piątek, 3 kwietnia 2026

dołek psychiczny

 Piątek, 19:04


Powiem Wam, że ten tydzień był dla mnie dosyć trudny. Odezwał się u mnie syndrom do połowy pustej szklanki. Naprawdę uważam, że kiedyś zabiłabym za to żeby żyć swoim obecnym życiem, myślę że jest świetnie, ale dopóki nie zaczynam się porównywać z innymi. I właśnie w tym tygodniu to wypłynęło. Bo tutaj znowu słyszę o jakiś zaręczynach, tutaj koleżanka w ciąży, inni budują dom. I ja mam właśnie takie wrażenie, że ze wszystkim jestem spóźniona. Pociesza mnie jedynie myśl, że kiedyś tak samo myślałam z pracą, a jednak wszystko mi się ułożyło. 

W tym tygodniu gadaliśmy z S. trochę o naszym mieszkaniu (właściwie jego mieszkaniu, w którym razem mieszkamy) tak po prostu o rzeczach, które nam się tutaj nie do końca podobają. S. powiedział, że właściwie moglibyśmy zacząć szukać kolejnego, bo on już spłacił kredy na obecne mieszkanie, więc jest "wolny". Zaskoczył mnie tym, generalnie pozytywnie, ale wiecie jakie myśli pojawiły się w mojej głowie? Że chyba wolałabym sama kupić mieszkanie, bo moja matka wielokrotnie wyrzucała mnie ze swojego mieszkania, jakby nie było S. ponad rok temu chciał ze mną zerwać i też musiałam się wyprowadzić (finalnie do tego nie doszło, ale jednak). A ja chciałabym mieć miejsce, z którego nikt mnie nie wyrzuci. Wiecie co? Ilekroć o tym nie myślę, to robi mi się przykro. Trzeba mieć chyba bardzo skrzywioną psychikę i trust issue żeby w pierwszym odruchu myśleć właśnie o takich rzeczach. Zastanawia mnie też czy kiedykolwiek będę w stanie znowu zaufać S. tak jak wcześniej. Z jednej strony jestem pewna tego związku, a z drugiej, tak jak Wam już kiedyś mówiłam, wydarzenia sprzed roku bardzo odbijają się na naszej relacji. Wiem, że on planuje mi się w tym roku oświadczyć - powiedział mi, mam nadzieję, że to wydarzenie okaże się przełomowe i oddzieli przeszłość grubą kreską. 

Obiecałam sobie, że po świętach bardziej zadbam o swoją dietę. Robi się coraz cieplej, będzie więcej warzyw i owoców, więc nic tylko korzystać. Mam też plan wrócić tutaj do pokazywania potrwa, bo w ostatnich tygodniach trochę to zaniedbałam. 

Jutro popołudniu jadę do domu na święta - dramat. Nie lubię tego miejsca, czuję się tam niespokojna, zestresowana. Generalnie dobrze mi się on nie kojarzy, ale chyba nie ma mi się co dziwić. Ale pomyślałam, że skupię się na sobie - będę czytać książkę, oglądać filmy. Oczywiście na ile sytuacja pozwoli, bo różnie to może być. 

Od razu zrobiło mi się lżej na sercu po napisaniu tego posta. Od dwóch dni się strasznie męczyłam. 

środa, 1 kwietnia 2026

Mozaika

 Środa, 18:04



Gdy zobaczyłam tego tik-toka to od razu wiedziałam, że muszę napisać o tym wpis. A może już kiedyś ten temat się u mnie pojawił? Sama nie wiem, przez te niemal 15 lat prowadzenia bloga straciłam rozeznanie odnośnie tematów, które tutaj poruszałam. Mozaika ludzi, których poznajemy. Ja zazwyczaj myślałam o tym w inny sposób jako o "kradnięciu od ludzi", ale ta nowa wersja bardziej mi się podoba. Ja też jestem właśnie taką mozaiką ludzi, których spotkałam na przestrzeni mojego życia. Czasami mam wrażenie, że nic we mnie nie jest oryginalnego, a wszystko właśnie ukradłam od innych. Wystarczy jakaś cecha, nieważne czy mała czy duża, czy wyglądu czy charakteru, która mi się spodoba u innej osoby, a od razu próbuje ją sobie przywłaszczyć. Uwierzcie mi, że czasami to są nawet takie głupoty jak sposób trzymania sztućców, siedzenia, poruszania, odgarniania włosów czy drapania. Zawsze się tego wstydziłam i nawet teraz tak jest, ale jakoś ten tik-tok sprawił, że poczułam się lepiej. Niby jest takie trafne przysłowie "z kim przestajesz, takim się stajesz", ale mam wrażenie, że u mnie to weszło na wyższy level. Może nie jestem zadowolona, że tak "zrzynam" od innych, ale z drugiej strony mam wrażenie, że przez to staję się lepszą osobą, przynajmniej ja się bardziej sobie podobam z tymi cechami. 

Niby jest jeszcze wcześnie, ale ja już idę się kąpać. Później usiądę na kanapie i będę czytać książkę, chciałabym powtórzyć książkowy sukces z poprzedniego miesiąca. Chyba zapomniałam o tym wspomnieć, ale zdecydowałam się w tym roku nie jechać do S. na Wielkanoc. Jego mama dzwoniła żeby mnie zaprosić, ale odmówiłam, chyba nawet jest na mnie zła, ale nie zamierzam się tym przejmować. Po pierwsze to chcę sobie odpocząć, a tam w ogóle nie ma warunków, a po drugie w tamtym roku każdy się mnie pytał "kiedy ślub?", "kiedy dzieci?", a już totalnie dobiło mnie pytanie brata S. skierowane do niego "ej to Ty chyba taki niepewny jesteś jak się nie oświadczyłeś". Zastanawiam się jedynie czy chcę iść do siebie do domu, szczerze to napawa mnie to niepokojem, to miejsce bardzo źle mi się kojarzy. 








wtorek, 31 marca 2026

awans, idealne życie ?



Ten czas leci mi nieubłaganie szybko, ale z drugiej strony mam wrażenie, że Sylwester czy moje urodziny były wieki temu. W ubiegłym tygodniu miałam roczną rozmowę z managerem i dostałam awans! Mega się cieszę, pewnie różnica w wypłacie nie będzie jakaś kolosalna, ale zawsze to coś. Tak samo nie mogę uwierzyć, że pracuję tam już niemal dwa lata, cieszy mnie to, że mam już takie doświadczenie w tej dziedzinie i mogę się popisać jakimiś umiejętnościami. Dostałam tę pracę właściwie przypadkiem, bo potrzebowałam, a teraz nie wyobrażam sobie pracować w innej branży. 

Wczoraj miałam jakiś kiepski dzień, byłam na maksa przebodźcowana. Ciągle jakieś telefony, sms, spotkania, mega dużo się działo, a to, nawet jeśli wzbudza we mnie pozytywne emocje, to jednak męczy. Popołudniu poszłam na paznokcie i pomiędzy czytaniem książki, a odrzucaniem kolejnych połączeń zerkałam ukratkiem w swoje odbicie w szybie i tak sobie myślałam... jakieś dwa lata temu zabiłabym za moje obecne życie. Serio. To zabrzmi dziwnie, ale wydaje mi się, że mojemu życiu naprawdę niewiele brakuje do ideału, mam już niemal wszystko o co kiedyś tak bardzo błagałam. Wydaje mi się, że umiem to docenić i często myślę sobie w ciągu dnia "ja to mam szczęście". Oczywiście taka sielanka nie trwa zawsze, a ja pisząc to uogólniam wiele rzeczy, ale mimo to super, że zaczęły mi towarzyszyć takie odczucia. 

W domu nadal robię małymi kroczkami wielkie rewolucje. W ubiegłym tygodniu sprzedaliśmy stół, bo będziemy wymieniać go na nowy, podobnie krzesła czekają na swoją kolej. Wyrzuciliśmy też ogrom rzeczy, głównie ubrań i w końcu zaczynam czuć jakieś rezultaty. Potwierdza się też moje przypuszczenie, że większy porządek w domu, to także większy spokój w głowie. 

Kończy się miesiąc, mi udało się przeczytać pięć książek w marcu, więc uznaje to za dobry wynik, bo zazwyczaj wpadają tak dwie lub trzy. Kolejnym sukcesem w tym miesiącu jest wcześniej wspomniany awans. 


niedziela, 22 marca 2026

plany na wiosnę i lato

 Niedziela, 15:54


Hejka! 

W ubiegłym tygodniu spędziłam kilka dni w Maroko, było mhm.. dosyć dziwnie. Ale no mniejsza z tym, przynajmniej sobie trochę odpoczęłam od pracy i pooglądałam ładnych widoczków. 










Majowe wakacje w Egipcie zdecydowałam się odwołać póki jeszcze była taka opcja, bo ta sytuacja na świecie jest dosyć niespokojna. Także póki co dalszych rezerwacji podróżniczych brak, ale głowę mam pełną pomysłów. 

Ostatnio znowu zerwałam dwie przyjaźnie, staję się coraz bardziej wycofana. Wystarczy dosłownie najmniejsza rzecz, która zrobi dana osoba, a która mogłaby mnie urazić, żebym już więcej nie chciała mieć z nią kontaktów. Zastanawiam się, czy w końcu doszłam do momentu w życiu, w którym nauczyłam się stawiać granicę, czy jestem jak to się mówi "zbyt przewrażliwiona". Ale wiecie co? Chyba na razie mi z tym dobrze i cieszę się, że osoby, które aktualnie mam wokół siebie są w 100% a może nawet 200% dobrymi ludźmi. Bardzo mi zależy, aby otaczać się tylko takimi osobami. 

S. pojechał na weekend do rodziców, a ja zostałam. W piątek po pracy wzięłam sobie długą kąpiel i czytałam książkę w wannie, wczoraj większość dnia spędziłam u babci, a dzisiaj to takie typowe przygotowywanie się do nowego tygodnia - trochę sprzątania, gotowania, prasowania. Teraz już czas tylko na odpoczynek, za chwilę planuje skończyć czytać książkę. 

Chciałam także trochę opowiedzieć o moich planach na wiosnę i lato. Są one dosyć sprecyzowane, a to dlatego, że w ostatnich kilku tygodniach moje myśli krążą wokół jednej rzeczy - minimalizm. Ciągle pozbywam się rzeczy, wykańczam, organizuje swoją przestrzeń. Wydaje mi się, że wszystko zaczęło się od tik-toka, w którym ktoś twierdził, że dopóki masz "bałagan" w domu to nigdy nie zaznasz spokoju głowy, bo twoje myśli ciągle będą się koncentrować wokół tego, nawet podświadomie. Słowo bałagan dałam tutaj w cudzysłów, bo nie chodzi o taki brud w domu, ale właśnie nadmiar rzeczy albo brak dobrej organizacji. Wydaje mi się, że to prawda i mega się zafiksowałam na tym punkcie. Takie odgracanie i ponowna organizacja mieszkania mogą zająć nawet kilka miesięcy, bo to dosyć pracochłonny proces, ale jestem pewna, że warto. 







niedziela, 8 marca 2026

nic nie idzie po mojej myśli

 Niedziela, 16:16



Próbuje dodać ten wpis już chyba po raz 3 lub 4, ale wciąż coś nie idzie po mojej myśli. Jak nie S. wejdzie mi do pokoju, to znowu nie mam internetu, albo jest jakiś błąd. Mam nadzieję, że teraz się w końcu uda. 

Generalnie to powinnam być obecnie na wakacjach w Dubaju, ale z wiadomych względów zostały odwołane. Biuro podróży dało nam ostateczną decyzję dzień przed wylotem i już nawet nie mieliśmy czasu aby coś innego sobie ogarnąć. Także urlop przeniosłam na kolejny tydzień, właściwie tylko trzy dni, ale bardziej żeby sobie odpocząć niż gdzieś jechać. Chociaż... S. twierdzi, że coś wymyśli, ale na nic się nie nastawiam. Nie dość, że ceny są teraz kosmiczne, to jeszcze ciężko jest załatwić coś na już. Zwłaszcza, że ostatnio mamy oboje bardzo dużo pracy, ja przed planowanym wyjazdem siedziałam w biurze po 11 godzin, bo chciałam wszystko domknąć. Poprzedni weekend w całości przeryczałam, chyba nawet S. był w szoku, że tak to przeżywam. Natomiast mi nie chodziło o same wakacje, ale o to co miało się z nimi związać, czyli być albo nie być naszego związku. Myślałam, że w końcu spadnie mi ten ciężar z ramion i będę mogła iść w życiu na przód, a skończyło się jak same wiecie. Szczerze to nie wiem co mam teraz robić, chyba najłatwiej byłoby pogadać z S. i powiedzieć mu o moich oczekiwaniach, ale no nie wyobrażam sobie tego na nim wymuszać, a chyba tak by to wyszło. Generalnie to S. zachowuje się w stosunku do mnie cudownie i obecnie ciężko byłoby mi wskazać bardziej zgraną parę, ale mnie tak boli serce z powodu tej niepewnej przyszłości, że ja dłużej tak żyć nie mogę. Na ten moment po prostu zdam się na los, czas, wszechświat czy cokolwiek. Muszę sobie przede wszystkim odpocząć i może na chwilę przestać o tym myśleć. 

Ten weekend mieliśmy już dosyć udany. Wczoraj pojechaliśmy na zakupy, ja sprzątałam mieszkanie, a S. pojechał ogarnąć samochód. Na 16 poszliśmy do kina na Wichrowe wzgórza i bardzo mi się podobało. Później mieliśmy rezerwację w jednej z moich ulubionych restauracji i do domu wróciliśmy koło 22, ja padłam niemal od razu. Dzisiaj natomiast pojechaliśmy na spacer do Ojcowa i usiedliśmy w pięknej kawiarni.. 

Jeśli chodzi o moją dietę, bo muszę się pochwalić, że ona istnieje i ma się dobrze. Serio, chyba zmniejszył mi się żołądek, bo udaje mi się jeść małe porcje bez poczucia głodu. Oczywiście wydaje mi się, że tutaj także duże znaczenie ma stres i ogólny zapierdziel w pracy. Niedługo zamierzam wejść na wagę.

Idę ogarnąć jeszcze dzisiaj kilka rzeczy, a potem prysznic i kładę się na kanapie. Zdecydowanie powinnam teraz dużo wypoczywać.


piątek, 20 lutego 2026

czuć wiosnę, choroba i niedługo "rocznica"

 Piątek, 14:11



Środek dnia, a ja odzywam się do Was z domu. Od środy jestem na zwolnieniu, bo niestety mnie rozłożyło. Szczerze? To w cholernie nieodpowiednim momencie i w przyszył tygodniu będę musiała sporo nadrobić. Staram się jednak tym nie przejmować i nie mieć wyrzutów sumienia, bo jak to się mówi "choroba nie wybiera", a ja naprawdę chcę być dla siebie wyrozumiała. Na szczęście w pracy mam wspaniałe osoby, więc jestem pewna, że pomogą mi nadrobić zaległości. A pamiętacie jak kiedyś Wam mówiłam o Ewelinie? Tej mojej nowej-starej koleżance z pracy, no a więc ta "przyjaźń" rozpadła się szybciej niż zdążyła się zrodzić. Ogólnie to dziwna sytuacja, bo dosłownie z dnia na dzień przestała się do mnie odzywać, a nic się między nami nie stało, nie uraziłam jej ani nic z tych rzeczy. Nie dociekałam o co chodzi i po prostu tak to zostawiłam. A wracając do mojego zdrowia, to dzisiaj już czuję się lepiej. Zrobiłam jakieś proste czynności w domu jak rozpakowanie zmywarki, pranie czy ogarnięcie kwiatów. Bardzo doceniam to, że tutaj (w sensie u chłopaka w domu) mam spokój i mogę się powoli kurować. Chorowanie u mnie w domu nie było łatwe, bo matka i tak ciągle coś ode mnie wymagała lub mi "dokuczała". Bo jak inaczej nazwiecie odkurzanie mi nad głową kiedy ja mam 39 stopni gorączki? Albo gdy mówiłam, że mi zimno to ona otwierała okno, no bo akurat wtedy było trzeba wywietrzyć. Toksyk i tyle w tym temacie. 

Na weekend nie mam totalnie żadnych planów, bo chciałabym porządnie wyzdrowieć, może jedynie zabiorę S. gdzieś na kolację, bo odniósł spory sukces w pracy, więc warto to uczcić. A jeśli już mowa o S... Za dwa dni mamy "rocznicę" naszego rozstania. Aż mi gorzej jak o tym myślę, no ale nic nie poradzę, że taki temat wraca jak bumerang. To dziwne i straszne jednocześnie, ale czasami łapię się na myśli, że to było nam potrzebne, aby stworzyć taki związek jak mamy teraz. No i teraz muszę to wytłumaczyć... Z jednej strony bywają chwilę, że ja mam się okropnie, bo zwyczajnie jestem niepewna tej relacji przez to właśnie co się stało rok temu. Ale z drugiej strony nigdy nie mieliśmy tak pięknej relacji jaką mamy od kilku miesięcy - jest c-u-d-o-w-n-i-e, a ostatnie tygodnie to już w ogóle cud, miód i malina. Wiem, że to dziwne, bo z jednej strony piszę, że jest świetnie, a z drugiej wciąż czuję się niepewnie. To jest właśnie to o czym Wam kiedyś pisałam - nieznośna myśl z tyłu głowy, że jak zrobił to raz, to może zrobić i ponownie. 

Wyglądając przez okno widzę i czuję już wiosnę. Dla mnie to zapowiedź czegoś nowego i czuję jakieś podekscytowanie. Oby to był dobry dla mnie czas! Dla Was również ;) Jeśli chodzi o plany na najbliższe miesiące to planuje dużo spacerów, chodzenie na basen i na lody nad wodę. I koniecznie muszę się wyrać do fryzjera żeby odświeżyć swój blond. Nie mogę się doczekać. 


Żeby nie było tutaj tak pusto dodaje zdjęcie moich paznokci. Zrobiłam sobie takie Walentynkowe - wyszły pięknie.

Idę naolejować włosy, niech z tego siedzenia w domu będzie jakiś pożytek. Przez chorobę zaczęłam także oglądać nowy serial i jestem już na trzecim sezonie, więc idzie mi wyjątkowo szybko - "Zakłamanie". Jest serio super i dużo od nim słyszałam. 



niedziela, 15 lutego 2026

dużo zdjęć jedzenia, prawo przyciagania i inne pierdoly

 Niedziela, 14:22




Będę się  starała pisać tutaj częściej i akurat udało mi się wygospodarować na to czas, więc od razu siadam! Ten post będzie rozwinięciem poprzedniego, bo sporo rzeczy potraktowałam tam po macoszemu, więc przyjrzyjmy się niektórym tematom. Zacznę od jedzenia z ostatniego czasu. 


Syrniki ;) To chyba danie kuchni ukraińskiej - wychodzą obłędnie. 
Wystarczy połączyć twaróg z jajkiem i kaszą manną i usmażyć na patelni. 


Wykorzystuje zalegające w szafkach produkty (zgodnie z tym co Wam ostatnio mówiłam) i akurat miałam papier ryżowy, więc zrobiłam spring rollsy. Wyszły pysznie i będę je powtarzać, bo mam jeszcze sporo tego papieru. 


Coś w rodzaju jajek po turecku, ale w nieco innego wersji. Czyli jogurt grecki z przyprawami, jajko po benedyktyńsku i karmelizowane pomidorki. Dzisiaj zrobiłam to samo i super wyszło. 


Ostatnio byłam z koleżanką na wegańskim ramenie dyniowym. Bardzo dobry, ale tak tłusty... chyba wolę zupę pho.


Ryż orzo z pieczarkami i szpinakiem, a do tego podsmażona pierś z kurczaka. 


Szakszuka, czyli weekendowy standard. 


Moja ukochana zupa pho - kocham! I wersja, która zawsze zamawiam jest bardzo mało kaloryczna. 


A to mój zestaw, który wzięłam w poprzednim tygodniu do pracy. Na śniadanie kefir, na przekąskę granat, a na obiad pulpety w sosie porowym z kaszą i surówką. 


W ubiegłym tygodniu robiłam na obiad żeberka w sosie barbecue, do tego domowe frytki z piekarnika (bez tłuszczu) i surówką z pekinki. 




A tutaj kolejny zestaw do pracy, czyli kefir na śniadanie i krokiety z pieczarkami i serem na obiad. 




Kolacja. Grzanki z awokado i jajecznicą. 


W tłusty czwartek na obiad zjadłam sałatkę i była wyborna. Rukola, burak, feta, suszone pomidory, kurczak i słonecznik. Do tego zrobiłam sos z wody i musztardy o smaku suszonych pomidorów. 


Piątkowe sushi! O rany, ale to była uczta. Pierwszy raz robiłam tatar z łososia i to był sztos. 


A to dzisiejsze gotowanie - wszystko zajęło mi może 1,5 godzinki. 
Idąc od lewej:
1. Kotlety siekane z batatami - kotlety wyciągnęłam z zamrażalnika, więc praktycznie zero roboty
2. Gulasz z kurczaka z kaszą. Zrobiłam więcej, a po prawej widzicie porcje do zamrożenia. 
3. Spaghetti. Sosu zrobiłam więcej i po prawej na dole możecie widzieć dwie porcje do zamrożenia. 
4. To różowe to akurat galaretka mleczna dla chłopaka. 
+ do większości dań mam jeszcze surówkę, ale akurat w tym tygodniu kupiłam gotową, co się rzadko zdarza

W ten sposób w tak krótkim czasie mam gotowe obiady na trzy dni. W tym tygodniu zjem jeszcze ryż z sosem słodko-kwaśnym (mam zamrożoną porcję sosu), a na piątek zrobię pewnie naleśniki lub jakieś placuszki. 


Tutaj akurat jakieś stare posiłki, czyli łosoś z duszonymi warzywami. Drugi posiłek to kotleciki z kurczaka (te same co wcześniej) i batat. Po prawej możecie widzieć małe pojemniczki, które sobie ostatnio zamówiłam z ikei, właśnie na takie surówki, akurat w tym przypadku ogórki do obiadu. 


Burrata truflowa a karmelizowanymi pomidorkami. 


Wierzycie w prawo przyciągania? Ja sama nie wiem, ale zazwyczaj staram się myśleć pozytywnie. Natomiast myślę, że są takie rzeczy, które warto przemyśleć wcześniej nawet jeśli są dosyć przykre. Ostatnio ciągle, ale to ciągle myślę o tym, co sobie postanowiłam, czyli o rozstaniu jeśli S. nie zdecyduje się mi oświadczyć. Jeśli ktoś z Was nie czytał i nie wie o co chodzi, to pisałam o tym jakieś dwa wpisy do tyłu. Nie będę kłamać, ale bardzo się tym stresuję, sporo płaczę i to jest straszne, ale w mojej głowie coraz częściej dopuszczam taką myśl. Zastanawiam się gdzie zamieszkam, jak będzie wyglądać moje życie, jak będę się czuła, ale głównie chodzi o takie praktyczniejsze rzeczy, czyli głównie jak się mam spakować i gdzie podziać. Z jednej strony wiem, że to złe, bo może przyciągam do siebie takie rzeczy, ale jednak z drugiej strony muszę to przemyśleć, bo co potem zrobię? Płakać mi się chcę jak o tym myślę, bo nie łatwo jest opuścić naprawdę dobry związek. Jednak poczucie bezpieczeństwa jest dla mnie tak istotne, że wiem, iż podjęłam dobrą decyzję. 
Jeszcze jak jesteśmy w temacie związkowym to może pamiętacie jak w ubiegłym roku powiedziałam Wam o nowym podziale finansów i obowiązków w domu, no cóż.. nie trwało to długo, bo już wróciliśmy do poprzedniej wersji. Doszłam do wniosku, że wolę się sama utrzymywać, bardzo źle się czułam w tej sytuacji.

Ostatnio wspominałam Wam także o potrzebie minimalizmu. Póki co pozbywam się rzeczy niepotrzebnych, zniszczonych lub takich, które mam w nadmiarze. Ogarnęłam już bieliznę, ściereczki kuchenne, materiałowe torby na zakupy. Robię to wszystko po troszeczku, to będzie długotrwały proces, ale myślę, że zmierzam w dobrym kierunku. W kuchni także wykorzystuje wszystkie produkty, patrzę co zalega w szafkach, jakieś makarony, kasze itd. i gotuję z tych rzeczy. To także jest długi proces, ale widzę już efekty w postaci pustych pojemniczków. Znacznie lepiej się tak czuję i myślę, że łatwiej utrzymać porządek. 

W ubiegłą sobotę byłam w Energylandii, a w tą mieliśmy jechać w góry, ale niestety pogoda nie dopisała. Poszliśmy za to na walentynkowe burgery i oglądaliśmy serial. Było równie fajnie. 

Na dzisiaj nie mam już zbytnio planów. Jedzonko ugotowane, mieszkanie posprzątane, pranie zrobione, poprasowane. Wszystko robię na bieżąco i dla mnie to najlepszy sposób. W pracy kolejny ciężki okres przede mną, eh masakra szczerze mówiąc. No ale co, trzeba zacisnąć zęby i iść dalej. Nadal kocham moją pracę, ale lekko nie jest, na szczęście to tylko chwilowe.