niedziela, 17 maja 2026

...bo jak nie wiadomo o co chodzi...

 Niedziela, 17:58



Ostatnio oglądałam pewnego tik-toka, taka dziewczyna zrobiła podsumowanie kosztów życia swojej rodziny i puenta była tego taka, że dużo wydają, bo nie muszą oszczędzać. A gdyby musieli oszczędzać to zredukowaliby te koszty. Bardzo mnie to zaskoczyło i wydaje mi się, że to chyba jedna z głupszych rzeczy, które ostatnio usłyszałam. Moim zdaniem jeśli można odłożyć jakieś pieniądze to zwyczajnie trzeba to zrobić. Inna historia dotycząca tego samego tematu wydarzyła się przed Bożym Narodzeniem. W pracy w czasie wspólnego śniadania moja koleżanka powiedziała, że chce podjąć pracę na weekendy bo we wrześniu ma ślub siostry i musi odłożyć trochę pieniędzy na tę okoliczność, a z wypłaty nie da rady. Ta koleżanka jest w moim wieku i mieszka w mieszkaniu swojego taty razem z siostrą i jej narzeczonym, także za wynajem nie płaci a wszystkie koszty są dzielone na trzy osoby. Do rozmowy dołączyła się trzecia koleżanka, która jest o rok od nas starsza i ona z kolei powiedziała, że też nie ma żadnych oszczędności i żyje od wypłaty do wypłaty - mieszka z mamą.  Dla mnie było to wręcz nie do uwierzenia, że osoby w wieku koło 30 lat i będące w tak super sytuacji mieszkaniowej (!) nie mają oszczędzonych absolutnie żadnych pieniędzy. A zarabiamy dokładnie tyle samo. One obie twierdziły, że nie mają na czym zaoszczędzić albo z czego zrezygnować. Na tym rozmowa się zakończyła, bo jednak co jak co, ale nie zamierzam uświadamiać osób w tym wieku, ale wiecie do jakich wniosków doszłam? Że wszystko jest kwestią priorytetów. Ja nigdy nie kupuje gotowych posiłków z biurowego kateringu - a one niemal codziennie śniadanie, obiad, a nawet deser. Jak jedna z nich powiedziała, że ma na każde wyjście zaplanowany budżet 200 zł, a ja wychodzę maksymalnie raz w tygodniu i mieszczę się w niższej kwocie za dwie osoby. Zawsze po wypłacie blokuje sobie pieniądze na saszetkach w aplikacji bankowej - typu na paznokcie, na wakacje odkładam co miesiąc, właśnie na oszczędności, albo na prezenty świąteczne. Dopiero resztę z pieniędzy, które mi zostaną mogę wydać na jakieś dodatkowe ubrania czy kosmetyki. Jeśli na coś mnie nie stać to tego nie kupuję i czekam do kolejnego miesiąca. Oo albo inna kwestia... książki. Wiem, że czytanie rozwija i pieniądze na to przeznaczone nie są zmarnowane. Ale przykładowo ta koleżanka od tego wesela ciągle kupuje jakieś książki (a to obecnie drogi biznes) i kiedyś jej powiedziałam, że w bibliotekach w Krakowie rozdają za darmo kody do legimi i ja co miesiąc z tego korzystam. No to mi powiedziała, że jej się nie chcę po to chodzić (raz w miesiącu) i woli kupować. Rozumiem doskonale, że są okresy w życiu kiedy zwyczajnie nie da się oszczędzać, bo sama przez to przechodziłam. Wręcz ciągle mi brakowało środków, ale kiedy można (tak jak w przypadku moim i tych dziewczyn) to myślę, że wręcz trzeba.

Dlaczego napisałam ten akapit na górze? Właściwie sama nie wiem, ale może komuś to pomoże. Jeśli chodzi o kwestie finansowe, to zawsze kieruje się takim stwierdzeniem - Małe wycieki zatapiają wielkie statki. Najgorsze są małe codzienne wydatki, na które nie zwracamy uwagi. Dlatego u Nas w domu zakupy spożywcze są raz w tygodniu, wcześniej skrupulatnie zaplanowane pod jadłospis, przeglądam gazetki promocyjne, nigdy nie zamawiamy jedzenia do domu ani nie kupujemy czegoś na szybko, a gdy chcemy zjeść coś nie przygotowanego przez nas to idziemy do restauracji i traktujemy to jako randka - też wcześniej zaplanowana. Dużo tutaj skupienia na jedzeniu, ale wydaje mi się, że to jest rzecz, na której najłatwiej jest obecnie zaoszczędzić. W ogóle zrobię kiedyś taki wpis na czym i jak udaje mi się zaoszczędzić, bo wydaje mi się, że akurat dobrze mi to idzie i serio udaje mi się wydawać mniej niż innym. 

Właśnie minął mój pierwszy tydzień "w nowym rozkładzie"- czyli więcej działam w tygodniu roboczym niż w weekendy. Może nie był on jakiś idealny, bo nie ze wszystkim się wyrobiłam do piątku, a w weekend znowu narzuciłam sobie trochę zadań, ale czuję, że idę w dobrą stronę. 

A teraz trochę zdjęć z ostatnich dni




piątekowy wieczór spędzałam sama, więc postanowiłam sobie ugotować zupę pho z małym twistem w postaci pomidorków koktajlowych. A tak to klasycznie wywar, kurczak gotowany i makaron. Do tego już tydzień wcześniej zrobiłam tradycyjny marynowany czosnek. Wyszło pyszne. 


W piątek chłopak był na imprezie i przyniósł resztki kateringowego jedzenia, więc zjedliśmy je na śniadanie. Było naprawdę dobre nawet na drugi dzień. 


A to dzisiejszy meal prep, całość zajęła mi dwie godziny z pomocą chłopaka. Zaczynając od lewej jest pieczona pierś z kurczaka z bazyliowym pesto i serem cheddar. Do tego zawijana cukinia z faszem ze szpinaku, suszonych pomidorów i fety. 
Potem mamy ryż z curry (kurczak, papryka, cukinia, marchew, cebula, pasta curry i mleczko kokosowe)
A po prawej calzone z mozarella light, salami, pieczarkami i papryką.
Do każdego dania jest surówka colesław z młodej kapustki. 


A to zrobiłam dzisiaj na obiad. Stek z ziemniakami i colesławem. Akurat był na promocji w lidlu, więc skorzystałam. To akurat większa porcja chłopaka, ja miałam mniej i podzieliłam się jeszcze zarówno z chłopakiem jak i kotem. 


Bardzo rzadko robię tylko jedną porcję jedzenia, bo to się zwyczajnie nie opłaca. Jak napocznę cukinię albo inne warzywo to lubię je w całości wykorzystać. Dlatego właśnie super okazuje się mrożenie - dzięki temu mam od razu niemal gotowy obiad na przyszłość.

Teraz zdjęcia z kategorii inne:


W piątek znowu przeszłam się po domu i znalazłam rzeczy zepsute lub takie, z których już nie będę korzystać. Im mniej mam rzeczy tym większy spokój czuję. 



Chciałabym w tym tygodniu zacząć ćwiczyć. Myślę o jakimś wyzwaniu z Moniką Kołakowską - tak 3x w tygodniu byłoby super. W sobotę biorę udział w biegu Rossmanna, więc już przynajmniej jeden trening mam jak w banku. 

2 komentarze:

  1. Ja w oszczędzanie też zawsze byłam dobra. W sumie można powiedzieć, że dalej jestem mimo, że nie mam oszczędności, co jest w sumie pewnym paradoksem. Ale zawsze coś odłożę, żeby później mieć jak uratować sytuację. Niestety nie jest to przyjemne, ale dzięki temu jakoś funkcjonuję. Mam nadzieję, że niedługo mój los się odmieni, bo dobijam do 30 i chciałabym już mieć oszczędności na życie, na starość, na dom itp.

    Ja też zaczęłam gotować więcej na raz, żeby mieć więcej czasu w ciągu tygodnia. Niestety sprzątanie to moja zmora, bo co posprzątam, to na kolejny dzień już tego nie widać i w kółko robię to samo (zasługa mojego chłopaka). Mimo to wierzę, że w końcu mi się uda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie z tym sprzątaniem to niby jest podobnie, ale od kiedy zaczęłam pozbywać się rzeczy jednak łatwiej utrzymać porządek. Postawiłam też na lepszą organizacje i "wychowywanie" chłopaka jakkolwiek dziwnie to nie brzmi.

      Usuń