środa, 3 sierpnia 2022

Aga + 4

 Wtorek, 15:56

and Środa 10:00


Korzystam z okazji tego, że jest siesta i piszę posta. Powiem Wam, że jakoś kiepsko się czuję przed okresem, po prostu grubo. Bardziej niż zwykle. A może to przez to, że przez ostatnie 2-3 dni więcej jadłam? Wczoraj się już jako tako ogarnęłam, dzisiaj tak samo. Ale brzuch mam nadal ogromy. Czuję jakbym po tych 3 dniach jedzenia więcej rozepchał mi się żołądek, ale nie wiem czy to w ogóle jest możliwe. 

Dzisiaj czeka mnie ciężki dzień. Nie dość, że dzieci są nieznośne, jak zawsze zresztą, to jeszcze mam zostać z nimi wieczorem sama i z dwójką ich przyjaciół. Nakarmić, przyszykować do spania i położyć do łóżek. Życzcie mi powodzenia, bo zapewne padnę po takim dniu. Mam tylko nadzieję, że Ci znajomi są jacyś grzeczniejsi. 

Kevin napisał mi wiadomości i zżera mnie ciekawość, ale zgadnijcie co? Dzieciaki zablokowały mi telefon... (PS. Napisał że powinnam do niego przyjechać. Pomyślę nad tym.) Eh jezu. Jutro kupuję bilet powrotny, wracam do Polski 3 września. Dzisiaj, jak dzieci były na zajęciach z malunku, to zaczęłam się rozglądać za nową host family we Włoszech. Ale jezu nadal mam jakieś złe przeczucia odnośnie tego wyjazdu. 

Idę teraz trochę odpocząć, a potem chce upiec ciasto, bo mamy banany. Mam tutaj thermomixa i chciałabym trochę z niego skorzystać :) 

EDIT:

Zapomniałam wczoraj dodać tego posta. Upiekłam ciasto bananowe i wyszło super. Przejrzałam też całą książkę z przepisami z thermomixa, zapisałam najciekawsze pomysły i będę testować. 

Dzieci, które wczoraj przyszły okazały się kochane i bardzo dobrze wychowane. Nie znają angielskiego, więc byłam zmuszona używać hiszpańskiego, co nawet w porządku mi wychodziło. Za to dzieci, którymi się opiekuję to istne diabły, serio. Jest 10, a one już mi dały popalić. Ich mama reaguje za każdym razem, ale postanowiłam, że jeśli ich zachowanie się nie poprawi, to po prostu z nią pogadam. Bo już chyba mnie znacie, wiecie, że ogólnie jestem miła, ale też mam jakieś granice, a te dzieciaki niebezpiecznie się do niej zbliżają. Został mi miesiąc tutaj. Pomimo iż uwielbiam to miejsce, to naprawdę nie mam ochoty przebywać z tymi dziećmi. 

Czekam tylko do 15:30 aż host mum skończy pracę i wybywam na plaże! Muszę się wyrwać stąd. 


sobota, 30 lipca 2022

Ale ten świat jest mały

 Sobota, 23:26


Wczoraj wracając z plaży na pomoście minęłam trzy dziewczyny, odsunęły się żebym przeszła, więc powiedziałam "thank you" na co jedna z nich się zapytała czy mówię po angielsku. Powiedziałam, że tak i że jestem w szoku, że ona też zna ten język (to tutaj rzadkość), ona odpowiedziała mi, że tak, bo była na erasmusie teraz w Polsce :) Ale ten świat jest mały, co nie? Wzięłam od niej numer, może uda się spotkać. 

Wczorajszy i dzisiejszy dzień był dla mnie zły pod względem jedzenia. Nawet na plaży ledwo byłam w stanie wysiedzieć, bo byłam tak głodna. To chyba znak, że zbliża się okres. Jutro chciałabym po prosu jeść normalnie, ale od poniedziałku wracam na właściwe tory. Dobrze, że mam tutaj pod dostatkiem zdrowego jedzenia. Pełno warzyw, owoców, hummus, guacamole, tahini itd. Problem tylko w tym, że czasami mi się już po prostu nie chcę kombinować. Codziennie gotuje dwa obiady, więc jak jeszcze będę musiała gotować trzeci dla siebie to chyba padnę. Zwłaszcza, że w tym samym czasie zajmuje się dziećmi. Zobaczymy jak to będzie.

Dzisiaj rano byłam w sklepie, bo musiałam kupić krem przeciwsłoneczny. Zeszłam z 50 na 30, bo jestem już opalona. Koło 13 poszłam na plaże i siedziałam tam do 19, już pod koniec przysypiałam, tak mi było dobrze. Potem wróciłam do domu, wzięłam prysznic, zjadłam i o 22 wyszłam jeszcze na godzinkę na miasto poszlajać się. Dzisiejszy dzień kończę z 18 tysiącami kroków, wczoraj było 26 tys. 

A poniżej wczorajszy zachód słońca. 





piątek, 29 lipca 2022

Kukaracza

 Piątek, 00:01


Siadam do napisania tego posta kolejny raz. Za pierwszym usłyszałam okropny krzyk, myślałam że dzieci się kłócą, wbiegam do salonu a tam krzyczy hostka, że znalazła karalucha. I oj napracowałyśmy się. Wywróciłyśmy całą kuchnię do góry nogami, odsunęłyśmy nawet zmywarkę i wszystko pod szafkami, a ten skurczybyk siedział na kuchence. Wiecie dlaczego się mówi, że karaluchy przeżyją nawet apokalipsę? Ja już wiem. Dosłownie nie mogłam go zabić, nie wiem ile razy mu przywaliłam butem, a ten nadal się ruszał. 

Okej, to tak słowem wstępu tylko było. Ogólnie miałam dzisiaj jakiś kiepski dzień. Myślałam, że uda mi się spotkać z tym facetem, o którym Wam pisałam (chyba nie był taki ważny, bo za cholerę sobie nawet imienia nie mogę przypomnieć, ale coś na G.). Miała być randka, miałam się odwalić, nawet na seks na plaży się nastawiłam, ogoliłam, nakremowałam itd i dupa. Nic z tego nie wyszło. Finalnie spędziłam popołudnie sama. Poszłam na plaże, pochodziłam po mieście. Wpadło coś koło 26 tys. kroków. 

Rozważam w przyszły weekend wybranie się do Kevina (wczoraj Wam o nim pisałam, że mi się jakoś wyjątkowo podoba). Nie wiem co mi tak na tym zależy, bo jakoś dobrego kontaktu to my ze sobą nie mamy. Może to jakiś szósty zmysł?





Z dzisiejszego spaceru po plaży 




środa, 27 lipca 2022

wyrocznia

 Środa, 21:19


Myślałam, że nie będę tutaj miała dostępu do wagi, a jednak znalazła się tutaj ze mną i ona - moja wyrocznia. Wczoraj się zważyłam, co prawda na noc, w ubraniu i w mokrych włosach. Myślę, że trochę tutaj już schudłam, ale wiadomo - mogłoby być lepiej.

Dni mijają mi właściwie tak samo. Od rana do mniej więcej 16 opiekuje się dziećmi, a później lecę na plaże. Czytam książkę, kąpie się w oceanie, opalam. Jest naprawdę super, bardzo relaksująco. 


Mam już tutaj przyjaciół :)

W ogóle się tutaj nie maluje. To dla mnie nowość. 


Obecna figura.
Ale mam to w dupie (prawie) i chodzę z odsłoniętym brzuchem. 


Sałatka z tuńczykiem (jadłam pierwszy raz w życiu). I z domowym serem. 


Ryba (w tej postaci też jadłam pierwszy raz w życiu)


Burger. Jem tutaj mięso normalnie, bo nie chce robić nikomu kłopotu. 


Ciasto bananowe, które jadłam ostatnio ciagle na śniadanie. 


Makaron z tuńczykiem i z sosem pomidorowym 


Przerywnik na wczorajszy zachód słońca. 



Pyszny lód! Kosztował prawie 3 euro, ale był tego wart


Hamburger i warzywa z sosem tahinii 


Tortilla i guacamole na przekąskę. 



Daktyl i masło orzechowe, też jako przekąska.


To jadłam dzisiaj jak czekałam na dzieci, bo były na pianinie. Rogalik obtoczony całe w cukrze. Był malutki i podzieliłam się nim z kotem. 


W środku pełno nadzienia. 



To jadłam dzisiaj na obiad. Coś ja budda bowl. Ryż, tuńczyk, awokado, pomidor, rukola, hummus. Pycha było.

Dzisiaj był pierwszy raz kiedy nigdzie nie wychodziłam. Zostałam w domu. Zrobiłam pranie, pogadałam z przyjaciółką, obejrzałam film.

Ah chłopak z tindera, właściwie facet, bo prawie 10 lat starszy ode mnie zapraszał mnie na randkę na plaży. Dzisiaj nie wyszło, ale chyba za chwilę napiszę czy nie chce się spotkać jutro wieczorem. Chociaż on jest tutaj tylko na wakacjach, więc domyślam się, że chodzi mu o jedno... 
A w ogóle, gdy była u mnie Ania, to poleciła mi InterPals, taka apka że możecie sobie gadać z osobami z całego świata i uczyć się dzięki temu języków. Gdy tutaj przyjechałam, to weszłam na nią i w najbliższej okolicy wyszukało mi chłopaka i sobie wtedy pomyślałam "oo kurde, ale fajny", a kilka dni temu zobaczyłam go też na Tinderze, przeznaczenie? Daje w prawo... czekam i co widzę! Match! No i napisałam do niego pierwsza, rozmowa się nie kleiła i właściwie tylko ja to ciągnęłam, ale dzisiaj sam do mnie napisał czy nie wybieram się czasem do niego. Mieszka w El Puerto de Santa Maria, tam gdzie byłam na wycieczce. Chciałabym żeby to on przyjechał... Jakoś wpadł mi w oko, a to się RZADKO, BARDZO RZADKO zdarza. 

Zobaczymy jak to będzie. Chciałabym teraz częściej pisać, bo to też pamiątka dla mnie. I robić więcej zdjęć i więcej nagrywać! 

Wczorajszy zachód słońca. 


Niedziela. pojechaliśmy na inną plażę, była jakby w kanionie? Nie wiem jak to powiedzieć, ale chyba same widzicie. Uczyłam się padel surfing. Było ciężko.





Mój przyjaciel. 





piątek, 22 lipca 2022

Hiszpańskie życie

 Piątek, 00:05


Hejka!

Piszę szybko post i uciekam spać. 

Bardzo dobrze czuję się w nowym miejscu, coraz bardziej swobodnie i zaczynam czuć, że to mój dom, przynajmniej na jakiś czas. Dzieci to małe diabły, no ale praca to praca. 

Szkoda tylko, że dzieci nie chcą w ogóle wychodzić. Myślałam, że będę spędzać z nimi całe dnie na plaży, ale oni nie chcą nawet do sklepu pójść także siedzimy w domu. A jak kończę pracę to sama lecę na plaże. Pluskam się w oceanie i czytam książkę. Kupno czytnika było strzałem w dziesiątkę.

Dzisiaj natomiast po 15 pojechaliśmy do innego miasta. Najpierw do Cadiz (ja mieszkam w Conil de la Frontera dokładnie), a później do El Puerto de Santa Maria. Było świetnie. Popijaliśmy sobie cole patrząc na ocean, a później poszliśmy zjeść do amerykańskiej restauracji. Dzieci mało co lubią, więc nie mogła być żadna inna. Ale może następnym razem. Bardzo przyjemnie spędziłam z nimi czas. 








Jutro zapowiada się długi dzień. Najpierw muszę zostać z dziećmi sama (zazwyczaj ich mama pracuje zdalnie, więc jest pod ręką), a później zostaje z nimi na cały wieczór, bo Montse idzie na koncert. Coś czuję, że padnę zmęczona! Na szczęście jutro jest movie night, więc mam nadzieję, że zajmą się filmem. 


Zmykam! 

wtorek, 19 lipca 2022

Adaptacja

 Wtorek, 09:22


Hej! 

W niedziele spędziłam cały dzień na plaży. Nieźle zjarało mnie słońce, pomimo, iż uczyłam kremu 50. Muszę bardziej na to uważać. 

Wczoraj natomiast miałam pierwszy dzień "pracy". Dzieci nie są łatwe w obsłudze, że tak powiem, głośne i trochę niegrzeczne, ale mam nadzieję, że z czasem będzie lepiej. Przynajmniej zaczęły coś do mnie gadać, bo serio bałam się, że jednak kompletnie nie rozumieją angielskiego. Spędziłam z nimi więcej czasu niż powinnam i to z własnej woli.  Wieczorem poszłam na jakieś zakupy, bo potrzebowałam trochę kosmetyków, finalnie mało co kupiłam. Dzisiaj jeszcze się przejdę. Byłam też wieczorem na plaży, chwilkę sobie posiedziałam, zjadłam jakiś owoc i wróciłam do domu. Koło 23 zjadłam kolacje, bo tutaj jada się tak późno. Później zaraz położyłam się spać, bo byłam zmęczona. 

Zainstalowałam tindera, więc zobaczymy co z tego wyjdzie. Chciałabym się z kimś spotkać i wyjść na jakąś kolacje czy piwko. Dostałam też namiary do dwóch dziewczyn z okolicy, koleżanek poprzednich au pair, więc do nich też zamierzam się odezwać.

Co więcej? A kompletnie nie mam tutaj ochoty na jedzenie. Montse powiedziała mi wczoraj, że martwi ją to, że nie jem. Ale jezu.. jedzenie to chyba ostatni rzecz, o której tutaj myślę. Kiepsko tylko, że zarówno nie jem jak i nie pije. Muszę na to uważać. 

Czekam aż dzieci wstaną, zrobię im śniadanie i zajmiemy się czymś. Później pójdę do sklepu, a wieczorem na plaże popływać. 












niedziela, 17 lipca 2022

Panna A. nadaje z Hiszpanii :)

 Niedziela, 00:24


Hejka! Tak jak obiecałam, ten tydzień zaczęłyśmy w Polsce, a kończymy go w Hiszpanii :)

Szczęśliwie doleciałam, ale może zacznijmy od początku. 

Wstałam koło 6:30, bo ostatnio kompletnie nie mogę spać. Zjadłam śniadanie, dopakowałam i ogarnęłam. Chwile po 12 byłam już na lotnisku i okazało się, że to dużo za wcześnie po wynudziłam się za wszystkie czasy. Lot miał drobne opóźnienie, więc dopiero koło 17 wylecieliśmy. I och! Było super! Mówiłam Wam, że pierwszy raz lecę samolotem, na dodatek z chorobą lokomocyjną, więc się stresowałam, ale kompletnie nie było czym. 



W ogóle nie było mi niedobrze i chyba polubię się z lataniem. Na lotnisku odebrała mnie Montse, czyli moja host mum, ale nie będę tak o niej mówić, bo jest za młoda :) Całą drogę przegadałyśmy, super bo mam kontakt z angielskim. 
Niedawno przyjechałyśmy do domu, ona pojechała odebrać dzieci, więc miałam trochę czasu dla siebie. Wzięłam prysznic i się rozpakowałam wstępnie, jutro jeszcze sobie wszystko zorganizuje. 
Jakie wrażenia? Pozytywne! Montse jest przesympatyczna, ale nie skłamałabym pisząc, że nie tęsknie za domem. Tak możecie się śmiać, bo przecież dopiero co wyjechałam, ale wiecie. Dom to jednak zawsze dom, nie ważne jak fajnie jest w nowym miejscu. No i już tęsknie za Maffinem. 


Jakie plany na jutro? Plaża oczywiście! Tymczasem żegnam się z Wami z nowego miejsca i uciekam spać. Jestem bardzo zmęczona. 

Aa! Zważyłam się dzisiaj i postanowiłam, że jak wrócę, to chciałabym zobaczyć na wadze 8 kg mniej. Będę tutaj 6 tygodni, więc cel jest realny. 

PS. Nie mogę uwierzyć, że tu jestem.