czwartek, 19 października 2017

 Czwartek, 11:31

 

 

Wczorajsze wyjście z dziewczynami było naprawdę świetne. Co prawda teraz mam kaca jak stad do Warszawy, ale fajnie było przynajmniej jeden wieczór spędzić na luzie, a nie z nosem w książkach.

Jedyne czego mogę żałować, to to że za bardzo się otworzyłam. Dlatego w najbliższym czasie więcej imprez nie planuję. 

 

BILANS ZA WCZORAJ:

ŚNIADANIE: 1x maca, pasta ze słonecznika, mini papryka nadziewana serkiem

OBIAD: ryż, warzywana na patelnię, tofu, sałatka

PODWIECZOREK: miseczka kremu z pomidorów

 

Z ciekawości stanęłam dzisiaj na wadze. Byłam pewna, że po ilości alkoholu, którą wczoraj wypiłam będzie coś na plusie, ale miło się zaskoczyłam. Kolejny kilogram mniej :) Aktualnie waże 73kg, mam 170cm wzrostu. 

Mam ochotę obejrzeć jakąś fajną komedię, więc korzystając z tego, że mam dzisiaj wolne, to zaraz sobie czegoś poszukam. Potem sprzątanie i nauka!

A na zdjęciu niebo ze wczoraj, było przepiękne !

 

Miłego dnia Wszystkim :) 

 

wtorek, 17 października 2017

 


Wtorek, 20:26

 

 

Dzisiaj humor jak najbardziej na plus, mimo całego dnia spędzonego na uczelni. Kolos z angielskiego poszedł w miarę dobrze, ale nie chcę zapeszać jak to mam w zwyczaju. Mózg mi już paruję od ilości wiedzy jaką dzisiaj przyswoiłam także dalszą naukę sobie odpuszczam. 

Jutro wieczorem wychodzimy z dziewczynami na miasto, więc w końcu trochę się rozerwę. Chciałabym powiedzieć, że skończy się na jednym piwie, ale tak rzadko z nimi wychodzę, że chyba pozwolę sobie na więcej. Czwartek i piątek wyjątkowo mam wolny, więc muszę wtedy ponadrabiać zaległości w nauce i co najważniejsze- posprzątać!

 

BILANS:

ŚNIADANIE: 1x maca, pasta tofu, 3 mini papryczki nadziewane serkiem 

II ŚNIADANIE: baton muesli 

KOLACJA: tofu , warzywa na patelnię , ryż , surówka 

+ parę gryzów precla

 

Kalorie policzyłam, ale jest ich tak mało, że nie chce pisać. 

 

W sumie, to zawsze pisze o tym co jem, a nigdy o tym co piję. Staram się wyrabiać jakieś dobre nawyki dlatego codziennie z rana piję wielką szklankę wody z sokiem z cytryny i imbirem. Potem w ciągu dnia wodę i parę herbat, ale to zależy od tego ile czasu spędzam w domu. Hebrate zawsze piję ze słodzikiem. Tak, wiem że to gorsze od cukru, ale to chyba jeden z tych nałgów, z którym kończyć nie chcę. Od czasu do czasu wpadnie kawa albo energetyk, które swoją drogą uwielbiam, ale udało mi się bardzo ograniczyć. 

 

Lecę spać, bo jutro się szykuje długi dzień! 

 

poniedziałek, 16 października 2017

 Poniedziałek, 20:24

 

 

 

To nie był mój dzień. Uświadomiłam sobie, że moje życie stoi w miejscu. Ot, taka refleksja mnie dopadła gdy dowiedziałam się o ciąży koleżanki.  Czuję nutkę zazdrości patrząc na dziewczyny, które spędzają czas ze swoimi chłopakami, mieszkają z nimi, chodzą na randki. Chyba chciałabym kogoś poznać, tak w końcu dorosłam do tej decyzji. Pamiętam chłopaka, który zaprosił mnie na studniówkę, a potem zaczął mówić o związku. Uciekłam. Inaczej nazwać tego nie mogę. Nie dopuszczałam do siebie myśli, że mogłabym się komuś spodobać. Ja? Gruba, nieszczęśliwa kujonka? Nie chcę być już gruba ani nieszczęśliwa, kujonką mogę zostać :)

 

BILANS: 

ŚNIADANIE: sałatka z ciecierzycy (227), 1x maca (69), pasta z suszonych pomidorów (50)

OBIAD: makaron (184), tofu (74), warzywa na patelnię (87), sałatka (42)

KOLACJA: zupa krem z pomidorów (92), słonecznik (34) 

+ masło orzechowe (140)

999 kcal

 

A tak z bardziej pozytywnych rzeczy, to waga znowu spadła :) 

 

 

 

niedziela, 15 października 2017

 Niedziela, 20:28

 

 

Mam tyle energii (oczywiście pozytywnej !), że mogłabym teraz góry przenosić, ale niestety muszę się uczyć haha :) Dzisiaj czuję się już o niebo lepiej, rano coś mnie tam brzuch pobolał, ale ogólnie znośnie. Mam nadzieję, że w przyszłym miesiącu nie dojdzie do takiej sytuacji, bo drugi raz tego nie zniosę...

Znowu nie znalazłam dzisiaj czasu żeby posprzątać, ale oprócz tego zrobiłam wszystko, co miałam zaplanowane, więc jest dobrze. Z rana pojechałyśmy z mamą na mszę za mojego dziadka, a potem na szybkie zakupy spożywcze. W końcu niedziela to dzień gotowania, a inaczej nie miałabym co do garnka włożyć. W domu znowu zaczęłam ogarniać angielski, bo wczoraj, tak jak pisałam, kompletnie nie mogłam się skoncentrować. Zaraz znowu do niego usiądę. Ugotowałam też obiady na cały tydzień, zeszło mi z tym dłużej niż zazwyczaj, bo zdecydowałam się wszystko dokładnie zważyć. Teraz już wiem na czym stoję, dobrze nie jest.

 

BILANS:

ŚNIADANIE: 2x maca (138), pasta z suszonych pomidorów (50), pasta z tofu (50), 2x mini papryczki nadziewane serem (74) 

II ŚNIADANIE: winogrona (48)

OBIAD: kasza bulgur (61), mieszanka warzyw (34), dynia (28), tofu (62), surówka colesław (36), surówka z kapusty (12) 

PODWIECZOREK: połowa kaki (42)

KOLACJA: zupa krem z pomidorów (87)

 

722 kcal 

Od razu powiem, to głośno: nie głodzę się!

Jestem dosyć zaskoczona wynikiem, zdaję sobie sprawę, że powinno być jakiś 300-500 kcal więcej. Dzisiaj mogę, to jeszcze zrzucić na okres, bo tak jak wspominałam nigdy nie mam wtedy apetytu. 

 

DIETA: zaliczam

AKTYWNOŚĆ: nic

NAUKA: angielski, angielski i jeszcze raz angielski... 

 

Jak zwyklę życzę Wam bardzo produktywnego tygodnia!

sobota, 14 października 2017

 Sobota, 20:58

 

 

Przeżyłam dzisiaj najgorszy ból w moim dotychczasowym życiu. Nad ranem dostałam okres i był to po prostu początek koszmaru. Przez kilka godzin byłam praktycznie wyeliminowana z życia. Miałam potworne skurcze, było mi niedobrze i słabo, ledwo wstałam z łóżka żeby okno otworzyć, bo kończyny tak mi się trzęsły. Już od kilkunastu miesięcy przechodzę okres prawie bezboleśnie, a tu nagle coś takiego. Ulżyło mi dopiero, gdy zwymiotowałam, teraz także boli mnie brzuch, ale znacznie mniej. 

Oczywiście, jak to ja, miałam na dzisiaj pełno planów, a skończyło się na tym, że przeleżałam cały dzień patrząc w sufit. Udało mi się jedynie powtrzyć część angielskiego, ale miałam straszny problem z koncentracją. 

Mam nadzieję, że jutro już będzie dobrze, bo nienawidzę marnować czasu. 

 

BILANS:

-kilka kruchych ciasteczek, 3 daktyle

-kasza gryczana, pieczona dynia, surówka

-łyżka masła orzechowego

-garść winogron

 

W czasie okresu nigdy nie mam apetytu, a dzisiaj to już kompletnie. 

 

 

 

 

piątek, 13 października 2017

 Piątek, 21:32

 

Jak Wam minął piątek 13? Ja pierwszy raz od bardzo długiego czasu miałam dzisiaj gorszy humor. Brzuch mnie delikatnie boli, waga lekko wzrosła, więc na dniach powinnam dostać okres. 

Mimo kiepskiego samopoczucia pojechałam rano załatwić jedną sprawdę dla mojego brata,  potem od razu na siłownię i udało mi się nawet zahaczyć o Rossmanna. 

Po powrocie zabrałam się za obiad. Moja popisowa zupa krem z dyni dzisiaj kompletnie mi nie wyszła, a myślałam że to takie danie, którego nie da się zepsuć. Miałam w planie przygotowanie także wielkiej porcji beztłuszczowych frytek z piekarnika, ale okazało się, że w domu mam tylko cztery mini ziemniaczki. Dlatego porcyjka wyszła bardzo skromna. No nie miałam dzisiaj szczęścia do tego gotowania. 

Po ogarnięciu obiadu usiadłam do nauki i zeszło mi do samego wieczora. Nie zdążyłam posprzątać mieszkania, więc jutro koniecznie muszę to zrobić.

 

BILANS:

ŚNIADANIE: sałatka z ciecierzycy, 2x maca

OBIAD: mini porcja beztłuszczowych frytek, sałatka (sałata+tofu+winegret)

KOLACJA: miseczka zupy dyniowej 

 

 

Niestety nie policzyłam kalorii, bo okazało się, że nie mam baterii do wagi. Patrząc na to ile zjadłam, to może nawet lepiej. Kompletnie nie miałam dzisiaj apetytu. 

 

 

DIETA: zaliczam

AKTYWNOŚĆ: 40 minut na orbitreku (-400 kcal)

NAUKA: przerobiłam cały materiał na kolosa z angielskiego 

 

Przed chwilą zrobiłam peeling kawowy i jestem zachwycona. Mam skórę jak aksamit, nie przesadzam. Zazwyczaj używałam kupnych peelingów, ale efekt nie był nawet w połowie tak dobry. Jeżeli posiadacie jakieś wypróbowane receptury, to bardzo chętnie ich wypróbuję :) 

 

Udanego i aktywnego weekendu! :) 

 

 

czwartek, 12 października 2017

 Czwartek, 21:46

 

Jak dobrze, że jutro w końcu mam wolny dzień. No może nie do końca wolny, bo już po brzegi wypchany rzeczami, które powinnam zrobić, ale przynajmniej na uczelnię nie muszę iść. 

Dzisiaj miałam totalną powtórkę z rozrywki: wstałam (ledwo), posprzątałam, ładnie się wymalowałam, zaczęłam nowy dział z repetytorium, a potem uczelnia do wieczora. Ostatnio spędzam tam całe dnie, więc jeżeli chcę coś ogarnąć, to muszę wstać wcześniej i zrobić to rano. 

 

BILANS:

ŚNIADANIE: omlet (2 jajka, 3 łyżki płatków owsianych górskich, plasterek sera żółtego, ketchup)

OBIAD: kasza gryczana, warzywa na patelnię

KOLACJA: miseczka barszczu, 1x maca z pastą z suszonych pomidorów, pastą tofu

+ jeden kinderek (kinder chocolate) 

 

Odebrałam wagę kuchenną! Także jutro się przekonam ile tak naprawdę jem :) 

 

DIETA: zaliczam 

AKTYWNOŚĆ: nic

NAUKA: zaczęłam kolejny dział z repetytorium, ale przerobiłam dosłownie 8 stron :(