sobota, 30 listopada 2013

-

 09:06

 

Jestem smutna. Wewnętrznie. Na ten ból nie ma lekarstwa. Tak samo jak nie ma leku na umieranie. 

Co ty z sobą robisz najlepszego?  Staczam się. Czuję, że niedługo upadnę z głośnym hukiem i  zdechne na progu mojego życia. Jednak wcześniej pokażę wszystkim, że potrafię. Być chudą, piątkową uczennicą. Potem umrę. Jak spadać, to tylko ze szczytu. 

 

Zrobiłam już całe zadanie na francuski, jedno pisemne zadanie z historii, prezentację na informatykę i zaczęłam pisać referat z angielskiego. Siedziałam nad tym do trzeciej w nocy. Było pięknie. Ja - Energetyki - Lekcje. Przecież każdy nastolatek spędza tak piątkowe wieczory/noce. 

boże, jest jak wtedy. tęskniłam

 


piątek, 29 listopada 2013

-

 Moja szklanka jest do połowy pusta. I obawiam się, że to się nigdy nie zmieni. Wymagam od życia więcej, ale także daję dużo. Tą stałą pogoń za perfekcją mogłabym porównać do gry. Robię trzy kroki do przodu, by za chwilę cofnąć się o pięć. Ale przecież każda gra ma mete,a wygrywa najsilniejszy. Tylko jak się pozbierać po tak dużej ilości upadków? Zawsze próbować o jeden raz więcej... To takie oczywiste. Tylko, że ja jestem już tak bardzo zmęczona. 

 

To już ostatni raz, jeżeli teraz mi się nie uda...Ah.. pieprzenie. Zdobędę tą perfekcję. 

DIETA

1. Piszę codziennie bilanse. 

2. Ćwiczę na każdym wf

3.Unikam słodyczy/ tłuszczy/ białej mąki/ kawy z automatu ;)

4. Dużo pije

5. Waże się w każdą sobotę/ wymiary raz w miesiącu 

 

SZKOŁA:

1. Odrabiam lekcje w weekendy

2. Uczę się systematycznie

3. Nie zgłaszam np/bz 

4. Staram się być aktywną na lekcji 

5.Poprawiam każda ocene poniżej 3 

 

Nie od dziś wiadomo, że moje życie kręci się wokół diety i szkoły. Mam dobre oceny jak na pierwszą klase liceum, ale doskonale zdaje sobie sprawę, że stać mnie na dużo wiecej. Musze się po prostu bardziej przyłożyć. Co do kontaktów z ludźmi - nie przełame się, jeszcze nie teraz. 

 

Nie wierzę, że znowu to robię. Boję się kolejnego upadku. 

 

 

-

 18:59

 

 

Daję sobie ostatnią szanse.

Takie życie mnie wykańcza zarówno psychicznie jak i fizycznie. Dzisiaj tak naprawdę przyznałam się sama przed sobą, że nie mam nic. Żadnych pasji, zaiteresowań, przyjaciół. Z trudem egzystuje, takie życie to nie życie. Patrzę na swoich znajomych i tak strasznie im zazdroszę, że poza szkołą mają jakieś swoje życie. A co ze mną? Nie chodze na imprezy, a przecież jestem zapraszana niemalże co tydzień. Wiem, że mogłabym się teraz bawić w najlepsze, ale.. no właśnie, ale co? I co właściwie oznacza danie sobie jeszcze jednej szansy? Muszę chwycić swoje życie w rydzy, bo czuję jak mu się wyślizguję. Muszę być lepsza. Chcę pokazać wszystkim, że potrafię coś osiągnąć. 

 

Piszę bez ładu i składu, ale myśli plątają mi się w głowie. Już dawno nie było tak źle. 

czwartek, 28 listopada 2013

-

  

 

Ostatnie tygodnie mogłyby zlać sie w jeden, a ja bym tego nawet nie zauważyła. Codziennie ten sam już tak dobrze znany mi schemat. Zbrzydło mi życie, na samą myśl o tym, że jutro mam iść do szkoły i udawać szczęśliwą chce mi się ryczeć. Coraz częściej wracają do mnie myśli sprzed dwóch lat, boję się ich. Muszę zamknąć na nie swój umysł, bo oszaleję. 

W szkole czas tak bardzo mi sie duży. Dzisiaj na dwóch matematykach prawie zasnęłam , głowa okropnie mi pulsowała..Poza tym po raz kolejny zapłaciłam za to, że chodzę z głową w chumrach, chyba najlepszą radą będzie zapisywanie wszystkiego co muszę zrobić, bo inaczej sobie nie poradzę. 

Bilans w porządku, nie mam kompletnie ochoty na jedzenie. A co pochwalę się ;) Na pasku od dżinsów przeskoczyłam już o dwa oczka w tył. 

 

Miłej nocki ;)


środa, 27 listopada 2013

-

 20:13

 

Ostatnio mam gorsze dni. NIe potrafię zebrać myśli, stale chodzę z głową w chmurach. Strasznie na tym cierpię. Wczoraj o tym nie wspomniałam, ale  okazało się, że sprawdzian z historii, na który uczyłam się niemalże do 1 (a wstaje o piątej) jest w przyszły wtorek, a nie w ten. Tylko ja o tym nie wiedziałam. Na kartkówce z angielskiego wszystko mi się pomieszało, byłam tak rozkojarzona, że sprawdzałam nawet czy nie pomyliłam się w nazwisku. Potrzebuję odpoczynku, tym razem fizycznego. Ta sobota będzie tylko dla mnie, obiecuję to sobie. Może w końcu uda mi się wyspać i przyszły tydzień będzie dużo lepszy, musi być. 

Dzisiaj były tylko cztery lekcje, na dwóch z nich pisaliśmy test sprawdzający wiadomości z matematyki po gimnazjum. Nawet czytać mi się tego nie chciało. Zrobiłam parę zadań i dałam sobie spokój, zresztą jak reszta mojej klasy. W ogóle, co to za pomysł, by było aż 20 zadań otwartych?! Na dodatek test ułożony "na odwal się", błędy ortograficzne, brak rysunków koniecznych do wykonania zadania.. eh, szkoda gadać. Później wyjście do muzeum archeologicznego. Starałam sie wyciągnąć z wykładów jak najwięcej - lubię mieć przynajmniej minimum wiedzy z każdego tematu - ale pod koniec, to już nawet ja wysiadałam.

Elita znowu wyciągała mnie do galerii. Nawet przez chwilę miałam ochotę z nimi iść, ale zanim dopuściłam tą myśl do głosu - odmówiłam. To już tradycja. Najpierw zakupy i przymierzanie miliona ciuchów, - których i tak nie kupią - a później McDonald. Cieszę się, że nie poszłam, bo nie wiem czy udałoby mi się siedzieć i tylko patrzeć jak jedzą. 

Dodatkowo K. stale się do mnie lepi. Wiem, że niegrzecznym jest powiedzenie prosto z mostu, że ja nie szukam koleżanek, a co dopiero przyjaciółek, ale drażni mnie to. Nie lubię gdy ktoś mnie dotyka.

 

wtorek, 26 listopada 2013

-

 To już setny wpis. Ponad dwa lata mojej obecności na fbl, z przerwami, bo z przerwami, ale to i tak długi okres czasu. Poczatki utkwiły mi w pamięci już na zawsze. Tamten listopad był najpiękniejszym w moim życiu i śmiało mogę powiedzieć, że gdyby nie on, to ja nie byłabym teraz tą osobą. Wiem, że to bardzo mocne słowa, ale jestem ich całkowicie pewna. Moje życie odwróciło sie o 180 stopni, ale zacznijmy od początku.

Wszystko zaczęło się dokładnie 7 sierpnia 2011 roku. W ten dzień dowiedziałam się o Pro-Anie. Wcześniej próbowałam różnych "zdrowych" diet, ale z każdej szybko rezygnowałam. W tym przypadku było tak samo, kilka dni (nie)jedzenia i odpuściłam sobie. Jednak blogi o Anie wciągnęły mnie na tyle mocno, że nie potrafiłam z nich zrezygnować. W każdym z nich wyłapywałam jedną informację - wszystkie chciały być perfekcyjne. Miały dokładnie takie same problemy jak ja, więc pomyślałam, że skoro one potrafią, to dlaczego mi miałoby sie nie udać? Kolejne poważne podejścię do diety rozpoczęłam wraz z nowym rokiem szkolnym. W poprzednich latach nie byłam dobrą uczennicą - dwójkową, a przy większym szczęściu trójkową - wtedy wszystko się zmieniło. Sama nie wiem jak ja to zrobiłam, po prostu stosowałam się do rad Pro- Ana. Mało jadłam, a by zająć czymś czas- uczyłam się.  W przeciągu niespełna trzech miesięcy zrzuciłam 10 kilogramów. Jednak to październik pamiętam najlepiej. Wtedy wszystko osiągnęło swój szczyt. Pamiętam, że nie jadłam przez kilka dni, zarywałam noce, zamilkłam. W pamięć dokładnie zapadły mi wszystkie awantury mojej matki. Żaliła się, że w ogóle się nie odzywam. Do nikogo. Z bardzo rozrywkowej osoby zmieniłam się w dzikusa, który całe dnie spędzał w domu nad notatkami. Ale wiecie dlaczego tak miło wspominam ten okres? Bo wszystko mi wtedy wychodziło, nie byłam smutna jak wydawało się większości, a jedynie cicha. 

Późniejsze lata leciały szybko. Jednak po drodzę utraciłam swój rytm, samotność zaczęła wpływać na mnie autodestrukcyjnie i wtedy właśnie zaczęły się wszystkie moje problemy, które trwają do dzisiaj. Czasami sama nie wiem, co mam o tym myśleć. Bo jeżeli nie tamtem miesiąc pewnie siedziałabym teraz, w którejś z młodszych klas, ale jednocześnie znikęłoby większość moich problemów. 

Czasu nie cofnę. Żałuję tylko czasami.

poniedziałek, 25 listopada 2013

-

 Usłyszałam od mamy, że jestem gruba. Witaj spowrotem, już się martwiłam, że nie wrócisz mamusiu. 

Dzisiaj był pierwszy dzień bez śniadania i szczerze, to nie wiem jak ja go przeżyłam. Gdy wróciłam do domu myślałam tylko o tym, by zjeść i  zrobiłam to zanim się właściwie rozebrałam. Wniosek jest więc jasny. Postaram się natomiast jeść mniej, zamiast trzech wafli ryżwowych będą dwa. Wiem, że różnica marna, ale zawsze, to coś, prawda? 

Jutro szykuje się szkolna masakra. Na PP będą ćwicznia, oczywiście na ocenę. Uczyłam się w weekend, a zaraz zabieram się za powtórkę. Potem mam kartkówkę z angielskiego - Passive. Prosty temat, więc nie chce się na nim wyłożyć, mam 5,5,5,5 i +3. Ta ostatania ocena kompletnie mnie nie satysfakcjonuję, na dodatek jest ze sprawdzianu, więc liczy się bardziej. Dlaczego ja tego nie poprawiłam?! Trudno. W takim razie z tej kartkówi musi być piątka. Wszystko zwięczone jest sprawdzianem z historii. Z tym mam największy problem. Bardzo dużo się uczyłam i nie chce być w swojej skórze, gdy dostanę złą ocenę. Gdy tak wszystko tu wypisałam, to od razu mi lepiej. Właściwie nie będzie takiej masakry, bo na wszystko umiem, ah ta moja dramaturgia. 

Lecę do nauki!