Ferie!!
Obiecuję, że nie zaglądnę do książek, będę leżała i się obijała. I że ogarnę dietę.
Coraz częściej zdarza mi się wpadać w szał, którego nie jestem w stanie opanować. Najlepsze jest, to że nie mam konkretnego powodu.
Dzisiaj przesiedziałam w wannie dobre pół godziny krzycząc i wbijając paznokcie w skórę. Nie poznaje siebie. To nie jestem ja.
Tyle nauki.
Ostatnio jestem tak strasznie zdezorientowana. Kompletnie nie wiem, co się koło mnie dzieje, nie potrafię zebrac myśli.
Obym tylko nie zawaliła szkoły. 4 dni i zaczynam ferie
Jutro luzy, ale środa, czwartek i piątek będą PORAŻKĄ jeżeli nie napiszę wszystkich referatów i nie nauczę się.
wszystko mnie denerwuję. chce zmienic tą szkołę, bo wiem że następnym razem nie popełnie tego błędu. przyjdę jako nowa uczennica i zostanę sama, nie chce tych wszystkich falszywych osob w moim zyciu.
Bardzo podoba mi się, to jak jestem postrzegana przez innych ludzi, ale po czasie czterech miesięcy zaczęło mi to już przeszkadzać. Oni oczekują, że to ja sie wszystkim zajmnę, wszystko zaplanuję, a jeszcze lepiej sama zrobię. Prezenty dla nauczycieli? No problem. Babeczki. Oczywiście. Plakat? Konkurs? Zadania domowe? Jestem wykończona, jeszcze tylko jutro i dość tego koszmaru.
Moja "przyjaciółka" ma problemy, a ja nie potrafię jej pomóc. Więcej. Ja nie chce jej pomóc, dzisiaj zdałam sobie z tego sprawę. Nie chcę, by ktoś dla mnie obcy obarczał mnie swoimi problemami, bo ja nawet nie umiem sobie poradzić z własnym życiem. Martwię sie o nią.
Mam okropne oceny na półrocze. Dwie dwójki! Nie, nie, nie. Z innych przedmiotów także mogłoby być lepiej. Muszę się bardziej postarać
Na jutro mam tyle nauki... jeszcze nic nie zrobiłam, nie mam ochoty, nie widzę w tym sensu. A jeszcze za chwilę wychodzę do dentysty i nie wiem ile czasu tam spędzie. Stale myślę o nowym roku, czy coś się zmieni? Przecież, to tylko czas, nie ma znaczenia czy zacznę "better life" od dzisiaj, czy za kilka dni. Jednak ja głupia czekam.
Mam przygotowane już tyle rzeczy. Ćwiczenia, dietetyczne posiłki, rozplanowuję naukę i mam tyle seriali do oglądnięcia.
19:37
Skoro dobre oceny nie dają mi żadnej satysfakcji, to co mogłoby dać? Zawsze myślałam, że chodzi o to bym mogła być z siebie dumna. Mało jest na tym świecie rzeczy, które sprawiają, że się uśmiecham. Smutne.
Nawiązując do wczoraj, to nie napisałam, ponieważ caluteńki dzień byłam poza domem. Wyszłam o 7, a wróciłam po 19, a musiałam się jeszcze uczyć na biologię. Od siódmej godziny lekcyjnej miałam na prawdę okropny humor. Niech mi ktoś powie jak można sobie przywłaszczyć pracę kogoś innego?! Już mówię o co chodzi. Oczywiście jako jedna z nielicznych odrobiłam zadanie domowe z fizyki, ale to już standard. Dałam odpisać R. , co też jest już u nas stanadardem, sama natomiast zamierzałam się zgłosić i przedstawić je na tablicy na ocenę. I zgadnijcie kto mnie ubiegł?! Jeszcze na początku pomyślałam dobra, okej, pójdę do następnego. R. dostała 4, a gdy ja się chciałam zgłosić nauczycielka powiedziała, że musi przeprowadzić lekcję. Znowu mi smutno gdy o tym myślę, ja się narobiłam i gówno z tego mam. A ona dostała ocenę, która należała się mi. Nie. Nie. Nie. Straciłam wiarę w ludzi.
Jezu taka głupota, a płaczę przez nią. Nie zrozumcie mnie źle, nie chodzi o ocenę. Myślałam, że jesteśmy przyjaciółkami i bardzo się na niej zawiodłam. Dramatyzuję? Chyba powinnam się już nauczyć, że ludzie stale nas zawodzą, zwłaszcza ci, na których liczymy najbardziej.
Dzisiaj jestem już w lepszym humorze, ale R znowu mnie zawiodła. Nie chce już nawet pisać o co chodzi.
Klasowe mikołajki minęły w fajnej admosferze i dostałam piękny prezent.