środa, 20 maja 2026

nie jestem najinteligentniejsza

 Środa, 17:27



Już środa! Ale ten czas leci, w sumie to może nawet dobrze. Ja zawsze staram się żeby był wypełniony dobrymi chwilami, nawet w tygodniu roboczym znajdę coś miłego. Dzisiaj w pracy miałam mega ważne spotkanie, stresowałam się i nawet zrobiłam drobną gafę, ale wiecie co? Cieszę się, że przynajmniej miałam taką możliwość i że mogę się tak rozwijać. Serio jeszcze dwa lata temu byłoby to nie do pomyślenia. 



To dosłownie kwintesencja dzisiejszego spotkania. Super, że kilka dni temu zobaczyłam tego tik-toka, bo bardzo mi dzisiaj pomógł. 

A tak z innej beczki to chłopak pojechał dzisiaj na 2-dniowy wyjazd z pracy, więc zobaczymy się dopiero w piątek. Mam mieszkanko dla siebie! Super się cieszę, bo trochę brakuje mi takiego czasu, normalnie w ogólnie się nie zdarza żebym była sama, co z jednej strony sobie cenie, ale taki czas samemu dla siebie też jest potrzebny. Właściwie to nie mam żadnych szczególnych planów, miałam ćwiczyć, ale dostałam wcześniej okres i nie czuję się kwitnąco. Mieszkanie posprzątane, zakupy zrobione, obiad ugotowany, więc chyba obejrzę serial. 

Muszę się chyba nauczyć, że jak już wszystko jest ogarnięte to nie trzeba wynajdywać sobie kolejnych zadań. 

niedziela, 17 maja 2026

...bo jak nie wiadomo o co chodzi...

 Niedziela, 17:58



Ostatnio oglądałam pewnego tik-toka, taka dziewczyna zrobiła podsumowanie kosztów życia swojej rodziny i puenta była tego taka, że dużo wydają, bo nie muszą oszczędzać. A gdyby musieli oszczędzać to zredukowaliby te koszty. Bardzo mnie to zaskoczyło i wydaje mi się, że to chyba jedna z głupszych rzeczy, które ostatnio usłyszałam. Moim zdaniem jeśli można odłożyć jakieś pieniądze to zwyczajnie trzeba to zrobić. Inna historia dotycząca tego samego tematu wydarzyła się przed Bożym Narodzeniem. W pracy w czasie wspólnego śniadania moja koleżanka powiedziała, że chce podjąć pracę na weekendy bo we wrześniu ma ślub siostry i musi odłożyć trochę pieniędzy na tę okoliczność, a z wypłaty nie da rady. Ta koleżanka jest w moim wieku i mieszka w mieszkaniu swojego taty razem z siostrą i jej narzeczonym, także za wynajem nie płaci a wszystkie koszty są dzielone na trzy osoby. Do rozmowy dołączyła się trzecia koleżanka, która jest o rok od nas starsza i ona z kolei powiedziała, że też nie ma żadnych oszczędności i żyje od wypłaty do wypłaty - mieszka z mamą.  Dla mnie było to wręcz nie do uwierzenia, że osoby w wieku koło 30 lat i będące w tak super sytuacji mieszkaniowej (!) nie mają oszczędzonych absolutnie żadnych pieniędzy. A zarabiamy dokładnie tyle samo. One obie twierdziły, że nie mają na czym zaoszczędzić albo z czego zrezygnować. Na tym rozmowa się zakończyła, bo jednak co jak co, ale nie zamierzam uświadamiać osób w tym wieku, ale wiecie do jakich wniosków doszłam? Że wszystko jest kwestią priorytetów. Ja nigdy nie kupuje gotowych posiłków z biurowego kateringu - a one niemal codziennie śniadanie, obiad, a nawet deser. Jak jedna z nich powiedziała, że ma na każde wyjście zaplanowany budżet 200 zł, a ja wychodzę maksymalnie raz w tygodniu i mieszczę się w niższej kwocie za dwie osoby. Zawsze po wypłacie blokuje sobie pieniądze na saszetkach w aplikacji bankowej - typu na paznokcie, na wakacje odkładam co miesiąc, właśnie na oszczędności, albo na prezenty świąteczne. Dopiero resztę z pieniędzy, które mi zostaną mogę wydać na jakieś dodatkowe ubrania czy kosmetyki. Jeśli na coś mnie nie stać to tego nie kupuję i czekam do kolejnego miesiąca. Oo albo inna kwestia... książki. Wiem, że czytanie rozwija i pieniądze na to przeznaczone nie są zmarnowane. Ale przykładowo ta koleżanka od tego wesela ciągle kupuje jakieś książki (a to obecnie drogi biznes) i kiedyś jej powiedziałam, że w bibliotekach w Krakowie rozdają za darmo kody do legimi i ja co miesiąc z tego korzystam. No to mi powiedziała, że jej się nie chcę po to chodzić (raz w miesiącu) i woli kupować. Rozumiem doskonale, że są okresy w życiu kiedy zwyczajnie nie da się oszczędzać, bo sama przez to przechodziłam. Wręcz ciągle mi brakowało środków, ale kiedy można (tak jak w przypadku moim i tych dziewczyn) to myślę, że wręcz trzeba.

Dlaczego napisałam ten akapit na górze? Właściwie sama nie wiem, ale może komuś to pomoże. Jeśli chodzi o kwestie finansowe, to zawsze kieruje się takim stwierdzeniem - Małe wycieki zatapiają wielkie statki. Najgorsze są małe codzienne wydatki, na które nie zwracamy uwagi. Dlatego u Nas w domu zakupy spożywcze są raz w tygodniu, wcześniej skrupulatnie zaplanowane pod jadłospis, przeglądam gazetki promocyjne, nigdy nie zamawiamy jedzenia do domu ani nie kupujemy czegoś na szybko, a gdy chcemy zjeść coś nie przygotowanego przez nas to idziemy do restauracji i traktujemy to jako randka - też wcześniej zaplanowana. Dużo tutaj skupienia na jedzeniu, ale wydaje mi się, że to jest rzecz, na której najłatwiej jest obecnie zaoszczędzić. W ogóle zrobię kiedyś taki wpis na czym i jak udaje mi się zaoszczędzić, bo wydaje mi się, że akurat dobrze mi to idzie i serio udaje mi się wydawać mniej niż innym. 

Właśnie minął mój pierwszy tydzień "w nowym rozkładzie"- czyli więcej działam w tygodniu roboczym niż w weekendy. Może nie był on jakiś idealny, bo nie ze wszystkim się wyrobiłam do piątku, a w weekend znowu narzuciłam sobie trochę zadań, ale czuję, że idę w dobrą stronę. 

A teraz trochę zdjęć z ostatnich dni




piątekowy wieczór spędzałam sama, więc postanowiłam sobie ugotować zupę pho z małym twistem w postaci pomidorków koktajlowych. A tak to klasycznie wywar, kurczak gotowany i makaron. Do tego już tydzień wcześniej zrobiłam tradycyjny marynowany czosnek. Wyszło pyszne. 


W piątek chłopak był na imprezie i przyniósł resztki kateringowego jedzenia, więc zjedliśmy je na śniadanie. Było naprawdę dobre nawet na drugi dzień. 


A to dzisiejszy meal prep, całość zajęła mi dwie godziny z pomocą chłopaka. Zaczynając od lewej jest pieczona pierś z kurczaka z bazyliowym pesto i serem cheddar. Do tego zawijana cukinia z faszem ze szpinaku, suszonych pomidorów i fety. 
Potem mamy ryż z curry (kurczak, papryka, cukinia, marchew, cebula, pasta curry i mleczko kokosowe)
A po prawej calzone z mozarella light, salami, pieczarkami i papryką.
Do każdego dania jest surówka colesław z młodej kapustki. 


A to zrobiłam dzisiaj na obiad. Stek z ziemniakami i colesławem. Akurat był na promocji w lidlu, więc skorzystałam. To akurat większa porcja chłopaka, ja miałam mniej i podzieliłam się jeszcze zarówno z chłopakiem jak i kotem. 


Bardzo rzadko robię tylko jedną porcję jedzenia, bo to się zwyczajnie nie opłaca. Jak napocznę cukinię albo inne warzywo to lubię je w całości wykorzystać. Dlatego właśnie super okazuje się mrożenie - dzięki temu mam od razu niemal gotowy obiad na przyszłość.

Teraz zdjęcia z kategorii inne:


W piątek znowu przeszłam się po domu i znalazłam rzeczy zepsute lub takie, z których już nie będę korzystać. Im mniej mam rzeczy tym większy spokój czuję. 



Chciałabym w tym tygodniu zacząć ćwiczyć. Myślę o jakimś wyzwaniu z Moniką Kołakowską - tak 3x w tygodniu byłoby super. W sobotę biorę udział w biegu Rossmanna, więc już przynajmniej jeden trening mam jak w banku. 

środa, 13 maja 2026

decluttering i mała zmiana planu tygodnia

 Środa, 13:05 



W tym tygodniu postanowiłam zmienić swoja rutynę, która jest ze mną już od około trzech lat. A mianowicie, zamierzam teraz więcej obowiązków wykonywać w tygodniu roboczym, a w weekendy bardziej wypoczywać. Dotychczas miałam tak, że chciałam, aby ten tydzień roboczy był maksymalnie ułatwiony, więc większość rzeczy robiłam w weekend- prałam, prasowałam, sprzątała, jeździłam na zakupy, gotowałam posiłki. No chyba same wiecie jak to wygląda. Teraz pomyślałam, że potrzebuję więcej odpoczynku w weekendy, aby wracać do pracy z nową energią. Te wnioski nasunęły mi się po majówce, kiedy te obowiązki były bardzo ograniczone, a ja super się zregenerowałam. Zobaczę jak mi się to sprawdzi. W poniedziałek byłam u babci w odwiedziny, wczoraj sprzątałam mieszkanie, a dzisiaj gotowałam posiłki na czwartek i piątek. Jutro mam w planie zakupy spożywcze i prasowanie. A od piątkowego wieczoru już tylko słodki wypoczynek. Dam znać po dłuższym czasie jak mi się to sprawdza. 


A teraz znowu temat odgruzowywania mieszkania. Co kilka dni chodzę po domu i "zbieram" niepotrzebne rzeczy. Zazwyczaj to wychodzi bardzo spontanicznie. Ostatnio dorwałam się do jednej szuflady i właśnie znalazłam takie rzeczy do pozbycia się. Wydaje się mało, prawda? Ale ja już stosuje to od kilku miesięcy i uwierzcie mi, że zapewne nazbierały się setki rzeczy. 


Dzisiaj w pracy mieliśmy dzień gofra. oczywiście skorzystałam ;) 

A wracając jeszcze na chwilę do tematu, który poruszyłam chwilę wcześniej. W poniedziałek pojechałam do babci i mój chłopak do mnie dołączył. Bardzo ale to bardzo nie lubię takich spotkań, okropnie mnie to stresuje. Do tego stopnia, że aż dostałam problemów żołądkowych. Zawsze się boję, że mama lub babcia powiedzą coś niestosownego lub obraźliwego względem mnie albo mnie ośmieszą. Bo u mnie w rodzinie to było na porządku dziennym, matka kochała mnie upokarzać, a zwłaszcza w obecności innych osób. Nawet nie wiecie jak bardzo mi było wstyd w takich momentach. 


niedziela, 10 maja 2026

aby było dobrze to trzeba zapierdalać

 Niedziela, 16:35



Ostatnio doszłam do ciekawych wniosków - aby było dobrze to trzeba zapierdalać. Ale dla każdego dobrze znaczy coś innego. Dla mnie dobrze to znaczy idealnie - pięknie posprzątane mieszkanie, ugotowane posiłki, pełna pielęgnacja, eleganckie ubrania, generalnie wszystko. Ale wiecie co? Ciężko jest mi utrzymać taki 'standard życia' ciągle. Powiem więcej - jest to wyczerpujące. Mam tysiące myśli w głowie i nie potrafię ich zatrzymać. Przejmuje się nawet jakimiś głupotami jak to, że coś mi się przeterminuje w lodówce i będę musiała to wyrzucić. Chciałabym czasami tak iść bardziej nieświadomie przez życie, więcej luzu, spokoju i wypoczynku. To jest moim celem na tym rok, aby się tego nauczyć. Ale też jednocześnie żeby wszystko było idealnie... hahha

A teraz trochę zdjęć z ostatnich dni


W czwartek byłam na paznokciach. Tym razem zrobiłam sobie takie proste, nie wiem na ile jest to widoczne, ale to zwykła baza i top z brokatem. Generalnie to już nie szaleje z paznokciami, wolę takie delikatne. 


 


W piątek zrobiłam sushi, oj wyszło fenomenalne! 


Zrobiłam także kolejną porcję granoli- tym razem najlepszą! Ja zawsze mam takie proporcje, że na 2 szklanki płatków owsianych daje jedną szklankę orzechów/nasion/suszonych owoców i dwie łyżki miodu. Pierwszy raz zrobiłam z orzechami nerkowca i wyszło pysznie. 

 

Słowo minimalizm pojawia się tutaj zdecydowanie zbyt często, wiem to, ale akurat mam taką fazę w życiu. Aby nie kupować już peelingów do ciała zaczęłam robić własne z fusów po kawie. Zawsze w weekend mam taki rytuał, że robię sobie orange espresso właśnie z kawiarki, a fusy zostawiam i robię peeling. Zawsze tylko jedną porcję tak aby zużyć tego samego dnia. Dzięki temu oszczędzam, bo nie muszę kupować i nie zajmuje mi to zbędnego miejsca. 

Gdyby któraś z Was chciała spróbować, to są to fusy z kawiarki, dwie łyżki cukru, 1 łyżka olejku pod prysznic i w moim przypadku sok z cytryny (rozjaśnia skórę). 



Miesiąc temu kupiłam sobie także drukarkę do etykiet. Zdecydowanie jeden z lepszych zakupów. Dzięki temu wszystkie pojemniczki w domu mam zorganizowane i podpisane.


A tutaj taki mały meal prep. Na promocji było mięso mielone, więc kupiłam i zrobiłam dwa razy po dwie porcje sosu do makaronu. Gdy będę zabiegana w tygodniu to po prostu rozmrożę. Często tak robię. 



A tutaj obiady na trzy kolejne dni, no ten po prawej to tak średnio wygląda, ale jest pyszny, bo dzisiaj też go jadłam.

1. Sałatka Cezar, ale dodałam do niej pomidorki
2. Makaron ze szpinakiem, pomidorkami i w wersji dla chłopaka z kurczakiem
3. Ryż z kurczakiem w sosie porowo-musztardowym (ryż został mi po sushi, a takie wykorzystywanie bardzo mnie cieszy)


Jak widzicie nie są to jakieś niskokaloryczne posiłki, ale będę nad tym pracować.


Boże ale ja chciałabym mieć takie wsparcie jako nastolatka. Myślę, że byłabym teraz zupełnie innym człowiekiem. 



A tak oprócz tego to jak wiecie robię odgracanie mieszkania już od dłuższego czasu. Pozbyłam się wielu rzeczy poprzez wyrzucenie, sprzedanie lub wykorzystanie, ale miałam też kilka takich, które chciałam oddać za darmo. Jezu ale mnie to wykończyło. Ludzie są okropni, nie dość, że rzucają się na każdą rzecz jak zwierzęta, to jeszcze umówią się i nie przyjdą, nie dadzą znaku, albo poinformują chwilę przed spotkaniem. Szczerze to ja już chyba wolę je wyrzucić niż się użerać z kimś. 

Od jutra zaczynam 'diete'. Póki co będę się skupiać na bardziej świadomym odżywianiu i chcę wrócić do ćwiczeń. Czuję, że to jest właściwy czas, bo prawie skończyłam swój duży projekt jakim jest 'odgracanie' i w magiczny sposób czuję jakby w moim mózgu zwolniła się szufladka.

Tak czytam to, co napisałam i niezbyt mi się podoba, tak jakbym zgubiła 'to coś'. W pracy bardzo dużo piszę, właściwie całymi dniami, ale po angielsku i teraz ze zdziwieniem zauważyłam, że pisanie po polsku już nie przychodzi mi tak łatwo. Jak bardzo wkręcę się w pracę to potem myślę o niej po polsku i po angielsku- to jest mega wyczerpujące uwierzcie mi. 



czwartek, 7 maja 2026

wyrosłam

 Czwartek, 20:35



Czas mija mi niesamowicie szybko. Jutro już jest piątek i nie mogę się doczekać. Planów większych nie mamy, bo przez kilka dni mamy samochód zastępczy, więc tak trochę niepewnie się jeździ. Ma być jednak ładna pogoda, więc z pewnością jakiś spacer wpadnie. Szkoda, że nie mam balkonu (właściwie to mam, ale taki malutki), bo chętnie bym sobie posiedziała na leżaczku.

Zapraszam na trochę zdjęć z ostatniego tygodnia. Bądźcie wyrozumiali, bo odzwyczaiłam się od tego cykania fotek.



Spodenki od piżamki, ostatnio trochę ich powyrzucałam bo były już znoszone. Ja mam generalnie taką zasadę, że zawsze chodzę ładnie ubrana, nawet w domu, więc i piżamki muszą być eleganckie.


Kolagen od deynn, to już moje drugie opakowanie. Jest drogi, ale wydaje mi się, że warto. 


Dwa nowe zapachy do domu. Póki co otworzyłam tej po prawej i jest piękny, ale może trochę za słodki. Pomyślałam jednak, że super jak na tą porę roku. Len zostawię na gorące lato.


Nowe maseczki w płachcie. Zużyłam już wszystkie maseczki jakie posiadałam w domu i teraz pomyślałam, że kupię jedno opakowanie, ale duże, w środku jest 30 sztuk. Małe kroki w kierunku minimalizmu. 


Bajgiel, którego ostatnio wzięłam do pracy na śniadanie. W środku domowa pasta z łososia, rukola i ogórek. 


Prosty meal prep na dzisiaj (warzywa i łosoś) i na jutro (pierogi ruskie).


W tym tygodniu jadłam także spaghetti i tym samym zużyłam ostatnio porcję zamrożonego sosu.



Jedno z moich ulubionych ostatnio śniadań. Jogurt naturalny, dowolny owoc i domowa granola. Pycha!


Jutro po pracy wybieram się na zakupy spożywcze, a wieczorem robię sushi, bo akurat jest tydzień azjatycki w Lidlu i Biedronce, więc trzeba wykorzystać okazję. 

W pracy w tym tygodniu jest całkiem spokojnie - w końcu! Ostatnie tygodnie tak mi dały w kość, że serio zaczęłam wątpić w siebie. W domu także wszystko się układa, mówiąc o domu mam na myśli związek swój i S. Oby na tym polu już tak zostało. Natomiast z takich mniej pozytywnych rzeczy to ostatnio zerwałam dwie przyjaźnie... ciężko mi się o tym piszę, ale wiecie co? Odetchnęłam z ulgą. Kiedyś usłyszałam, że niektórzy ludzie pojawiają się w naszym życiu tylko na chwilę, czasami nawet dłuższą, ale chwilę, a potem "wyrastamy" z niektórych relacji i nie ma w tym nic złego. Tak chyba coraz częściej zdarza się w moim przypadku. Mam dwie przyjaciółki, których jestem pewna w 100% i dam sobie rękę uciąć, że zawsze będą w moim życiu. 

Nawet nie wiem po co napisałam ten paragraf powyżej, ale jakoś tak przyszło mi do głowy. Generalnie chyba zakończyłam akcję sprzątania u mnie w domu i czuję się jakby coś spadło mi z barków (chociaż lepszym określeniem byłoby z głowy). Teraz jestem gotowa na nowy projekt - dieta!

poniedziałek, 4 maja 2026

long time no see

 Poniedziałek, 21:21



Jak to się mówi.. long time no see. Regularnie tutaj zaglądałam, ale jakoś nie mogłam się zebrać żeby coś napisać. Natomiast jak widzę nie tylko ja mam taki zastój twórczy, u innych także nic się nie pojawia. Oj skłamałabym gdybym powiedziała, że nie tęsknie za czasami kiedy ta społeczność była spora, zawsze było można kimś się zainspirować, wesprzeć, poczytać coś ciekawego. Tutaj już właściwie od lat czuję się jakbym pisała tylko dla siebie. Generalnie to nic złego, w końcu to mój pamiętnik, a z drugiej strony mogłabym też utworzyć zwykły plik w wordzie i może byłoby mi czasami łatwiej się wygadać. 

Za mną wspaniała majówka, super sobie odpoczęłam i odcięłam się trochę od pracy. Ostatnio nie jest łatwo, projekt jest trudny, a ja mam coraz więcej obowiązków. To spowodowało, że ten work life balance znacznie mi się zaburzył. Właściwie myślałam o pracy non-stop, nawet w nocy po wybudzeniu się. Koszmar. Na szczęście to kilkudniowe odcięcie dobrze mi zrobiło. A wracając do tematu majówki to spędziłam ją bardzo przyjemnie, byłam na termach, na polu tulipanów, w zamku w Ogrodzieńcu, na Pustyni Błędowskiej, nad jeziorem, wiele razy na lodach, śniadaniach i dobrych restauracjach.



Bardzo mi się podoba to zdjęcie!

Co oprócz tego? Już Wam kiedyś wspominałam, że od kilku miesięcy bardziej wciągnęłam się w tematykę minimalizmu. Pozbyłam się całkiem sporo rzeczy, a także sprzątałam mieszkanie kawałek po kawałku, aby lepiej je zorganizować. Czy widzę efekty? Tak! Znacznie łatwiej zachować mi porządek, jestem spokojniejsza, czuję się lepiej zorganizowana... same plusy! Bardzo koncentruję się na zużywaniu rzeczy - kosmetyki, świeczki, a także produkty spożywcze. Uważam, że spoko mi idzie. Nie oznacza, to że nie kupuję nic, wręcz przeciwnie! Po prostu teraz te zakupy są bardziej przemyślane. 

Diety nie mam - tyle w temacie

Związek układa mi się ładnie. 

Moja relacja z rodziną jest dziwna. Wiecie jak to odbieram? Wyobraźcie sobie, że ktoś znęcał się nad wasza najlepszą przyjaciółką przez kilka lat, a ty i tak od czasu do czasu spotykasz się z tą osobą. Niby okej, a z drugiej strony niesmak i odraza zostają. 




piątek, 3 kwietnia 2026

dołek psychiczny

 Piątek, 19:04


Powiem Wam, że ten tydzień był dla mnie dosyć trudny. Odezwał się u mnie syndrom do połowy pustej szklanki. Naprawdę uważam, że kiedyś zabiłabym za to żeby żyć swoim obecnym życiem, myślę że jest świetnie, ale dopóki nie zaczynam się porównywać z innymi. I właśnie w tym tygodniu to wypłynęło. Bo tutaj znowu słyszę o jakiś zaręczynach, tutaj koleżanka w ciąży, inni budują dom. I ja mam właśnie takie wrażenie, że ze wszystkim jestem spóźniona. Pociesza mnie jedynie myśl, że kiedyś tak samo myślałam z pracą, a jednak wszystko mi się ułożyło. 

W tym tygodniu gadaliśmy z S. trochę o naszym mieszkaniu (właściwie jego mieszkaniu, w którym razem mieszkamy) tak po prostu o rzeczach, które nam się tutaj nie do końca podobają. S. powiedział, że właściwie moglibyśmy zacząć szukać kolejnego, bo on już spłacił kredy na obecne mieszkanie, więc jest "wolny". Zaskoczył mnie tym, generalnie pozytywnie, ale wiecie jakie myśli pojawiły się w mojej głowie? Że chyba wolałabym sama kupić mieszkanie, bo moja matka wielokrotnie wyrzucała mnie ze swojego mieszkania, jakby nie było S. ponad rok temu chciał ze mną zerwać i też musiałam się wyprowadzić (finalnie do tego nie doszło, ale jednak). A ja chciałabym mieć miejsce, z którego nikt mnie nie wyrzuci. Wiecie co? Ilekroć o tym nie myślę, to robi mi się przykro. Trzeba mieć chyba bardzo skrzywioną psychikę i trust issue żeby w pierwszym odruchu myśleć właśnie o takich rzeczach. Zastanawia mnie też czy kiedykolwiek będę w stanie znowu zaufać S. tak jak wcześniej. Z jednej strony jestem pewna tego związku, a z drugiej, tak jak Wam już kiedyś mówiłam, wydarzenia sprzed roku bardzo odbijają się na naszej relacji. Wiem, że on planuje mi się w tym roku oświadczyć - powiedział mi, mam nadzieję, że to wydarzenie okaże się przełomowe i oddzieli przeszłość grubą kreską. 

Obiecałam sobie, że po świętach bardziej zadbam o swoją dietę. Robi się coraz cieplej, będzie więcej warzyw i owoców, więc nic tylko korzystać. Mam też plan wrócić tutaj do pokazywania potrwa, bo w ostatnich tygodniach trochę to zaniedbałam. 

Jutro popołudniu jadę do domu na święta - dramat. Nie lubię tego miejsca, czuję się tam niespokojna, zestresowana. Generalnie dobrze mi się on nie kojarzy, ale chyba nie ma mi się co dziwić. Ale pomyślałam, że skupię się na sobie - będę czytać książkę, oglądać filmy. Oczywiście na ile sytuacja pozwoli, bo różnie to może być. 

Od razu zrobiło mi się lżej na sercu po napisaniu tego posta. Od dwóch dni się strasznie męczyłam.