piątek, 29 września 2023

piątek weekendu początek

 Piątek, 16:20



Hej dziewczyny :)

Odzywam się do Was na szybko, bo zaraz przyjeżdża po mnie Szymon. Wstałam jeszcze przed 7, z samego rana udało mi się chwilę pogadać z S. a później wzięłam się za sprzątanie mieszkania. Upiekłam też dzisiaj babeczki dla mojego brata, zrobiłam obiad, spakowałam się. Teraz jestem już ładnie ubrana, pachnąca z wyprostowanymi włosami. Troszeczkę udało mi się odżyć po ostatnim dołku. Zarówno fizycznym jak i emocjonalnym. Bardzo się cieszę na ten weekend. Gdy jestem sama to mam, jak zwykłam to nazywać, myślice natręctw, przy S. wszystko się wycisza i jestem w stanie... nabrać powietrza. Tak, dokładnie tak bym to nazwała. Nabieraniem powietrza. Zachłystaniem się szczęściem, spokojem, wizją lepszego życia. Już dawno nie dzieliłam się tutaj takimi intymnymi sprawami, ale dzisiaj poczułam potrzebę. Może w niedługim czasie wspomnę więcej o mojej aktualnej relacji z S. 

Okeej, schodzę na dół. Odezwę się do Was jeszcze przez weekend, bo mam trochę zdjęć jedzenia, a teraz już nie zdążę dodać. 

czwartek, 28 września 2023

prezenty, prezenty i jeszcze raz prezenty :)

 Czwartek, 20:20



Właśnie siedzę z maseczką na twarzy i popijam sobie herbatkę, pomyślałam, że to dobry moment żeby się do Was odezwać. Przez ostatnie dwa dni chodziłam po sklepach i kompletowałam prezent dla Szymka z okazji dnia chłopaka i jego urodzin. Mam już wszystko przygotowane i czeka na wręczenie. Nie wiem jak Wy, ale ja zdecydowanie bardziej wolę dawać prezenty niż dostawać. Uwielbiam widzieć to zaskoczenie i radość na twarzy drugiej osoby. Dlatego nie mogę się już doczekać ich wręczenia. 

Od dzisiaj staram się także wrócić do "formy". Przez ostatnie dwa tygodnie choroby zdecydowanie za bardzo sobie pofolgowałam ze wszystkim. Powiem Wam, że nawet źle się z tym czuję. Dlatego dzisiaj już uważałam na to co jem, byłam przez cały dzień aktywna i wróciłam też do swojej rutyny pielęgnacyjnej. Balsam do ciała, odżywka na włosy, maseczka. Od razu czuję się znaczenie lepiej. 

Pokażę Wam też co kupiłam Szymkowi, bo zwyczajnie bardzo, ale to bardzo się cieszę :) 

Najpierw dzień chłopaka. 


Szymek dostanie kufel do piwa, bo nie ma, a także dwa piwa. Mam nadzieję, że wybrałam jakieś dobre, bo kompletnie się nie znam. No i oczywiście coś słodkiego. 


Drugą część prezentu stanowi ramka z naszymi zdjęciami z okresu wakacji. 


Poniżej prezent na 30 urodziny :)



Pierwszym prezentem, właściwie dla naszej dwójki, będzie piwne spa. To jest po prostu romantyczna kąpiel w piwie z nielimitowaną możliwością degustacji i potem relaks na sianku hahha 



Wiem, że butów się ponoć na prezent nie daje, ale ja nie wierzę w takie zabobony. Chciałam dać coś, czego S. potrzebuje. 



Gdy zapytałam Szymka co chciałby dostać to powiedział mi, że kubki, więc kupiłam komplet czterech. Bardzo mi się podobają i były za jedynie 20 zł. 


Kartka urodzinowa :)


I jeszcze balony do zdjęcia. Wątpię żeby S. chciałby sobie takie zrobić, ale ja chcę mieć pamiątkę :) 



Byłam też dzisiaj w Action i kupiłam ten słynny płyn do czyszczenia łazienki, a także kuleczki do prania. Jutro zamierzam przetestować  i dam Wam znać jak się sprawdziło. 

A jeśli mowa o dniu jutrzejszym... ja się już nie mogę doczekać. Naprawdę. Od trzech tygodni całkowicie się z S. mijamy, gdy spotkaliśmy się w ostatni weekend na jakieś +/- 24h to i tak cały czas siedzieliśmy osobno żeby się nie zarazić. Spaliśmy osobno, nie całowaliśmy się, nie przytulali i nawet nie gadaliśmy, bo mnie gardło bolało. No jestem wytęskniona za wszystkie czasy i uzgodniliśmy, że to będzie nasz weekend. Taki spokojny, powolny, czuły. Brak mi bardzo bliskości. 

Ja idę ściągną maseczkę, a potem wracam do oglądania "Lipowo. Zmowa milczenia". 

wtorek, 26 września 2023

pomyśl życzenie

 Wtorek, 20:38



Dzisiaj jest pierwszy dzień, w którym nie czuję się jak wrak człowieka. Powoli wracam do zdrowia, na całe szczęście, bo ta choroba okropnie mnie wymęczyła. Rano byłam na uczelni, bo musiałam dostarczyć dokumenty. Przy okazji pochodziłam po mieście, weszłam do kilku sklepów i udało mi się kupić ładną kartkę urodzinową dla chłopaka. Zarezerwowałam też stolik w naszej ulubionej restauracji, dogadałam się z obsługą, że dzień wcześniej dostarczę im torcik, tak żeby mogli nam go podać i zaskoczyć S. Bardzo chcę żeby zdmuchną świeczkę i pomyślał życzenie, bo to ostatnie kojarzy mu się ze mną. Chyba tego o mnie nie wiecie, ale gdy widzę charakterystyczne rzeczy to często myślę życzenie. Na przykład gdy widzę anielską godzinkę, samolot, koci wąs na podłodze, rzęsę itd. Ogólnie sporo tego, więc od kiedy się znamy z S. ciągle mu mówię "pomyśl życzenie". Później wróciłam na chwilę do domu. I po południu znowu pojechałam do centrum, bo chciałam dokupić ostatnią rzecz do prezentu, a sklep był otwarty dopiero od 14. 

Bardzo się cieszę, bo powoli wracam do siebie. Mam wrażenie jakbym była chora od miesiąca, a nie od niespełna dwóch tygodni. 




Bardzo poruszył mną ten filmik. Powiem Wam, że to okropne patrząc jak ktoś dostaje to, o czym wy marzycie. Przetestowałam na własnej skórze i to wielokrotnie. Zawsze w takich sytuacjach myślę potem, że jestem złym człowiekiem, bo nie umiem się cieszyć z sukcesów drugiej osoby. 

Zrobiłam sobie ciepłą herbatkę z sokiem, idę teraz do łóżka i włączę sobie jakiś film. 

poniedziałek, 25 września 2023

no ile jeszcze

 Poniedziałek, 11:54



Odzywam się do Was nadal chora. Co prawda już jest lepiej, bo przynajmniej przesypiam noce, ale do pełni zdrowia to mi jeszcze daleko, bardzo daleko. W sobotę posprzeczałam się z matką. Jej problemem tym razem było to, że nie zapraszam S. gdy ona jest w domu. I to prawda, nie zapraszam ani chłopaka, ani żadnych innych znajomych, bo gdy to robiłam, to potem się tylko wstydziłam. W pewnym momencie miałam już tak dosyć jej krzyków i pretensji (akurat gadałyśmy przez telefon), że rzuciłam słuchawką. Mimo tego, że czułam się tragicznie, to zadzwoniłam do Szymka z pytaniem czy mogę spędzić u niego weekend, on od razu po mnie przyjechał. Miałam szczęście, bo udało mi się spędzić te dwa dni finalnie w ciszy i spokoju, którego potrzebowałam. W domu nie mam takich luksusów, matka jedyne co mi rzuciła to "na kaszel pomogło by Ci chodzenie, najlepiej z odkurzaczem po domu". Nie chcę już o tym gadać nawet. 

U Szymka sobie bardzo odpoczęłam. W sobotę pojechaliśmy na małe zakupy i do rossmanna, a później skoczyliśmy do McDonalda. Wieczór spędziliśmy na kanapie oglądając filmy. W nocy spaliśmy osobno, bo mimo wszystko nie chciałam go zarazić. Ja wylądowałam w sypialni na dużym małżeńskim łóżku, a S. niestety na kanapie, ale to był jego pomysł. Wyspałam się pierwszy raz od wielu dni :) Rano dostałam śniadanie do łóżka i czas aż do południa przeznaczyliśmy na ukrytą prawdę haha Później S. musiał pracować, a ja w tym czasie ugotowałam obiad. Do domu odwiózł mnie dopiero późnym wieczorem.

Zbliżają się urodziny Szymka. Na dodatek okrągłe 30, więc chciałabym się postarać. Wszystko już wymyśliłam i teraz powoli kupuję poszczególne rzeczy. Gdy go zapytałam co chciałby dostać, to powiedział, że kubki. Dzisiaj w pepco zobaczyłam zestaw 4 bardzo ładnych, więc od razu wzięłam. Oprócz tego dostanie jeszcze buty, alkohol i bon na kąpiel piwną dla dwóch osób. Zamierzam go także zabrać na sushi w dniu jego urodzin. Jestem pewna, że wszystko mu się bardzo spodoba. Gorzej ze mną, bo będąc dzisiaj w galerii myślałam, że zemdleję. Jestem strasznie osłabiona i nawet dwie godziny na nogach są dla mnie wyczynem. Nie wiem co się do mnie przyplątało, ale męczę się jak jasna cholera. Na dodatek mam zapalenie ucha, które jeszcze osobno daje mi w kość. 

Cały czas intensywnie szukam pracy. Wysłałam ponad 100 ofert i jestem pewna, że niedługo trafi mi się coś fajnego. Staram się myśleć pozytywnie :) 

W tym tygodniu roboczym nie widzę się z Szymkiem. Ustaliliśmy, że musimy oboje porządnie wyzdrowieć, bo tak to się będziemy ciągle zarażać od siebie (wczoraj źle się czuł). Zobaczymy się dopiero w piątek i jestem pewna, że ten weekend będzie wspaniały, baaardzo się za nim stęskniłam. Co prawda, widzieliśmy się teraz, ale jednak to nie to samo. Nie spaliśmy razem, nie całowaliśmy się, no generalnie nic. Wcześniej S. musiał też wyjechać, a jeszcze wcześniej był chory, także za chwilę miną trzy tygodnie takiej posuchy. Bardzo tęsknie za bliskością. 

Okej, ja idę sobie teraz ucho zakropić i muszę tak poleżeć na boku z pół godzinki. Potem przydałoby mi się zrobić obiad, zwłaszcza że śniadanie tylko skubnęłam. Nie mam jednak zbytnio apetytu. W nocy miałam okropne dreszcze. Spałam w piżamie, szlafroku, pod kołdrą i dwoma kocami, a i tak się trzęsłam. Dzisiaj natomiast miałam napady gorąca. 

piątek, 22 września 2023

nie jest kolorowo

 Piątek, 13:58



Zaczynam pisać tego posta już trzeci raz, co świadczy o tym jak wielką papkę mam w mózgu. Nie odzywałam się tutaj prawie cały tydzień roboczy, bo choroba rozłożyła mnie na całego. W nocy śpię po maksymalnie 2-3 godzinki, bo kaszel tak bardzo mnie dusi. Do tego dochodzi ból gardła, głowy, katar, a także prawdopodobnie zapalenie ucha albo inna infekcja. No nie jest kolorowo. Moim największym osiągnięciem w ciągu ostatnich kilku dni było wykąpanie się dwa razy. A nie wspomnę jaki miałam potem problem z wyczesaniem włosów... nawet cebulki na głowie mnie bolą. Miałam się spotkać na weekend z S. bo nie widzieliśmy się już prawie dwa tygodnie, ale odwołałam. Po pierwsze nie chcę go zarazić, a po drugie serio nie mam ochoty na cokolwiek, nawet rozmowę. Matka dogryza mi z tego powodu. Ostatnio usłyszałam, że jak on był chory to ja do niego jeździłam, a jemu się nie chce. Co wcale prawdą nie jest. Wiele razy pytał czy ma przyjechać i czy czegoś mi potrzeba. Nawet Wam nie powiem jak mnie takie komentarze wkurwiają. 

Kilka dni temu byłam na rozmowie w sprawie pracy. Mieli się odezwać do końca tygodnia, nawet jak odpowiedź nie będzie pozytywna. No ale mamy już piątek godzinę 14 i nadal nic, wątpię żeby w weekend ktoś się odezwał. Denerwują mnie takie sytuacje. Na dodatek jest mi zwyczajnie szkoda, bo praca była wręcz idealna dla mnie. Cały tydzień starałam się myśleć pozytywnie, ale przez to zawód jest jeszcze większy. 

Przez chorobę nie mam totalnie apetytu. Najchętniej to zjadłabym chipsy i naleśnika z nutellą, ale wyjście do sklepu wydaje mi się równie niemożliwe co zdobycie Mount Everest. Głowa strasznie daje mi popalić, a kończyny mam wiotkie jak rozgotowany makaron. 

Trochę sobie ponarzekałam, ale myślę, że faktycznie mam na co. Wracam teraz do łóżka, przed końcem weekendu chciałabym się chociaż częściowo wykurować, a niestety póki co nic na to nie wskazuje. 

wtorek, 19 września 2023

1426-1427 || rozmowa o prace i choroba

 Wtorek, 08:27



Hej!

Wczoraj miałam drugi etap rozmowy o pracę. Nie ukrywam, że ta pozycja bardzo mi się podoba. Kurde... bardzo bardzo. Mają się odezwać do końca tygodnia. Myślę, że mam duże szanse. Jeśli możecie to pomyślcie o mnie ciepło. 

A co oprócz tego? Rozłożyła mnie choroba. W niedzielę wieczorem już myślałam, że jest lepiej, a tu następnego dnia obudziłam się jeszcze z katarem i bólem głowy. Ogólnie takie kiepskie samopoczucie. Także plan na najbliższe dni jest taki żeby się porządnie wykurować. Bo ja mam tak, że choroba lubi wracać jeśli do końca nie wyzdrowieje. Zrobiłam sobie ogromny dzbanek herbaty i zamierzam przeleżeć cały dzień w łóżku. Powinnam poprawiać magisterkę, ale głowa mnie strasznie boli. 

Do usłyszenia :) 

niedziela, 17 września 2023

1425 || trochę refleksji

 Niedziela, 11:02



Gdy w piątek pisałam wpis, to już niestety się źle czułam, więc o wielu rzeczach napisałam powierzchownie. Dzisiaj chciałabym pociągnąć temat, więc nie miejcie mi za złe, że trochę rzeczy będę powtarzać z poprzedniego posta. Powoli oswajam się z nową sytuacją i cieszę na ten nowy etap w życiu.

Na pierwszy rzut weźmy moją sytuację z promotorką. W czwartek spędziłam u niej dwie godziny i ogólnie spotkanie przebiegało w miłej atmosferze. Znowu usłyszałam, że praca jest dobra, że ma duży potencjał, ale... Zamiast powiedzieć mi jasno i klarownie co mam zmienić to usłyszałam, że "początek i koniec są do napisania od nowa, drugi rozdział jest zbyt szczegółowy, a trzeci zbyt ogólny". To nie są małe poprawki, to jest korekcja większości pracy i zajmie mi to dużo czasu. Napisałam do sekretariatu z prośbą o przełożenie obrony, bo moja promotorka wyjeżdża na ponad tydzień i nawet nie zdąży mi tego sprawdzić. Finalnie dostałam zgodę, ale będę musiała za to zapłacić... Im dłużej o tym myślę, tym bardziej dochodzę do wniosku, że promotorka bardziej mi zaszkodziła niż pomogła. 

Kłótnia z Szymonem. Chyba mogę powiedzieć, że to była nasza pierwsza poważna sprzeczka, ja przynajmniej tak to odebrałam. W ostatnią niedzielę wyszłam z jego mieszkania z samego rana i powiedziałam, że nie chcę takiego związku. Jaki był powód? A mianowicie to, na co zwracałam S. uwagę już kilkukrotnie. Coś mi obiecuje i później tego nie robi. I wiem, że są różne sytuacje, ale ostatnio robił to tak nagminnie, że w końcu nie wytrzymałam. Co gorsza, sam przyznał, że często jest tak, że coś mi obiecuje i już w momencie gdy to robi, wie że nie spełni obietnicy. Robi to tylko dlatego żebym w danym momencie dała mu spokój. To boli mnie jeszcze bardziej. W ten weekend mieliśmy jechać po nową Pandorę, ale oczywiście się z tego wykręcił. Zamiast tego pojechał do sklepu po piwo. Podobnie było z wyjazdem nad jezioro. A w niedzielę z kolei powiedział, że jedzie w ten weekend do swoich rodziców. Ostatnio umawialiśmy się, że pojedziemy razem, także dopytałam o to, na co dostałam wiadomość, że on chce jechać sam. Gdyby mi to od razu powiedział, typu "chce jechać w weekend do rodziców, nie masz nic przeciwko, że pojadę sam, bo dawno ich nie widziałem", to nawet słowem bym się nie odezwała, ale w tamtym momencie poczułam się jak idiotka. Także wstałam z łóżka, spakowałam się i wyszłam. Zobaczyliśmy się ponownie we wtorek i wszystko sobie wyjaśniliśmy. Możecie być ze mnie dumne, bo naprawdę byłam twarda w czasie rozmowy, z kolei S. wyglądał jakby się miał zaraz popłakać. Jakiś czas temu rozmawiałam o swoim związku z koleżanką i zapytała mnie wtedy, czy uważam, że S. na mnie zależy. Jestem pewna, że tak. I mówię to ze 100% pewnością. Może mieć jakieś swoje "odpały", być leniwy i nieustępliwy, ale nigdy nie kwestionowałam tego, że mu na mnie zależy. 

Praca. W piątek byłam oddać cały sprzęt z poprzedniej pracy. Co prawda powinnam w niej zostać do końca miesiąca, ale złożyłam wypowiedzenie zaraz po tym, jak się dowiedziałam, że nie przedłużą mi umowy. Zdecydowałam, że jeśli jutrzejsza rozmowa pójdzie dobrze, to przyjmę pracę od faceta, który kontaktował się ze mną jako ostatni. Jeśli chodzi o to, czym miałabym się zajmować, to powiem Wam tylko tak ogólnie, że chodzi o zarządzanie projektami. Dokładną dziedzinę zostawię sobie dla siebie. Pracowałabym na podobnych zasadach co w poprzedniej pracy. Czyli dowolna forma pracy - stacjonarna, hybrydowa albo zdalna. I brak stałych godzin pracy. Ostatnio mi się to bardzo sprawdziło, bo miałam dużo innych obowiązków, teraz gdy zostanie mi tylko praca, to chciałabym sama sobie narzucić jakieś godziny. Ale wszystkiego dowiem się jutro. Na dodatek praca wiąże się z wyjazdami, co mi bardzo odpowiada. Póki nie mam rodziny, to chciałabym zobaczyć jak najwięcej. Jeśli się zdecyduję, to już w październiku pojadę na tydzień do Warszawy, a później na kilka dni do Katowic. 

Robię sobie też już plany na końcówkę roku. Myślę, że o tym więcej Wam napiszę w przyszłym tygodniu, ale tak po krótce mogę powiedzieć, że chciałabym zrobić prawo jazdy, zacząć terapię*, dokończyć depilacje laserową i kupić fajne prezenty świąteczne. 

* Jeśli chodzi o psychologa, to w tym roku byłam u trzech. U każdego na jednej wizycie i dalej się nie zdecydowałam. To była kompletna porażka. Teraz chciałabym iść prywatnie, ale ceny mnie powalają. Koszt terapii w Krakowie, to około 300-400 zł za 50 minut! (Tutaj muszę wspomnieć, że szukałam psychologów i jednocześnie psychotraumatologów.) Nie uważacie, że to przesada? Jeśli znalazłam kogoś taniej to zazwyczaj albo miał 2 opinie na krzyż albo po prostu gorsze. Jeszcze dokładnie poszukam, chciałabym tak kogoś do 150 zł. 

Relacje z matką... Są jak wieczna sinusoida. Nie jest źle, ale jej natarczywość mnie kiedyś wykończy. Tak samo głupie komentarze. Nie pracowałam było źle, teraz pracuje (lub szukam pracy) to też jest źle. Nazwa stanowiska - zła, wyjazdy - złe, praca zdalna - zła. No nic jej nie pasuje. Jednocześnie ciągle słyszę krytykę, że nie nie chcę dalej udzielać korepetycji, bo twierdzi, że bym sobie w ten sposób dorobiła. I to prawda, ale ja przecież też chcę odpocząć, wyjść gdzieś, spotkać się z chłopakiem. Ona nie umie tego zrozumieć. 

Wyszedł mi bardzo długi post, ale potrzebowałam się wygadać. Chciałabym żeby już wszystko mi się w miarę ułożyło. Tymczasem idę zrobić drugi etap rekrutacji z innej pracy, tak żeby sobie drogi nie zamykać. Mam do rozwiązania trzy testy, zobaczymy jak sobie poradzę.