niedziela, 4 października 2026

deserki, koniec urlopu, nowy czytnik

 Niedziela, 17:31


Moje wolne powoli zmierza ku końcowi, ale nie specjalnie nad tym boleje bo raptem dwa tygodnie pracy i znowu lecę na urlop. Tym razem dłuższy i typowo wypoczynkowy, fajna jest ta końcówka roku. Niemniej jednak bardzo sobie teraz odpoczęłam, zregenerowałam się i nawet fajnie będzie wrócić do rutyny. Te ostatnie dwa tygodnie zamierzam sobie wypełnić w różny sposób. Jadę do babci, na paznokcie, do kina i to dwa razy, randki w nowych restauracjach i mam nadzieję, że przy dobrej pogodzie wpadnie wypad do Szczawnicy, która jest piękna jesienią. W piątek kupiliśmy także drona! I to nawet wybraliśmy takiego bardziej zaawansowanego. Mieliśmy ten zakup zaplanowany dopiero na wakacje na Malediwach, ale uznaliśmy, że fajnie będzie kupić go już teraz i trochę się przyzwyczaić do latania. 




Wczoraj uruchomiłam nowy czytnik. Super zakup! Jedna z lepszych rzeczy jakie posiadam. W ubiegłym miesiącu udało mi się przeczytać trzy książki, w tym już jedną i z pewnością wiele przede mną. 

A poniżej możecie zobaczyć deserki jakie upiekłam na urodziny chłopaka do jego pracy. Podzieliłam sobie pracę na trzy dni i muszę przyznać, że wyjątkowo sprawnie się z tym uwinęłam. 




Część dam koleżance jutro w pracy i kilka zawiozę także do babci. 


W piątek po odebraniu drona pojechaliśmy po sushi, aby uczcić ten zakup. 


Za godzinkę jestem umówiona z chłopakiem na wspólny seans filmowy. Dzisiaj wybrałam dla nas Rain Man. Także idę się kąpać, zrobię sobie na jutro śniadanie i rozsiadam się przed telewizorem z herbatką. Na jutro zrobiłam także zdrowy lunch zgodnie z moim założeniem, ale ehhh smakuje średnio. 


czwartek, 1 października 2026

city break w oslo

 Czwartek, 17:26


Dzisiaj w nocy wróciliśmy z wycieczki do Oslo. Generalnie było bardzo fajnie, ale Norwegia mnie nie zachwyciła. Poza tym było niesamowicie drogo. Podliczyłam sobie wszystkie koszty i za 2,5 dnia wyszło 2,607 zł, ale raczej oszczędzaliśmy. Wolałabym te pieniądze wydać w innym kraju, ale to był wyjazd urodzinowy dla chłopaka, więc ważne, że on był zadowolony. Mam nawet kilka zdjęć do pokazania. 








Powyżej zdjęcia z wycieczki na fiordy. Pogoda nam tego dnia wyjątkowo dopisała. Ponadto możecie zobaczyć mój nowy kolor włosów. Tak jak mówiłam, są trochę ciemniejsze, bardzo naturalne, przy twarzy mam dwa jasne pasemka. 




Kocham to! 


Wybraliśmy się także do muzeum Munch. To chyba mój ulubiony punkt tej wycieczki. To obraz, który bardzo mi się spodobał, oprócz tego widziałam także Krzyk i to w kilku odsłonach, najbardziej do gustu przypadła mi ta standardowa. 


Na koniec zdjęcie pięknej opery.


Generalnie trafiliśmy na super hotel, normalnie nie przywiązuje do tego większej wagi, bo tam zazwyczaj tylko śpimy, ale mimo to jestem zadowolona. Mieliśmy super widok z 9. piętra na panoramę miasta.

A jeśli chodzi o jedzenie, to mieliśmy śniadania w hotelu, a tak to powiem szczerze, że oszczędzaliśmy bo straszna drożyzna. Zwykła mała cola kosztowała 20 zł...



Słynna kardamonka - oczywiście spróbowałam i była wyborna. 


Byliśmy także w kawiarnii i tam skosztowałam cynamonki 


Jak zwykle będąc za granicą skusiłam się na żelki na wagę. Kocham wyschnięte żelki xd


Byliśmy także na street foodzie i było pyszne! 

Niestety, ale w samolocie w drodze powrotnej zorientowałam się, że mój czytnik się zepsuł. Miałam go ponad 4 lata i niemal codziennie używałam, bez niego jak bez ręki. Na dodatek zaraz po wyjściu z samolotu dostałam okres - chyba z tego stresu. Na szczęście chłopak od razu powiedział, że kupi mi nowy, powinien być u mnie już jutro. Bardzo się cieszę. Niby mogłam sobie na niego pozwolić, to nie jest jakaś super droga rzecz, ale fajnie, że mam w kimś wsparcie finansowe. 


Zawsze z każdego kraju staram się przywieźć sobie jakąś pamiątkę. Z Norwegii przywiozłam sobie taką muszelkę, oryginalnie to mydelniczka, ale ja będę tego używać na biżuterię. 


A tutaj jestem już przygotowana na pieczenie deserków na urodziny chłopaka do pracy. Meeega sie cieszę! W sobotę dokupię sobie jeszcze jakieś świeże owoce żeby mieć do babeczek. Może jakieś malinki albo borówki? 


Dostałam dzisiaj od chłopaka kwiaty, ostatnio praktycznie co tydzień dostaje jakiś mały bukiecik. Bardzo mnie to cieszy. 

Właśnie olejuje sobie włosy, za chwilkę zrobię everything shower bo chcę się trochę zregenerować. Nie czuję się zbyt dobrze przez ten okres. Byliśmy dzisiaj na zakupach spożywczych, ja cały czas na uwadze miałam, że chcę się bardziej ogarnąć z jedzeniem. Wymyśliłam sobie sama przepisy na zdrowe bowle. Jeden to połączenie kaszy z buraczkami, a drugi kasza, feta, edamame i suszone pomidory. To mi się przyda zwłaszcza przed wakacjami all in. 


niedziela, 27 września 2026

dzień przed wylotem

 Niedziela, 16:41


Właśnie nałożyłam olejek na włosy i stwierdziłam, że wypadałoby się tutaj odezwać ostatni raz w tym miesiącu. Przeziębienie już powoli (bardzo powoli) mi przechodzi, więc cieszę się, bo jutro przed 6 mam wylot od Oslo. Wczoraj byłam u fryzjer, pewnie jakoś na dniach dodam zdjęcie. Ale zdecydowałam się na ciemniejsze odcienie, takie bardziej eleganckie, na których odrost nie będzie się rzucał w oczy. Jestem mega zadowolona z efektu, w końcu poczułam, że to jest mój kolor, o dziwo wygląda jak mój naturalny, więc chyba faktycznie natura zawsze wie co robi. Z pewności na ten okres jesienno-zimowy przy nim zostanę, a na wiosnę wrócę do ciutkę jaśniejszego koloru. 

Po fryzjerze zaprosiłam chłopaka na obiad do naszej ulubionej wietnamskiej restauracji. Chciałam mu się odwdzięczyć, bo jednak ostatnio ciągle gdzieś mnie wozi - do fryzjera, lekarza, galerii itd. Mega to doceniam. Wracając do restauracji, zamówiłam sobie zupkę pho bo potrzebowałam takiego dania w czasie choroby. 


Obiecałam sobie, że po powrocie do pracy mega przykładam się do diety. Teraz nie jest źle, jadam raczej lekko i bez szaleństw, ale jednak potrzebuję większej kontroli. Akurat będę miała motywację, bo chyba uda nam się polecieć na te wakacje na Wyspy Zielonego Przylądka. Ale powiem Wam, że to wszystko jest takie stresujące i problematyczne... to przez bierność i zwłokę linii lotniczych. Ah.. pocieszam się, że przynajmniej bardziej docenię te wakacje. Mam nadzieję, że wszystko wyjaśni się w przyszłym tygodniu i uda nam się wykupić wyjazd. Trzeba myśleć pozytywnie. 

Miłego tygodnia! 



piątek, 25 września 2026

get out of the box

 

Piątek, 13:13



Dzisiaj jest pierwszy dzień,  w którym czuję się trochę lepiej. Bałam się, że nie zdążę wyzdrowieć przed Oslo, ale chyba będzie okej. Jutro jadę do fryzjera, umówiłam się już kilka miesięcy temu, jestem mega podekscytowana, bo chcę trochę zmienić kolor. Zobaczymy jak to wyjdzie. 

Przez ostatnie dwa dni zrobiłam mega, ale to mega dużo i to w niemal w ogóle nie wstając z łóżka. Ogarniałam rzeczy na telefonie, głównie jakieś wyjazdy, prezenty, zakupy. Czyli coś co i tak musiałam zrobić, ale potrzebowałam takiego jednego czasu aby nad tym usiąść. Z najbardziej ekscytujących rzeczy to nasza podróż na Sri Lankę jest już ogarnięta w niemal 100%. Udało mi się już nawet zarezerwować nocleg na Malediwach!!! Wiecie jakie to niesamowite uczucie bookować takie wakacje? Dobrze zrobiłam biorąc to zwolnienie w pracy, nie dość, że się wykurowałam to jeszcze przydał mi się ten czas na tzw. sprawunki. 

Ostatnio na tik toku trafiłam na bardzo fajnie filmiki. Ja mogę się pod nimi podpisać nogami i rękami, nic się nie zmieni dopóki wy/my nie wyjdziemy z "pudełka", z tych schematów, które nas trzymają, z monotonii. Może mało kto pamięta ten okres mojego życia, ale tak było także ze mną w lipcu 2021. tutaj można o tym poczytać Byłam wtedy na skraju załamania nerwowego, albo właśnie je przechodziłam i właściwie jednego dnia podjęłam decyzje, które zmieniły moje życie o 180 stopni. Rzuciłam studia, dietę, ścięłam włosy i postanowiłam sobie, że wyjeżdżam z Polski. I ja myślę, że te decyzje mnie uratowały. Moje życie w rzeczywistości zmieniło się dopiero w momencie, w którym podjęłam "niewygodne" decyzje i spróbowałam czegoś nowego. Na zawsze będę wdzięczna samej sobie, że to wtedy zrobiłam, bo coś mi się wydaje, że już by mnie tutaj nie było.





Przy okazji odszukiwania posta, który podlinkowałam Wam powyżej trafiłam także na inne i nawet kilka poczytałam. To niesamowite jak ja się zmieniłam przez te kilka lat, jestem zupełnie w innym miejscu w życiu - w lepszym! zdecydowanie! Czuję, że to moje życie już jest takie ułożone, bardziej stabilne. 

Na wyjazd do Oslo też już jestem prawie gotowa. Kosmetyki spakowane, a ubrania dopakuje przez weekend bo jeszcze się suszą. Odprawa zrobiona, parking załatwiony, plan podróży ułożony, wydatki zaplanowane. Niestety, ale pogoda ma być bardzo deszczowa, ale mówi się trudno. Mam nadzieję, że nie popsuje mi to radości z wyjazdu. Po powrocie z Oslo mam jeszcze dwa dni wolnego, bo została mi masa dni w pracy. W czwartek zamierzam iść na premierę Lalki do kina - dostałam zaproszenie od chłopaka, bo kocham książkę. A w piątek i w weekend mam w planie robić monoporcje dla S. do pracy, bo na początku października ma urodziny i 10 lecie pracy w firmie. Już większość składników mam kupionych, rozdzieliłam sobie także prace na trzy dni i ułożyłam w odpowiedniej kolejności, aby cały proces łatwo poszedł. Oj nie mogę się doczekać! Kocham takie rzeczy. 

W ogóle na listopad umówiłam nas też na profesjonalną sesję zdjęciową! Haha zawsze chciałam wziąć w takiej udział, więc super się złożyło. Akurat znalazłam na tik toku dziewczynę, która dopiero zaczyna, więc cena jest korzystna. I teraz znowu wychodzi moje delulu, ale pomyślałam, że jakieś zdjęcie wykorzystam do zaproszeń ślubnych haha 

Teraz idę podgrzać sobie zupę na obiad, a potem będę czytać książkę, bo już wszystko, co miałam do zrobienia to zrobiłam. Nawet mieszkanie udało mi się posprzątać z rana. Szkoda tylko, że przez te kilka dni się nie wyspałam, niestety nos mam tak zatkany, że ciągle się budziłam. 


środa, 23 września 2026

urlop czas start! choroba, sukienka zaręczynowa i zmiana planów wyjazdowych

 Środa, 10:31


Zgadnijcie kto jest chory? Ja! Właściwie to nawet nie chora, a jedynie przeziębiona, ale jednak od ubiegłego poniedziałku zamiast mi się poprawiać to jeszcze się pogorszyło. Dlatego zdecydowałam się wczoraj pójść do lekarza i dostałam zwolnienie do końca tygodnia. A od następnego tygodnia zaczynam już urlop. Normalnie pewnie nawet bym nie szła do lekarza, ale na wyjazd do Norwegii chcę być zdrowa, poza tym uczę się, że trzeba sobie odpuszczać. 

Rano wstałam i się wykąpałam, zjadłam dobre śniadanie i nastawiłam rosół, więc mam nadzieję, że jakoś mi pomoże pokonać chorobę. Przed chwilą też szybko odkurzyłam i umyłam podłogi. Resztę dnia mam zamiar spędzić już w łóżku. Piję niesamowite ilości płynów... dzisiaj to już z pewnością ponad trzy litry. Tak niesamowicie mnie suszy, ale zawsze tak mam gdy zdrowie nie dopisuje. W ogóle koleżanka w pracy powiedziała mi, że ta choroba może być wynikiem przemęczenia. Może i trochę racji w tym jest. Mamy koniec września, a ja miałam w tym roku raz trzy dni wolnego, a drugi raz pięć. Natomiast tą końcówką roku trochę sobie nadrobię. 

Moje plany wyjazdowe na te ostatnie miesiące znaczenie się zmieniły. Po kolejnych problemach z wylotem do Dubaju powiedziałam S. żeby to odwołał. Nie mam już siły się tak męczyć, wakacje powinny być przyjemnością, a z tym wyjazdem ciągle coś było źle. Już chyba wolę jechać w inne miejsce, ale przynajmniej mieć spokojną głowę. Postanowiliśmy pojechać na dłużej, ale połączyć dwa wyjazdy w jeden- bo ciężko lecieć gdzieś poza Europe na pięć dni, a w Europie z kolei już pogoda nie dopisuje. Naszym planem są wakacje all in na Wyspach Zielonego Przylądka. Wybraliśmy super hotel. Normalnie jesteśmy bardzo oszczędni i zawsze wybieramy najtańsze opcje, ale tym razem stwierdziliśmy, że "damy sobie". Także wybraliśmy bardzo ładny, pięciogwiazdowy hotel, nowy, wyspę z kilkoma atrakcjami i wręcz rajską plażą. Ja dla siebie upatrzyłam sobie zajęcia z jogi i pilatesu a nawet mam zamiar pójść na masaż. Teraz czekamy żeby tylko na pewno zwrócili nam kasę za Dubaj (a tyle razy zmieniali terminy lotów, że mam nadzieję, że nie będzie z tym problemu) i kupuje wycieczkę. To będzie cudownie relaksujący wyjazd i nie ukrywam, że mam ogromną nadzieję, że wrócę z niego zaręczona. Jestem mega podekscytowana tym faktem. Wybrałam już sobie nawet sukienkę na tę okazję.


Wybrałam taką prostą sukienkę, którą wiem, że będę mogła jeszcze nie raz założyć. Zamówiłam też sobie na to taką elegancką narzutkę, a no i bransoletkę na rękę - mam nadzieję, że mi przyjdą w tym tygodniu. I takie piękne kolczyki, które widzicie na zdjęciu. 
Kurcze powiem Wam, że jeśli się mylę co do tych zaręczyn, to przeżyję ogromne rozczarowanie. Ale z drugiej strony byłby totalnym idiotą gdyby mi się nie oświadczył teraz kiedy między nami tak super się układa i to już od długiego czasu. 

Idę zająć się czytaniem książki :) 


niedziela, 20 września 2026

kilka ciekawych filmików, mój weekend i działam na 200%

 Niedziela, 18:33



Cały poprzedni tydzień minął mi pod znakiem lekkiego przeziębienia, niby nic takiego, ale nie czułam się najlepiej. W ten weekend też raczej wypoczywałam i jest mi z tym super. Nadgoniłam także jakieś zaległości, które zebrały mi się w tygodniu - sprzątanie mieszkania i prasowanie. 

Poniżej wstawiam filmiki, które ostatnio znalazłam na tik toku, mam nadzieję, że da je się uruchomić. Bardzo mnie poruszyły. 





Ja nienawidziłam swoich urodzin, bo moja mama zawsze skupiała się na sobie - że ona musi coś zrobić, upiec, że jest zmęczona i takie tam. Pamiętam, że w jednym roku obiecała mi jakąś imprezę urodzinową (byłam jeszcze dzieckiem), po czym jak nie zrobiłam czegoś co sobie uwidziała to powiedziała, że wszystko odwołała. Oczywiście potem się okazało, że żadnej imprezy w planach nie było. Ale może to nawet lepiej, bo gdy innym razem faktycznie doszła do skutku, to byłam jedynym dzieckiem, które nie dostało tortu, bo byłam za gruba. 


Ten filmik wręcz mnie zabił. Zawsze jest życzliwa? Zawsze jest po Twojej stronie? Moja mama zawsze była po stronie innych osób, nie ważne kogo, byleby nie mojej. Ja z dzieciństwa pamiętam tylko awantury, nic więcej. Pretensje były dosłownie o wszystko, nawet o to, że jestem za spokojna, za cicha.




Ja też słyszałam takie teksty, najgorsze było jak mówiła to do kogoś kiedy ja stałam obok. Na przykład jak ktoś mówił, że ładna ze mnie dziewczynka, a ona odpowiadała tym charakterystycznym dla siebie "fukającym" tonem głosu "co z tego, że ładna jak gruba". Chodziłam wtedy do przedszkola, a mimo to pamiętam jakby to było wczoraj. Albo jak przed każdym wydarzeniem rodzinnym była awantura o to, że jestem gruba a inne dziewczynki są takie szczuplutki i tylko ja będę takim pasztetem. 


Ja także słyszałam, że "mi nic nie można powiedzieć, bo się od razu obrażam". I tak było, obrażałam się i słusznie. Bo ciągle słyszałam, że jestem głupia, gruba, leniwa, dyslektyczka, inni to są super a ja tłuścioch i brudas. Od zawsze w szkole miałam problemy z pisaniem i moja mama robiła mi dyktanda, które miały opisywać mnie "brudas, tłuścioch, cwel". 

Obecnie rzadko mówię tutaj o moich relacjach z matką. Od kiedy się wyprowadziłam utrzymujemy ze sobą sporadyczny kontakt, głównie sms, na żywo widziałam się z nią kilka razy i za każdym razem było to bardzo stresujące. Już mnie nie wyzywa, ale nadal zwraca się do mnie gorzej niż do psa... 

Zmieniając temat...




Ostatnio w każdy weekend coś piekę. W tym tygodniu padło na ciasto ze śliwkami i kruszonką. 


Zrobiłam także shoty na odporność. Pomarańcze, cytryna i imbir. 


W ten weekend obejrzałam całą Lalkę. Bardzo mi się podobała, mimo że nie była całkowitym odwzorowaniem książki. Korzystając z tego, że wykupiłam sobie Netflix na miesiąc oglądam także sagę Potwór. 


Moja ulubiona fryzurka do pracy ostatnio. Mega prosta, ale słodka. 


A to mój poranek. Kolagen w tle, gazetka, kawka i relaks. Lubię niedzielne poranki. 


W tygodniu miałam w pracy dzień hot-doga więc skorzystałam. Był meggga dobry.




W piątek zrobiliśmy sushi - pycha! 




A wczoraj byliśmy w KFC na obiedzie. W soboty nigdy nie gotuję, więc zawsze jemy gdzieś na mieście. 

5 grudnia lecę na wakacje do Egiptu, pierwszy raz na all in. Do tego czasu zamierzam dawać z siebie 200% w każdej dziedzinie życia. Nawet na blogu zamierzam być bardziej aktywna. 


środa, 16 września 2026

choroba, słodki stół i sukienki zaręczynowe

 Środa, 20:14


Miałam na ten tydzień zupełnie inne plany, ale niestety trochę się pochorowałam. Nie jest źle, do pracy chodzę, ale szczerze mówiąc nie czuję się jakoś super. Mam nadzieję, że do weekendu mi przejdzie, wieczorami staram się odpoczywać, dużo piję i biorę leki. W pracy na szczęście wszystko okej, to dobrze bo przez tą chorobę przyda mi się taki spokojniejszy czas. 

Powoli przygotowuje się do urodzin chłopaka, które są za trochę ponad dwa tygodnie. Główny prezent oczywiście już dla niego mam (wycieczka do Oslo), ale planuje dokupić jeszcze bon do piwnego spa dla nas obojga i trochę słodyczy. W tym roku w dzień jego urodzin wypada także jego 10 lecie pracy w obecnej firmie, więc poprosił żebym coś upiekła. Meeega chętnie się zgodziłam. Co prawda tradycyjnego torta sobie odpuszczę, bo nie chcę się porywać z motyką na słońce, ale stwierdziłam, że zrobię mini deserki. 

Poniżej daje trochę inspiracji. Ja mam już wszystko rozpisane, panuje zrobić mini kawałeczki brownie (jak na zdjęciu), babeczki z budyniem i owocami, a także z kremem cytrynowym i bezą. Oraz moje popisowe monoporcje w kubeczkach w kilku smakach: tiramisu, princessa kokosowa, malinowa chmurka, kinder bueno oraz snickers. Cieszę się, że w końcu będę miała okazję trochę więcej czasu spędzić w kuchni. Miałam także pretekst żeby w końcu kupić sobie nowy blender/mikser! Poprzedni zajechałam totalnie. Dzisiaj już do mnie dotarł, ale przez złe samopoczucie jeszcze go nie testowałam. 







A jak już jesteśmy w temacie jedzenia to daje także inspirację na moje dzisiejsze śniadanie. Wytrawne gofry z serka wiejskiego. Kocham! 



A tutaj obiad na jutro. Kasza bulgur, pomidor, ogórek, jalapeno, feta i na samą górę dałam rukolę. W wersji dla chłopaka jest także boczek. 


Wczoraj zrobiłam także spore zamówienie na shein i kupiłam sobie aż 9 sukienek... zaręczynowych. No tak, dobrze czytacie i możecie nazwać mnie delulu. Ale szczerze? Chyba po prostu jest to kobieca intuicja. Oczywiście z tych sukienek wybiorę jakąś jedną, ale zamówiłam sporo aby sobie poprzymierzać i wybrać taką, w której będę się czuła najlepiej. Osiem jest białych, a jedna czerwona. Kupiłam także kolczyki, które myślę, że będą idealnie pasować do morskiego klimatu. 

W tym tygodniu bardzo pilnuje się z dietą, bo niestety, ale nic nie ćwiczę. Okroiłam trochę kalorii z kolacji i nie jem w pracy II śniadania. Natomiast myślę, że finalnie wychodzę na zero, bo nadrabiam sokami do herbaty, które mają w sobie dużo cukru. Idę poczytać książkę w łóżku, bo nie czuję się najlepiej. 


niedziela, 13 września 2026

niedzielka

 Niedziela, 16:44



Weekend powoli się kończy. Bardzo udało mi się odpocząć, a przede wszystkim trochę "nadgoniłam" sen. W ciagu tygodnia roboczego trochę mi tego brakuje, codziennie wstaje o 5:40, mimo że nie muszę, bo mogę być w pracy, na którą mi się podoba, ale lubię trzymać się stałego schematu i być w biurze już na 7. Właśnie włączyłam sobie film, z Nowym Jorkiem w tle. Nie mogę uwierzyć, że już w przyszłym roku będzie mi tam dane spędzić kilka dni. To zawsze było moje ogromne marzenie. To mój prezent urodzinowy od S., na urodziny, które mam dopiero w styczniu, ale wygadał się już jakiś czas temu. I dobrze! Mam się na co cieszyć :) 


Ostatnio mówiłam Wam, że staram się otwierać na nowe. I w tym tygodniu zrobiłam sobie takie paznokcie, w mojej opinii nieźle poszalałam, ale są piękne. 


W tygodniu jestem dosyć zajęta, więc dzisiaj ugotowałam posiłki na najbliższe trzy dni. 

Od lewej:
Risotto dyniowe z boczkiem/tofu
Makaron udon z mieszanką warzyw i krewetkami 
Pieczone warzywa (bakłażan, cukinia, batat i papryka) z kurczakiem/tofu i do tego będzie sos z jogurtu greckiego i jalapeno 


Wczoraj kupiłam kilka rzeczy na kolejne wyjazdy. Plecak, zdecydowałam się na trochę lepszy, bo ostatnio stawiam coraz częściej na jakość. Trochę maseczek i płatków pod oczy typowo na wyjazdy, bo na co dzień korzystam z takich w dużym opakowaniu. Kupiłam też żele antybakteryje w Bath and body oraz małe opakowanie żelu i szamponu. Lubię sobie tak wszystko na spokojnie ogarnąć i mega mnie to cieszy. 

Od jutra wracam także do większego relacjonowania mojej diety na blogu. W styczniu mam 30 i serio czuję, że wtedy zacznie się najlepsza dekada mojego życia... chcę być na nią przygotowana. 

Uciekam się teraz wykąpać, potem gra w Sims a na 20 jestem jak zwykle umówiona z chłopakiem na niedzielny film i seks. Kocham te powolne i relaksujące końcówki każdego tygodnia. 


sobota, 12 września 2026

zupełnie nowy rozdział

 Sobota, 18:51



Hejka! 

Miałam dzisiaj usiąść i dodać tutaj masę zdjęć z ostatniego czasu, niestety okazało się, że większość zrobiona jest w formacie HEIC, którego blog nie obsługuje... Eh w takim razie zdjęcia na bloga będę robiła w innym formacie, gorszej jakości, ale przynajmniej będą. 

Ostatnio Wam powiedziałam, że wstąpiła we mnie jakaś nowa energia i bardzo się cieszę na kolejna porę roku. Zamierzam ją wykorzystać nie w 100, a w 200%! 



Byłam wczoraj w Action i kupiłam dwie nowe rzeczy, bo stwierdziłam, że w moje jesienne hobby warto zainwestować trochę pieniędzy. Także kupiłam myszkę, bo zamierzam wrócić do dodawania wpisów z laptopa i dużo zdjęć, czego z telefonu robić nie mogę. Przyda mi się też do grania w Simsy, właśnie mi się ściągają na drugim laptopie, więc już dzisiaj będzie grane. A słuchawki kupiłam żeby dogrywać dźwięk do filmików, które od czasu do czasu wrzucam na tik toka - teraz w okresie jesienno-zimowym zamierzam się na tym bardziej skupić, bo będę miała czas. Poza tym baaardzo to lubię. Zawsze byłam dosyć twórczą osobą, więc nie dziwię się, że i to przypadło mi do gustu. 

Dzisiaj byliśmy z S. w Galerii Krakowskiej, bo powoli przygotowuje się na moje małe i duże wyjazdy, o których pisałam Wam w poprzednim wpisie. Potem poszliśmy na spacer po rynku i zjedliśmy gorącego precla z malinami i białą czekoladą. Obiad zjedliśmy natomiast w McDonald's i tam zdecydowałam się na menu sezonowe. Ostatnio bardzo często decyduje się na poznawanie nowości, nie chodzi tylko o jedzenie, ale także inne rzeczy. Kiedyś brałam tylko sprawdzone opcje, nic nowego, najchętniej to nuggetsy z menu dziecięcego, a ostatnio mega szaleje i dobrze mi z tym. Próbuje także nowych aktywności, regularnie chodzę na basen, pilates i zaczęłam nawet czytać gazety! Oczywiście tematyka kryminalna nadal u mnie góruje, nawet w gazetach i zakochałam się w kolejnych wydaniach Detektywa. Czytam także zdecydowanie więcej książek, w tym miesiącu już dwie. 

Idę się za chwilkę wykąpać. S. ściąga mi Simsy na laptopa, a ja zamierzam zrobić sobie jeszcze jakąś fajną kolacje i rozsiądę się na kanapie. 
życie jest piękne. 


piątek, 11 września 2026

Witamy wrzesień

Piątek, 11:12 

Przez ostatnie niemal dwa tygodnie nie odzywałam się tutaj, bo po pracy miałam dużo… pracy. Ah nie ważne właściwie już prawie skończyłam, a przynajmniej jakaś dodatkowa kasa wpadła. Jednakże drugi raz bym się nie podjęła, jestem już chyba w takim wieku, że po pracy potrzebuję wytchnienia od wysiłku intelektualnego. Mogę zapieprzac po domu, coś ogarniać i inne tego typu rzeczy, ale kolejna porcja myślenia to dla mnie chyba za dużo. 

Teraz w pracy mam trochę czasu to postanowiłam się na spokojnie odezwać. U mnie generalnie wszystko w porządku, ale znowu pojawiły się problemy z tym wylotem do Dubaju. Już trzeci raz w tym roku odwołali nam lot. Oczywiście zaproponowali alternatywę (inny dzień), ale nie jest to już dla nas tak korzystne. Gdybym teraz mogła wybierać to chyba już bym sobie odpuściła, bo jestem psychicznie zmęczona tym wyjazdem. Poza tym do samego końca będę czuła strach, ze odwołają po raz kolejny. Uspokoję się chyba dopiero po wejściu na pokład. Poza tym S. bardzo naciska żebyśmy lecieli (tak też mnie to dziwi), dodatkowo wynajął super hotel (na Palmie Jumeirah) i nawet jak zaproponowałam, że ja w takim razie zorganizuję tam jakieś atrakcje to powiedział, że on też chce w tym uczestniczyć. Aa no i jeszcze kupił w samolocie miejsca obok siebie, a jak ktoś kiedyś z Was leciał jakimiś lepszymi liniami lotniczymi jak Emirates to wie, że to także sporo kosztuje. Wszystkie znaki na niebie i na ziemi wskazują mi na jedno!!! Albo jestem delulu albo wydaje mi się, że on mi się tam serio oświadczy… Nie chcę tego natomiast jakoś super analizować żeby nie zepsuć sobie ewentualnej niespodzianki. 

Jakie macie plany na ostatnią połowę roku? U mnie lato było bardzo intensywne, więc te miesiące jesienno zimowe planuję spędzić bardziej na spokojnie. Dużo książek, spacerów, basenu, porządków w domu, pilates. I też co miesiąc przez cały ten czas mam jakiś wyjazd. W tym miesiącu lecę do Oslo, w kolejnym Dubaj, w listopadzie Berlin i jarmarki świąteczne, w grudniu all inclusive w Egipcie oraz wyjazd do Kołobrzegu na Sylwestra, a w styczniu Sri Lanka i Malediwy. Na wiosnę natomiast lecimy do Nowego Jorku (mój prezent urodzinowy od S.). Zapowiada się przepiękny czas dla mnie, jestem pełna spokoju i pozytywnej energii. Poza tym im więcej znaków na niebie i ziemi świadczy o tym, że niedługo zostanę narzeczona, tym lepszy staje się mój związek, bo mam wrażenie, że patrzę na S. z jeszcze większą miłością. A już największa miłość to mnie ogarnia jak go sobie porównuję do niektórych chłopakow z którymi pracuje (bo spędzam z tymi osobami najwięcej czasu), wtedy to co chwila dziękuję wszechświatowi, że trafiłam na taką osobę, a nie jednego z nich… Nie zrozumcie mnie źle, to nie są jacyś tyrani, nic z tych rzeczy, ale wydaje mi się po prostu, ze to jest takie nijakie, średnie, bez polotu. Nie wiem nawet jak mam Wam to opisać żebyście zrozumiały, ale serio mam takie myśli od dłuższego czasu i pojawiają się coraz częściej. 

Powyżej napisałam trochę o moich długoterminowych planach a jeśli chodzi o takie najbliższe dni, to na szczęście za kilka godzin zaczynam weekend. Za chwilę wracam do pracy, ale jeszcze wcześniej zrobię sobie Orange espresso (kocham), po pracy jedziemy na zakupy spożywcze, a wieczorem do restauracji po kuchennych rewolucjach Magdy Gessler. Mieliśmy taki plan już na poprzedni piątek, ale niestety dostałam okres i kiepsko się czułam. Zawsze w piątki chodzę też na spacery, ale dzisiaj przez pogodę nie wiem czy to wyjdzie, bo od rana dosyć mocno leje. W weekend mam kilka rzeczy do ogarnięcia, ale są to raczej małe rzeczy jak wizyta w galerii. Chcę też iść na spacer po rynku, bo czasami lubię się poczuć jak turystka. W przyszłym tygodniu w jeden dzień idę na basen, w inny na siłownię (dostałam darmową wejściówkę) i chcę też odwiedzić babcię. 

Rozpisałam się i zasiedziałam, ale chciałam Wam dać update z życia. Wracam do pracy :) 

niedziela, 30 sierpnia 2026

weekend w domu

 Niedziela, 11:40



Nie wiem kiedy ostatnim razem spędziłam cały weekend w domu, ale teraz właśnie tak jest. Co prawda mamy wczesną godzinę, ale to się już raczej nie zmieni. Wczoraj jakoś opadłam z sił i nie miałam humoru, mimo iż nic złego się nie stało. Dzisiaj już natomiast jest lepiej. I tutaj widzę w swoim życiu kolejną ogromną zmianę. Bo kiedyś jak nie miałam humoru to robiłam wszystko żeby jeszcze bardziej siebie dobić (wiem jak dziwnie to brzmi), ale obżerałam się, nie brałam wieczornego prysznica i pogrążałam w jakiejś dziwnej żałobie. A teraz? Coś tam ugotowałam, oglądałam serial, zjadłam normalną kolację i zrobiłam rozbudowaną pielęgnacja. Nie mówię, że jakoś super mi się poprawiło, ale przynajmniej nie ma tego ciągłego "zacznę od jutra". 

Poprzedni tydzień super spędziłam. Byłam na pilatesie o zachodzie słońca i w ramach tego dostałam darmową wejściówkę na siłownie - super! z pewnością skorzystam, byłam też na basenie. W tym tygodniu także planuje iść na basen, chociaż powiem Wam, że to droga impreza bo wejściówka na godzinkę kosztuje 40 zł... Chciałabym tez pójść do kina na tanie środy, bo wyszła kolejna część mojego ulubionego horroru. A jutro po pracy widzę się z koleżanką. No i chyba tak cały tydzień mi ucieknie, ale to dobrze. Nie mam nic przeciwko temu, że czas upływa, cieszę się, że wypełniam go tak super rzeczami. 

Teraz muszę chwilę popracować, potem zjemy obiadek, który właściwie już jest ugotowany, a wieczorem oddajemy się Hotelowi Paradise, planowaniu wakacji i miłym chwilom 

poniedziałek, 24 sierpnia 2026

Moja wish lista

Niedziela 18:24 


Za 20 minut umówiłam się z chłopakiem na wspólne oglądanie serialu, w między czasie sama kończę oglądać film, który zaczęłam wczoraj. Także pomyślałam, że się tutaj odezwę póki mam czas, bo w tygodniu staram się skupiać na innych rzeczach. Chociaż przyznaję, że od kiedy zdecydowałam się dodawać wpisy z telefonu jakoś łatwiej jest mi prowadzić tego bloga. 

Chciałam Wam dzisiaj trochę opowiedzieć o moje wish liście. To dosyć ciekawy temat i ostatnio często o niej myślę. Kilka miesięcy temu umówiłam się z chłopakiem, że stworzymy swoje wish listy i się nimi wymienimy. Jak będzie jakaś okazja albo nawet bez to będziemy sobie coś kupować z tej listy tak aby każdy dostał rzecz, która jest mu potrzebna. Tak jak Wam kiedyś powiedziałam, bardzo zainteresowałam się tematyką minimalizmu i zwracam uwagę co przynosimy do domu i aby było to nam potrzebne. No ale ta listę wysłałam już pół roku i temu i nie dostałam z niej absolutnie nic. I to nie dlatego, że S o niej zapomniał, albo nie ma pieniędzy czy coś takiego. To kwestia tego, że S ze wszystkim zwleka. To chcąc nie chcąc często odbija się na naszym związku i życiu. Przykładowo na tej mojej liście był piknik, a wiadomo że tego się zima nie dało zrealizować, więc on tak czekał i czekał na lato, ciągle mówił o pikniku, a lato już niemal przeminęło. Od kilku tygodniu usiłuje go namówić żebyśmy w końcu wzięli się za organizację wakacji w styczniu (zawzięłam się i nie ma mowy żebym to sama zrobiła) to ciągle słyszę, że jutro. Ale to nie jest tak, że on o tym zapomniałam, bo stale słyszę, że “musimy się za to zabrać”. Powiem Wam, że tak mnie już to zaczęło irytować, że coraz częściej zaczęłam działać sama. Nie robię tego żeby mu dokuczyć, nawet szczerze uważam, że to dobrze, że bardziej się skupiam na sobie, ale  z drugiej strony mam takie dziwne uczucie w sobie. Może to właśnie stawianie siebie na pierwszym miejscu budzi we mnie jakieś dziwne uczucia? Ale sama zaczęłam spełniać swoją wish listę, to nigdy nie były duże rzeczy. Kupiłam sobie kubek termiczny, zabrałam siebie na zajęcia z ceramiki, jutro wybieram się sama na basen, a w piątek kupiłam sobie wejście na pilates na świeżym powietrzu. S to zauważył i powiedział, że nawet jest mu głupio i “już coś zaczął działać z moją listą”, ale to było jakiś czas temu i szczerze puściłam to mimo uszu. 

Myślę że jestem też trochę przewrażliwiona na punkcie tego jak ktoś mówi, że coś zrobi i tego nie robi- zwłaszcza gdy mi coś obiecuje. Moja mama robiła to notorycznie i zawsze nic z tego nie wychodziło lub (co gorsza) coś mi dawała, a potem kazała to oddawać - zabawki, pieniądze lub jakieś przywileje. Nawet powiedziałam o tym S (a ja nigdy nie mówię o swojej przeszłości) i myslalm, że to pozwoli mu mnie lepiej zrozumieć, ale chyba nic z tego. 

Tak samo nie chodzi mi o to, że on mi nie kupuje rzeczy, które sobie wpisałam na tą listę. Bo ja sama mogę sobie kupić te rzeczy lub je zrealizować. Mi chodzi właśnie o to chodzenie i gadanie, ale i tak nie robienie niemal niczego i ciągle ciągle ciągle zwlekanie. Ja bym się nie zdziwiła gdyby on zabrał mnie na te wakacje do Dubaju ale się nie oświadczył bo nie zdążył kupić pierścionka. Serio mówię. Jednocześnie nie zamierzam już więcej rozmawiać z nim na ten temat, poruszałam go już wiele razy, a on nie jest dzieckiem. 

Poniedziałek, 13:27 

Wczoraj nie udało mi się skończyć pisać posta, więc robię to teraz. 

Kontynuując… nie zamierzam już więcej rozmawiać z nim na ten temat i pisząc to mam na myśli to zwlekanie ze wszystkim, a nie zaręczyny, chociaż i o tym nie mówię. Pamiętam jak jakoś w marcu gdy gadałam na ten temat z koleżanką to się mnie zapytała dlaczego po prostu nie postawię z nim sprawy jasno i nie powiem o swoich oczekiwaniach. S jest bardzo przewrażliwiony na punkcie “rozkazywania mu” i gdybym mu powiedziała “albo oświadczysz się do końca roku albo z nami koniec” (w dużym uproszczeniu) to wiem, że on potraktowałby to jako ultimatum i powiedział, że on na to nie idzie. Ponadto raz z nim poruszyłam temat oświadczyn i sam z siebie powiedział, że i tak zamierzał to zrobić w tym roku, jeśli się nie wywiąże to będzie to dla mnie jasny znak. Bez względu na powód przez który tego nie zrobi. 

Powiem Wam, że nie boję się ewentualnego rozstania. Jeszcze rok temu mnie to przerażało, ale im częściej brałam pod uwagę taką opcję tym bardziej się z nią oswajałam. Przez ostatnie 1,5 roku robiłam dosłownie wszystko żeby nie zostać jak to się mówi z “ręką w nocniku”. Zadbałam o wszystko- nowe lokum, przewóz rzeczy, podział rzeczy, dokumentację, nawet na wszystkie plany związane z wakacjami także patrzę przez pryzmat rozstania. Rezerwację są na mnie, wszystkie mogę bezpłatnie odwolac lub biorę pod uwagę wylot samej. Ponadto w pracy ma zarezerwowane kilka dni wolnego na ewentualną przeprowadzkę. Ktoś powie, że to przesada, ale taka samodzielność jeszcze nikogo nie zabiła, a ja czuję się bezpieczniej. 


















piątek, 21 sierpnia 2026

To zmieniło moje życie

 Znowu jestem w pracy i postanowiłam się tutaj odezwać. Dla mnie to najlepsza opcja, bo po privacy jestem już zajęta innymi sprawami, więc nie zawsze mam chęci jeszcze coś tutaj pisać. Tydzień minął mi w błyskawicznym tempie, mam wrażenie że mrugam i znowu jest piątek. Ostatnio przyszła do mnie taka refleksja, że jest taka jedna rzecz, która niezwykle zmieniła moje życie, na lepsze oczywiście. I jest to, to że przestałam czekać. Kiedyś miałam do tego niezdrową tendencję, czekałam na weekend, na wakacje, na to jak przeminą jakieś gorsze chwile, na to jak schudnę, ciągle odliczałam dni, zamiast po prostu żyć. Logika stała za tym taka “ja sobie tutaj przeczekam, niech ten świat się toczy poza mna”. Bardzo żałuję, że tyle pięknych lat mojego życia mi uciekło, że nie korzystałam z życia, zamykałam się na świat i ludzi. Już od dłuższego czasu (własicie kilku lat) staram się wyeliminować ciągłe czekanie na coś i z sukces mogę powiedzieć, że mi się udało. Teraz nie ma dla mnie większego znaczenia czy mamy randomowy poniedziałek, sobotę czy inny dzień, bo z każdego potrafię coś dla siebie wyciągnąć. Nie skupiam się już na tym aby tylko przeżyć, ale po prostu żyć. Super uczucie i polecam każdemu. Jednocześnie wiem jak ciężko osiągnąć taki stan spokoju w chwili obecnej. 

Macie jakieś plany na weekend? Ja o dziwo nie, gdyby była ładna pogoda to nie miałabym tego problemu, ale jest jak jest i pora się do tego przyzwyczaić. Napewno coś wymyślę. Wczoraj pierwszy raz poczułam jesienną atmosferę i chyba pierwszy raz w życiu cieszę się na tą porę roku. Może dlatego, że w końcu mam wrażenie, że udało mi się w pełni wykorzystać lato. Opalałam się na plaży, czytałam książkę na kocu, pływałam w jeziorze niemal każdego ciepłego dnia. Chodziłam na lody, spacery, w góry, byłam na wakacjach, zwiedzałam, zajadałam się jagodzinkami, grillowałam. Naprawdę wspaniały czas. 

Teraz gdy ciepła pogoda powoli się kończy to ja skupiam się bardziej na mieszkaniu. Robię małe porządki, wszystko układałam i cieszę się swoim minimalizmem, który po kilku miesiącach pozbywania się rzeczy z mieszkania/ zużywania przynosi ogromne rezultaty. Utrzymanie porządku jest łatwiejsze, wszystko ma swoje miejsce, a ja jestem spokojniejsza i nie mam już tylu obowiązków. To chyba kolejna taka moja rzecz, która zmieniła moje życie na lepsze. 

To tylko taki krótki wpis, chciałam zasygnalizować że żyję. Tymczasem wracam do pracy :) muszę któregoś  dnia usiąść do laptopa i dodać tutaj zdjęcia- mam sporo z wakacji, nowe przepisy, ciekawe jedzenie czy inne zajęcia, które wypróbowałam w ostatnim czasie. 









wtorek, 18 sierpnia 2026

 Boże ale masakracja 

Znowu odwołali nam lot do Dubaju. Szczerze to już mam dosyć tego tematu. Już trzeci raz miałam kupione bilety i trzeci raz coś nie wyszło. Właściwie to sprawa wygląda tak, że nasz lot odwołali, ale zorganizowali nowy, ale zdecydowanie mniej korzystny. Możemy albo przyjąć albo dorzucić ofertę. Ja już wczoraj miałam tak dosyć, że powiedziałam S. żeby sam podjął decyzję. Nie wiem, może to jakiś znak, że nie powinnam tam lecieć albo coś innego? W każdym razie to będzie jak zdecyduje, bo mi ręce opadają i czuję, że poświęcam temu tematowi zdecydowanie zbyt dużo energii. Ale jestem z siebie jednocześnie dumna, bo zawsze jak przydarzało mi się coś niefajnego to się załamywałam, ryczałam i wpierdalalm. A wczoraj znowu się w sobie zebrałam i zrobiłam to, co miałam w planie. Życie się nie kończy. Chciałabym powiedzieć, że to tylko głupi wyjazd, ale chyba wszystkie wiemy, że tak nie jest. Bardzo dużo od niego zależy, właściwie to moje dalsze życie…Jestem ciekawa jaka decyzję podejmie S. Ale jednocześnie nie zamierzam w to ingerować. 

Jak spędziłyście długi weekend? 

Ja w piątek pojechałam w Tatry na Słowację. Bardzo długa i męcząca trasa, ale udało się ją pokonać. W sobotę byliśmy nad woda, a w niedzielę umówiłam się z koleżanką i poszłyśmy na zajęcia z ceramiki. Było bardzo ciekawie, w przy okazji odpoczęłam. 

Aktualnie jestem w pracy, ale znalałam chwilę czasu, aby oderwać się od komputera. W tym tygodniu pogoda już zdecydowanie się popsuła, więc ja skupiam się na obowiązkach domowych, bo w ostatnim czasie bardzo to zaniedbałam. Chciałam korzystać ze słońca i niemal codziennie chodziłam popływać nad wodę. Teraz muszę sobie wszystko ładnie nadrobić w domu. Wczoraj już wyprasowałam górę prania, a dzisiaj chcę posprzątać kuchnie i zrobić porządek w ubraniach. Wieczorem relaks na kanapie przy kolejnych odcinkach Gry o Tron. 



środa, 12 sierpnia 2026

 W pracy znowu mam luźniejszy dzień, wszystko na dzisiaj zrobiłam i właściwie na jutro też już prawie, więc korzystam i postanowiłam się tutaj odezwać. Na weekend byliśmy w domu rodzinnym u Szymka, powiem Wam, że miałam pewne obawy czy jechać, ale finalnie było naprawdę bardzo fajnie i cieszę się, że gdzieś wyskoczyliśmy. Korzystając z wizyty w domu rodzinnym dowiedzieliśmy także Lublin, więc kolejne miasto na mapie Polski zaliczone. 

Raz na kilka miesięcy mam taką fazę na porządkowanie i ogarnianie życia i właśnie ona nastała. Dzisiaj od rana zrobiłam sobie jakąś listę to do i już nawet coś udało mi się z niej wykreślić. Proste rzeczy jak umówić się na paznokcie (do końca roku) albo anulować niepotrzebne subskrypcje. Takie głupoty które mogłam zrobić w czasie pracy, ale zawsze coś ubyło. 

Mam też ponowną fazę na zdrowe odżywianie. Mega chciałabym jeszcze schudnąć, ale zazwyczaj jak za bardzo się angażuję to przynosi to odwrotny rezultat. Dlatego teraz bardziej stawiam na lepsze wybory, ograniczenie niektórych produktów i tak dalej. Chciałabym napisać, że robię to małymi kroczkami, ale chyba prędzej szlak jasny mnie trafi nim użyje tego sformułowania. Odchudzam się od lat i nadal nie osiągnęłam super sylwetki. 

Mam już całkiem sprecyzowane plany do końca tego roku (oczywiście różnie to może wyjść z wiadomego względu, ale i tak czuje się pewnie jak wiem co się wydarzy w najbliższych miesiącach. Pod koniec września lecę na kilka dni do Oslo, potem Dubaj 21 października- to już potwierdzone i wszystko zaklepane. S stanął na wysokości zadania i wszystko ogarnął a wiem, że takie rzeczy są dla niego dosyć ciężkie. Nawet to rozumiem bo mnie też często stresują. Organizacja na miejscu zajmę się już ja, bo mam miejsca, które obowiązkowo chciałabym zobaczyć, muszę wykorzystać ten czas w 100%. Potem planujemy jeszcze all in z początkiem grudnia w Egipcie, zaledwie kilka dni żeby podładować baterie. Poza tym został mi urlop, który muszę wykorzystać. Na Sylwestra jedziemy natomiast do Kołobrzegu, a zobaczenie fajerwerków na plaży zawsze było moim marzeniem, więc cieszę się, że ma szansę się spełnić w tym roku. A oprócz wyjazdów to takie standardowe nudne życie, które i tak uwielbiam. Codziennie po pracy mam jakieś plany, dzisiaj na przykład idę do kina na Odyseje. Na niedzielę umówiłam się na malowanie ceramiki. Staram się próbować nowych przepisów, oglądam fajne seriale, sprzątam i ozdabiam mieszkanie. Nie mam (prawie) na co narzekać. 

Ja póki co wracam do pracy, za godzinkę zjem jakiś obiad i na 16 do kina. 





środa, 5 sierpnia 2026

Tak się kończy każda wizyta

 Środa, 16:41 


Ale ten czas leci, już mamy środę. W poniedziałek byłam nad jeziorem po pracy, a wczoraj pojechałam do babci, aby dać jej i mojej mamie prezent z Turcji. Cała wizyta skończyła się płaczem, oczywiście z mojej strony. Generalnie to cały dzień przeżywałam, że muszę tam jechać, jak już widzę znajome otoczenie to robi mi się słabo, mówię serio. To bardzo źle mi się kojarzy. Pomijam już to, że jak np coś mówię do mamy, albo sie o coś pytam to zazwyczaj zero odpowiedzi. Patrzy gdzie indziej i po prostu mnie olewa. Ale jak już się do mnie odezwie to dziewczyny… gorzej niż do psa. Ona nie mówi tylko krzyczy, to po pierwsze, po drugie traktuje mnie jak kretynke albo małe dziecko. A jak jej zwracam uwagę żeby tak nie robiła to mnie wyśmiewa. Wczoraj miała jakąś straszną alergię, więc zaproponowałam że pójdę jej na szybko do apteki bo za chwilkę miał po mnie przyjechać chłopak. To się uparła że chce ze mną iść.. no i możesz mówić że się się spieszyć, ale to nie dociera, bo ona to jednak nie chce do apteki tylko w inne miejsce, a jeszcze musi śmieci wyrzucić itd. W ogóle mnie nie słucha, celowo ignoruje. Ale właśnie to sposób w jaki się do mnie zwraca jest dla mnie najgorszy, równie dobrze mogłaby mnie walić po twarzy, to byłoby to samo. 

Dzisiaj mija dwa lata od kiedy jestem w obecnej pracy. To był strzał w dziesiątkę, chociaż akurat dzisiaj wszyscy mnie irytowali. Ale chyba po prostu nie mam humoru, na co złożyło się wiele rzeczy. Na szczęście zawsze po napisaniu wpisu czuję ulgę i taką lekkość. Chyba wlanie dlatego robię to już od tyłki lat.. a właśnie 7 sierpnia minie 15 lat od kiedy prowadzę bloga. Uwierzycie? Poznałam tyle wspaniałych osób w czasie tej przygody, że chyba to jest moja największa nagroda. 


niedziela, 2 sierpnia 2026

powrót z wakacji

 Niedziela, 16:13



Hej! W czwartek wieczorem wróciłam z wakacji, to był bardzo intensywny tydzień. Turcja okazała się pięknym i bardzo ciekawym krajem. Codziennie byliśmy w innym mieście - Bodrum, Efez, Gorem (w Kapadocji), Ankara, Istambuł, Milas... Pobudka około 3-4 nad ranem każdego dnia, codziennie inny hotel, pakowanie itd. Ale było warto, bo tak jak wcześniej wspomniałam, Turcja bardzo pozytywnie zaskoczyła. W drodze  powrotnej S. zadzwonił do mamy (na głośnomówiącym) i wszyscy życzyli nam wszystkiego dobrego z okazji zaręczyn. No i pewnie teraz sobie myślicie wow! oświadczył Ci się! Nie, po prostu taki żart sobie zrobili, albo szczerze to sama nie wiem co to było. Bardzo nieprzyjemne zakończenie wakacji, przykro mi się zrobiło, zwłaszcza, że to dla mnie drażliwy temat, a S zareagował jak jakiś oparzony wręcz krzycząc (a może mi się wydawało), że żadnych zaręczyn nie było... Wróciliśmy do domu, ja się rozpakowałam i sama położyłam spać, bardzo mnie ta sytuacja przygnębiła, ale także wkurzyła. Wiecie co jest najgorsze w tego typu sytuacjach? Kilka razy spotkało mnie coś złego ze strony rodziny lub znajomych S. i gdy mu mówię, że to jest nie w porządku i że z czymś się źle poczułam i na przykład nie chcę mieć kontaktu z tymi osobami (jak na przykład jego znajomymi, którzy zaprosili mnie na domówkę, a następnie wyszli z domu - specjalnie) to wtedy słyszę od S. że jest mu bardzo przykro, że tak mówię czy myślę o jego bliskich. Ale jak ktoś zachowuje się nie w porządku w stosunku do mnie, to S. nigdy nie zwróci uwagi. Kiedyś jedni z tych znajomych, którzy tak mnie kiepsko potraktowali na tej domówce zaprosili nas na swój ślub (to było z rok temu), chociaż pisząc "nas" to za dużo powiedziane, bo przyjechali do naszego wspólnego domu i zaprosili tylko jego. To są jego najbliżsi znajomi, my byliśmy ze sobą kilka lat, a i tak dostał zaproszenie z osobą towarzyszącą... ale mniejsza z tym. Potem jak prosili o potwierdzenie przybycia to się zapytali "a wasza znajomość (moja i S.) to jeszcze w ogóle aktualna?". Ja się wtedy zaparłam i powiedziałam, że nie idę na to wesele, ale S. zamiast powiedzieć w czym problem i dlaczego nas nie będzie wymyślił jakąś wymówkę. Chociaż wydaje mi się, że zwrócenie uwagi byłoby tutaj bardziej wskazane. I wtedy problem też był tylko w stosunku do mnie, bo to ja nie chcę się widzieć z jego znajomymi, którzy po raz kolejny potraktowali mnie jak jakiś przedmiot. Oni są cacy, ja nie. Ja umiem o siebie zadbać, ale fajnie byłoby czasami wiedzieć, że ktoś stanie za mną murem. I co prawda, na ten moment takich sytuacji było zaledwie kilka i może nie były one najistotniejsze, ale kto wie co będzie w przyszłości? 

Miało być o wakacjach, ale jakoś temat zszedł na inne torty. Cóż mogę powiedzieć, to serio trochę wytrąciło mnie z równowagi. 

Wakacje się skończyły, ja bardzo tęsknie za swoją rutyną. Dzisiaj trochę pogotowałam, za chwilkę też poprasuje póki jest w miarę chłodno i mam ochotę to zrobić. W ostatnie 3 dni września lecimy do Oslo, a potem w październiku ten nieszczęsny Dubaj. Chociaż to stoi pod dużym znakiem zapytania, bo organizacją tego wyjazdu ma zająć się S. a on zawsze ze wszystkim zwleka. Dałam mu deadline do czwartku aby wszystko ogarną (czekam od marca), stwierdziłam, że jak się tym nie zajmie to kupię wyjazd tylko dla siebie i już nie będę na niego czekać. Ponadto zawsze urlop w pracy muszę zgłaszać z wyprzedzeniem o czym on doskonale wie...

Wiem, że ten wpis jest dosyć pesymistyczny, a nie taki miałam zamiar. Ale im bardziej zbliża się ten wyjazd do Dubaju (i te potencjalne zaręczyny*) to tym bardziej po głowie chodzą mi różne myśli. Jestem w 100% przekonana, że S. jest świetnym facetem, że nigdy niczego mi nie zabraknie, a ja zawsze będę zaopiekowana. Po prostu czuję, że to jest dobry wybór na męża. Ale czy to mi wystarczy? Bo jednak są rzeczy, które mi w S. przeszkadzają i tylko pytanie jest czy ja będę umiała z tym żyć? 

*tak mi się wydaje, że jak ma się oświadczyć w tym roku (a tak kilka miesięcy temu powiedział) to zrobi to właśnie na tym wyjeździe. Dubaj to od zawsze było moje wielkie marzenie. Pamiętam jak chodziłam do liceum (ponad 10 lat temu) i jakoś pierwszy raz spotkałam się z Dubajem, to wtedy był to dla mnie taki inny świat. Ja tkwiłam w 4 ścianach, z wiecznie znęcającą się nade mną matką, bez pieniędzy, a tam miałam wrażenie, że jest taki dobrostan, dostatek ponadto setki kilometrów od Polski. I tak sobie myślałam "szkoda, że nigdy tam nie polecę" (myślałam, że odbiorę sobie życie w ciągu kilku miesięcy). I ten wyjazd traktuje jako coś niesamowicie ważnego w moim życiu - przeżyłam. Równie dobrze mogłoby by to być jakiekolwiek inne miasto czy państwo, mi chodzi o taką symbolikę tego miejsca. 



czwartek, 23 lipca 2026

Again and again

 Trochę się tutaj nie odzywałam, ale fakt, że nikogo tutaj nie ma nie zachęca mnie do regularności. Ponadto w moim życiu brak jest rzeczy, o których czułabym przymus pisania tutaj. Wręcz czasami jest mi głupio, że czas ucieka, a u mnie wciąż te same schematy, te same problemy. Mam niemal 30 lat i myślałam, z w takim wieku moje życie będzie już bardziej ułożone, ale jak widać się pomyliłam. Jednak gdy nachodzą mnie takie myśli to staram się do tego podchodzić inaczej, bo jeszcze 3-4 lata temu zabiłabym za życie, które wiodę obecnie. Bo serio tak jest. Uważam, że mam piękne życie, ale ciągle czegoś mi brakuje, nieustannie porównuje się z innymi, a przez to odczuwam pustkę w życiu. 

Czym ostatnio żyje?

Tydzień temu mama do mnie zadzwoniła i przekazała mi informację, że mój brat dostał od nich (rodziców) mieszkanie. Ale żebym ja się nie martwiła, bo oni sprzedają kolejne mieszkanie i pieniądze z tego będą dla mnie. Powiedzieć, że byłam w szoku to jak nic nie powiedzieć. Normalnie cieszyłam się jak dziecko, bo nie spodziewałam się czegoś takiego. Już nawet zaplanowałam sobie, że w końcu założę sobie aparat na zęby. Niby teraz też mnie na to stać, ale jakoś ciągle czuję obawę przed takimi długoterminowymi zobowiązaniami. Tak myślałam, że w końcu trochę odetchę i bede zabezpieczona finansowo. Ale… oczywiście musi być jakieś ale. Wczoraj koło 22 do mnie dzwoni i teraz informuje że najlepiej to byłoby tak zrobić żeby jednak mój brat dostał pieniądze ze sprzedaży mieszkania, bo jemu są potrzebne na zakup działki. Jak zaczęłam mówić że to jest nie fair to usłyszałam że w takim razie podzielą pieniądze między nas i żebym ja mu pożyczyła swoją połowę, tak aby on nie musiał brać kredytu. I wiecie co? Poczułam się znowu jak dziecko. A właściwie nie tylko jak dziecko, ale znowu jak jakaś zabawka w jej rękach. Nie zliczę ile razy były takie sytuacje, że coś mi obiecuje albo mi daje a potem każe to oddać. Wielokrotnie w przeszłości dostawałam od niej pieniądze i potem musiałam je zwracać, tak samo było w dzieciństwie z zabawkami albo jakimiś okazjami. Jak widziała że na czymś mi zależy to mówiła tak tak możesz iść do kina a potem gdy zrobiłam cokolwiek nie po jej myśli to od razu mi to zabierała. Teraz poczułam się tak samo, ale z tym wyjątkiem, że nic nie zrobiłam. No i teraz to już nawet mowy nie ma żebym dostała całą kwotę (która jest i tak mniejsza niż wartość mieszkania które dostał brat) tylko co najwyżej połowę. To i tak sporo pieniędzy, ale dla mnie bardziej liczy się całość tej sytuacji. Znowu mój brat jest na pierwszym miejscu, on potrzebuje, jemu coś dać, jemu załatwić, jemu napisać pracę magisterską itd. A pod koniec dnia i tak ja zostanę nazwana egoistką. Mega mnie zabolała ta sytuacja i nawet się poryczałam. Tak jak mówię nie chodzi o pieniądze, bo szczerze jeszcze tydzień temu na nic nie liczyłam, chodzi o tak jawne faworyzowanie go, że czasami aż brak słów. Nie zamierzam się z matką kłócic o te pieniądze, jak chce to niech mu je da, ale przyznaje, że serce trochę mnie boli z powodu tej sytuacji. 


Dzisiaj lecę na wakacje do Turcji. To taka tygodniowa wycieczka objazdowa śladami historycznymi. Zwiedzę miejsca, na których najbardziej mi zależało. To zaległy prezent na urodziny mojego chłopaka, bo niestety poprzedni nie doszedł do skutku ze względu na konflikt na wschodzie. Wczoraj spontanicznie kupiłam też bilety na kilka dni do Oslo. Mam sporo urlopu do wykorzystania, a stwierdziłam że nie chce spędzać tego czasu w domu. Kilka dni zostawiłam sobie jeszcze na moją obiecaną wycieczkę do Dubaju. Nadal podtrzymuję swoje zdanie, że jeśli S. nie oświadczy mi się na tej wycieczce to się z nim rozstanę. Na początku (czyli te pół roku temu) taką decyzję odczuwałam jako szalona, myślałam że jestem za bardzo przewrażliwiona, w gorącej wodzie kąpana itd. ale te kilka miesięcy jeszcze bardziej utwierdziły mnie w przekonaniu, że to słuszna decyzja. Czasami po prostu trzeba postawić sprawę jasno i ruszyć związkiem, albo w jedną albo w drugą stronę. I nie myślcie, że piszę o tym o tak po prostu z lekkimi sercem, nie jest tak. Chyba po prostu przyzwyczaiłam się do tej myśli i opracowałam plan, który pozwoli poczuć mi się bezpiecznie w razie ewentualnego rozstania. Tworzymy naprawdę bardzo dobry związek, ale potrzeba  stabilizacji jest dla mnie priorytetem.  I pisząc o stabilizacji nie mam konkretnie na myśli ślubu i rodziny, po prostu potrzebuję potwierdzenia, że droga którą idziemy gdzieś zmierza, bo na ten moment (mimo iż S. dużo mówi) to ja tego nie czuję. Ale oddać mu trzeba, że jest wyjątkowo dobrym chłopakiem, z mijającym czasem wręcz coraz lepszym. Planuje randki, wyjazdy i nigdy nie muszę się prosić jak gdzieś trzeba mnie zawieźć czy przywieźć. Trzeba powiedzieć, że dobrze trafiłam. Jednak jego najgorsza wada jest po prostu zwlekanie ze wszystkim, bo on zawsze ma czas i potem często cierpliwy nad tym, że o czymś zapomniał albo czegoś nie zdążył zrobić. 

Jestem aktualnie w pracy do 12:30, ale już ze wszystkim się wyrobiłam i wszystko pozamykałam żeby nic mi już nie wpadło do zrobienia przed wyjazdem. Potrzebuje tych wakacji takiego odcięcia się od pracy i codzienności. Czuję, że wrócę z nową energią. 

Co jeszcze zauważyłam w ostatnim czasie? 

Właściwie to już kiedyś tutaj o tym pisałam, ale zauważyłam sporą zmianę w moim zachowaniu i podejściu do życia. Nawet jak mam na swojej drodze jakieś problemy czy zmartwienia to już nie robię tak, że wszystkie inne rzeczy w moim życiu stają i ustępują miejsca zamartwianiu się. I tak cisnę do przodu, staram się cieszyć tym co mam. Kiedy było to nie do pomyślenia. Ponadto jestem bardziej self-concentrated. Oj to zdecydowanie. Bo jeszcze kilka miesięcy temu układałam swoje życie bardziej pod innych, zwłaszcza pod chłopaka, a teraz bardziej patrzę na to żeby mi pasowało. I nie chodzi o jakieś wielkie rzeczy, a takie raczej codziennie proste czynności, które jednak wpływaja na moje życie. Staram się też do życia podchodzić bardziej na spokojnie i nawet mi to wychodzi. 

Odezwę się już dopiero po wakacjach! Wypoczęta i opalona 



















środa, 10 czerwca 2026

w oczekiwaniu na wakacje

 Środa, 17:05



Ostatnio ciężko jest u mnie w pracy, nawet powiedziałabym, że bardzo ciężko. Jak przyjdę na 7 to siedzę tak do tej 15:30 non stop. Wątpię, że w ciągu dnia mam chociażby 20 minut odpoczynku. Najgorsze jest to, że muszę przyznać, że mam jebanego pecha! Zawsze dostaje jakieś ciężkie, nietypowe przypadki, z którymi nie wiem co robić. No i to chyba jeszcze gorsze jest to, jak widzę, że ktoś zamknął sprawę w 10 minut i siedzi na wiecznej przerwie. Staram się na tym nie skupiać, patrzeć na siebie itd. ale po prostu ten fakt mnie irytuje niemiłosiernie. Wiem natomiast, że passa się odwróci, trzeba myśleć pozytywnie, bo zaczyna się robić nieciekawie. Prawie codziennie jest tak, że nawet po pracy ciągle myślę o pracy - co mam zrobić, jak zrobić, kogo zapytać itd. To musi się skończyć, bo mocno zaburzyłam swój work-life balance. 

W weekend wybrałam sobie wakacje. Zdecydowałam się na tygodniową wycieczkę objazdową po Turcji z biurem podróży. Dzisiaj wysłałam ticketa o urlop, jak mi zaakceptują to od razu kupuję. Lubię mieć zaplanowany jakiś wyjazd, bo wtedy mam na co czekać i żyje mi się jakoś łatwiej. Wyjazd jest zaplanowany na ostatni tydzień lipca, więc akurat nieźle się styram w pracy i potem pojadę na zasłużony wypoczynek. Taki cieszy mnie najbardziej.

Ale wiecie co jeszcze zauważyłam? Że widać trochę zmianę mojego podejścia do życia. Bo wcześniej jak miałam jakieś zmartwienie to tak naprawdę mój świat stawał - dieta, dbanie o siebie, swoje otoczenie, nie pozwalałam sobie nawet na jakieś fajne wyjścia. Teraz powtarzam sobie ciągle, że czas i tak upłynie i trzeba żyć dalej. Więc nawet teraz gdy mam taki nerwowy okres w pracy, to mimo to wstaje nawet wcześniej rano, kręcę sobie włosy, robie jakieś inne fryzurki, ładnie ubieram, spędzam miło czas.