poniedziałek, 22 grudnia 2025

no mercy

 Poniedziałek, 14:37



Ostatnie dwa dni pracy przed przerwą świąteczną - czeka mnie aż 5 dni wolności! Zamierzam przez ten czas leżeć, oglądać filmy, czytać książkę i rozwiązywać sudoku. Jestem fizycznie i psychicznie jakaś zmęczona tą końcówką roku, więc te kilka dni wpadną jak złoto. Pogoda za oknem też jakoś zbytnio nie nastraja, aktualnie pada i jest dosyć ponuro. Na szczęście zachowało się we mnie jeszcze na tyle optymizmu by w każdym dniu znaleźć coś pozytywnego. 

W piątek pomiędzy mną a S. wywiązała się bardzo ciekawa rozmowa. Jak wiecie od jakiegoś miesiąca dzielimy się obowiązkami domowymi co nigdy wcześniej nie miało miejsca w naszym związku. Mimo iż już rok mieszkamy razem, to zawsze całe prowadzenie domu było tylko i wyłącznie na mojej głowie. Przez ten czas co miesiąc przelewaliśmy równą kwotę pieniędzy na nasze wspólne konto i za to żyliśmy, ale S. zapytał się czy nie chciałabym znowu zajmować się domem w zamian za to, że to on będzie płacił pełną kwotę. Ten pomysł nie wziął mu się znikąd, bo wcześniej opowiadałam mu o Ewelinie (nowa koleżanka z pracy), która tak samo dogadała się ze swoim chłopakiem. Oczywiście kierowałam się resztkami rozsądku i powiedziałam, że odpowiem mu za kilka dni. Wiecie co mnie powstrzymuje, czy raczej powstrzymywało przed przyjęciem tej propozycji? To że będę nie fair, że będę go wykorzystywać. Zupełnie zapominając o tym, że przez ostatnie lata to ja pracowałam na dwa etaty - jeden w pracy, a drugi w domu. Zgodzę się na próbę na trzy miesiące od pierwszego stycznia, a do tego czasu zamierzam go tak dojechać w domu, że jeszcze będzie mi dziękował, że się zgodziłam. Smutne (chociaż dla mnie właściwie lepiej) jest to, że jeśli za coś nie płacimy to tego nie doceniamy. Fajnie będzie mieć całą wypłatę dla siebie. 

Zamówiłam sobie dzisiaj książkę do nauki hiszpańskiego. Mam nadzieję, że mi się sprawdzi. Razem z Ewelą chcemy się także zapisać na kurs, ale to dopiero jak odświeżymy sobie podstawy. 


6 komentarzy:

  1. oj, uważałabym z tym rozwiązaniem. Zamienisz się trochę w jego pracowniczkę, on będzie się czuł usprawiedliwiony, żeby palcem nie kiwnąć w domu, a ty będziesz miała poczucie, że skoro to twoja praca, to tym bardziej musisz ogarniać. A myślałaś jak to będzie wyglądać jeśli zostaniecie razem, stworzycie rodzinę? Wtedy raczej takiego wyraźnego podziału finansów nie będzie i dom i ogarnianie dzieci będzie tylko na twojej głowie, już nawet nie w zamian za 'pensję'. Jeżeli udało wam się dogadać i wprowadzić podział obowiązków, to naprawdę świetnie i zastanowiłabym się czy warto to zmieniać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie myślałam o tym jak to będzie wyglądać gdy będziemy mieć dzieci, bo póki co to rozwiązanie na trzy miesiące, a potem się zobaczy. Rozumiem Twój punkt widzenia, ale prawda jest taka że ja wcześniej ogarniałam całe mieszkanie i życie, a dodatkowo dokładałam się do rachunków pół na pół. Im dłużej o tym myślę tym bardziej mi się jednak wydaje, że to jest uczciwe rozwiązanie. Jedna osoba dba o zabezpieczenie finansowe, a druga o życie rodzinne. I jeśli tak się umawiamy to ja nie mogę mieć pretensji, że “nie kiwnie palcem” bo nie oczekiwałabym tego od niego. I owszem podzieliliśmy się obowiązkami, ale jest to okupione sporym bólem… obustronnym. To nie jest tak, że on pierze, sprząta i gotuje ot tak po prostu- trzeba go na każdym kroku pilnować jak dziecko. Za każdym razem gdy odpuszczam to odbija się to na mnie- przykładowo dzisiaj nie miałam jeansów do pracy bo co prawda zrobił pranie ale oczywiście pominął kilka rzeczy. Reasumując, nie wiem jak to się sprawdzi na dłuższą metę, być może po tygodniu będę miał dosyć i wtedy wrócimy do poprzedniego stanu rzeczy. Teraz się zamierzam skupić głównie na tym że będę mieć więcej pieniędzy odłożonych, a to zawsze się przyda. Panna A.

      Usuń
    2. brzmi jak typowy przykład tzw. weaponized incompetence, wielu mężczyzn stosuje tą taktykę celowo nawet jeśli na pierwszy rzut oka się tak nie wydaje. Zrobią o co poprosisz ale najczęściej będzie to zrobione celowo źle, na pół gwizdka i byle jak, by kobieta ostatecznie dała za wygraną i sama z siebie stwierdziła że woli w takim razie zrobić to sama. Widziałam nawet w internecie takie "porady" od jednego typa żeby np. jak dziewczyna poprosi o umycie podłogi to umyć celowo brudną, śmierdzącą wodą. Myślę że aż tak beznadziejnego przypadku pod dachem nie masz, niemniej uważałabym na tego typu podobne zachowania..

      Usuń
    3. Oj sama o tym słyszałam. Na szczęście u mnie to nie jest na takim poziomie. Chyba problemem może być także fakt, że ja jestem dużą perfekcjonistką i lubię porządek. To czy mam posprzątane, ugotowane, wyprasowane itd bardzo wpływa na mój nastrój a nawet samoocenę.

      Usuń
    4. Jakby co to jestem innym anonimem xd

      "To nie jest tak, że on pierze, sprząta i gotuje ot tak po prostu- trzeba go na każdym kroku pilnować jak dziecko" - to brzmi jak potężny red flag i problemy S. z dbaniem o higienę osobistą. Z drugiej strony sama przyznajesz, że jesteś perfekcjonistką.

      "Fajnie będzie mieć całą wypłatę dla siebie" - tak, ale szczerze, przeczytaj sobie końcówkę Twojego posta z 17 grudnia i pomyśl, czy te pieniądze są warte Twojego czasu i energii. Bo mam wrażenie, że jednak nie. To mieszkanie ma sluzyć Wam, a nie Wy mieszkaniu.

      Usuń
    5. Nie wydaje mi się żeby fakt, iż ktoś sobie nie gotuje lub nie sprząta po każdym posiłku zganiać od razu na problemy z higieną. To raczej lekka przesada. Wydaje mi się, że tutaj też jest sporo mojej winy, bo tak go przyzwyczaiłam, a bądź co bądź człowiek łatwo się przyzwyczaja do dobrego. Już się zgodziłam, więc nie chcę teraz zmieniać zdania. Jeśli faktycznie zacznie mnie to przerastać lub irytować to wrócimy do starego porządku rzeczy.

      Usuń