupować. Rozumiem doskonale, że są okresy w życiu kiedy zwyczajnie nie da się oszczędzać, bo sama przez to przechodziłam. Wręcz ciągle mi brakowało środków, ale kiedy można (tak jak w przypadku moim i tych dziewczyn) to myślę, że wręcz trzeba.

Dlaczego napisałam ten akapit na górze? Właściwie sama nie wiem, ale może komuś to pomoże. Jeśli chodzi o kwestie finansowe, to zawsze kieruje się takim stwierdzeniem - Małe wycieki zatapiają wielkie statki. Najgorsze są małe codzienne wydatki, na które nie zwracamy uwagi. Dlatego u Nas w domu zakupy spożywcze są raz w tygodniu, wcześniej skrupulatnie zaplanowane pod jadłospis, przeglądam gazetki promocyjne, nigdy nie zamawiamy jedzenia do domu ani nie kupujemy czegoś na szybko, a gdy chcemy zjeść coś nie przygotowanego przez nas to idziemy do restauracji i traktujemy to jako randka - też wcześniej zaplanowana. Dużo tutaj skupienia na jedzeniu, ale wydaje mi się, że to jest rzecz, na której najłatwiej jest obecnie zaoszczędzić. W ogóle zrobię kiedyś taki wpis na czym i jak udaje mi się zaoszczędzić, bo wydaje mi się, że akurat dobrze mi to idzie i serio udaje mi się wydawać mniej niż innym. 

Właśnie minął mój pierwszy tydzień "w nowym rozkładzie"- czyli więcej działam w tygodniu roboczym niż w weekendy. Może nie był on jakiś idealny, bo nie ze wszystkim się wyrobiłam do piątku, a w weekend znowu narzuciłam sobie trochę zadań, ale czuję, że idę w dobrą stronę. 

A teraz trochę zdjęć z ostatnich dni




piątekowy wieczór spędzałam sama, więc postanowiłam sobie ugotować zupę pho z małym twistem w postaci pomidorków koktajlowych. A tak to klasycznie wywar, kurczak gotowany i makaron. Do tego już tydzień wcześniej zrobiłam tradycyjny marynowany czosnek. Wyszło pyszne. 


W piątek chłopak był na imprezie i przyniósł resztki kateringowego jedzenia, więc zjedliśmy je na śniadanie. Było naprawdę dobre nawet na drugi dzień. 


A to dzisiejszy meal prep, całość zajęła mi dwie godziny z pomocą chłopaka. Zaczynając od lewej jest pieczona pierś z kurczaka z bazyliowym pesto i serem cheddar. Do tego zawijana cukinia z faszem ze szpinaku, suszonych pomidorów i fety. 
Potem mamy ryż z curry (kurczak, papryka, cukinia, marchew, cebula, pasta curry i mleczko kokosowe)
A po prawej calzone z mozarella light, salami, pieczarkami i papryką.
Do każdego dania jest surówka colesław z młodej kapustki. 


A to zrobiłam dzisiaj na obiad. Stek z ziemniakami i colesławem. Akurat był na promocji w lidlu, więc skorzystałam. To akurat większa porcja chłopaka, ja miałam mniej i podzieliłam się jeszcze zarówno z chłopakiem jak i kotem. 


Bardzo rzadko robię tylko jedną porcję jedzenia, bo to się zwyczajnie nie opłaca. Jak napocznę cukinię albo inne warzywo to lubię je w całości wykorzystać. Dlatego właśnie super okazuje się mrożenie - dzięki temu mam od razu niemal gotowy obiad na przyszłość.

Teraz zdjęcia z kategorii inne:


W piątek znowu przeszłam się po domu i znalazłam rzeczy zepsute lub takie, z których już nie będę korzystać. Im mniej mam rzeczy tym większy spokój czuję. 



Chciałabym w tym tygodniu zacząć ćwiczyć. Myślę o jakimś wyzwaniu z Moniką Kołakowską - tak 3x w tygodniu byłoby super. W sobotę biorę udział w biegu Rossmanna, więc już przynajmniej jeden trening mam jak w banku. 

środa, 13 maja 2026

decluttering i mała zmiana planu tygodnia

 Środa, 13:05 



W tym tygodniu postanowiłam zmienić swoja rutynę, która jest ze mną już od około trzech lat. A mianowicie, zamierzam teraz więcej obowiązków wykonywać w tygodniu roboczym, a w weekendy bardziej wypoczywać. Dotychczas miałam tak, że chciałam, aby ten tydzień roboczy był maksymalnie ułatwiony, więc większość rzeczy robiłam w weekend- prałam, prasowałam, sprzątała, jeździłam na zakupy, gotowałam posiłki. No chyba same wiecie jak to wygląda. Teraz pomyślałam, że potrzebuję więcej odpoczynku w weekendy, aby wracać do pracy z nową energią. Te wnioski nasunęły mi się po majówce, kiedy te obowiązki były bardzo ograniczone, a ja super się zregenerowałam. Zobaczę jak mi się to sprawdzi. W poniedziałek byłam u babci w odwiedziny, wczoraj sprzątałam mieszkanie, a dzisiaj gotowałam posiłki na czwartek i piątek. Jutro mam w planie zakupy spożywcze i prasowanie. A od piątkowego wieczoru już tylko słodki wypoczynek. Dam znać po dłuższym czasie jak mi się to sprawdza. 


A teraz znowu temat odgruzowywania mieszkania. Co kilka dni chodzę po domu i "zbieram" niepotrzebne rzeczy. Zazwyczaj to wychodzi bardzo spontanicznie. Ostatnio dorwałam się do jednej szuflady i właśnie znalazłam takie rzeczy do pozbycia się. Wydaje się mało, prawda? Ale ja już stosuje to od kilku miesięcy i uwierzcie mi, że zapewne nazbierały się setki rzeczy. 


Dzisiaj w pracy mieliśmy dzień gofra. oczywiście skorzystałam ;) 

A wracając jeszcze na chwilę do tematu, który poruszyłam chwilę wcześniej. W poniedziałek pojechałam do babci i mój chłopak do mnie dołączył. Bardzo ale to bardzo nie lubię takich spotkań, okropnie mnie to stresuje. Do tego stopnia, że aż dostałam problemów żołądkowych. Zawsze się boję, że mama lub babcia powiedzą coś niestosownego lub obraźliwego względem mnie albo mnie ośmieszą. Bo u mnie w rodzinie to było na porządku dziennym, matka kochała mnie upokarzać, a zwłaszcza w obecności innych osób. Nawet nie wiecie jak bardzo mi było wstyd w takich momentach. 


niedziela, 10 maja 2026

aby było dobrze to trzeba zapierdalać

 Niedziela, 16:35



Ostatnio doszłam do ciekawych wniosków - aby było dobrze to trzeba zapierdalać. Ale dla każdego dobrze znaczy coś innego. Dla mnie dobrze to znaczy idealnie - pięknie posprzątane mieszkanie, ugotowane posiłki, pełna pielęgnacja, eleganckie ubrania, generalnie wszystko. Ale wiecie co? Ciężko jest mi utrzymać taki 'standard życia' ciągle. Powiem więcej - jest to wyczerpujące. Mam tysiące myśli w głowie i nie potrafię ich zatrzymać. Przejmuje się nawet jakimiś głupotami jak to, że coś mi się przeterminuje w lodówce i będę musiała to wyrzucić. Chciałabym czasami tak iść bardziej nieświadomie przez życie, więcej luzu, spokoju i wypoczynku. To jest moim celem na tym rok, aby się tego nauczyć. Ale też jednocześnie żeby wszystko było idealnie... hahha

A teraz trochę zdjęć z ostatnich dni


W czwartek byłam na paznokciach. Tym razem zrobiłam sobie takie proste, nie wiem na ile jest to widoczne, ale to zwykła baza i top z brokatem. Generalnie to już nie szaleje z paznokciami, wolę takie delikatne. 


 


W piątek zrobiłam sushi, oj wyszło fenomenalne! 


Zrobiłam także kolejną porcję granoli- tym razem najlepszą! Ja zawsze mam takie proporcje, że na 2 szklanki płatków owsianych daje jedną szklankę orzechów/nasion/suszonych owoców i dwie łyżki miodu. Pierwszy raz zrobiłam z orzechami nerkowca i wyszło pysznie. 

 

Słowo minimalizm pojawia się tutaj zdecydowanie zbyt często, wiem to, ale akurat mam taką fazę w życiu. Aby nie kupować już peelingów do ciała zaczęłam robić własne z fusów po kawie. Zawsze w weekend mam taki rytuał, że robię sobie orange espresso właśnie z kawiarki, a fusy zostawiam i robię peeling. Zawsze tylko jedną porcję tak aby zużyć tego samego dnia. Dzięki temu oszczędzam, bo nie muszę kupować i nie zajmuje mi to zbędnego miejsca. 

Gdyby któraś z Was chciała spróbować, to są to fusy z kawiarki, dwie łyżki cukru, 1 łyżka olejku pod prysznic i w moim przypadku sok z cytryny (rozjaśnia skórę). 



Miesiąc temu kupiłam sobie także drukarkę do etykiet. Zdecydowanie jeden z lepszych zakupów. Dzięki temu wszystkie pojemniczki w domu mam zorganizowane i podpisane.


A tutaj taki mały meal prep. Na promocji było mięso mielone, więc kupiłam i zrobiłam dwa razy po dwie porcje sosu do makaronu. Gdy będę zabiegana w tygodniu to po prostu rozmrożę. Często tak robię. 



A tutaj obiady na trzy kolejne dni, no ten po prawej to tak średnio wygląda, ale jest pyszny, bo dzisiaj też go jadłam.

1. Sałatka Cezar, ale dodałam do niej pomidorki
2. Makaron ze szpinakiem, pomidorkami i w wersji dla chłopaka z kurczakiem
3. Ryż z kurczakiem w sosie porowo-musztardowym (ryż został mi po sushi, a takie wykorzystywanie bardzo mnie cieszy)


Jak widzicie nie są to jakieś niskokaloryczne posiłki, ale będę nad tym pracować.


Boże ale ja chciałabym mieć takie wsparcie jako nastolatka. Myślę, że byłabym teraz zupełnie innym człowiekiem. 



A tak oprócz tego to jak wiecie robię odgracanie mieszkania już od dłuższego czasu. Pozbyłam się wielu rzeczy poprzez wyrzucenie, sprzedanie lub wykorzystanie, ale miałam też kilka takich, które chciałam oddać za darmo. Jezu ale mnie to wykończyło. Ludzie są okropni, nie dość, że rzucają się na każdą rzecz jak zwierzęta, to jeszcze umówią się i nie przyjdą, nie dadzą znaku, albo poinformują chwilę przed spotkaniem. Szczerze to ja już chyba wolę je wyrzucić niż się użerać z kimś. 

Od jutra zaczynam 'diete'. Póki co będę się skupiać na bardziej świadomym odżywianiu i chcę wrócić do ćwiczeń. Czuję, że to jest właściwy czas, bo prawie skończyłam swój duży projekt jakim jest 'odgracanie' i w magiczny sposób czuję jakby w moim mózgu zwolniła się szufladka.

Tak czytam to, co napisałam i niezbyt mi się podoba, tak jakbym zgubiła 'to coś'. W pracy bardzo dużo piszę, właściwie całymi dniami, ale po angielsku i teraz ze zdziwieniem zauważyłam, że pisanie po polsku już nie przychodzi mi tak łatwo. Jak bardzo wkręcę się w pracę to potem myślę o niej po polsku i po angielsku- to jest mega wyczerpujące uwierzcie mi. 



czwartek, 7 maja 2026

wyrosłam

 Czwartek, 20:35



Czas mija mi niesamowicie szybko. Jutro już jest piątek i nie mogę się doczekać. Planów większych nie mamy, bo przez kilka dni mamy samochód zastępczy, więc tak trochę niepewnie się jeździ. Ma być jednak ładna pogoda, więc z pewnością jakiś spacer wpadnie. Szkoda, że nie mam balkonu (właściwie to mam, ale taki malutki), bo chętnie bym sobie posiedziała na leżaczku.

Zapraszam na trochę zdjęć z ostatniego tygodnia. Bądźcie wyrozumiali, bo odzwyczaiłam się od tego cykania fotek.



Spodenki od piżamki, ostatnio trochę ich powyrzucałam bo były już znoszone. Ja mam generalnie taką zasadę, że zawsze chodzę ładnie ubrana, nawet w domu, więc i piżamki muszą być eleganckie.


Kolagen od deynn, to już moje drugie opakowanie. Jest drogi, ale wydaje mi się, że warto. 


Dwa nowe zapachy do domu. Póki co otworzyłam tej po prawej i jest piękny, ale może trochę za słodki. Pomyślałam jednak, że super jak na tą porę roku. Len zostawię na gorące lato.


Nowe maseczki w płachcie. Zużyłam już wszystkie maseczki jakie posiadałam w domu i teraz pomyślałam, że kupię jedno opakowanie, ale duże, w środku jest 30 sztuk. Małe kroki w kierunku minimalizmu. 


Bajgiel, którego ostatnio wzięłam do pracy na śniadanie. W środku domowa pasta z łososia, rukola i ogórek. 


Prosty meal prep na dzisiaj (warzywa i łosoś) i na jutro (pierogi ruskie).


W tym tygodniu jadłam także spaghetti i tym samym zużyłam ostatnio porcję zamrożonego sosu.



Jedno z moich ulubionych ostatnio śniadań. Jogurt naturalny, dowolny owoc i domowa granola. Pycha!


Jutro po pracy wybieram się na zakupy spożywcze, a wieczorem robię sushi, bo akurat jest tydzień azjatycki w Lidlu i Biedronce, więc trzeba wykorzystać okazję. 

W pracy w tym tygodniu jest całkiem spokojnie - w końcu! Ostatnie tygodnie tak mi dały w kość, że serio zaczęłam wątpić w siebie. W domu także wszystko się układa, mówiąc o domu mam na myśli związek swój i S. Oby na tym polu już tak zostało. Natomiast z takich mniej pozytywnych rzeczy to ostatnio zerwałam dwie przyjaźnie... ciężko mi się o tym piszę, ale wiecie co? Odetchnęłam z ulgą. Kiedyś usłyszałam, że niektórzy ludzie pojawiają się w naszym życiu tylko na chwilę, czasami nawet dłuższą, ale chwilę, a potem "wyrastamy" z niektórych relacji i nie ma w tym nic złego. Tak chyba coraz częściej zdarza się w moim przypadku. Mam dwie przyjaciółki, których jestem pewna w 100% i dam sobie rękę uciąć, że zawsze będą w moim życiu. 

Nawet nie wiem po co napisałam ten paragraf powyżej, ale jakoś tak przyszło mi do głowy. Generalnie chyba zakończyłam akcję sprzątania u mnie w domu i czuję się jakby coś spadło mi z barków (chociaż lepszym określeniem byłoby z głowy). Teraz jestem gotowa na nowy projekt - dieta!

poniedziałek, 4 maja 2026

long time no see

 Poniedziałek, 21:21



Jak to się mówi.. long time no see. Regularnie tutaj zaglądałam, ale jakoś nie mogłam się zebrać żeby coś napisać. Natomiast jak widzę nie tylko ja mam taki zastój twórczy, u innych także nic się nie pojawia. Oj skłamałabym gdybym powiedziała, że nie tęsknie za czasami kiedy ta społeczność była spora, zawsze było można kimś się zainspirować, wesprzeć, poczytać coś ciekawego. Tutaj już właściwie od lat czuję się jakbym pisała tylko dla siebie. Generalnie to nic złego, w końcu to mój pamiętnik, a z drugiej strony mogłabym też utworzyć zwykły plik w wordzie i może byłoby mi czasami łatwiej się wygadać. 

Za mną wspaniała majówka, super sobie odpoczęłam i odcięłam się trochę od pracy. Ostatnio nie jest łatwo, projekt jest trudny, a ja mam coraz więcej obowiązków. To spowodowało, że ten work life balance znacznie mi się zaburzył. Właściwie myślałam o pracy non-stop, nawet w nocy po wybudzeniu się. Koszmar. Na szczęście to kilkudniowe odcięcie dobrze mi zrobiło. A wracając do tematu majówki to spędziłam ją bardzo przyjemnie, byłam na termach, na polu tulipanów, w zamku w Ogrodzieńcu, na Pustyni Błędowskiej, nad jeziorem, wiele razy na lodach, śniadaniach i dobrych restauracjach.



Bardzo mi się podoba to zdjęcie!

Co oprócz tego? Już Wam kiedyś wspominałam, że od kilku miesięcy bardziej wciągnęłam się w tematykę minimalizmu. Pozbyłam się całkiem sporo rzeczy, a także sprzątałam mieszkanie kawałek po kawałku, aby lepiej je zorganizować. Czy widzę efekty? Tak! Znacznie łatwiej zachować mi porządek, jestem spokojniejsza, czuję się lepiej zorganizowana... same plusy! Bardzo koncentruję się na zużywaniu rzeczy - kosmetyki, świeczki, a także produkty spożywcze. Uważam, że spoko mi idzie. Nie oznacza, to że nie kupuję nic, wręcz przeciwnie! Po prostu teraz te zakupy są bardziej przemyślane. 

Diety nie mam - tyle w temacie

Związek układa mi się ładnie. 

Moja relacja z rodziną jest dziwna. Wiecie jak to odbieram? Wyobraźcie sobie, że ktoś znęcał się nad wasza najlepszą przyjaciółką przez kilka lat, a ty i tak od czasu do czasu spotykasz się z tą osobą. Niby okej, a z drugiej strony niesmak i odraza zostają. 




piątek, 3 kwietnia 2026

dołek psychiczny

 Piątek, 19:04


Powiem Wam, że ten tydzień był dla mnie dosyć trudny. Odezwał się u mnie syndrom do połowy pustej szklanki. Naprawdę uważam, że kiedyś zabiłabym za to żeby żyć swoim obecnym życiem, myślę że jest świetnie, ale dopóki nie zaczynam się porównywać z innymi. I właśnie w tym tygodniu to wypłynęło. Bo tutaj znowu słyszę o jakiś zaręczynach, tutaj koleżanka w ciąży, inni budują dom. I ja mam właśnie takie wrażenie, że ze wszystkim jestem spóźniona. Pociesza mnie jedynie myśl, że kiedyś tak samo myślałam z pracą, a jednak wszystko mi się ułożyło. 

W tym tygodniu gadaliśmy z S. trochę o naszym mieszkaniu (właściwie jego mieszkaniu, w którym razem mieszkamy) tak po prostu o rzeczach, które nam się tutaj nie do końca podobają. S. powiedział, że właściwie moglibyśmy zacząć szukać kolejnego, bo on już spłacił kredy na obecne mieszkanie, więc jest "wolny". Zaskoczył mnie tym, generalnie pozytywnie, ale wiecie jakie myśli pojawiły się w mojej głowie? Że chyba wolałabym sama kupić mieszkanie, bo moja matka wielokrotnie wyrzucała mnie ze swojego mieszkania, jakby nie było S. ponad rok temu chciał ze mną zerwać i też musiałam się wyprowadzić (finalnie do tego nie doszło, ale jednak). A ja chciałabym mieć miejsce, z którego nikt mnie nie wyrzuci. Wiecie co? Ilekroć o tym nie myślę, to robi mi się przykro. Trzeba mieć chyba bardzo skrzywioną psychikę i trust issue żeby w pierwszym odruchu myśleć właśnie o takich rzeczach. Zastanawia mnie też czy kiedykolwiek będę w stanie znowu zaufać S. tak jak wcześniej. Z jednej strony jestem pewna tego związku, a z drugiej, tak jak Wam już kiedyś mówiłam, wydarzenia sprzed roku bardzo odbijają się na naszej relacji. Wiem, że on planuje mi się w tym roku oświadczyć - powiedział mi, mam nadzieję, że to wydarzenie okaże się przełomowe i oddzieli przeszłość grubą kreską. 

Obiecałam sobie, że po świętach bardziej zadbam o swoją dietę. Robi się coraz cieplej, będzie więcej warzyw i owoców, więc nic tylko korzystać. Mam też plan wrócić tutaj do pokazywania potrwa, bo w ostatnich tygodniach trochę to zaniedbałam. 

Jutro popołudniu jadę do domu na święta - dramat. Nie lubię tego miejsca, czuję się tam niespokojna, zestresowana. Generalnie dobrze mi się on nie kojarzy, ale chyba nie ma mi się co dziwić. Ale pomyślałam, że skupię się na sobie - będę czytać książkę, oglądać filmy. Oczywiście na ile sytuacja pozwoli, bo różnie to może być. 

Od razu zrobiło mi się lżej na sercu po napisaniu tego posta. Od dwóch dni się strasznie męczyłam. 

środa, 1 kwietnia 2026

Mozaika

 Środa, 18:04



Gdy zobaczyłam tego tik-toka to od razu wiedziałam, że muszę napisać o tym wpis. A może już kiedyś ten temat się u mnie pojawił? Sama nie wiem, przez te niemal 15 lat prowadzenia bloga straciłam rozeznanie odnośnie tematów, które tutaj poruszałam. Mozaika ludzi, których poznajemy. Ja zazwyczaj myślałam o tym w inny sposób jako o "kradnięciu od ludzi", ale ta nowa wersja bardziej mi się podoba. Ja też jestem właśnie taką mozaiką ludzi, których spotkałam na przestrzeni mojego życia. Czasami mam wrażenie, że nic we mnie nie jest oryginalnego, a wszystko właśnie ukradłam od innych. Wystarczy jakaś cecha, nieważne czy mała czy duża, czy wyglądu czy charakteru, która mi się spodoba u innej osoby, a od razu próbuje ją sobie przywłaszczyć. Uwierzcie mi, że czasami to są nawet takie głupoty jak sposób trzymania sztućców, siedzenia, poruszania, odgarniania włosów czy drapania. Zawsze się tego wstydziłam i nawet teraz tak jest, ale jakoś ten tik-tok sprawił, że poczułam się lepiej. Niby jest takie trafne przysłowie "z kim przestajesz, takim się stajesz", ale mam wrażenie, że u mnie to weszło na wyższy level. Może nie jestem zadowolona, że tak "zrzynam" od innych, ale z drugiej strony mam wrażenie, że przez to staję się lepszą osobą, przynajmniej ja się bardziej sobie podobam z tymi cechami. 

Niby jest jeszcze wcześnie, ale ja już idę się kąpać. Później usiądę na kanapie i będę czytać książkę, chciałabym powtórzyć książkowy sukces z poprzedniego miesiąca. Chyba zapomniałam o tym wspomnieć, ale zdecydowałam się w tym roku nie jechać do S. na Wielkanoc. Jego mama dzwoniła żeby mnie zaprosić, ale odmówiłam, chyba nawet jest na mnie zła, ale nie zamierzam się tym przejmować. Po pierwsze to chcę sobie odpocząć, a tam w ogóle nie ma warunków, a po drugie w tamtym roku każdy się mnie pytał "kiedy ślub?", "kiedy dzieci?", a już totalnie dobiło mnie pytanie brata S. skierowane do niego "ej to Ty chyba taki niepewny jesteś jak się nie oświadczyłeś". Zastanawiam się jedynie czy chcę iść do siebie do domu, szczerze to napawa mnie to niepokojem, to miejsce bardzo źle mi się kojarzy. 








wtorek, 31 marca 2026

awans, idealne życie ?



Ten czas leci mi nieubłaganie szybko, ale z drugiej strony mam wrażenie, że Sylwester czy moje urodziny były wieki temu. W ubiegłym tygodniu miałam roczną rozmowę z managerem i dostałam awans! Mega się cieszę, pewnie różnica w wypłacie nie będzie jakaś kolosalna, ale zawsze to coś. Tak samo nie mogę uwierzyć, że pracuję tam już niemal dwa lata, cieszy mnie to, że mam już takie doświadczenie w tej dziedzinie i mogę się popisać jakimiś umiejętnościami. Dostałam tę pracę właściwie przypadkiem, bo potrzebowałam, a teraz nie wyobrażam sobie pracować w innej branży. 

Wczoraj miałam jakiś kiepski dzień, byłam na maksa przebodźcowana. Ciągle jakieś telefony, sms, spotkania, mega dużo się działo, a to, nawet jeśli wzbudza we mnie pozytywne emocje, to jednak męczy. Popołudniu poszłam na paznokcie i pomiędzy czytaniem książki, a odrzucaniem kolejnych połączeń zerkałam ukratkiem w swoje odbicie w szybie i tak sobie myślałam... jakieś dwa lata temu zabiłabym za moje obecne życie. Serio. To zabrzmi dziwnie, ale wydaje mi się, że mojemu życiu naprawdę niewiele brakuje do ideału, mam już niemal wszystko o co kiedyś tak bardzo błagałam. Wydaje mi się, że umiem to docenić i często myślę sobie w ciągu dnia "ja to mam szczęście". Oczywiście taka sielanka nie trwa zawsze, a ja pisząc to uogólniam wiele rzeczy, ale mimo to super, że zaczęły mi towarzyszyć takie odczucia. 

W domu nadal robię małymi kroczkami wielkie rewolucje. W ubiegłym tygodniu sprzedaliśmy stół, bo będziemy wymieniać go na nowy, podobnie krzesła czekają na swoją kolej. Wyrzuciliśmy też ogrom rzeczy, głównie ubrań i w końcu zaczynam czuć jakieś rezultaty. Potwierdza się też moje przypuszczenie, że większy porządek w domu, to także większy spokój w głowie. 

Kończy się miesiąc, mi udało się przeczytać pięć książek w marcu, więc uznaje to za dobry wynik, bo zazwyczaj wpadają tak dwie lub trzy. Kolejnym sukcesem w tym miesiącu jest wcześniej wspomniany awans. 


niedziela, 22 marca 2026

plany na wiosnę i lato

 Niedziela, 15:54


Hejka! 

W ubiegłym tygodniu spędziłam kilka dni w Maroko, było mhm.. dosyć dziwnie. Ale no mniejsza z tym, przynajmniej sobie trochę odpoczęłam od pracy i pooglądałam ładnych widoczków. 










Majowe wakacje w Egipcie zdecydowałam się odwołać póki jeszcze była taka opcja, bo ta sytuacja na świecie jest dosyć niespokojna. Także póki co dalszych rezerwacji podróżniczych brak, ale głowę mam pełną pomysłów. 

Ostatnio znowu zerwałam dwie przyjaźnie, staję się coraz bardziej wycofana. Wystarczy dosłownie najmniejsza rzecz, która zrobi dana osoba, a która mogłaby mnie urazić, żebym już więcej nie chciała mieć z nią kontaktów. Zastanawiam się, czy w końcu doszłam do momentu w życiu, w którym nauczyłam się stawiać granicę, czy jestem jak to się mówi "zbyt przewrażliwiona". Ale wiecie co? Chyba na razie mi z tym dobrze i cieszę się, że osoby, które aktualnie mam wokół siebie są w 100% a może nawet 200% dobrymi ludźmi. Bardzo mi zależy, aby otaczać się tylko takimi osobami. 

S. pojechał na weekend do rodziców, a ja zostałam. W piątek po pracy wzięłam sobie długą kąpiel i czytałam książkę w wannie, wczoraj większość dnia spędziłam u babci, a dzisiaj to takie typowe przygotowywanie się do nowego tygodnia - trochę sprzątania, gotowania, prasowania. Teraz już czas tylko na odpoczynek, za chwilę planuje skończyć czytać książkę. 

Chciałam także trochę opowiedzieć o moich planach na wiosnę i lato. Są one dosyć sprecyzowane, a to dlatego, że w ostatnich kilku tygodniach moje myśli krążą wokół jednej rzeczy - minimalizm. Ciągle pozbywam się rzeczy, wykańczam, organizuje swoją przestrzeń. Wydaje mi się, że wszystko zaczęło się od tik-toka, w którym ktoś twierdził, że dopóki masz "bałagan" w domu to nigdy nie zaznasz spokoju głowy, bo twoje myśli ciągle będą się koncentrować wokół tego, nawet podświadomie. Słowo bałagan dałam tutaj w cudzysłów, bo nie chodzi o taki brud w domu, ale właśnie nadmiar rzeczy albo brak dobrej organizacji. Wydaje mi się, że to prawda i mega się zafiksowałam na tym punkcie. Takie odgracanie i ponowna organizacja mieszkania mogą zająć nawet kilka miesięcy, bo to dosyć pracochłonny proces, ale jestem pewna, że warto. 







niedziela, 8 marca 2026

nic nie idzie po mojej myśli

 Niedziela, 16:16



Próbuje dodać ten wpis już chyba po raz 3 lub 4, ale wciąż coś nie idzie po mojej myśli. Jak nie S. wejdzie mi do pokoju, to znowu nie mam internetu, albo jest jakiś błąd. Mam nadzieję, że teraz się w końcu uda. 

Generalnie to powinnam być obecnie na wakacjach w Dubaju, ale z wiadomych względów zostały odwołane. Biuro podróży dało nam ostateczną decyzję dzień przed wylotem i już nawet nie mieliśmy czasu aby coś innego sobie ogarnąć. Także urlop przeniosłam na kolejny tydzień, właściwie tylko trzy dni, ale bardziej żeby sobie odpocząć niż gdzieś jechać. Chociaż... S. twierdzi, że coś wymyśli, ale na nic się nie nastawiam. Nie dość, że ceny są teraz kosmiczne, to jeszcze ciężko jest załatwić coś na już. Zwłaszcza, że ostatnio mamy oboje bardzo dużo pracy, ja przed planowanym wyjazdem siedziałam w biurze po 11 godzin, bo chciałam wszystko domknąć. Poprzedni weekend w całości przeryczałam, chyba nawet S. był w szoku, że tak to przeżywam. Natomiast mi nie chodziło o same wakacje, ale o to co miało się z nimi związać, czyli być albo nie być naszego związku. Myślałam, że w końcu spadnie mi ten ciężar z ramion i będę mogła iść w życiu na przód, a skończyło się jak same wiecie. Szczerze to nie wiem co mam teraz robić, chyba najłatwiej byłoby pogadać z S. i powiedzieć mu o moich oczekiwaniach, ale no nie wyobrażam sobie tego na nim wymuszać, a chyba tak by to wyszło. Generalnie to S. zachowuje się w stosunku do mnie cudownie i obecnie ciężko byłoby mi wskazać bardziej zgraną parę, ale mnie tak boli serce z powodu tej niepewnej przyszłości, że ja dłużej tak żyć nie mogę. Na ten moment po prostu zdam się na los, czas, wszechświat czy cokolwiek. Muszę sobie przede wszystkim odpocząć i może na chwilę przestać o tym myśleć. 

Ten weekend mieliśmy już dosyć udany. Wczoraj pojechaliśmy na zakupy, ja sprzątałam mieszkanie, a S. pojechał ogarnąć samochód. Na 16 poszliśmy do kina na Wichrowe wzgórza i bardzo mi się podobało. Później mieliśmy rezerwację w jednej z moich ulubionych restauracji i do domu wróciliśmy koło 22, ja padłam niemal od razu. Dzisiaj natomiast pojechaliśmy na spacer do Ojcowa i usiedliśmy w pięknej kawiarni.. 

Jeśli chodzi o moją dietę, bo muszę się pochwalić, że ona istnieje i ma się dobrze. Serio, chyba zmniejszył mi się żołądek, bo udaje mi się jeść małe porcje bez poczucia głodu. Oczywiście wydaje mi się, że tutaj także duże znaczenie ma stres i ogólny zapierdziel w pracy. Niedługo zamierzam wejść na wagę.

Idę ogarnąć jeszcze dzisiaj kilka rzeczy, a potem prysznic i kładę się na kanapie. Zdecydowanie powinnam teraz dużo wypoczywać.


piątek, 20 lutego 2026

czuć wiosnę, choroba i niedługo "rocznica"

 Piątek, 14:11



Środek dnia, a ja odzywam się do Was z domu. Od środy jestem na zwolnieniu, bo niestety mnie rozłożyło. Szczerze? To w cholernie nieodpowiednim momencie i w przyszył tygodniu będę musiała sporo nadrobić. Staram się jednak tym nie przejmować i nie mieć wyrzutów sumienia, bo jak to się mówi "choroba nie wybiera", a ja naprawdę chcę być dla siebie wyrozumiała. Na szczęście w pracy mam wspaniałe osoby, więc jestem pewna, że pomogą mi nadrobić zaległości. A pamiętacie jak kiedyś Wam mówiłam o Ewelinie? Tej mojej nowej-starej koleżance z pracy, no a więc ta "przyjaźń" rozpadła się szybciej niż zdążyła się zrodzić. Ogólnie to dziwna sytuacja, bo dosłownie z dnia na dzień przestała się do mnie odzywać, a nic się między nami nie stało, nie uraziłam jej ani nic z tych rzeczy. Nie dociekałam o co chodzi i po prostu tak to zostawiłam. A wracając do mojego zdrowia, to dzisiaj już czuję się lepiej. Zrobiłam jakieś proste czynności w domu jak rozpakowanie zmywarki, pranie czy ogarnięcie kwiatów. Bardzo doceniam to, że tutaj (w sensie u chłopaka w domu) mam spokój i mogę się powoli kurować. Chorowanie u mnie w domu nie było łatwe, bo matka i tak ciągle coś ode mnie wymagała lub mi "dokuczała". Bo jak inaczej nazwiecie odkurzanie mi nad głową kiedy ja mam 39 stopni gorączki? Albo gdy mówiłam, że mi zimno to ona otwierała okno, no bo akurat wtedy było trzeba wywietrzyć. Toksyk i tyle w tym temacie. 

Na weekend nie mam totalnie żadnych planów, bo chciałabym porządnie wyzdrowieć, może jedynie zabiorę S. gdzieś na kolację, bo odniósł spory sukces w pracy, więc warto to uczcić. A jeśli już mowa o S... Za dwa dni mamy "rocznicę" naszego rozstania. Aż mi gorzej jak o tym myślę, no ale nic nie poradzę, że taki temat wraca jak bumerang. To dziwne i straszne jednocześnie, ale czasami łapię się na myśli, że to było nam potrzebne, aby stworzyć taki związek jak mamy teraz. No i teraz muszę to wytłumaczyć... Z jednej strony bywają chwilę, że ja mam się okropnie, bo zwyczajnie jestem niepewna tej relacji przez to właśnie co się stało rok temu. Ale z drugiej strony nigdy nie mieliśmy tak pięknej relacji jaką mamy od kilku miesięcy - jest c-u-d-o-w-n-i-e, a ostatnie tygodnie to już w ogóle cud, miód i malina. Wiem, że to dziwne, bo z jednej strony piszę, że jest świetnie, a z drugiej wciąż czuję się niepewnie. To jest właśnie to o czym Wam kiedyś pisałam - nieznośna myśl z tyłu głowy, że jak zrobił to raz, to może zrobić i ponownie. 

Wyglądając przez okno widzę i czuję już wiosnę. Dla mnie to zapowiedź czegoś nowego i czuję jakieś podekscytowanie. Oby to był dobry dla mnie czas! Dla Was również ;) Jeśli chodzi o plany na najbliższe miesiące to planuje dużo spacerów, chodzenie na basen i na lody nad wodę. I koniecznie muszę się wyrać do fryzjera żeby odświeżyć swój blond. Nie mogę się doczekać. 


Żeby nie było tutaj tak pusto dodaje zdjęcie moich paznokci. Zrobiłam sobie takie Walentynkowe - wyszły pięknie.

Idę naolejować włosy, niech z tego siedzenia w domu będzie jakiś pożytek. Przez chorobę zaczęłam także oglądać nowy serial i jestem już na trzecim sezonie, więc idzie mi wyjątkowo szybko - "Zakłamanie". Jest serio super i dużo od nim słyszałam. 



niedziela, 15 lutego 2026

dużo zdjęć jedzenia, prawo przyciagania i inne pierdoly

 Niedziela, 14:22




Będę się  starała pisać tutaj częściej i akurat udało mi się wygospodarować na to czas, więc od razu siadam! Ten post będzie rozwinięciem poprzedniego, bo sporo rzeczy potraktowałam tam po macoszemu, więc przyjrzyjmy się niektórym tematom. Zacznę od jedzenia z ostatniego czasu. 


Syrniki ;) To chyba danie kuchni ukraińskiej - wychodzą obłędnie. 
Wystarczy połączyć twaróg z jajkiem i kaszą manną i usmażyć na patelni. 


Wykorzystuje zalegające w szafkach produkty (zgodnie z tym co Wam ostatnio mówiłam) i akurat miałam papier ryżowy, więc zrobiłam spring rollsy. Wyszły pysznie i będę je powtarzać, bo mam jeszcze sporo tego papieru. 


Coś w rodzaju jajek po turecku, ale w nieco innego wersji. Czyli jogurt grecki z przyprawami, jajko po benedyktyńsku i karmelizowane pomidorki. Dzisiaj zrobiłam to samo i super wyszło. 


Ostatnio byłam z koleżanką na wegańskim ramenie dyniowym. Bardzo dobry, ale tak tłusty... chyba wolę zupę pho.


Ryż orzo z pieczarkami i szpinakiem, a do tego podsmażona pierś z kurczaka. 


Szakszuka, czyli weekendowy standard. 


Moja ukochana zupa pho - kocham! I wersja, która zawsze zamawiam jest bardzo mało kaloryczna. 


A to mój zestaw, który wzięłam w poprzednim tygodniu do pracy. Na śniadanie kefir, na przekąskę granat, a na obiad pulpety w sosie porowym z kaszą i surówką. 


W ubiegłym tygodniu robiłam na obiad żeberka w sosie barbecue, do tego domowe frytki z piekarnika (bez tłuszczu) i surówką z pekinki. 




A tutaj kolejny zestaw do pracy, czyli kefir na śniadanie i krokiety z pieczarkami i serem na obiad. 




Kolacja. Grzanki z awokado i jajecznicą. 


W tłusty czwartek na obiad zjadłam sałatkę i była wyborna. Rukola, burak, feta, suszone pomidory, kurczak i słonecznik. Do tego zrobiłam sos z wody i musztardy o smaku suszonych pomidorów. 


Piątkowe sushi! O rany, ale to była uczta. Pierwszy raz robiłam tatar z łososia i to był sztos. 


A to dzisiejsze gotowanie - wszystko zajęło mi może 1,5 godzinki. 
Idąc od lewej:
1. Kotlety siekane z batatami - kotlety wyciągnęłam z zamrażalnika, więc praktycznie zero roboty
2. Gulasz z kurczaka z kaszą. Zrobiłam więcej, a po prawej widzicie porcje do zamrożenia. 
3. Spaghetti. Sosu zrobiłam więcej i po prawej na dole możecie widzieć dwie porcje do zamrożenia. 
4. To różowe to akurat galaretka mleczna dla chłopaka. 
+ do większości dań mam jeszcze surówkę, ale akurat w tym tygodniu kupiłam gotową, co się rzadko zdarza

W ten sposób w tak krótkim czasie mam gotowe obiady na trzy dni. W tym tygodniu zjem jeszcze ryż z sosem słodko-kwaśnym (mam zamrożoną porcję sosu), a na piątek zrobię pewnie naleśniki lub jakieś placuszki. 


Tutaj akurat jakieś stare posiłki, czyli łosoś z duszonymi warzywami. Drugi posiłek to kotleciki z kurczaka (te same co wcześniej) i batat. Po prawej możecie widzieć małe pojemniczki, które sobie ostatnio zamówiłam z ikei, właśnie na takie surówki, akurat w tym przypadku ogórki do obiadu. 


Burrata truflowa a karmelizowanymi pomidorkami. 


Wierzycie w prawo przyciągania? Ja sama nie wiem, ale zazwyczaj staram się myśleć pozytywnie. Natomiast myślę, że są takie rzeczy, które warto przemyśleć wcześniej nawet jeśli są dosyć przykre. Ostatnio ciągle, ale to ciągle myślę o tym, co sobie postanowiłam, czyli o rozstaniu jeśli S. nie zdecyduje się mi oświadczyć. Jeśli ktoś z Was nie czytał i nie wie o co chodzi, to pisałam o tym jakieś dwa wpisy do tyłu. Nie będę kłamać, ale bardzo się tym stresuję, sporo płaczę i to jest straszne, ale w mojej głowie coraz częściej dopuszczam taką myśl. Zastanawiam się gdzie zamieszkam, jak będzie wyglądać moje życie, jak będę się czuła, ale głównie chodzi o takie praktyczniejsze rzeczy, czyli głównie jak się mam spakować i gdzie podziać. Z jednej strony wiem, że to złe, bo może przyciągam do siebie takie rzeczy, ale jednak z drugiej strony muszę to przemyśleć, bo co potem zrobię? Płakać mi się chcę jak o tym myślę, bo nie łatwo jest opuścić naprawdę dobry związek. Jednak poczucie bezpieczeństwa jest dla mnie tak istotne, że wiem, iż podjęłam dobrą decyzję. 
Jeszcze jak jesteśmy w temacie związkowym to może pamiętacie jak w ubiegłym roku powiedziałam Wam o nowym podziale finansów i obowiązków w domu, no cóż.. nie trwało to długo, bo już wróciliśmy do poprzedniej wersji. Doszłam do wniosku, że wolę się sama utrzymywać, bardzo źle się czułam w tej sytuacji.

Ostatnio wspominałam Wam także o potrzebie minimalizmu. Póki co pozbywam się rzeczy niepotrzebnych, zniszczonych lub takich, które mam w nadmiarze. Ogarnęłam już bieliznę, ściereczki kuchenne, materiałowe torby na zakupy. Robię to wszystko po troszeczku, to będzie długotrwały proces, ale myślę, że zmierzam w dobrym kierunku. W kuchni także wykorzystuje wszystkie produkty, patrzę co zalega w szafkach, jakieś makarony, kasze itd. i gotuję z tych rzeczy. To także jest długi proces, ale widzę już efekty w postaci pustych pojemniczków. Znacznie lepiej się tak czuję i myślę, że łatwiej utrzymać porządek. 

W ubiegłą sobotę byłam w Energylandii, a w tą mieliśmy jechać w góry, ale niestety pogoda nie dopisała. Poszliśmy za to na walentynkowe burgery i oglądaliśmy serial. Było równie fajnie. 

Na dzisiaj nie mam już zbytnio planów. Jedzonko ugotowane, mieszkanie posprzątane, pranie zrobione, poprasowane. Wszystko robię na bieżąco i dla mnie to najlepszy sposób. W pracy kolejny ciężki okres przede mną, eh masakra szczerze mówiąc. No ale co, trzeba zacisnąć zęby i iść dalej. Nadal kocham moją pracę, ale lekko nie jest, na szczęście to tylko chwilowe.